środa, 3 lipca 2013

"Do przerwy 0:1" Adam Bahdaj

Przeczytawszy “Do przerwy 0:1” Adama Bahdaja, zadumałem się srodze. Bo o ile wiem co w książce podobało mi się teraz, to za ludowe Chiny nie potrafię zrozumieć, czym zachwyciła młodzieńca jakim byłem podczas pierwszej lektury. Już choćby ze względu na lejtmotyw, którym jest piłka nożna, nie powinna mi się była podobać. Byłem bowiem chłopcem asportowym na maksa, czym niepomiernie wkur... załem kolejnych wuefistów. Bo gdzie to widziano, żeby na ławie siedziało dwa metry, niewykorzystanego w bloku czy w dwutakcie, nastolatka. O harataniu w gałę nawet nie wspominam, bo ganianie po wielkim boisku za skórzanym balonem wydawało mi się od zawsze cokolwiek zbyt męczące, a i premierem zostać nie chciałem. Wracając do tematu, musiało być w książce coś innego, coś, co przyciągnęło i nie puściło. Zresztą tak jak podczas powtórki. Często czytelnicy wspominają, że na odbiór lektury wpływają czas i miejsce, w których się jej oddajemy. Może więc wpływ na to, że tak spodobała mi się historia Paragona, Perełki, Mandżaro i kilkunastu innych warszawskich wisusów, miało to, że czytałem ją na ławce w pobliżu lokalnego “Orlika”. Może?
Trzon fabuły można nakreślić w kilkunastu słowach. Oto powojenna Warszawa, powoli podnosząca się z gruzów, która, o czym warto wspomnieć, urasta do rangi samodzielnego, drugoplanowego bohatera “Do przerwy …”. W tej nieciekawej scenerii zburzonych kamienic, stert cegieł, szczerzących zębiszcza murów i zaniedbanych podwórek, żyje paczka przyjaciół owładniętych sportową manią. Chłopcy cały wolny czas poświęcają treningom piłki nożnej, a ich, wcale nie ukrywanym, marzeniem, jest chęć zagrania w Polonii, ulubionym klubie, w którym gra bożyszcze urwipołciów z Woli, czyli Wacław Stefanek. Żeby tego dokonać postanawiają się ukonstytuować jako klub piłkarski “Syrenka”. Dodatkową okazją do pokazania swoich możliwości okaże się organizowany przez warszawską prasę “Turniej dzikich drużyn”, w którym chłopcom przyjdzie zmierzyć się m. in. ze znienawidzonymi przeciwnikami z “Huraganu”. Tyle suchych faktów.
Myli się jednak ten, kto sądzi, że na sportowych emocjach rzecz się kończy. Adam Bahdaj zgrabnie bowiem wplata w fabułę wątek kryminalny, który w połączeniu z szytymi na miarę greckiej tragedii dylematami moralnymi głównego bohatera, Paragona, co i rusz wpadającymi przez swoiste pojmowanie honoru, w kolejne tarapaty, zapewnia nieprzerwany dopływ czytelniczych emocji. Dla tych zaś, którzy lubią śledzić smaczki obyczajowe też znajdzie się małe co nieco. No i postacie. Każda inna i każda z właściwymi tylko sobie cechami. Mandżaro - zorganizowany służbista, Paragon - załatwiacz, dla którego “słowo droższe pieniędzy”, Perełka - negocjator i rozjemca.
Wkręciłem się. I to strasznie. Zamartwiałem się o to, jak poradzi sobie wychowywany przez ciotkę Paragon, kiedy ta trafiła do szpitala. Truchlałem na myśl jak skończy się “romans” chłopca ze stolicznym półświatkiem. Bezsilnie gryzłem wargi, gdy Perełkę, najlepszego na Woli bramkarza, tuż przed ważnym meczem zatrzymał w domu pijany ojciec. Ta książka wprost kipi od emocji i ta kipiel przenosi się na czytelnika.
No właśnie. Tylko czy na każdego, czy tylko na takiego ramola jak ja? Czy współczesny nastolatek zrozumie choćby poświęcenie Paragona “załatwiającego” piłkę na mecz? Czy nie będzie mu przeszkadzał delikatny dydaktyczny smrodek? Nie przekonamy się, jeśli książki nastolatkom nie podsuniemy. Do czego gorąco zachęcam, a i sam za lat parę, przeprowadzę eksperyment na moim Starszym synu, jak na razie zapalonym piłkarzu. 
A, i najpierw książka potem serial, bo w tym ostatnim sporo pozmieniano.

Dzięki uprzejmości ZwL, link do wywiadu z odtwórcą Paragona, Marianem Tchórznickim.

26 komentarzy:

  1. Zdążyłeś:) Mnie się też zawsze podobało, chociaż do piłki i wuefu miałem stosunek identyczny jak Ty:P Ale co tam sportowe emocje, skoro jest jeszcze tyle różności w tej książce. Serial chyba tak wiele nie zmienia, jakieś fabularne drobiazgi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Różności. Jak zacząłem się zastanawiać jakie wątki jeszcze poruszyć, to mi w głowie powstał istny elaborat :) A w serialu nie ma (chyba?) w ogóle wątku Polonii i opieki Stefanka nad "Syrenką", a to spore ciachnięcie jednak :(

      Usuń
    2. No jakże nie ma! Pewnie, że jest, są sceny w mieszkaniu Stefanka, w którym mieszka Paragon. Józef Nalberczak grał Stefanka.

      Usuń
    3. Obejrzę, będę się mądrzył, bo tak to plotek nasieję :P Zmiany jednak jakieś są, a zresztą i tak wiadomo, że książka lepsza :D

      Usuń
    4. Wywiad z odtwórcą Paragona Marianem Tchórznickim: http://tygodnik.onet.pl/1,11024,druk.html

      Usuń
    5. Zmiany wylicza Wikipedia: Wolę zastąpiła Chmielna i faktycznie nie ma wzmianek o Polonii.

      Usuń
  2. W piłkę nożną wprawdzie nie grałam, za to w koszykówkę i owszem. Na dodatek koszykówkę łączyłam z baletem - obie rzeczy mocno kontuzyjne jeśli idzie o ścięgna i kostki, do tej pory została mi tendencja do "skręcania". Po koszykowce zostałt mi powybijane palce ;) Uwielbiałam za to i nadal lubię oglądać piłkę nożną - okazyjnie tato zabierał mnie na mecze i nigdy nie zapomnę mistrzostw świata w Barcelonie w 1982, kiedy to mój młody wujek w emocjach wyrzucił krzesło przez balkon... Tę książkę po prostu uwielbiałam i co kilka mieszięcy wypożyczałam z biblioteki, swojej się jakoś nie dorobiłam. Ciekawe, jakie by były moje wrażenia teraz. Kurczę pamiętam jeszcze jedną książkę, opowiadanie właściwie, o piłce nożnej. Też był jakiś turniej, reprezentacja Polski młodzieżowa chyba, grała bodajże z RFN i właściwie całe opowiadanie było zapisem tego meczu, jak to drużynowy duch Polaków wygrał z brutalną siłą niemców. Za żadne skarby świata, nie mogę sobie przypomnieć ani tytułu, ani autora, ale wzruszyło mnie to opowiadanie do łez.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie na pseudosportowy tryb życia wzięło dopiero przed czterdziestką. Kupiłem rower, gram w siatkówkę. Zacząłbym biegać, ale muszę się przejść do lekarza, bo coś przy truchtaniu jest nie tak :( I tak się tylko zastanawiam czasem, jaki człowiek był głupi, że młodość rozmienił na bycie młodym gniewnym z fajką w zębach i tanim winem w dłoni :( A wtedy był czas, był power w nogach i płucach i trzeba było korzystać na maksa :) Jeśli zaś chodzi o książki o piłce dla młodych zapaleńców, to u nas dość podobały się dwa tomy serii Garlando :)

      Usuń
    2. E, ja ten sportowy tryb życia to w podstawówce prowadziłam, w ogólniaku byłam młoda gniewna, w ramonesce i z fioletowymi pasemkami we włosach blond... Nie było czasu na inne sporty niż skakanie na koncertach. Teraz ze sportów, trochę biegam, trochę pilates, trochę joga - nic ekstremalnego ;)

      Usuń
  3. Powojenna Warszawa podnosząca się z gruzów, a przede wszystkim jej gruzy mogą stanowić znakomitą zachętę także dla współczesnego nastolatka, tak myślę. Co do całej reszty nie wiem, ale mam wątpliwości. Faktycznie trzeba będzie sprawdzić, kiedy nadejdzie czas (przy ostatnim wznowieniu była informacja, że to dla wieku 12+).
    Kompletnie nie pamiętam tej książki, ba! nie pamiętam nawet czy ją czytałam:( Z jednej strony Paragon, Perełka i Mandżaro brzmią jak imiona dobrych znajomych, z drugiej jednak, kto mnie tam wie, skąd ich znam?:P
    A z książek Bahdaja przytargałam właśnie od rodziców "Wakacje z duchami" i zamierzam wkrótce zaatakować Starszego!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie też tego Bahdaja przytargałem z myślą o Starszym, ale mając na uwadze że Młodszy towarzyszy każdej lekturze, stwierdziłem że jednak za wcześnie. A że szkoda mi go było oddać nieczytanego, to przysiadłem na ławeczce raz i drugi i poszłooooo. I tak jak napisał wyżej ZwL, piłka w tej książce to tylko pretekst do opowiedzenia historii o przyjaźni, honorze i paru innych sprawach. Wiem, brzmi pompatycznie, ale wcale takie nie jest :D

      Usuń
    2. Podobne odczucia i wrażenia - co do tła zdarzeń jako jedynie pretekstu - mam po świeżo zakończonej lekturze "Awantury w Niekłaju". Która też jednak nie jest dla naszych dzieci - za wcześnie, a niewykluczone, że kiedy będzie w sam raz, to okaże się, że będzie za archaicznie.
      Mój Młodszy ostatnio się zbiesił i chce słuchać tylko "swoich" książeczek. Przesadnie nie rozpaczam:)

      Usuń
    3. Trzeba się pogodzić z faktem, że być może nasze dzieci będą miały nowych czytelniczych idoli. Trudno. Pewnych rzeczy się nie przeskoczy :D
      Szymko nie jest wybredny. Mam wrażenie, że lubi każdy rodzaj historii. Z jednymi wchodzi w interakcję, dopytując i komentując, inne wydaje się puszczać mimo ucha, ale indagowany czai o co cho :) A mój jedyny powód do rozpaczy jest taki, że wymusili czytanie tej krowy o SW. Wynegocjowałem dwie strony dziennie przed snem :)

      Usuń
    4. Na szczęście chociaż niektórzy idole się pokrywają, a jeśli chodzi o tych nowych, ja sama chętnie zapisuję się do fanklubów (Beręsewicz! Wechterowicz! i paru innych!)
      Jeśli chodzi o takie książki, jak ta Wasza krowiasta, ostatnio jestem bezwzględna: czytasz sam, albo nie czytasz w ogóle, wybór należy co Ciebie! Młodszy trochę cierpi (bo Starszy nie zawsze chce bawić się w lektora), ale mnie przynajmniej nie boli!

      Usuń
    5. Ano właśnie. Szkoda mi Młodszego, który kartkuje w te i we wte, i dopytuje się o szczegóły, których Starszy mu czasem złośliwie skąpi. No i po krótkim zastanowieniu się, kurczę, to jednak Gwiezdne Wojny :P Gdyby jednak chodziło o coś z piłką byłbym zastosował Twą metodę (aż wstyd pisać takie heretyckie wtręty akurat pod tym wpisem) :D

      Usuń
  4. Książkę czytałam jako nastolatka po kolejnej projekcji serialu w telewizji. Szału nie było, ale to raczej zrozumiałe - kolejność była niewłaściwa. I mimo że piłka nożna bardzo mnie ziębiła, losy bohaterów śledziłam z zainteresowaniem. I z emocjami, o których piszesz.;)
    Również zastanawiam się, czy ten świat może jeszcze wciągać. Zwłaszcza po wczorajszym seansie "Drogówki", w której (na oko) 11-latek, namiętny gracz w piłkę, mówi do ojca: tata, chcą, żebyśmy za 50 zł odsprzedali im mecz. Cóż, i czasy, i system wartości mocno się zmieniły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Twojej ostatniej konstatacji wypada dodać tylko: niestety. Zresztą teraz jest tak, że zamiast ledwo co pozamiatanego z gruzu podwórka, rozlatujących się trampek i szmacianki, są odpowiednio: wypasione boiska, wypaśne "korki" i repliki Tango 12, a dziatwa i tak woli rozpłatać kolejnego orka na komputerowym ekranie. Sport ma dość dużą konkurencję w rozrywkach i choć pewnie są chłopcy, u których futbol wywołuje podobne emocje co w bohaterach powieści Bahdaja, to jednak jest ich mało.

      Usuń
    2. Zgadzam się: obecnie młodzież ma tyle atrakcji na wyciągnięcie ręki (zwłaszcza w dużych miastach), że bieganie za piłką nie jest już tak pociągające jak kiedyś. Młodociani fani piłki są jeszcze, znam takich, ale to również duża zasługa rodziców, którzy nie pozwalają im na tkwienie przed komputerem. A i ojcowie raz w tygodniu też kopią piłkę.;)

      Usuń
  5. Ja w piłkę nożną to grałam chyba tylko kilka razy w życiu i to ze skutkiem marnym, a powieść czytałam, oczywiście i pamiętam, że bardzo mi się podobała. Mam nadzieję, że nie pomyliłam powieści (dawno to było), ale w "Do przerwy..." był motyw motywowania się do walki, rywalizacji. Zimne poranne prysznice i takie tam. To pamiętam zrobiło na mnie wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rywalizacja - tak, zimne prysznice - nie kojarzę (ale to o niczym nie świadczy, bo ja mam magiczną zdolność do zapominania książek z godziny na godzinę) :P

      Usuń
  6. Nie narzekaj, aż tak źle nie jest! Na położonych niedaleko mojego domu dwóch orlikach obłożenie pełne, w wakacje niemal od świtu do nocy! I pewnie, że część dzieci i młodzieży siedzi w tym czasie w domu przed konsolami i kompami, ale nie wydaje mi się, aby stanowili większość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś dziwnego dzieje się z komentarzami - ten miał być zamieszczony pod Twoją odpowiedzią na komentarz Ani (czytanki.anki). Uprasza się o przestawienie go sobie w głowie!:P

      Usuń
    2. Populacja większa, to i większe obłożenie :) Ale faktycznie, ze skruchą przyznaję, że odrobinę dramatyzowałem. Wciąż się jednak będę upierał, że emocje już nie te :P

      Usuń
  7. Ja też nie jestem fanką piłki nożnej, a dzieckiem zawsze byłam wyjątkowo leniwym. ;) Ale tę książkę czytałam. Inne powieści tego autora również. Fakt, dydaktyzm trochę przeszkadza - najbardziej chyba w "Stawiam na Tolka Banana". W "Do przerwy 0:1" natomiast najciekawsze (dla mnie, oczywiście) były te dramaty rodzinne, o których wspominasz pod koniec. Nie zaliczyłabym tej pozycji do moich ulubionych, ale i nie przerwałam lektury po kilku stronach.
    To rzekłam ja, współczesna nastolatka. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jak miło, że głos w sprawie zabrała jakaś młoda osoba :) Oczywiście piłka to, jak mi się wydaje, tylko taki lepik na chłopaków (bo nie oszukujmy się, to książka z łatą "chłopacka"). Ale zauważyć trzeba, że po meczach i emocjach z nimi związanych toczy się powojenne, cholernie trudne, życie. Ot, choćby Paragon nie chodzi do szkoły, bo musi sobie "radzić", a jak pokazuje przykład Rudego Milka, takich wojennych sierot było mnóstwo. Cieszę się, że potwierdza się opinia o tym, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie :D

      Usuń
  8. Z tego wszystkiego zapomniałem napisać, że czytane przeze mnie wydanie (bodajże NK z 1970), opatrzone było czarno-białymi ilustracjami Stanisława Rozwadowskiego. Z ciekawostek, dwie z nich zamieniono (na moje oko) w składzie, o czym świadczą napisy na koszulkach chłopców.
    PS. Dla zainteresowanych twórczością pana Stanisława, którego ja akurat pamiętam z "Kajtkowych przygód" - link do bloga "To dla pamięci", który jest skarbnicą wiedzy nt. ilustracji książek dziecięcych :D

    OdpowiedzUsuń

"Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników je zamieszczających. Prowadzący bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii."