wtorek, 11 grudnia 2012

"Gorzka czekolada" Lesley Lokko

Kiedy na półkę naszego DKK trafiła “Gorzka czekolada” Lesley Lokko, a ja z blurba dowiedziałem się o tym jaka to “wspaniała historia o poszukiwaniu miłości, partnera życiowego i swojego miejsca na ziemi”, pomyślałem sobie, że dobrze się stało. Oto w końcu w naszym malutkim klubiku, który w odwłoku ma zasady parytetu płci, pojawiło się coś, co zadowoli gust większości członków, znaczy, w tym miejscu pragnę gorąco przeprosić koleżanki, członkiń. Babskie pisanie, które zrekompensuje poprzednie wybory, czyli nowomodnego “Drwala” i kryminalnego “Psa pańskiego”. Ja też zresztą nie od macochy, więc czemu nie miałbym się dowiedzieć, co tam we wrażym obozie piszczy. Ruszyliśmy zatem hurmą do lektury.
Wydawać by się mogło, że temat, czyli historia trzech młodych dziewczyn, których w drodze do dorosłości życie nie rozpieszcza, a nawet, że się tak mało górnolotnie wyrażę, solidnie kopie w zadek, to pierwszy krok do sukcesu. Osadzenie akcji w egzotyce haitańskiej stolicy, czy wielkomiejskim gwarze Los Angeles - krok drugi. Tajemnice przeszłości - trzeci. Czyli, zusammen do kupy, hit, samograj i bestseller. A jednak …
Już od początku lektury coś mi zgrzytało. Ale ponieważ dochodziło do pierwszych zwrotów akcji, postanowiłem te, jak mi się wydawało, chronologiczne niekonsekwencje, ignorować. I być może dałbym się wkręcić autorce w sztampową i, co nawet panie przyznały, dość przewidywalną fabułę, w której bohaterki sięgają bruku, by dzięki pomocnej dłoni opatrzności* stanąć na nogi, po drodze poznając smak życia i przekonując się, że nie smakuje ono jak toffi, ale jak tytułowa gorzka czekolada. Być może … Niestety, wtedy właśnie dotarłem do strony 103, na której przeczytałem: “(...) martwiła się, jak to będzie w lutym, kiedy urodzi się dziecko.”, a następnie do przełomu 105-106, gdzie jak wół stało: “Dziecko miało przyjść na świat na początku maja.”. I to był ten moment, w którym porzuciłem książkę, choć przyznaję ciekaw byłem opisów stosunków społecznych i kryzysu dręczącego Haiti, które pani Lokko przemycała w tle. Trudno. Nie lubię jak autor robi mnie w wała.
A panie? Panie pozwoliły sobie postąpić w sposób, który najlepiej scharakteryzuje cytat z “Gwałtu na Melpomenie” Antoniego Słonimskiego. Otóż i on: “Sztuka ma swoje niewątpliwe wady w samej budowie i akcji, ale brawurowy dialog nie pozwala o tym pamiętać. Przypomina mi to zwierzenia pewnego filologa, który wziął do ręki książkę znanego pisarza i począł podkreślać w niej błędy językowe. Ma pierwszej stronicy znalazł dziesięć, na drugiej pięć, a na trzeciej już ani jednego - porwany bowiem treścią książki zapomniał o filologii.”. Rzecz dotyczy co prawda groteski pani Samozwaniec, ale według mnie idealnie tu pasuje, o czym niech świadczy fakt zarwania nocy przez jedną z klubowiczek, spowodowany właśnie porwaniem treścią.
Co zatem o książce sądzić? Hmm, ja połowicznie zgadzam się z “Daily Mail”, które pisze o powieści Lokko jako doskonałym czytadle. Oczywiście z drugą połową tego stwierdzenia. A żeński skład DKK? Cóż, zapomniał o filologii.


* czyt. właściwych mężczyzn


Program realizowany jest we współpracy z Instytutem Książki.

15 komentarzy:

  1. Strasznie się marudny zrobiłeś, już wiem, skąd te narzekania na Chmielewską:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ciebie nie wkurza jak autor nie panuje nad stworzoną przez siebie rzeczywistością? Zresztą, może bym i przymknął oko, ale ta ciąża mnie dobiła i nawet zapewnianie przez panie, że to nie jest takie złe, nie pomogło :-)

      Usuń
    2. Mnie różne rzeczy irytują, ale się Chmielewskiej rykoszetami oberwało chyba:))

      Usuń
    3. Raczej nie, bo od lektury Lokko minęło już trochę czasu. A o tym co mnie irytowało w najnowszej JCh postaram się szerzej rozpisać. Na razie rozszerzam kredyt zaufania poza setną stronę :-)

      Usuń
  2. Jesteś bardzo uważnym czytelnikiem. Szkoda że nie dokończyłeś, książka ogólnie nie jest zła, jak się oczekuje wielowymiarowej powieści obyczajowej, która ma na celu umilenie wieczoru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnych rzeczy nie da się nie zauważyć, można na nie co najwyżej przymknąć oko. Ja do setnej strony zacząłem dostawać nerwowego tiku od tego przymykania. A czy szkoda ...? Myślę, że znajdę lepsze wielowymiarowe powieści obyczajowe :)

      Usuń
  3. Też mi się zdarza "zapomnieć o filologii", gdy porwie mnie wartki strumień fabuły, przymykam oko albo nawet (o zgrozo) nie zauważam błędów językowych, macham ręką na literówki, ale błędy rzeczowe powodują, że wracam do pionu, otwieram szeroko oczy i dziwię się, czy ktoś to czytał przed wydaniem... Słyszałam o przypadkach, że bohater w trakcie utworu zmienia imię i to nie w znaczeniu przybierania pseudonimu.
    Lokko jednak chwalą, tę i inne powieści. Nie widzę wyjścia jak przekonać się na własnej skórze, co kiedyś przy sposobności uczynię.
    A skoro też o Chmielewskiej mowa, to mam "Całe zdanie nieboszczyka" i nie zawaham się go użyć. W ramach ponownego podejścia,kolejnej próby zmierzenia się z twórczością tej autorki.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ZWL zasugerował, że czytana właśnie "Krawa zemsta", to niejaki powrót do korzeni i teraz się boję wracać :P A za pozostałe powieści Lokko podziękuję :)
      PS. Ze zmianą imienia sam się spotkałem, ale już nie pamiętam gdzie :)

      Usuń
  4. Ciekawa sprawa, najwyraźniej książka porusza jakieś utajnione odmęty kobiecej duszy, bo niedawno żarliwie polecała mi ją koleżanka, która zupełnie nie gustuje w tzw. literaturze dla pań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez wódki ..., no dobra, bez samodzielnej lektury, nie razbieriosz. Nie to, żebym namawiał. Jest tyle fajniejszych rzezy do zrobienia :)

      Usuń
  5. Jeśli bohaterka dbała o linię, być może najpierw planowała skrócenie czasu trwania ciąży, aby zbytnio nie przytyć (opisywano już podobne przypadki)? To by jednak oznaczało, że nie warto o niej czytać. Czyli jesteśmy w punkcie wyjścia.
    A okładka taka przyjemna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i nie warto, ale jak się okazuje te ponad 500 stron nie było dla niektórych przeszkodą :P

      Usuń
  6. I tak podziwiam. Mnie by chyba wystarczyła lektura blurba. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz, że blurby są g#$@zik warte? :D

      Usuń

"Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników je zamieszczających. Prowadzący bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii."