poniedziałek, 11 stycznia 2010

"Avatar" reż. James Cameron


Na "Avatara" napaliłem się jak koń na sucharki i nic nie było w stanie powstrzymać mnie przed dotarciem, w miniony piątek, do kina. Nawet totalna zawierucha ze śniegiem, deszczem i kierowcami na letnich oponach, którzy, ze smutkiem przyznaję, sprawili że wykorzystałem mój limit wulgaryzmów na bieżący rok. No bo wszystko dograne na styk, a do przejechania 50 km, a ... Zresztą, wspomnę tylko, że było jak w katastroficznym, nomen omen, filmie. Ale uparłem się i dotarłem, ciągnąc ze sobą moją dzielną Żonę.
I nie żałuję czynu mego, nierozsądnego. Bo mimo iż fabuła prosta jak budowa cepa, a Cameron od nowa napisał historię Pocahontas, nadając jej imię Neytiri, malując na niebiesko i robiąc z niej autochtonkę planety Pandora, za Johna Smitha robi zaś kosmiczny marines - Jake Sully, to jednak ukryć się nie da, że "Avatara" się OGLĄDA. I nie muszę chyba dodawać, że chodzi tu o wersję 3D, bo oglądanie filmu w klasycznej technologii, to po prostu strata czasu.
Żeby nie przedłużać, dodam swoje 3 grosze do morza ochów i achów. Plenery zamieszkiwanej przez Na'vi planety pozostawiły mnie w zachwycie. Jako dużego chłopca zadowoliły wybuchy oraz sceny walk powietrznych i lądowych. A na koniec dodam, że zakochałem się w głosie i sposobie wyrażania uczuć Neytiri. No i, mimo swej nachalności, trafił do mnie wątek eko, bo w tej ciągłej gonitwie marzy czasem człowiek, żeby stanąć i przytulić się do drzewa, a symbioza między mieszkańcami, a ich rodzimą planetą została w filmie pomysłowo sportretowana. Chciałbym pobyć w ciele avatara choćby i parę godzin, żeby poczuć to uczucie przynależności do miejsca, z którego się pochodzi.
Podobało mi się to co widziałem i mam nadzieję, że Cameron otworzył drogę do 3D bardziej ambitnym twórcom. Takim, którzy wyjdą poza łopatologiczną walkę dobra ze złem i standardowy hollywoodzki pocałunek. Słowem - widzę przyszłość kina w trójwymiarze* :D

* Brać poprawkę na fakt, że było to moje pierwsze "czyde" i wyrażam zachwyt neofity.

7 komentarzy:

  1. 3D to efekciarstwo, a ambitni twórcy się na czymś innym skupiają. Takiego Kim Ki-duka sobie w 3D nie wyobrażam ;)
    Ale to tak swoją drogą. Cieszę się, że się dobrze bawiłeś :)
    Mnie Pandora całkowicie zauroczyła.
    Cameron odgrażał się podobno, że jeśli film odniesie sukces, zrobi kolejne dwie części =)

    A tak na marginesie - trochę niepokoi mnie książka, którą właśnie czytasz. Czytałeś wcześniej trylogię Canavan? Bo nie pamiętam, ale może mi umknęło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. germini Eee tam! Ja na przykład "Łuk" jak najbardziej. 3D, być może, dodatkowo pogłębiłoby wrażenie bezkresu morza, a co za tym idzie samotności dwójki bohaterów. Tak gdybam. A na "Avatara 2" już się nie wybiorę. Za to chętnie bym usłyszał o remasteringu "LoTR-a" na 3D :D
    Co do książki... Trylogii Canavan nie czytałem i jak na razie lektura "Uczennicy ..." nie skłania mnie do myśli o kontynuacji. A czemu Cię niepokoi? Mnie rozwalają jej gabaryty (800 str.). Ręce mi usychają i z pięćsetnej strony z utęsknieniem wyglądam końca. Ale może się rozkręci :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Pisałam już u siebie w notce o tej książce, że wg mnie zdecydowanie powinno się od trylogii zacząć, choć "Uczennica..." jest prequelem :) Tam czytelnik jest tak ładnie "wprowadzony" w ten świat, to po pierwsze. A po drugie, można się zaspojlerować, bo wydarzenia z trylogii tajemniczo nawiązują do przeszłości i po lekturze prequela już z góry będzie wiadomo, o co tam chodzi.
    Innymi słowy - frajda będzie mniejsza, z obu lektur, jeśli się od prequela zacznie.

    A dlaczego się na "Avatara 2" nie wybierzesz? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. germini A czy trylogia jest bardziej, hmm, dynamiczna od swego prequela?
    Nie pójdę, bo 27 zeta za oglądanie widoczków ze znanej już planety, to by była przesada :) A od strony fabularnej raczej niczym nowym Cameron nie zaskoczy. Chociaż... oby.

    OdpowiedzUsuń
  5. Prequel jest wg mnie lepszy od trylogii; m.in. bardziej dynamiczny :D Ale wiele osób nie podziela mojej opinii ;) Trylogia się momentami trochę wlecze.
    Podejrzewam, że jeśli nie wciągnąłeś się do 500 strony, to już się nie wciągniesz ;)

    A kolejne potencjalne części "Avatara" chętnie obejrzę - właśnie w kinie. Świat może i ten sam, ale takich efektów, kolorów, nie widuje się w końcu na co dzień :) (Ale ja to bym sobie nawet na pierwszą część jeszcze raz poszła :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Walka dobra ze złem jest ok, ale oprócz tego musi być coś jeszcze (charyzmatyczne postacie, sowizdrzalski humor, jakaś, minimalna bodaj, niejednoznaczność). Takie GW też chwalono swojego czasu za efekty i był to wtedy przełom, ale GW wciąż się bronią właśnie dlatego, że na efektach nie poprzestano. No, ale biorę poprawkę na to, że to Twoje pierwsze 3D. :) Dla mnie "Avatar" to potężne rozczarowanie. O wiele więcej obiecuję sobie po "Alicji w Krainie Czarów" Burtona.

    Ja sobie dla odmiany i Kim Ki-duka i von Triera i nawet Bergmana wyobrażam w 3D. ;) Bo dla mnie to jakiś tam bonus po prostu, a nie cel sam w sobie. Tak jak nikt nie chodził do kina na "dźwięk" ani na "kolor", gdy te efekty do filmu dodano, tak i nikt nie będzie chodził niedługo na 3D, bo to będzie standard.

    A kolejne ewentualne "Avatary" omijać będę jak najszerszym łukiem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. germini Prequel jest bardziej dynamiczny? Gosh! No to nie wiem jak się musi wlec trylogia :D
    aniaposz 3D to rzeczywiście tylko bonus, ale ja się nim jak widać zachłysłem :) I dlatego przy tym pierwszym podejściu, nawet miałka fabuła i postaci jak wycięte z szablonu (choćby sztampowy, twardogłowy pułkownik) nie były w stanie przyćmić zauroczenia Pandorą Camerona.

    OdpowiedzUsuń

"Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników je zamieszczających. Prowadzący bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii."