<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231</id><updated>2012-01-31T18:45:50.377+01:00</updated><category term='[Instrukcja]'/><category term='[Miscellanea]'/><category term='[Przeczytane 2010]'/><category term='[Przeczytane 2008]'/><category term='[Przeczytane 2011]'/><category term='[Młodzieżówa]'/><category term='[Obejrzane]'/><category term='[Ksiązecki]'/><category term='[Spod lady]'/><category term='[Progenitura]'/><category term='[Przeczytane 2012]'/><category term='[Przeczytane 2009]'/><category term='[Odsłuchane]'/><category term='[DKK]'/><category term='[Magiczne obrazki]'/><category term='Stare [Przeczytane]'/><category term='[Nieprzeczytane]'/><title type='text'>Śmieciuszek życiowy, czyli co u Bazyla piszczy.</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>610</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-3237580918338070438</id><published>2012-01-30T14:18:00.000+01:00</published><updated>2012-01-30T21:05:43.199+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Młodzieżówa]'/><title type='text'>“Krabat” Otfried Preussler</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-FkRYKXO67LI/Txck7J4VJ4I/AAAAAAAAEms/AibzwXrK-KA/s1600/krabat.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-FkRYKXO67LI/Txck7J4VJ4I/AAAAAAAAEms/AibzwXrK-KA/s200/krabat.jpg" width="160" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" id="internal-source-marker_0.8631480838774471" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Niby nie powinno się sądzić książki po okładce, ale to przesąd jakowyś i totalna głupota, bo gdyby nie magiczna siła przyciągania okładki polskiego wydania “Krabata” Otfrieda Preusslera, książka nie wylądowałaby w moich łapkach. A szkoda by było. Bo choć za baśniami nie przepadam, to jednak nasycona fantastycznymi wydarzeniami historia sieroty z Łużyc, mimo iż posiada wszystkie denerwujące mnie cechy tego gatunku, jest jednak czymś więcej. Zatem ukłon w stronę &lt;a href="http://bajerowicz.blogspot.com/"&gt;Katarzyny Bajerowicz&lt;/a&gt;, bo to jej ręka stworzyła monochromatyczny, mocno niepokojący i idealnie oddający mroczną atmosferę historii, obraz, zdobiący front książki wydanej jakiś czas temu przez Bonę. I szkoda tylko, że tak poskąpiono czytelnikom talentu pani Kasi w środku wydawnictwa. Rozpisałem się o graficznej stronie książki, a przecież, choć ważna, nie tylko nią “Krabat” stoi. Siła tkwi bowiem w opartej na ludowej legendzie, ale opowiedzianej w wersji Preusslera, historii o dwunastu młynarczykach, będących w mocy wielkiego czarnoksiężnika.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Dzieje młodego wagabudny, który słuchając dziwnego głosu ze swych snów postanawia odnaleźć tajemniczy młyn, by w nim właśnie szukać szczęścia w życiu, wydawać by się mogły nudnymi. Tym bardziej, że jak już wspomniałem, jak to w baśniach, postacie czarno - białe, a i bajkowy cykl powtórzeń może denerwować. Nie zraziło mnie to jednak, bo po pierwsze, od czasów “Igraszek z diabłem” Drdy, nawiedzone młyny bardzo lubię (swoją drogą Kabat - Krabat, czy to tylko zbieg okoliczności??), po drugie książkę na okładce polecał Neil Gaiman, a człowiekowi ufam. I bardzo słusznie zresztą, bo “Krabat”, to mroczna, jak wylot smoczego zadka, opowieść o dorastaniu, sile przyjaźni, o walce, jaką prędzej czy później, musi stoczyć uczeń z mistrzem, o młodzieńczym zauroczeniu, o życiowych dramatach, których Los nam wszystkim nie szczędzi i … Wiem, wiem, banały, ale jeśli nie przeczytacie, nie będziecie wiedzieć jak cholernie smakowicie podane.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Okrrrrrrrropnie podobała mi się atmosfera grozy, zaszczucia i strachu, która towarzyszy czytelnikowi od pierwszych stron. Dowodem na jej obecność niech będzie fakt, że sugerując się resztą twórczości autora (mój błąd), zacząłem czytać sześciolatkowi, który po kilkunastu stronach drżącym głosem poprosił o zaprzestanie dalszej lektury. Jest bowiem w tej książce nieustające napięcie, które nieśmiało i, moim zdaniem, bezskutecznie, próbują zrównoważyć nieliczne humorystyczne scenki z życia mieszkańców młyna. Tytuł pierwszego wydania po angielsku &lt;i&gt;“The Satanic Mill”&lt;/i&gt; uznałbym może w trakcie lektury za przesadę, ale po jej zakończeniu …&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;“Krabat” to świetna książka i boję się tylko, żeby znów nie zaczęła się dyskusja o pojawiających się w treści pentagramach itp., która towarzyszyła Harry’emu. To tylko rekwizyty, a przecież ukoronowaniem opowieści jest zwycięstwo dobra nad złem. I o to w tym wszystkim chodzi. Polecam!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-3237580918338070438?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/3237580918338070438/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=3237580918338070438' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3237580918338070438'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3237580918338070438'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2012/01/krabat-otfried-preussler.html' title='“Krabat” Otfried Preussler'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-FkRYKXO67LI/Txck7J4VJ4I/AAAAAAAAEms/AibzwXrK-KA/s72-c/krabat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-3657400400604514720</id><published>2012-01-26T14:54:00.000+01:00</published><updated>2012-01-26T15:28:32.871+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Młodzieżówa]'/><title type='text'>"Dzika Mrówka i tam-tamy" Andrzej Perepeczko</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" id="internal-source-marker_0.4980630023177902" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-SWKCSr3l5k0/TxKQp3Eb7TI/AAAAAAAAEmQ/YhIo88LibsI/s1600/dzika.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-SWKCSr3l5k0/TxKQp3Eb7TI/AAAAAAAAEmQ/YhIo88LibsI/s200/dzika.jpg" width="140" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-size: large; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Kolejna z “młodzieżówek”, która z tarczą wyszła z boju ze zgryźliwym zgredem. A przyznam szczerze, miałem wiele obaw, bo jedyne co kojarzyło mi się z serią pana &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Perepeczko"&gt;Perepeczki&lt;/a&gt; (nie, nie Janosika), to fakt, że wielce mi się podobała. Kto jednak nie ryzykuje, ten dobrych książek nie czyta, więc rzuciłem się na wierzchołek góry przygód, jakim jest pierwsza książka o Dzikiej Mrówce i Jego Bracie, czyli odcinek z tam-tamami w tytule.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-size: large; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Tytułowa Mrówka to nastoletni chłopak, którego życie ogranicza się, z grubsza, do szkoły i hokeja, którego uwielbia. Los dokoptował mu brata bliźniaka, którego najbliższe otoczenie chłopców zna jako Jego Brata (no, to już wiecie kto jest spirytusem movensem wszystkich zdarzeń). Jako że chłopcy nie zostali znalezieni w kapuście, do kompletu mamy wiecznie nieobecnego tatę - ochmistrza na statkach dalekomorskich i mamę, którą małżonek zwie Micią. Co w tym ciekawego, spytacie? Hmm, to wiedzą tylko ci, którzy uwielbiają takie ciepłe, rodzinne, literackie gniazdka. Jak kto lubi Borejków, to i w Mrówkowej rodzinie dobrze się będzie czuł, choć od razu zastrzegam, że target wiekowy jest ustawiony deczko niżej niż u Musierowicz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-size: large; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;No dobrze, jest rodzina, ale o co biega z tymi tam-tamami? Otóż podczas jednej z nielicznych wizyt, wobec wyrzutów jakie czyni mu małżonka:&lt;i&gt; “Wszystko na mojej głowie. I koks na zimę, i malarz do odnowienia mieszkania, i dzieci, i w ogóle wszystko. A ty co? “Ależ, Miciu..." Co z ciebie za mężczyzna? Zróbże coś!”&lt;/i&gt;, tata &lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-size: large; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;postanawia zabrać chłopców na dwumiesięczny rejs. Konsekwencje tej decyzji stanowią kwintesencję książki, a że kurs jest na Afrykę, są też tam-tamy, choć nie tylko. Oj, nie tylko!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-size: large; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Podejrzewam co przyciągnęło mnie do książki w dzieciństwie. Jako jedynaka zawsze fascynowały mnie opisy braterskich więzi i równie braterskich napierdzielanek. Pewnikiem zazdrościłem Mrówie Jego Brata. Tego, że ma do kogo otworzyć paszczę i albo zbluzgać albo zaproponować sztamę. No i dzielić radości i smutki. Teraz zaś ze zgrozą czytałem o pomysłach, jakie mogą wpaść do głowy dwóm nastolatkom, których, tylko patrzeć, będę miał na stanie we własnym domu. Ot, prawdą jest powiedzenie, że punkt widzenia …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-size: large; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Mimo wieku, świetna. Parskałem śmiechem przy marynarzu - pantoflarzu, który w domu dialogował zwrotami: “Ależ, Miciu …” i “Oczywiście, Miciu …”, ale na statku potrafił ryknąć z głębi wątpi, ustawiając rodzinę do pionu. Z bananem na ustach czytałem, jak bawiący się w detektywów chłopcy udają w afrykańskim miasteczku luźną rozmowę, deklamując na przemian “Świteziankę” i jak, w zależności od tego czy buja czy nie, chcą, bądź nie, iść do szkoły morskiej. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-size: large; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Jest w powieści pana Andrzeja humor i draka, ale jest i nauka. Są w niej “rodzynki” informacji geograficznych (w końcu chłopcy sporo zwiedzają), jak i historycznych, ale podane niejako przy okazji wartkiej akcji. Mniód!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-3657400400604514720?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/3657400400604514720/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=3657400400604514720' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3657400400604514720'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3657400400604514720'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2012/01/dzika-mrowka-i-tam-tamy-andrzej.html' title='&quot;Dzika Mrówka i tam-tamy&quot; Andrzej Perepeczko'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-SWKCSr3l5k0/TxKQp3Eb7TI/AAAAAAAAEmQ/YhIo88LibsI/s72-c/dzika.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-8167623824498544390</id><published>2012-01-23T15:12:00.003+01:00</published><updated>2012-01-23T15:12:39.606+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2012]'/><title type='text'>"Piękna kobieta w obłoku spalin" Bożkowski Jeremi (właśc. Ciecierska-Więcko Bożena)</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" id="internal-source-marker_0.8943599503632704" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-uzuH0lRc9aQ/Tx1oFwPZy2I/AAAAAAAAEnA/pV8URGuAIPA/s1600/spalin.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-uzuH0lRc9aQ/Tx1oFwPZy2I/AAAAAAAAEnA/pV8URGuAIPA/s200/spalin.jpg" width="140" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Nie wiem czemu, zakonotowałem gdzieś w szufladce pamięci, że drugi tom z Fidybusem “to już nie to samo” co “Msza …”. Gównoć tam prawda! Już pierwszy rozdział tej wysoce rozrywkowej pozycji, który pozwolę sobie roboczo nazwać komediowym kryminałem, wprowadził mnie w doskonały nastrój, a ciąg dalszy w tym nastroju utrzymał. Strasząc zatem gromkim śmiechem zarówno połowicę, jak i dzieci moje maleńkie, dotarłem do końca, otarłem łzy rękawkiem i śpieszę donieść w czym tkwi siła “Pięknej kobiety …”.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Zacznijmy od głównej bohaterki, Malwiny Kaleckiej, która jest kobietą z jajami. Nie, nie w sensie, że twarda i szybko podejmuje męskie decyzje. Jest po prostu tak egocentryczną egocentryczką, że rozmowa z nią sprowadza się właściwie do monologu z kwestiami “Ja …, ja …, mi …” w rolach głównych. Dodajmy do tego, że Kalecka jako rycząca czterdziestka wyimaginowała sobie, że ciągle pozostaje zalotnym, nastoletnim kurczątkiem, o schrupaniu którego marzy każdy facet na Ziemi. Mało? Malwina jawi się sobie, w swoim wyobrażeniu, jako współczesny Leonardo, kobieta renesansu, wsystkowiedząca, wszystkopotrafiąca i w ogóle naj, naj, naj. Co dziwne, nawet to, że ogół społeczeństwa zdaje się nie podzielać tych opinii, nie robi na paniusi wrażenia, bo każdą sytuację potrafi sobie wytłumaczyć na swoją korzyść. Słowem - gdyby mnie z taką babą zamknąć na jakie pół godzinki, to lepiej żeby siedziała dalej niż na wyciągnięcie rąk. Bo myśl, żeby uciszyć Malwinkę definitywnie, zaczyna świtać w głowie szybciej niż później i, jak się wkrótce okazuje, nie tylko w głowie czytelnika.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Ale nie samą Malwiną “Piękna …” stoi, choć przyznaję, że jej jazdy, a szczególnie poetycki szmergiel i pewne zawirowania z nim związane, doprowadziły mnie po kilkukroć do łez. Reszta ekipy, czyli znajomi, współpracownicy i osoby, które niebacznie wpadły w orbitę oddziaływania wyżej wymienionej, to całkiem różnorodna i przez swą różnorodność dostarczająca paszczy wielu powodów do szczerzenia, ferajna. Ot, choćby Magda i Michał Bajorkowie, wyluzowane małżeństwo z własnymi ześwirowaniami, szeroką gamą przyjaciół i wrogów, w tym, w tej drugiej grupie, panią Dziopkową, babolem z parteru, który to babol jest z typu tych, co to w nocy, o północy, zza uchylonej firanki zaobserwuje każdy, kompromitujący szczegół Waszego życia. A nawet jak nie zaobserwuje, to sobie dopowie. A jak jej kto nie uwierzy, to i prowokację potrafi zainscenizować. Oj, przecież każdy takiego babola w życiu spotkał, to co będę tłumaczył.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Wszystko mnie się. Wszystko. Postacie, intryga, humor sytuacyjny (Magda wołająca z wanny do dzwoniącej do drzwi Malwiny coś w stylu: “Właź! Jak obcy, uwaga bo pies!!”) i cały ten pieprznik wynikający z głupiego zachowywania osób zamieszanych w sprawę, który tak lubiłem we wczesnych powieściach Chmielewskiej. I nawet to, że brak jest księdza Przeogromnego, a Fidybus pojawia się późno, nie zmąciło mi szczerej uciechy z lektury.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Pewnie jak zwykle wyszło chaotycznie i nie idzie mnie zrozumieć, ale niech postawię sprawę jasno - polecam! A jakby się ktoś jeszcze wahał, to &lt;a href="http://zuzanka.blogitko.pl/2011/12/03/jeremi-bozkowski-piekna-kobieta-w-obloku-spalin/"&gt;TU&lt;/a&gt; notka bardziej zrównoważona i wszystkomająca. Zuzanko, dziękuję za trop.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;PS. Jeśli chodzi o stopień wciągnięcia, to dodam tylko, że na wyjeździe "tylko zerknąłem" na pierwszą stronę :)&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-8167623824498544390?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/8167623824498544390/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=8167623824498544390' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/8167623824498544390'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/8167623824498544390'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2012/01/piekna-kobieta-w-oboku-spalin-bozkowski.html' title='&quot;Piękna kobieta w obłoku spalin&quot; Bożkowski Jeremi (właśc. Ciecierska-Więcko Bożena)'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-uzuH0lRc9aQ/Tx1oFwPZy2I/AAAAAAAAEnA/pV8URGuAIPA/s72-c/spalin.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-5216451180394733650</id><published>2012-01-17T12:46:00.003+01:00</published><updated>2012-01-17T12:46:45.714+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Miscellanea]'/><title type='text'>My chcemy powrotu Kotów !!!</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://pl-pl.facebook.com/PankotiKotpan"&gt;&lt;img border="0" height="107" src="http://2.bp.blogspot.com/-chE_on_Bv4A/TxVepv6A7jI/AAAAAAAAEmc/L-mw92RtSPE/s400/pankot.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Ech, losie, losie. Pamiętacie jak pewnego dnia nie było rano "Teleranka"? Ja pamiętam. A teraz moje dzieci będą pamiętać jak pewnej soboty nie było "&lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/2011/09/pankot-i-kotpan.html"&gt;Pankota i Kotpana&lt;/a&gt;". Mimo, że się specjalnie wcześniej wykluły spod kołder i zasiadły po śniadaniu przed telewizorem, nie dostały kolejnej porcji dziecięcej kultury na poziomie. Dlaczego? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o ...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Zaledwie kwartał wystarczył, by telewizyjna "Dwójka" uznała, że lepiej (czyt. taniej) paść dziecięce oczy "jedynkowymi" disnejami i spandżbobami (swoją drogą obrzydlistwo), niż teatralnym spektaklem wg Singera, Brzechwy czy Wojtyszki. Szkoda. Podobnie jak szkoda mi moich, wydanych na opłacenie abonamentu, pieniędzy. Tak, tak. Jestem jednym z tych nielicznych idealistów (czyt. łosi), którzy płacą. I płaczą. Szczególnie oglądając pewną, idiotyczną reklamę, o niepłaceniu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Chciałbym żeby ktoś wreszcie poszedł po rozum do głowy i zamiast marnych prób zażenowania społeczeństwa, wsparł świetny pomysł, który idealnie wpisywał się w tak otrąbioną "misyjność" TVP. Pankot i Kotpan na prezydentów!!! Przekierować kasę z głupich spotów proabonamentowych na paliwo do fotela!!!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-5216451180394733650?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/5216451180394733650/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=5216451180394733650' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5216451180394733650'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5216451180394733650'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2012/01/my-chcemy-powrotu-kotow.html' title='My chcemy powrotu Kotów !!!'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-chE_on_Bv4A/TxVepv6A7jI/AAAAAAAAEmc/L-mw92RtSPE/s72-c/pankot.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-7926068120357115714</id><published>2012-01-16T14:30:00.001+01:00</published><updated>2012-01-16T14:32:56.265+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Nawałnica mieczy", "Uczta dla wron" George R.R. Martin</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-YFIbnLPj0wI/Tv3qBA3-kII/AAAAAAAAEkk/j67Ds23h8SM/s1600/ucztadla1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" id="internal-source-marker_0.4981401639810277" style="margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ANRV3Kwxj08/TvbyCpU1lSI/AAAAAAAAEkY/uW39aCAJAEc/s1600/nawalnica2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-ANRV3Kwxj08/TvbyCpU1lSI/AAAAAAAAEkY/uW39aCAJAEc/s200/nawalnica2.jpg" width="132" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-family: Arial; font-size: 15px; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Wracam sobie, proszę ja Was, do tego całego Westseros, po kilkumiesięcznej przerwie i się zastanawiam: poznam czy nie poznam, pamiętam gęby i czyny czy nie, skumam szybko kto jest z kim, a kto przeciw komu czy może będzie jak w piosence, że niby &lt;i&gt;hu is f... elis&lt;/i&gt;. Spoko, dałem radę, choć przyznam szczerze, że pierwsze kilkadziesiąt stron zajęło mi tzw. wczuwanie w sytuację. Ale jak już się wczułem, to popłynąłem i łykałem tom za tomem jak młody pelikan, to co młode pelikany mają w zwyczaju łykać. I choć w pewnym momencie poczułem przesyt i zacząłem się przychrzaniać do drobnych szczególików (a drobne szczególiki potrafią być bardzo wredne i zniechęcić do lektury), to i tak wiem jedno. Gdybym miał pod ręką “Taniec …”, nie oparłbym mu się nijak.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-YFIbnLPj0wI/Tv3qBA3-kII/AAAAAAAAEkk/j67Ds23h8SM/s1600/ucztadla1.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-YFIbnLPj0wI/Tv3qBA3-kII/AAAAAAAAEkk/j67Ds23h8SM/s1600/ucztadla1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-family: Arial; font-size: 15px; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Co zatem George wymyślił, żeby się czytelnikowi w wykreowanym przez niego świecie nie nudziło? A otóż i trzebi troszkę stadko tych, którym kibicowaliśmy. Konsekwentnie podprowadza do dołu z guanem tych, którzy są be, be i jeszcze raz be, i na taki podły los zasłużyli. Ale też niektórych złych uszlachetnia, a dobrym opiernicza nieco skrzydełka i zarzuca ścierkę na aureolki. Słowem - dzieje się.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-9g-JEAEh66o/TwFmN7JNZGI/AAAAAAAAEkw/P7FGO0Gq9pk/s1600/ucztadla2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-9g-JEAEh66o/TwFmN7JNZGI/AAAAAAAAEkw/P7FGO0Gq9pk/s1600/ucztadla2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-family: Arial; font-size: 15px; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Nic w tej wielkiej sadze nie jest pewne, a zwroty akcji mogą przyprawić o zawrót głowy. I furda, że Autor wkurza mnie sztampą opisu strojów damskich i męskich (gorsecik sukni miała ozdobiony perełkami/rubinami/ametystami/innymi duperelami; na wamsie widniał wyszyty herb -&lt;i&gt; tu opis&lt;/i&gt;), wymienianiem nazwisk członków mniej znaczących rodów do ósmego pokolenia wstecz czy pewnym spowolnieniem akcji i wodolejstwem, które robi grubość w “Uczcie dla wron”, ja ciągle parłem naprzód. Mroczna, pełna przemocy, seksu, piętrowych intryg, rzezi, uczt, walk, zabójstw, humoru (w tym koszarowego), zdrad i sojuszy, nie pozwala przestać się czytać. Wspominałem o seksie? &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-family: Arial; font-size: 15px; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Ok, kończę, bo mój entuzjazm chyba już dało się zauważyć, a dalsze pisanie o “Pieśni …” miałoby sens jedynie wtedy, gdybym mógł sypnąć konkretami, czyli dla tych którzy jeszcze nie czytali, spoilerami, a przecież nie o to chodzi. Zatem idźcie i czytajcie, i &lt;a href="http://mcagnes.blogspot.com/2012/01/kajam-sie-kajam-prosba-o-martina.html"&gt;syndromu odstawienia&lt;/a&gt; się obawiajcie albo mu wcześniej, przygotowując dostępną na razie część, przeciwdziałajcie! I tak fatalnych rymów częstochowskim w swych tekstach nie umieszczajcie. Howgh!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-7926068120357115714?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/7926068120357115714/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=7926068120357115714' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7926068120357115714'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7926068120357115714'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2012/01/nawanica-mieczy-uczta-dla-wron-george.html' title='&quot;Nawałnica mieczy&quot;, &quot;Uczta dla wron&quot; George R.R. Martin'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ANRV3Kwxj08/TvbyCpU1lSI/AAAAAAAAEkY/uW39aCAJAEc/s72-c/nawalnica2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-3754476697886172610</id><published>2012-01-12T12:52:00.001+01:00</published><updated>2012-01-12T14:34:13.127+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Ksiązecki]'/><title type='text'>"Kotek Splotek" Rob Scotton</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-CBcPPBijQ5Y/Tw7HhlAhu9I/AAAAAAAAEl8/_Q3clNENQwk/s1600/splotek1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="199" src="http://4.bp.blogspot.com/-CBcPPBijQ5Y/Tw7HhlAhu9I/AAAAAAAAEl8/_Q3clNENQwk/s200/splotek1.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" id="internal-source-marker_0.1380309712429263" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Podczas ostatniej wizyty w WBP, zostałem przyjaźnie zagadnięty przez jedną z pań bibliotekarek, która chciała wiedzieć czy szukam czegoś konkretnego, bo jeśli nie, to ona akurat wpisuje świeżynki i może mi coś z nich wypożyczyć. Jako, że brakowało mi ciekawego tytułu dla Szymka, pani zaproponowała którąś z części “Stacyjkowa”. Obejrzałem, ale bez przekonania, bo nie darzę atencją książek opartych o bajki TV i stwierdziwszy, że jak nic nie znajdę, to “ewentualnie”, ruszyłem między półki. Pani rozkładała tuż obok nabytki i nagle podała mi z uśmiechem książkę. Jeden rzut oka na okładkę wystarczył, żeby Bazyl wiedział, że chce to mieć w plecaczku, zamiast kolorowych pociągów i nieważne co Młody powie (tak, tak, wyrodny ze mnie ojciec). Pani przyklepała wybór, dorzucając, że &lt;i&gt;“niektóre dzieci nie chcą się ze Splotkiem rozstać, a nawet płaczą przy oddawaniu”&lt;/i&gt;. Dobra, kończmy tę przydługą historię wprowadzającą i walmy prosto z mostu: “Kotek Splotek” jest megaekstra!!!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Pierwsza myśl jaka towarzyszyła otwarciu książki, to: “Kurteczka, gdzie ja już coś podobnego widziałem?!”. Rzut oka w odmęty Internetu i już wiedziałem. &lt;a href="http://mcagnes.blogspot.com/2011/10/baranek-bronek-rob-scotton-uwielbiam.html"&gt;Tutaj&lt;/a&gt;. I tak jak Agnes zachwycała się puszystością owiec, my z chłopakami podziwialiśmy puszystość kocią. Puszystość, pucułowatość, przytulańskość i wiele, wiele innych cech, które po prostu wylewają się (patrz niżej) z dziesiątek ilustracji tej niewielkiej objętościowo (32 str.), ale za to sporego formatu, książeczki. Splotek jest na tapecie codziennie. Szymek łazi z nim pod pachą traktując książkę jako zamiennik pluszaka (swoją drogą szkoda, że autor nie pomyślał o takim gadżecie*), a Bartek lubi ją czytać. Wiele zaliczonych przebiegów pozwala mu to robić perfekcyjnie. Intonacja powtórzonego: “Dlaczego?” czy płaczliwego i z wyrzutem: “Mamo!” w jego wykonaniu, to prawdziwy majsterszyk. No, ale ja znowu w las, a trzeba o meritum.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Historyjka wyczesanego (dosłownie, zresztą zobaczycie!) kotka, który ma przed sobą pierwszy dzień w szkole i wymyśla tysiąc powodów by tego doświadczenia uniknąć, jest opowiedziana z takim jajem, że klękajcie narody. Albo czytelnicy ze śmiechu, którą to opcję wybraliśmy z chłopakami. Rysunki są tak przekozackie i tak nam się podobają, że … Dobra, kończę bo za chwilę eksploduję próbując wymyślić sto wyrazów bliskoznacznych do słowa “eeeeeeeeeeeeeeeeeekstra!!!”. Dodam tylko, że wydawnictwo sprzedaje zestaw Splotka z Bronkiem za tanie piniądze (bez kosztów wysyłki) i ja z tej opcji mam zamiar skorzystać (nie, nie płacą mi za reklamę). Po pierwsze dlatego, że nie wiem jak powiedzieć Młodym, że Splotek wraca do biblioteki. Po drugie, bom ciekaw strasznie Bronka.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-1ffpNo7ynSg/Tw7Hx1io2kI/AAAAAAAAEmE/eOW5cagNjq8/s1600/splotek2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="154" src="http://4.bp.blogspot.com/-1ffpNo7ynSg/Tw7Hx1io2kI/AAAAAAAAEmE/eOW5cagNjq8/s320/splotek2.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;W rolach głównych Splotek oraz dłonie i kolanka Starszego © by Bazyl&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;&amp;nbsp;A żeby Wasze gały widziały co brały i mi później nie jęczały, to zapraszam na &lt;a href="http://www.robscotton.com/"&gt;stronę autora&lt;/a&gt;. A Vespera upraszam o szybką publikację kolejnych części.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;* Włażę pod stół i odszczekuję. Jest. Szkoda tylko, że w zagranicznych sklepach :( &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-3754476697886172610?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/3754476697886172610/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=3754476697886172610' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3754476697886172610'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3754476697886172610'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2012/01/kotek-splotek-rob-scotton.html' title='&quot;Kotek Splotek&quot; Rob Scotton'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-CBcPPBijQ5Y/Tw7HhlAhu9I/AAAAAAAAEl8/_Q3clNENQwk/s72-c/splotek1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-2951749554265265426</id><published>2011-12-28T13:50:00.001+01:00</published><updated>2011-12-28T14:27:54.132+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Miscellanea]'/><title type='text'>Pierwsze .mobi za płoty!</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Mówiłem, że nie lubię robić z bloga słupa ogłoszeniowego, ale, w związku z akcją antyDRMową, która kiedyś przetoczyła się przez blogi, uznałem, że rzecz warta jest rozplakatowania. A o co się, przepraszam, rozchodzi? Już tłumaczę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Czekałem, czekałem, no i się doczekałem. W ofercie &lt;a href="http://virtualo.pl/"&gt;virtualo.pl&lt;/a&gt; znalazła się wreszcie karma dla mojego Kindle'a, czyli zabezpieczone znakiem wodnym ebooki w akceptowalnym przez urządzenie Amazona &lt;a href="http://virtualo.pl/?f=format_id:6"&gt;formacie .mobi&lt;/a&gt;. Zaraz, zaraz jakie urządzenie Amazona? Przecież mowa o moim Kundelku ukochanym, którego wreszcie nakarmię legalnie nabytą książką.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Ceny nie rozpieszczają, ale część pozycji (np. książki z "Czarnej serii") jest do kupienia w promocji. Ja dziś siadam z Kitkiem do kompa, by zakupić coś na próbę. I oczywiście pozostaję z nadzieją, że wydawnictwa pójdą za ciosem i nowości bez problemu będzie można kupić w takiej właśnie formie. Konwersja starszych pozycji też mile widziana. Szczególnie zależałoby mi na wielkich krówskach (np. "Boże igrzysko" Daviesa) w przystępnej cenie, ale ja rozumiem, że trzeba czasu. W każdym razie, jak w tytule - pierwsze .mobi za płoty.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-2951749554265265426?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/2951749554265265426/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=2951749554265265426' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2951749554265265426'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2951749554265265426'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/12/pierwsze-mobi-za-poty.html' title='Pierwsze .mobi za płoty!'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-2255405040473441390</id><published>2011-12-27T10:56:00.000+01:00</published><updated>2011-12-27T10:56:39.864+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Sąsiadka kapitana Kotowicza" Klara S. Meralda (właśc. Olga Zapolska-Tomkiewicz)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-pg0te5nyOSE/Tu8ULtIpGwI/AAAAAAAAEjw/rF4TSWCksvk/s1600/kotowicza.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-pg0te5nyOSE/Tu8ULtIpGwI/AAAAAAAAEjw/rF4TSWCksvk/s200/kotowicza.jpg" width="140" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Wyjdę na takiego, co to mu się ostatnio wszystko z Joanną Chmielewską kojarzy, ale trudno. Muszę bowiem szczerze wyznać, że o ile lubię jej wczesną twórczość, to za każdym razem, kiedy w jej starszych książkach pojawiał się sympatyczny, inteligentny, szarmancki, układny i, na dokładkę, piekielnie przystojny oraz w ogóle och i ech, oficer milicji obywatelskiej, to mnie się, zgodnie z lokalną tradycją, scyzoryk w kieszeni otwierał. Pech chciał, że Klara S. Meralda takiego właśnie supermana, w dodatku świeżo poślubionego żonkosia, który małżonce rad jest nieba przychylić, uczyniła głównym bohaterem swojej powieści.&lt;br /&gt;No nic, pomyślałem, kryminał milicyjny bez milicjanta, to by był dość kiepski pomysł, niechże więc tam. Przecierpię. I powiem szczerze, że pomijając opisy pantoflarstwa i jakiejść takiej ogólnej, domowej spolegliwości pana kapitana, to tych cierpień nie było znów tak wiele. Bowiem “Sąsiadka …”, to poprawny, klasyczny kryminał&amp;nbsp; z jedną denatką, tytułową sąsiadką właśnie oraz dość wąskim kręgiem podejrzanych, którzy gościli u niej na Wigilii, podczas której dokonano otrucia gospodyni. Już w pierwszym etapie śledztwa wychodzi na jaw, że pani była dziana, a każdy z gości miał motyw oraz sposobność, by nafaszerować biznesmenkę trucizną.&lt;br /&gt;Miałem chwile zwątpienia, ale kontynuowałem dla osoby ciotki zamieszkującej z panem kapitanem i jego ślubną. Osoba ta, typ zwany w moich okolicach Radiem Wolna Europa, wprowadzała odrobinę ożywienia w dość sztampową fabułę i wywoływała uśmieszek na twarzy. Podsumowując - poprawnie, ale bez rewelacji. Jak ktoś ciekaw ludzkiej twarzy milicji i wejrzenia w początki prywatnej inicjatywy, proszę bardzo.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-2255405040473441390?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/2255405040473441390/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=2255405040473441390' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2255405040473441390'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2255405040473441390'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/12/sasiadka-kapitana-kotowicza-klara-s.html' title='&quot;Sąsiadka kapitana Kotowicza&quot; Klara S. Meralda (właśc. Olga Zapolska-Tomkiewicz)'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-pg0te5nyOSE/Tu8ULtIpGwI/AAAAAAAAEjw/rF4TSWCksvk/s72-c/kotowicza.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-6108724372178109893</id><published>2011-12-24T09:52:00.000+01:00</published><updated>2011-12-24T09:52:51.811+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Miscellanea]'/><title type='text'>Zdrowych, spokojnych ...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;... a przede wszystkim spędzanych w taki sposób jak lubicie najbardziej, Świąt Bożego Narodzenia. I wielu książek pod choinką, żebyście mieli z czym zacząć Nowy Rok, który oby był lepszy od upływającego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Dw2vutd40dU/TvWSMUHttRI/AAAAAAAAEkM/J-qugzyN6sA/s1600/DSC00015.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://4.bp.blogspot.com/-Dw2vutd40dU/TvWSMUHttRI/AAAAAAAAEkM/J-qugzyN6sA/s200/DSC00015.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;życzą&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Bazyl, Kitek, Bartek i Szymek&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-6108724372178109893?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/6108724372178109893/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=6108724372178109893' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6108724372178109893'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6108724372178109893'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/12/zdrowych-spokojnych.html' title='Zdrowych, spokojnych ...'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Dw2vutd40dU/TvWSMUHttRI/AAAAAAAAEkM/J-qugzyN6sA/s72-c/DSC00015.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>25</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-925821161692225875</id><published>2011-12-21T15:33:00.001+01:00</published><updated>2011-12-21T15:33:27.230+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Msza za mordercę" Bożkowski Jeremi (właśc. Ciecierska-Więcko Bożena)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-_ARuCTaWfwg/TupCDaWMsvI/AAAAAAAAEjg/Mh3sWORHQ58/s1600/mszaza.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-_ARuCTaWfwg/TupCDaWMsvI/AAAAAAAAEjg/Mh3sWORHQ58/s200/mszaza.jpg" width="140" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Lubię wczesne książki Joanny Chmielewskiej za opisy inteligenckiej bumelki w biurze projektowym (i nie tylko), za szalone pomysły ludzi wydawałoby się rozsądnych, za pomieszanie z poplątaniem, jakie zazwyczaj z realizacji tych pomysłów wynika. Do dziś pamiętam akcję ze stonką i lakierkami z “Dzikiego białka”, a ja rzadko kiedy coś z książek zapamiętuję, więc … &lt;br /&gt;No dobrze, ale, jakby powiedział pewien znajomy rolnik, co ma kosa do kutosa, czyli wczesna Chmielewska do “Mszy za mordercę”, która to powinna być głównym tematem tej notki. Ano, ma. Po pierwsze, scenografię, czyli dwie rywalizujące ze sobą redakcje: „Zewu Nauki” i „Czynów Stali”, życie w których toczy się szalonym rytmem znanym z powieści pani Joanny. Jeśli dodać do tego fakt, że obie znajdują się w budynku zajmowanym poza nimi przez: szkołę baletową, bibliotekę kurialną, knajpkę prowadzoną przez zakonnice i parę innych instytucji, a sam budynek posiada psującą się windę, tajemne lochy i remont generalny na stanie... Przyznacie, pole do popisu jest. Po drugie, bohaterów, którzy, wymienieni na początku jako &lt;i&gt;dramatis personae&lt;/i&gt;, wzbudzili moją sympatię swymi niepowszednimi personaliami. Sierżant Fidybus i porucznik Karbolek, to jeszcze luz, ale proboszcz Przeogromny, to prawdziwy rarytas i nie tylko o nieadekwatność miana do fizys mi idzie. Po trzecie, jakiś taki ogólny, żartobliwy klimat, który w miarę upływu stron zaczyna wyparowywać (całe szczęście nie do końca), by ustąpić miejsca sprawom ważnym i poważnym.&lt;br /&gt;Jest w tej książce wszystko co lubię w tego typu powieściach. Inteligentne dzieciaki z ciętymi jęzorkami, balety z jarzębiakiem, kaszanka w segregatorach, trup w pokoju i nocne Polaków rozmowy. Jest glina służbista i glina wyjadacz, są spory ideolo i piękny wykład na temat “czego inteligent zazdrości fizycznemu i vice versa”. Są też, z rzeczy poważniejszych: cień Października ‘56, zatargów na linii władza - kler czy wykład o niehumanitarnych metodach śledczych. Jako całość - świetna.&lt;br /&gt;Nie wiem jak ją polecić. Pierwsze wrażenie było takie, że to kolejny dowcipaśny kryminał z PRL-u. Śmiałem się w głos i cytowałem całe akapity Kitkowi. Ale w miarę posuwania się akcji do przodu ucichłem i czytałem z większym skupieniem, by na końcu, podobnie jak zrobiła w swojej &lt;a href="http://zuzanka.blogitko.pl/2011/12/11/jeremi-bozkowski-msza-za-morderce/"&gt;świetnej notce&lt;/a&gt; Zuzanka, skonstatować, że to smutna książka. Ale jakże warta przeczytania.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-925821161692225875?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/925821161692225875/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=925821161692225875' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/925821161692225875'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/925821161692225875'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/12/msza-za-morderce-bozkowski-jeremi-wasc.html' title='&quot;Msza za mordercę&quot; Bożkowski Jeremi (właśc. Ciecierska-Więcko Bożena)'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-_ARuCTaWfwg/TupCDaWMsvI/AAAAAAAAEjg/Mh3sWORHQ58/s72-c/mszaza.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-6861239432205419738</id><published>2011-12-19T12:35:00.000+01:00</published><updated>2011-12-19T13:15:48.135+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Trylogia złodziejska" Sergiusz Piasecki</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-CNBGbGNBOa4/TuNt7KbcrCI/AAAAAAAAEi8/yLlgfMg05dI/s1600/jabluszko.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-CNBGbGNBOa4/TuNt7KbcrCI/AAAAAAAAEi8/yLlgfMg05dI/s200/jabluszko.jpg" width="138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-decoration: none;"&gt;&lt;span style="color: black; font-size: large;"&gt;&lt;span style="background: none repeat scroll 0% 0% transparent;"&gt;Rzadkowracam do książek przeczytanych, szczególnie jeśli idzie oksiążki, którymi zachłystywałem się w młodości. Boję siębowiem, że szczenięcy zachwyt nieopierzonego młokosa, może niewytrzymać konfrontacji z surowym okiem &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-size: large;"&gt;&lt;span style="background: none repeat scroll 0% 0% transparent;"&gt;przedwcześnie &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-size: large;"&gt;&lt;span style="background: none repeat scroll 0% 0% transparent;"&gt;stetryczałego cynika. Ale ciągnie wilka do lasu, a że ja słaby charakter jestem,to czasem temu ciągnięciu ulegam. I tym oto sposobem po raz kolejnyprzeczytałem “Trylogię złodziejską” Sergiusza Piaseckiego.Człowieka, &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Sergiusz_Piasecki"&gt;którego biografia&lt;/a&gt; sama w sobie jest tematem na osobnąksiążkę, ba, niezły film sensacyjny (tak, tak, wiem o&lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Przemytnicy-1984-8932"&gt;“Przemytnikach”&lt;/a&gt;), ale... niestety, ta wieloznaczna, acz cholernieinteresująca postać ciągle pozostaje zapomniana. A szkoda.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-decoration: none;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-fmkg2_JELmc/TuR4iCx5LjI/AAAAAAAAEjI/4oTmmyriO74/s1600/spojrzeja.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-fmkg2_JELmc/TuR4iCx5LjI/AAAAAAAAEjI/4oTmmyriO74/s200/spojrzeja.jpg" width="142" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-size: large;"&gt;&lt;span style="background: none repeat scroll 0% 0% transparent;"&gt;Jeślichcecie odetchnąć od dwudziestolecia międzywojennego w wersjiluksusowej, czyli od tych wszystkich publikacji, których w ostatnimczasie namnożyło się sporo, a które przybliżają nam życieludzi z ówczesnego świecznika i dla odmiany zobaczyć jak żyłosię ludziom z marginesu, zapraszam do lektury “Jabłuszka”,“Spojrzę ja w okno” i “Nikt nie da nam zbawienia”. Jeśliwybaczycie Autorowi pewną toporność stylu i określonezapatrywania na pewne sprawy (np. relacje damsko - męskie), czekaWas niezwykła podróż po zaułkach Mińska (jeszcze wówczaszwanego Litewskim), który pod koniec drugiej dekady XX wiekuprzechodzi z rąk do rąk (Niemcy, bolszewicy, Polacy) i który jestprzystanią dla szemranego towarzystwa pochodzącego z różnychstron świata. “Trylogia …” bowiem, to historia Olka Barana,blatnego, złodzieja, a jednocześnie człowieka honoru iludzi, którzy w taki czy inny sposób są z jego osobą związani.To opowieść o uczciwych przestępcach (jakkolwiek śmiesznie brzmiten oksymoron) i nieuczciwych “zwykłych” ludziach, którychPiasecki nazywa “mechanicznie uczciwymi”. To pełna pasji i uczućsensacyjna gawęda o tym jak potrafi skrzywdzić los i jak podlipotrafią być ludzie. To …&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-decoration: none;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-VdAni8jIOhg/TudQb5XmipI/AAAAAAAAEjU/3vFg0Z8c7Fk/s1600/niktnieda.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-VdAni8jIOhg/TudQb5XmipI/AAAAAAAAEjU/3vFg0Z8c7Fk/s200/niktnieda.jpg" width="141" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-size: large;"&gt;&lt;span style="background: none repeat scroll 0% 0% transparent;"&gt;Wtej książce jest wszystko co być powinno. Jest miłość inienawiść. Jest gdzieś w tle wielka historia i są indywidualnelosy zwykłych ludzi. Bawią szczegółowe opisy nieprawdopodobnychprzekrętów i widowiskowych kradzieży. Złości robaczywośćludzkich serc, chciwość, chamstwo i egoizm. I choćbym tak pisałjeszcze długo, nie wymienię wszystkiego co mnie do tej książkiprzyciągnęło i nie pozwoliło odejść, aż do przewróceniaostatniej strony, ostatniego tomu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-decoration: none;"&gt;&lt;span style="color: black; font-size: large;"&gt;&lt;span style="background: none repeat scroll 0% 0% transparent;"&gt;Jeślichcecie posłuchać jak blatni kiwają hintów i jak bez małapotokami wywożą blit spod nosa frajerom i moserom (jak jest glik), a potem jakopchną szmokty, o ich szaleństwach w truszczobach, gdzie i hamira, iszyksy, to czytajcie. Żeby nie było zbyt kolorowo przeczytacie teżo szocherach, mortusie i pobycie w kiczu. Uważam, że to świetneuzupełnienie do &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/2011/04/szemrane-towarzystwo-niegdysiejszej.html"&gt;"Szemranego towarzystwa niegdysiejszej Warszawy"&lt;/a&gt; Stanisława Milewskiego jako ożywienie niecoencyklopedycznej wiedzy zawartej w tej publikacji. Polecam!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-6861239432205419738?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/6861239432205419738/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=6861239432205419738' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6861239432205419738'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6861239432205419738'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/12/rzadkowracam-do-ksiazek-przeczytanych.html' title='&quot;Trylogia złodziejska&quot; Sergiusz Piasecki'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-CNBGbGNBOa4/TuNt7KbcrCI/AAAAAAAAEi8/yLlgfMg05dI/s72-c/jabluszko.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-1696787791392118688</id><published>2011-12-16T07:52:00.000+01:00</published><updated>2011-12-16T07:52:15.019+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Progenitura]'/><title type='text'>Nie ma takiego sennika, nie ma ...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Ostatnio rankiem, świtkiem, lubię zadawać chłopakom pytanie o ich sny. Myślę, że niejeden interpretator poddałby się w przedbiegach. Tym bardziej, że więcej w tym wszystkim wymyślania, niż prawdziwych reminiscencji z fazy REM.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Szymek, co ci się dziś śniło?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Wilk, któlego uglyzl w pupę bóbl, bo myślał, że to szale drzewo!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Z drugiego pokoju:&lt;br /&gt;- A mnie dżudownica!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- ...???&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- No, dżdżownica, która zna dżudo!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;No, przecież. Aleś ojciec gupi!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-1696787791392118688?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/1696787791392118688/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=1696787791392118688' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/1696787791392118688'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/1696787791392118688'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/12/nie-ma-takiego-sennika-nie-ma.html' title='Nie ma takiego sennika, nie ma ...'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-8483039124120540081</id><published>2011-12-15T15:10:00.000+01:00</published><updated>2011-12-15T15:11:40.458+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Natalii 5" Olga Rudnicka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-vc3-q0yGLac/TtvCJ6DabmI/AAAAAAAAEio/hV7_tvAAtmU/s1600/natalii5.jpg" style="clear: left; float: left; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-vc3-q0yGLac/TtvCJ6DabmI/AAAAAAAAEio/hV7_tvAAtmU/s200/natalii5.jpg" width="128" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;“Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”, mówi ludowe porzekadło. Zatem w sprawie podziału majątku po śp. Jarosławie Sucharskim nie mógł totalnie, bo do kancelarii notarialnej wysłał nie jedną, ale pięć bab. Na dodatek bab, które nie znają się nawzajem, mają to samo imię i nazwisko, a na miejscu dowiadują się, że oprócz personaliów mają, a raczej miały, też wspólnego tatusia, osobne mamusie i po dużej “bańce” na koncie oraz, dodatkowo, są do kupy właścicielkami wypasionej chaty położonej w malowniczej, acz trochę zadupnej, okolicy. A to dopiero początek całej kołomyi, której zwieńczeniem będzie odkrycie, jakąż to jeszcze niespodziankę, oprócz już wymienionych, pozostawił w spadku córciom, papa. Dość powiedzieć, że w sprawę zamieszani będą zarówno nieznani bandyci jak i świeżo poznani (i przystojni) policjanci.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Wiele mógłbym historii pięciu Natalii zarzucić, ale prawda jest taka, że książka idealnie wpasowała się w moją potrzebę przeczytania czegoś niezobowiązującego, a zabawnego. I taką rzeczywiście powieść jest. Uśmieszki pod wąsem, czasem głośniejszy rechot nad, nie ukrywajmy, momentami dojmującą głupotą głównych bohaterek, świadczą przecież, że nieźle się bawiłem. A że nie potrafię zrozumieć czemu pięć dorosłych kobiet rzuca wszystko w diabły i przyjeżdża na odludzie zamieszkać z siostrami, których, raz, nie zna, dwa, jak się wkrótce okazuje, nie cierpi? Że nie lubię wykorzystywania wciąż i wciąż tego samego wicu (vide brak zrozumienia dla wykwintnego sposobu wyrażania się jednej z sióstr i pomyłki wynikające z faktu, że tatuś miał słabość do tytułowego imienia). Że …&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Będzie narzekań. Gdyby wywalić część wlokącego się środka i trochę bardziej zróżnicować charaktery sióstr, a na dokładkę wprowadzić więcej zamętu, a mniej irytujących zachowań Natalii (ze szczególnym uwzględnieniem Naty/Barbie), to mamy światełko w tunelu, jeśli idzie o rozrywkowe historie kryminalne à la wczesne Chmielewskie. A że pozostałe książki Autorki chudsze, bez wątpienia wezmę którąś z nich na ząb, by zająć zdecydowane stanowisko, co do kontynuowania znajomości. Jakieś prozpozycje?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-8483039124120540081?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/8483039124120540081/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=8483039124120540081' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/8483039124120540081'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/8483039124120540081'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/12/natalii-5-olga-rudnicka.html' title='&quot;Natalii 5&quot; Olga Rudnicka'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-vc3-q0yGLac/TtvCJ6DabmI/AAAAAAAAEio/hV7_tvAAtmU/s72-c/natalii5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-1987887761535679536</id><published>2011-12-08T22:13:00.001+01:00</published><updated>2011-12-08T22:23:11.675+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[DKK]'/><title type='text'>"Zdrada Kopernika" Artur Górski</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-BwUIrMpsHuQ/TuEpfgLaUXI/AAAAAAAAEiw/Q0aJAkYvgMM/s1600/zdradakop.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-BwUIrMpsHuQ/TuEpfgLaUXI/AAAAAAAAEiw/Q0aJAkYvgMM/s200/zdradakop.jpg" width="140" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Nasza trójka zapragnąwszy odpocząć od trudnych tematów, pozwoliła sobie tym razem na wybór książki, która miała być lekturą może i nie najwyższych lotów, ale ale za to wielce wciągającą i relaksującą. Czy trafiliśmy? Hmmm.&lt;br /&gt;Spektakularny sukces książek Dana Browna sprawił, że sensacyjne opowieści z historią i, mniej lub bardziej wydumaną, teorią spiskową w tle, zaczęły powstawać i mnożyć się z szybkością, która mogłaby przyprawić o rumieniec wstydu nawet australijskie króliki. Jak to zwykle w takich razach bywa jednym naśladowcom wyszło lepiej, innym gorzej, a części tak, że człowiek zastanawia się po co w ogóle. Całe szczęście Arturowi Górskiemu i jego “Zdradzie ...” daleko do tej ostatniej kategorii. Z drugiej strony, niestety, nasza trójka nie zaliczyłaby go też do pierwszej. A zatem …?&lt;br /&gt;Największym wyzwaniem dla twórców literatury, nazwijmy ją roboczo “brownopodobnej”, jest znalezienie złotego środka między wartką akcją, a ilością informacji naukowej jaką chcą przekazać czytelnikowi. Jedni zarzynają akcję ładując do książki bez mała prace doktorskie (vide &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/2008/10/imprimatur-rita-monaldi-francesco-sorti.html"&gt;“Imprimatur”&lt;/a&gt; duetu Monaldi - Sorti), inni przesadzają z adrenaliną, za nic mając fakt, że sama akcja bez jakiejś podbudowy faktograficznej, to równie kiepski pomysł na tego typu powieść. Autorowi “Zdrady …” chcemy zarzucić to drugie, bo naprawdę interesujący wątek historyczny, w którym główną rolę odgrywa niezwykły egzemplarz "Narratio Prima" Jerzego Retyka oraz romans Kopernika z&amp;nbsp; Anną Schilling, gospodynią astronoma, został potraktowany więcej niż po macoszemu.&lt;br /&gt;No dobrze, a strona sensacyjna, spytacie. Jest poprawnie, ale niestety bez zaskoczeń. Są złe chłopaki, jest najemnik co to w Serbii bywał i, a jakże, piękna kobieta. Jest trochę strzelania, scen kopanych i, no pewnie, łóżkowych. &lt;br /&gt;A całość? A taki “middle middle class” jakby powiedział Steve z “Kochaj albo rzuć”. Na tyle middle, że jedna z czytelniczek nie dotrwała końca, a całość ekipy nie zdecyduje się na kontynuację. Bo, jakby któryś czytelnik się nie zorientował po zakończeniu, to specjalnie dla niego jest notka, że, owszem, ciąg dalszy nastąpi.&lt;br /&gt;Jako podsumowanie fragment, w którym, jak nam się wydało, autor wyraża swoją opinię o literaturze, którą uprawia: &lt;i&gt;“Wprawdzie Dybowski odczuwał pewien moralny dyskomfort, publikując, jak sam to określał, „ten stek bzdur", ale skoro ludzie chętnie kupowali książki o Paolinim, skoro cały czas było zapotrzebowanie na thrillery parahistoryczne, choćby o najbardziej niewiarygodnej akcji, nie zamierzał z tego rezygnować. Zresztą uspokajał swe sumienie, powtarzając sobie: dzięki tej książce znacznie poszerzyła się liczba Polaków, którzy usłyszeli nazwisko Savonarola. A to już jest coś warte.”&lt;/i&gt; U pana Górskiego usłyszeliśmy nazwiska: Retyk i Schilling, i może i to coś warte, ale dla nas to stanowczo za mało.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-1987887761535679536?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/1987887761535679536/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=1987887761535679536' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/1987887761535679536'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/1987887761535679536'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/12/zdrada-kopernika-artur-gorski.html' title='&quot;Zdrada Kopernika&quot; Artur Górski'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-BwUIrMpsHuQ/TuEpfgLaUXI/AAAAAAAAEiw/Q0aJAkYvgMM/s72-c/zdradakop.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-6631611288033130274</id><published>2011-12-06T16:35:00.001+01:00</published><updated>2011-12-06T21:47:04.814+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Przyślę panu list i klucz" Maria Pruszkowska</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" id="internal-source-marker_0.6070466363081709" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Kw8nUXDf67M/TtpvCEhf5JI/AAAAAAAAEic/jkHvzqZyrVA/s1600/ks_klucz1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-Kw8nUXDf67M/TtpvCEhf5JI/AAAAAAAAEic/jkHvzqZyrVA/s200/ks_klucz1.jpg" width="136" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;O pierwszej części trylogii autorstwa Marii Pruszkowskiej słyszałem od dawna. Pochwalne pienia, pojawiające się tu i tam, wspominały o tym, że to książka dla moli książkowych, dla tych co to bez słowa pisanego ani rusz, dla tych, co życia sobie nie wyobrażają bez zapachu zadrukowanych kartek, dla tych … Po prostu, dla maniaków książek i czytania. A mnie przyznam szczerze takie stawianie sprawy, o dziwo, od “Przyśle panu …” odpychało, bo choć czytanie jest dla mnie ważne, to jednak nie jest całym moim życiem. W końcu jednak postanowiłem przeczytać i rzucić rękawicę ogólnemu uwielbieniu dla tej niepozornej książeczki. Tia. Zacząłem i w dwa dni przeczytałem, ba, połknąłem historię o rodzinie książkomaniaków. A teraz nie pozostaje mi nic innego jak pójść za stadem i dołączyć do peanów na jej cześć z własnym beeee.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;i&gt;“Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma …”&lt;/i&gt; śpiewały kiedyś Fasolki i gdyby nie dalsze wersy, byłbym przekonany, że chodzi o bohaterów książki pani Marii. Ten bzik, to w ich przypadku czytelnictwo. Ale nie takie, ot, na pół gwizdka, ale czytelnictwo totalne, do zatracenia, rzekłbym nawet. Zresztą posłuchajcie:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;i&gt;“Ojciec czytał ciągle. Czytał przy jedzeniu, czytał w pociągu i w tramwaju, i na przystanku. Czytał po południu w fotelu, wieczorem w łóżku. Najważniejsze obowiązki życiowe odwalał - można by powiedzieć - szybko, uczciwie i precyzyjnie, ale nie wkladając w nie serca ani zapału. Odwalał je też cierpliwie, nigdy się nie buntując, ażeby kupić sobie prawo do zatracania się w książkach podczas godzin należących do niego (...)”.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Jeśli dodamy do tego dwie córki, które są krwią z krwi i biblioteczką z biblioteczki ojca oraz matkę, która w obliczu przeważających sił wroga również wpada w literacki kocioł, a naprzeciw postawimy zwykłych ludków, to mamy … No właśnie, co? Ano, dużo anegdot, zabawnych sytuacji i totalnych nieporozumień (pierwsza “Trędowata” rzondzi), ale także sporo większych i mniejszych dramatów, których w życiu, nawet tak zakręconej familii, nie brakuje.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Wydawać by się mogło, że cóż w tej książce takiego, a jednak rzuciła na starego Bazyla czar. Przypomniała czasy, kiedy siedział w środku lata, w namiocie z dwóch narzut i tak się zaczytał w przygodach Stasia i Nel, że tylko dzięki donoszącej płyny Rodzicielce, przeżył. Czasy kiedy podczas czytania warczało się “Zara!” albo na odpiernicz rzucało się “Tak”, by później ze zdziwieniem stwierdzić, że człowiek zgodził się przekopać ogródek i posprzątać jakąś rodzinną stajnię Augiasza. Słowem, czasy kiedy od książki mogłoby mnie oderwać jedynie pojawienie się nagiej Sabriny, a i to niekoniecznie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Ta urocza historia sprawiła, że bez skrępowania śmiałem się w głos w miejscu publicznym i z uśmiechem, ocierając załzawione oczy, patrzyłem na zdziwione miny otaczających mnie ludzi. I choć mniej więcej od połowy, kiedy pojawiają się wątki randkowo - małżeńskie, troszkę zaczęła mnie nudzić, to jednak jedno zdanie, jedna opisana heca, z powrotem mnie do niej przyciągały. I mam tylko żal do pani Marii, że, podczas gdy czasem muszę się przedzierać przez kilkusetstronicowe, niezbyt wysokich lotów, “dzieła”, ona swoją perełkę zmieściła na niecałych dwóch setkach. Cóż, pozostaje polować na resztę. A Wam na zaostrzenie apetytu podrzucam fragment o snobizmie czytelniczym:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;i&gt;"- Chodzi mi przecież tylko o to - zaczęła znów Anka - że wobec tych mas książek, jakie każdy miesiąc nam przynosi, kręcisz się jak pies za własnym ogonem i tracisz czas na czytanie Barclay i Dumasa.&lt;br /&gt;- Nie uważam tego czasu za stracony - odpowiedziałam z godną miną. - Czytając te książki bawiłam się wspaniale. I powiem ci, że bardzo wiele osób czyta takie książki lub tak jak ty - kryminały, których ja osobiście nie znoszę, ale robią to chyłkiem, późnym wieczorem, przy szczelnie zamkniętych drzwiach i zasłoniętych oknach. Dyskusję zaś prowadzą o Proustach, Mannach i nie ma takiej siły, która by ich zmusiła do przyznania się z otwartą przyłbicą, że szmiry lub kryminały czytają i jakieś satysfakcje, takie czy inne, z tej lektury wynoszą."&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;oraz świetną systematykę książek: &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;i&gt;"Są książki, które się czyta.&lt;br /&gt;Są książki, które się pochłania.&lt;br /&gt;Są książki, które pochłaniają czytającego."&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;"Przyślę panu list i klucz" kluczy między dwiema ostatnimi kategoriami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-6631611288033130274?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/6631611288033130274/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=6631611288033130274' title='Komentarze (27)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6631611288033130274'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6631611288033130274'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/12/przysle-panu-list-i-klucz-maria.html' title='&quot;Przyślę panu list i klucz&quot; Maria Pruszkowska'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Kw8nUXDf67M/TtpvCEhf5JI/AAAAAAAAEic/jkHvzqZyrVA/s72-c/ks_klucz1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>27</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-7200883808603499622</id><published>2011-12-02T20:56:00.001+01:00</published><updated>2011-12-02T21:03:03.112+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Hanka Bielicka. Umarłam ze śmiechu" Zbigniew Korpolewski</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" id="internal-source-marker_0.13870593693261923" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-YHJXMFOyMzc/TprWh7ZKzVI/AAAAAAAAEc0/KAjG5rcmCPo/s1600/hanka.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-YHJXMFOyMzc/TprWh7ZKzVI/AAAAAAAAEc0/KAjG5rcmCPo/s200/hanka.jpg" width="139" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Moja Mama należy do pokolenia, które widząc na ekranie charakterystyczną postać w nieodzownym kapeluszu, mogło bez żadnych ansów powiedzieć: “O, Hanka Bielicka!”. Ja stoję w tej pokoleniowej kolejce oczko niżej i o jednej z największych gwiazd przed i powojennej estrady wyrażam się już z należnym wiekowi i talentowi “pani”, poprzedzającym imię i nazwisko artystki. Co zaś do dzisiejszego, przeciętnego nastolatka, śmiem twierdzić, że pytanie o tę niezwykłą osobę skwituje wzruszeniem ramion, bądź mało kulturalnym hudefakiem. Pamiętajmy jednak, że każda generacja ma swoich idoli i tak jak ja nie muszę znać Hanki z Montany, tak oni nie muszą wiedzieć kto zacz Bielicka. Nie muszą, ale mogą ten stan rzeczy zmienić, a to wszystko za sprawą książki Zbigniewa Korpolewskiego, przyjaciela i tekściarza pani Hanki. Książki, która nie jest co prawda szczytem biograficznego i literackiego kunsztu, ale pozwala w pewnym stopniu poznać właścicielkę głosu ze specyficzną chrypą, ba, poznać tej chrypy historię.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;No dobra, poleciłem, ale przecież nie bez zastrzeżeń. “Umarłam …” ma bowiem kilka znaczących wad. Po pierwsze nie jest biografią sensu stricto, a raczej opowieścią o estradzie lat minionych, snutą przez człowieka ściśle z show biznesem związanego. I choć rozumiem potrzebę zarysowania tła, na którym błyszczała gwiazda pani Hanki, to uważam, że jednak czasem tego ogólnego rysu było zbyt wiele na czym cierpiała opowieść o głównej bohaterce. A już wtręty autora o cieniarstwie i marności dzisiejszego aktorstwa uważam za absolutnie zbędne, bo koń jaki jest, każdy widzi. Po drugie drażniło mnie zagranie, które wkurza mnie również w życiu, a które parokrotnie stosuje pan Zbigniew. Chodzi mi o coś w stylu: “Wow, to było świetne, ale opowiem o tym w innym miejscu.” Grrrr! Po trzecie niezbyt rozumiem sens przytaczania tych samych właściwie monologów z niewielkimi, wręcz kosmetycznymi, poprawkami. Po czwarte …&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Nie będzie po czwarte, bo mimo wszystko chciałbym do tej książki zachęcić. Gdy bowiem odrzucimy to, co autorowi wylało się na papier ponad stan, będziemy w stanie ujrzeć aktorkę, monologistkę, kabareciarę, tytana pracy, nie oszczędzaną przez los kobietę i fascynującego człowieka z jego słabościami i licznymi talentami. I mówię to ja, facet, dla którego “Podwieczorek przy mikrofonie” sprowadza się do wspomnienia z zakładowej wycieczki do Warszawy, na której zawitaliśmy do “Stolicy” i dorośli ucieszyli się, że lampka wina przysługuje również nam, dzieciakom. Czyli raczej nie fan. Dzięki panu Korpolewskiemu mogłem stworzyć sobie w wyobraźni resztę. Teraz czekam na wspomnienie o Irenie Kwiatkowskiej, tylko bardzo proszę o samą esensję, już bez bocznych wycieczek i wtrętów. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-7200883808603499622?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/7200883808603499622/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=7200883808603499622' title='Komentarze (26)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7200883808603499622'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7200883808603499622'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/12/hanka-bielicka-umaram-ze-smiechu.html' title='&quot;Hanka Bielicka. Umarłam ze śmiechu&quot; Zbigniew Korpolewski'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-YHJXMFOyMzc/TprWh7ZKzVI/AAAAAAAAEc0/KAjG5rcmCPo/s72-c/hanka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>26</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-5501766586611794378</id><published>2011-11-22T16:52:00.001+01:00</published><updated>2011-11-22T20:53:06.108+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Ucho od śledzia w śmietanie" Alan Bradley</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-RCp03Zd_NWw/TsPkausay4I/AAAAAAAAEhs/ioON4ZYwub4/s1600/Flawia_3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-RCp03Zd_NWw/TsPkausay4I/AAAAAAAAEhs/ioON4ZYwub4/s1600/Flawia_3.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" id="internal-source-marker_0.823070396176574" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Siedzę sobie jak ta, żeby co wrażliwszych uszu nie urazić, kostka wołowa i zastanawiam się, co by tu o trzeciej części przygód Flawii napisać. Peany, rzecz jasna. Ale jak to cholibka zrobić, żeby się nie powtarzać? Może przetrącić je odrobiną narzekań? Wtedy słodycz uwielbienia zostanie deko zniwelowana dziegciem marudzenia i da się tekst strawić. No, spróbujemy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Zacznijmy od narzekania, bo to łatwiejsze niż pochwały. Tytuł. Jak oryginalny “A Red Herring Without Mustard” zmienił się w “Ucho od śledzia …” nawet nie próbuję dociekać. Wpływ to “Vabanku” czy lektur Hanny Ożogowskiej, mniejsza. Myślałem, że od czasu “Wirującego seksu” nie robi się już takich rzeczy. Ok, wyrzekałem? Wyrzekałem. No, to teraz, po krótkim zarysie pt. “oczymżeto”, polecimy lukrem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Z racji odbywającego się w Bishop’s Lacey odpustu przybywa nań, nieodzowna w takich razach, Cyganka. Do jej namiotu trafia, jakżeby inaczej, Flawia de Luce i po wysłuchaniu dość dziwnej wróżby, biorąc sobie najwyraźniej do serca słowa Hitchcocka, puszcza ezoteryczną pałatkę z dymem. Kiedy w akcie skruchy zaprasza wieszczkę na nocleg, na teren rodowej posiadłości nie wie jeszcze, że cała historia skończy się mocno krwawo. Dość powiedzieć, że będzie miało miejsce jedno ciężkie uszkodzenie ciała, jeden spektakularny zgon, a jedno ciało, po latach, wychynie na powierzchnię. W ogóle "trójka" jest, w porównaniu do poprzedniczek, o wiele bardziej mroczna, nostalgiczna i, co by nie pisać, smutna. De Luców gryzą problemy finansowe, a główna bohaterka coraz bardziej tęskni za matką.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Uwielbiam cykl o Flawii i nie jest mi w stanie w tym uwielbieniu przeszkodzić nawet fakt pewnego uproszczenia zagadek kryminalnych. Jako że na Targach stałem po podpis w tłumie rozentuzjazmowanych nastolatek, pozwoliło mi to zrozumieć, że targetem cyklu nie jest wytresowany na skandynawskich kryminałach i amerykańskich thrillerach, dziad, a rówieśnice i rówieśniczki głównej bohaterki. Przyjąłem do wiadomości. Nie wzrusza mnie to i będę czytał dalej. No, bo …&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Bo panna de Luce rozbraja mnie swym poczuciem humoru. I choć autor w “Uchu …” pożałował był troszkę tekstów, przy których wybucha się śmiechem, to i tak jest nieźle. Ot, na przykład myśl o siostrze, która na skutek znajomości z amerykańskim żołnierzem popisuje się wiedzą o pewnym cudzie przyrody: &lt;i&gt;“Wszyscy odnosili całkiem przekonujące wrażenie, że paplająca bez ustanku o Missisipi Fela przyczyniła się w niebagatelnym stopniu do wypłynięcia tej wielkiej rzeki spod powierzchni ziemi oraz że &lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;ukształtowała jej bieg, a dobry Bóg &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span id="internal-source-marker_0.823070396176574" style="background-color: transparent; color: black; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;&lt;i&gt;dłubał w tym czasie w zębach w przedpokoju niczym pomocnik hydraulika”&lt;/i&gt;. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Bo Flawia imponuje mi swym wychowaniem, które pozwala jej powiedzieć: &lt;i&gt;“Niewiele brakowało, żebym się sprofanowała”&lt;/i&gt;, w sytuacji, w której taki obrzyn jak ja, po prostu mało by się nie zesrał w gacie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Bo Buckshaw odkrywa coraz to nowe tajemnice … Bo okoliczna ludność kryje ich wiele … Bo ... Bo tak! I już!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-oS7gMoJhD2g/TsvMGA1DeQI/AAAAAAAAEiQ/ysbT8WCbyhA/s1600/_MG_0614.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-oS7gMoJhD2g/TsvMGA1DeQI/AAAAAAAAEiQ/ysbT8WCbyhA/s200/_MG_0614.jpg" width="130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-5501766586611794378?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/5501766586611794378/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=5501766586611794378' title='Komentarze (26)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5501766586611794378'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5501766586611794378'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/11/siedze-sobie-jak-ta-zeby-co.html' title='&quot;Ucho od śledzia w śmietanie&quot; Alan Bradley'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-RCp03Zd_NWw/TsPkausay4I/AAAAAAAAEhs/ioON4ZYwub4/s72-c/Flawia_3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>26</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-2967170529348972328</id><published>2011-11-21T14:47:00.001+01:00</published><updated>2011-11-21T14:52:15.234+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Obejrzane]'/><title type='text'>Gaelforce Dance w Kielcach</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ar1PIT5eTZw/TspWeqa6rAI/AAAAAAAAEh8/tOgNsr9tY3s/s1600/gaelforce.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-ar1PIT5eTZw/TspWeqa6rAI/AAAAAAAAEh8/tOgNsr9tY3s/s200/gaelforce.jpg" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" id="internal-source-marker_0.06540261178308926" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Ostatnio nasz domowy budżet, mimo że pozostaje na mniej więcej tym samym poziomie, ma coraz słabszą siłę nabywczą. A w nas od czasu do czasu odzywa się bunt pt. “Chcę móc sobie na to pozwolić!”, którego efektem jest jakieś zakupowe szaleństwo. Nie, nie. Nie chodzi o nabycie gustownych białych kozaczków, szpilek Blahnika, butków z krokodylkiem czy najnowszej Nokii. Mowa o wydaniu 180 PLN na dwa kawałki papieru, czyli bilety. Zakup skwitowany przez współpracownice krótkim: “Aleś ty głupi! Nie masz na co pieniędzy wydawać?”. Cóż, pewnie że mam, ale też od czasu do czasu chcę się poczuć jak człowiek, który oprócz jedzenia, ubrania i innych must have i must pay, ma prawo do rozrywki i, co więcej, stać go na nią. Ech, marudny Bazylu, przejdź wreszcie do konkretów.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Kiedy znajoma rzuciła podczas rozmowy info o występie Gaelforce Dance w kieleckim KCK, nie pozostało nam nic innego, jak tylko znaleźć rzeczy, z których trzeba zrezygnować, by obejrzeć show. Znaleźliśmy. I tak 12.11 zasiedliśmy na swoich miejscach i oddaliśmy się kontemplacji audiowizualnego widowiska opartego na irlandzkim folklorze (choć zarzuca się twórcom, że wypaczają jego oblicze, na rzecz większej widowiskowości właśnie, ale nie mnie to oceniać). Początek był taki sobie, a ja wypatrzyłem kilka skuch jakie tancerzom przydarzyły się podczas przejść czy figur. Słowem, poczułem się jak na niezbyt dobrze przygotowanej akademii z okazji dnia Św. Patryka. Humoru nie poprawiał mi fakt, że popisy tancerzy co i rusz przerywała mi grupa muzyczna i popisy solisty. I choć sami w sobie świetni, to ja przecież skuszony zostałem tym Dance w tytule, a nie play czy sing.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;A potem zbiorowo zatupali!!! A ja zamarłem i zdałem sobie sprawę skąd te częste przerywniki. Po prostu takiej ilości energii nie da się wyzwolić bez konsekwencji. Kiedy tylko to sobie uświadomiłem oddałem się oczekiwaniu na kolejne wejścia i popisy stepu irlandzkiego (bardzo widowiskowy) i slip jiga (komentarz kumpla: “Patrz, jakby zawisały w powietrzu!”). I tak z przyjemnością pasąc oczy wytańczoną, wygraną i wyśpiewaną historią nieszczęśliwej miłości (fabuła lipna, ale cóż począć - żony zachwycone) dotarliśmy do końca. A koniec to był iście szalony, bo podczas kolejnych bisów cała grupa weszła na takie obroty, że poważnie zacząłem się martwić, gdzie za dwa tygodnie obejrzymy “Wesołą wdówkę”.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Moc stepu w scenach zbiorowych, przyjemny odsłuch m.in. “Fields of gold”, radość publiki, gdy irlandzki skrzypek przyciął “od ucha” nieśmiertelny przebój pana Wodeckiego. To wszystko (i jeszcze parę rzeczy), złożyło się na dwie godziny niezłej rozrywki. Oczywiście mógłbym zaprzeczać, że nie porwało, ale mimowolne chodzenie nóżki, gdy zespół taneczny wespół z muzykami za cel stawiali sobie rozniesienie KCKu w pył, zdradziłoby mnie bez dwóch zdań.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; margin-bottom: 0pt; margin-top: 0pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Kiedy po bisach opadł kurz, publiczność wstała i zaklaskała. I ja tam stałem i klaskałem. I ze zdziwieniem odkryłem, że nabrałem ochoty na polski folklor w wykonaniu, powiedzmy, “Mazowsza” albo “Śląska”.&lt;span id="goog_1747451359"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1747451360"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-2967170529348972328?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/2967170529348972328/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=2967170529348972328' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2967170529348972328'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2967170529348972328'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/11/gaelforce-dance-w-kielcach.html' title='Gaelforce Dance w Kielcach'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-ar1PIT5eTZw/TspWeqa6rAI/AAAAAAAAEh8/tOgNsr9tY3s/s72-c/gaelforce.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-4520456116675662578</id><published>2011-11-18T14:44:00.001+01:00</published><updated>2011-11-18T14:51:12.410+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Służące" Kathryn Stockett</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Oa_4v3zWd8I/TrJZGccL8fI/AAAAAAAAEg4/YAC9h-xhNho/s1600/sluzace.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-Oa_4v3zWd8I/TrJZGccL8fI/AAAAAAAAEg4/YAC9h-xhNho/s200/sluzace.jpg" width="132" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Z czym kojarzy mi się amerykańskie Południe lat 60tych ubiegłego wieku? Pierwsze skojarzenie - segregacja rasowa. Drugie - bawełniane pola. Trzecie - “Missisipi w ogniu”. No i pańcie. Jak mógłbym zapomnieć o pańciach?! To tak na szybko. Poza tym dowcip, który, mimo że pewnie część z Was uzna go za niesmaczny, świetnie kwituje stosunki między białymi, a czarnymi mieszkańcami, w opisywanym w “Służących”, Jackson w Missisipi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Z jeziora wyłowiono martwego murzyna oplecionego łańcuchami. Na miejsce przybył szeryf, który stwierdził:&lt;br /&gt;- To normalne w tych rejonach, ten czarnuch ukradł więcej łańcuchów niż był w stanie unieść.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myli się jednak ten, kto w “Służących” spodziewa się białych kapturów, płonących krzyży i sznurów przewieszonych przez gałąź rosnącego pod miastem drzewa. Kathryn Stockett pisze bowiem o rasizmie, jak to ujął, opisując &lt;a href="http://piotrweresniak.com/2011/11/13/sluzace-the-help/"&gt;na swej stronie&lt;/a&gt; fim powstały na podstawie książki, Piotr Wereśniak, &lt;i&gt;“codziennym, domowym (...)”&lt;/i&gt; i choć nie zgodziłbym się, że &lt;i&gt;“najdotkliwszym z możliwych (...)”&lt;/i&gt;, to jednak okrucieństwu którego nie sposób zaprzeczyć. &lt;br /&gt;Przyznam szczerze, że początek nie porwał mnie w ogóle. Ot, córka plantatora bawełny ma kaprys zostać dziennikarką i będzie sobie spisywać wyznania czarnych służących. A ile przy tym tajemnicy, ile zachodu. Phi, też mi coś! Ale każda kolejna strona powodowała wzrost napięcia, a ja coraz bardziej zdawałem sobie sprawę, że moje “phi”, to w rzeczywistości gra o być albo nie być osób dramatu. I nie mówię tu tylko o czarnoskórych służących wyznających swe sekrety i ryzykujących zdrowie, życie czy byt rodziny, ale również o Skeeter, inicjatorce przedsięwzięcia, która dla realizacji swojego marzenia gotowa była skazać się na powszechny ostracyzm, ba, wystawić na próbę wymarzony związek.&lt;br /&gt;“Służące” to powieść, w której aż kipi od emocji, a tematyka, wbrew pozorom, nie została zawężona do kwestii rasizmu i walki o prawa obywatelskie osób kolorowych. W książce znajdziemy też dramat kobiety, która pochodząc z “białej hołoty”, wychodzi dobrze za mąż i&amp;nbsp; próbuje sięgnąć miejscowego Parnasu towarzyskiego czy kwestię wychowywania białych dzieci przez czarne pomoce i uczuć będących następstwem tej sytuacji oraz wiele innych tematów.&lt;br /&gt;Nawijam i nawijam, a czas podsumować. Choć w końcówce troszkę raziło mnie wpychanie w usta, bądź co bądź, niewykształconych kobiet, dość filozoficznych przemyśleń, to jednak nie da się ukryć, że książka Kathryn Stockett, to pozycja warta przeczytania. Nie wiem na ile o kompetencji autorki może świadczyć fakt, że sama była mieszkanką Jackson, a jej rodzice zatrudniali służbę, ale dwukolorowy świat przedstawiony w “Służących” jawi się bardzo wiarygodnie. A czyta się to … Ach, jakbym ja, za każdym razem kiedy czyni swoje szeptane zło, wytargał za ondulowane kudły Hilly Holbrook, jakbym potrząsnął Elizabeth Leefolt i ryknął jej w twarz: “Do cholery, przytul córkę!!”, jakbym się napił herbaty w małej kuchni Aibileen i pogadał od serca ze Skeeter ... Widzicie, stary chłop, a tak się podjarał, więc uwierzcie, że warto.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-4520456116675662578?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/4520456116675662578/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=4520456116675662578' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/4520456116675662578'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/4520456116675662578'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/11/suzace-kathryn-stockett.html' title='&quot;Służące&quot; Kathryn Stockett'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Oa_4v3zWd8I/TrJZGccL8fI/AAAAAAAAEg4/YAC9h-xhNho/s72-c/sluzace.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-1498503737574552461</id><published>2011-11-10T16:37:00.000+01:00</published><updated>2011-11-10T16:37:33.889+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Saturn" Jacek Dehnel</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-PsxQg-v_0EY/TqBxvq8riOI/AAAAAAAAEdM/vuXi5RCHOLQ/s1600/saturn.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-PsxQg-v_0EY/TqBxvq8riOI/AAAAAAAAEdM/vuXi5RCHOLQ/s200/saturn.jpg" width="126" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span id="internal-source-marker_0.3371500206157616" style="background-color: transparent; color: black; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Choć jego “Lala” zrobiła na mnie onegdaj spore wrażenie (na tyle spore, że kiedyś do niej wrócę), to nie byłem do tej pory jakimś szczególnym fanem prozy pana Jacka Dehnela. Po lekturze “Saturna” obiecuję, że będę. Bo, rozpisana na trzy głosy, wariacja na temat życia, twórczości i stosunków rodzinnych w familii Goyów, to rzecz naprawdę dobra.&lt;br /&gt;Na pierwszy plan wysuwa się Francisco ze swoim maczyzmem, z rozpasaniem seksualnym, z totalnym głodem życia, z którego pragnie czerpać i czerpie pełnymi garściami, nie zważając na krzywdy wyrządzane żonie i dziecku. Obsesyjnie ambitny, żądny sławy i splendoru, nieprzebierający w słowach, czynach i płciach, artysta opętany. Kto jeszcze? Szaleniec? Prostak? Biseksualny seksoholik? A może każdy z nich po trosze? Ech, można się krzywić na jego niewyparzoną gębę, na maniery, na małżeńskie zdrady i stosunek do najbliższych, ale przyznam szczerze, że kiedy zabrakło w “Saturnie” Franciszka, poczułem się tak, jakby ktoś wyciągnął wtyczkę z gniazdka. Bo, choć monologi syna i wnuka malarza również wciągają, to nie jest to już jednak to samo.&lt;br /&gt;Właśnie. Syn i wnuk. Javier, żyjący w cieniu ojca i nie mogący z tego cienia wyjść, co wpędza go w depresję, zakończoną dopiero śmiercią tego ostatniego. I Mariano, który jest skórą i duszą zdjętą z dziadka, co powoduje, że kolejne dwa pokolenia Goyów nie będą się potrafiły ze sobą dogadać.&lt;br /&gt;Jedyne co mógłbym książce zarzucić, to niekiedy dość wydumane interpretacje obrazów, o których mowa w książce. Poza tym, to proza bogata słowem, treścią i emocjami, które wyzwala w czytelniku. Eee, diabła tam, o kant potłuc to ostatnie zdanie. Dehnel pisze tak, że otwiera się “Saturna” i wchodzi w świat przedstawiony ustami mężczyzn z rodziny Goya. I ciupcia z Franciskiem, maluje z Javierem lub muzykuje z Marianitem. Żre z pierwszym bażanta, aż kawałki lecą na boki, cieszy się z wyzwolin drugiego i kibicuje mu przy każdym ruchu pędzla tworzącego “Czarne obrazy”. A trzeci, spytacie. Trzeci mnie jakoś mało obszedł.&lt;br /&gt;Jak rzecz całą podsumować? Dla tych, którzy spodziewają się czegoś na kształt książek Irvinga Stone’a, “Saturn” może okazać się niestrawny. Nie jest to bowiem li tylko ubogacony literacko życiorys, ale próba sięgnięcia gdzieś głębiej. I to sięgnięcie wyszło autorowi, przynajmniej moim skromnym zdaniem, świetnie. I dobrze, że nie jestem telewizyjnym celebrytą, bo przyszłoby mi się pewnie ograniczyć do konstatacji, że książka jest po prostu zajebista.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-EUp46JZXtN0/TrvvfyvTZgI/AAAAAAAAEhg/ESd3D--8jKU/s1600/_MG_0579.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-EUp46JZXtN0/TrvvfyvTZgI/AAAAAAAAEhg/ESd3D--8jKU/s200/_MG_0579.jpg" width="123" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-1498503737574552461?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/1498503737574552461/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=1498503737574552461' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/1498503737574552461'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/1498503737574552461'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/11/saturn-jacek-dehnel.html' title='&quot;Saturn&quot; Jacek Dehnel'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-PsxQg-v_0EY/TqBxvq8riOI/AAAAAAAAEdM/vuXi5RCHOLQ/s72-c/saturn.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-2670493806266258449</id><published>2011-11-07T13:57:00.000+01:00</published><updated>2011-11-08T10:49:18.492+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Miscellanea]'/><title type='text'>XV Targi Książki w Krakowie</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-0m3MYHQClTA/Trf5VmkBQHI/AAAAAAAAEhA/iTDXEPfMP3s/s1600/DSC00004.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-0m3MYHQClTA/Trf5VmkBQHI/AAAAAAAAEhA/iTDXEPfMP3s/s320/DSC00004.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Progenitura patrzy panu Widłakowi na ręce :)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Przyznam szczerze, że im bardziej zbliżał się termin naszego wyjazdu do Krakowa, tym bardziej się bałem. Bo co tym razem? Przeziębienie już było, zapalenie oskrzeli też, a przecież wachlarz chorób jest szeroki, więc … Jakieś tam pokasływanie i katar potomstwa zignorowałem, bo stwierdziłem, że nie będzie byle wirus pluł nam w twarz i kolejnej próby dotarcia na Targi plugawił, i w końcu udało się. Poszły konie po betonie, a właściwie leciwy Peż po dziurawych asfaltach i w piątek wieczorem wylądowaliśmy u szwagra. Po tradycyjnym chlebiesolizerosiedem, poszliśmy spać, a rankiem wolnym krokiem udaliśmy się w kierunku czytelniczej Mekki, bo w praniu wyszło, że to rzut beretem.&lt;br /&gt;Pierwszy szok to kolejka. Olbrzymia. Drugi szok to ścisk. Jak przy stoisku z próbkami jogurtów w supermarkecie. Tyle że tu, książki. Mnóstwo! I ludzie zainteresowani książkami. I pisarze. I w ogóle. I już nie straszny był mi zaduch, i w zapomnienie poszło wyszarpywanie Bartka spomiędzy dwóch ludzkich rzek i kitkowy bieg z Szymkiem do wielce oddalonego i słabiutko oznaczonego klo. Wczułem się.&lt;br /&gt;Na pierwszy ogień wpis u pani Agnieszki Frączek i próba recytacji, w wykonaniu Starszego, zakończona niepowodzeniem z racji tremy. Na drugi, wcześniej niż zaplanowano spotkany pan Wojciech Widłak, który złożył autograf, porozmawiał z chłopakami na temat pana Kuleczki i zawrócił ich do stolika, bo akurat pojawiła się pani Ela Wasiuczyńska. Jak to autor ujął: “ja się wam tylko wpisałem, a pani Ela coś wam narysuje” i w ten sposób mamy w książeczce długopisowego Pypcia. W międzyczasie pognałem z “Saturnem” pod pachą do pana Jacka Dehnela, który zaskoczony trochę prośbą o wpis dla Bazyla, wypytał mnie o pseudo i w związku z tym zapomniałem o własnych pytaniach. Po drodze jeszcze parę zakupów i sympatyczne spotkanie z panem Waldemarem Cichoniem, autorem świeżynki dla dzieci pt. “Cukierku, ty łobuzie”, której to książki okładka zawładnęła sercem Szymka. Potem było jeszcze trochę walki z coraz większym tłokiem, kilka podejść do stoiska Medii Rodziny, bo polowaliśmy na “Uwaga, budowa!”, która ostatecznie nie dojechała (przeprosiny przyjęte, panie Jacku :D ) i decyzja o wyprowadzeniu progenitury na z góry upatrzone pozycje, czyli do domku.&lt;br /&gt;A po obiadku wielki come back głowy rodziny (oraz, niestety, kupno kolejnego biletu, bo ten obowiązuje tylko na jedno wejście, a nie na cały dzień). I spotkanie z Mr. Alanem Bradleyem, autorem serii książek o Flawii, o których pisałem &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/2010/11/zatrute-ciasteczko-alan-bradley.html"&gt;TU&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/2011/01/badyl-na-katowski-wor-allen-bradley.html"&gt;TU&lt;/a&gt;. Przesympatyczny, starszy pan, którego nie zdziwiło, że targam trzy sztuki ostatniego tomu i któremu zupełnie nie przeszkadzała moja przeokropna angielszczyzna. Mam nadzieję, że podczas następnych Targów wydawnictwo zorganizuje spotkanie w salce seminaryjnej i z udziałem tłumacza. Będę zobowiązany. Na koniec zostawiłem sobie wizytę u pana Łukasza Wierzbickiego, którego najnowszą książkę zakupiłem na miejscu, a którego pisarstwa jestem fanem, o czym przekonać można się &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/2010/04/afryka-kazika-ukasz-wierzbicki.html"&gt;TU&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/2010/07/dziadek-i-niedzwiadek-ukasz-wierzbicki.html"&gt;TU&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;No dobra, niech ktoś mi ktoś zabierze klawiaturę, bo ja tak mogę jeszcze długo. A zdjęć nie ma, bo nie chciało mi się uganiać z aparatem. Choć gdy zobaczyłem panią, która przyjechała na rowerku z trójką dzieci (fotelik + przyczepka), to stwierdziłem, żem cieniarz i jednak mogłem canona wziąć. Trudno, za rok, bo już wiem, że będę. No, chyba że piorun albo cuś.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-xmNVZP6KQXI/Trj6aR6GqMI/AAAAAAAAEhQ/U2ZmzamoD4g/s1600/DSC07043.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-xmNVZP6KQXI/Trj6aR6GqMI/AAAAAAAAEhQ/U2ZmzamoD4g/s320/DSC07043.JPG" width="256" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Alan Bradley i ja (fot. © Piotr Sternal)&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-2670493806266258449?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/2670493806266258449/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=2670493806266258449' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2670493806266258449'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2670493806266258449'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/11/xv-targi-ksiazki-w-krakowie.html' title='XV Targi Książki w Krakowie'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-0m3MYHQClTA/Trf5VmkBQHI/AAAAAAAAEhA/iTDXEPfMP3s/s72-c/DSC00004.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-6986357609004515198</id><published>2011-11-04T13:50:00.000+01:00</published><updated>2011-11-04T13:50:02.517+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Nieprzeczytane]'/><title type='text'>"Bibliotekarki" Teresa Monika Rudzka</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-qyPJQDid1kc/TqqAnr0JnVI/AAAAAAAAEew/_f2vR31HmrE/s1600/bibliotekarki.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-qyPJQDid1kc/TqqAnr0JnVI/AAAAAAAAEew/_f2vR31HmrE/s200/bibliotekarki.jpg" width="141" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Zgodnie ze starą, świecką tradycją, najsampierw będzię bajęda osobista. Otóż jak część z Was wie, a reszta za chwilę się dowie, mam przyjemność korzystać z małej, gminnej biblioteki. Mała i gminna wcale w tym przypadku nie znaczy, że ostatnim zakupem były dzieła zebrane Władimira Iljicza. Wręcz przeciwnie, na półkach pełno nowości, trzy komputerki stoją w czytelni, a i szefowa odbiega od stereotypu bibliotekarki zakutanej w powyciągany sweter i uzbrojonej w, posklejane taśmą klejącą, okulary w rogowej oprawie. Słowem - jest dobrze. Niemniej jednak moja GBP, to tylko mały żuk, w porównaniu do takich miejskich czy uczelnianych molochów. Czy tam też jest tak fajnie? Jak wygląda “od kuchni” praca w takim właśnie bezosobowym, w porównaniu do mojego, prawie familijnego, przybytku, molochu? Myślałem, że dane mi będzie się o tym dowiedzieć z, otrzymanej jako bonus za udział w plebiscycie ZZ, książki Teresy Moniki Rudzkiej, “Bibliotekarki”. Niestety …&lt;br /&gt;Naprawdę próbowałem dociągnąć do setnej strony, bo taki kredyt zaufania daję zazwyczaj pozycjom, z którymi już od początku wydaję się być niekompatybilny. Nie dałem rady. “Bibliotekarki” bowiem, to tak naprawdę zapis czegoś, czego w normalnym życiu mam pod dostatkiem: plotek na temat innych, obgadywania szefów i współpracowników, narzekania na pracę, zarobki, niespłacone kredyty i tysiąc innych, życiowych spraw. Taki magiel, spod którego panie przypadkiem teleportowały się do biblioteki i stąd tytuł książki. Moim zdaniem przeniesienie akcji do sklepu, na pocztę czy do jakiegokolwiek biura, niczego by nie zmieniło. No, chyba że tytuł. “Sprzedawczynie” czy “Urzędniczki” nie trafiłyby jednak tak bardzo w wyczulone oko braci czytelniczej.&lt;br /&gt;Nie wiem jaki cel miała autorka próbując za wszelką cenę udowodnić, że w bibliotekach pracują ludzie, którym w życiu nie wyszło i dla których etat w filii, to ostatnia deska ratunku. Dodatkowo zestawiając dystyngowaną, oczytaną i w ogóle och i ach, Żywię, z resztą personelu, podkreśla jego: niechlujność, małostkowość, niedouczenie, wazeliniarstwo, że o braku uzębienia i stu innych wadach, których starczyłoby dla pracowników 5 ministerstw, a nie tylko jednej małej, bibliotecznej filii, nie wspomnę. Słowem stereotyp goni stereotyp i stereotypem pogania, a obraz pracownika biblioteki jaki się z tych konstatacji wyłania krzywdzi sporą grupę, w tym parę osobiście mi znanych, osób.&lt;br /&gt;Jeśli zatem chcecie się dowiedzieć, która to pinda i podpierdalaczka do szefa, a która pomaga biednemu alkoholikowi - czytelnikowi, bo chce skubnąć należącą do niego kamienicę - proszę bardzo. Jeśli chcecie spędzić czas w towarzystwie wyniosłej, myślącej z pogardą o koleżankach z pracy i mającej głeboko w tyłku wszystkich oprócz siebie, kobiety - proszę bardzo. Ja książką jestem nie tyle nawet zawiedziony, co zniesmaczony i naprawdę nie rozumiem sensu tworzenia takiej literatury.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-6986357609004515198?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/6986357609004515198/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=6986357609004515198' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6986357609004515198'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6986357609004515198'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/11/bibliotekarki-teresa-monika-rudzka.html' title='&quot;Bibliotekarki&quot; Teresa Monika Rudzka'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-qyPJQDid1kc/TqqAnr0JnVI/AAAAAAAAEew/_f2vR31HmrE/s72-c/bibliotekarki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-9143441511627021476</id><published>2011-11-03T14:09:00.002+01:00</published><updated>2011-11-03T14:09:44.576+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[DKK]'/><title type='text'>“Szklany zamek” Jeannette Walls</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-7jDM1m6UXB4/TnjBeZlY-TI/AAAAAAAAEcA/eDqv6N1BHLw/s1600/szklanyzamek.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-7jDM1m6UXB4/TnjBeZlY-TI/AAAAAAAAEcA/eDqv6N1BHLw/s200/szklanyzamek.jpg" width="141" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Pewnie zabrzmi to strasznie górnolotnie, ale na nasz odbiór książki wielki wpływ ma rola, którą w danej chwili, chwili lektury, odgrywamy w życiu. Prochu nie wymyśliłem, ale prawdziwość tej myśli uderzyła mnie podczas lektury “Szklanego zamku” Jeannette Walls. Książki, która jest zapisem dzieciństwa spędzonego w …, no właśnie, jakiej rodzinie? Patologicznej? Nowoczesnej? Artystycznej? Wolnej od konwenansów? To właśnie na ten temat toczyła się nasza rozmowa podczas sąsiedzkiej posiadówki sprzed blisko miesiąca, a ja po cichu zastanawiałem się, czy gdybym sam nie był rodzicem, lektura “Zamku …” byłaby dla mnie równie silnym przeżyciem. Podejrzewam, że nie.&lt;br /&gt;Jedno trzeba autorce przyznać, opowiedziana przez nią historia sprawiła, że dyskutanci pojawili się na miejscu spotkania strasznie nabuzowani. Żeby się wygadać, potępić w czambuł i zmieszać z ziemią rodziców Jeannette. Czy jednak należy się dziwić ludziom, którzy przeczytali o ojcu alkoholiku, rozwalającym dzieciom świnkę, żeby mieć za co chlać i matce z artystycznymi ciągotkami, która wydaje ostatnie pieniądze na płótno i farby, a potem schowana pod kocem żre czekoladę, podczas gdy jej pociechy wybierają resztki ze szkolnych śmietników, bo od kilku dni nie miały nic w ustach? Należało się, tym zaczadzonym duchem anarchizmu i zapatrzonym w resztki wolnościowych idei dzieci kwiatów, oszołomom, oj należało. &lt;br /&gt;Z drugiej strony, oponowałem, były też dobre chwile, a niefrasobliwość rodziców dawała również pozytywne rezultaty. Dzieci nauczyły się samodzielności, uwielbiały czytać i uczyć się, potrafiły opiekować się sobą nawzajem. Ale dziewczyny wyciągały kolejne działa i bach: ojciec biorący nieletnią córkę do noclegu klubu, żeby rozkojarzyła kumpla od bilardu, matka, która nie zauważa, że wypada jej z auta dziecko. Próbowałem oponować, że “kto z was jest bez grzechu …”, ale tylko popatrzyły znacząco. I wtedy pomyślałem, że tak, że choć sam nie jestem ideałem ojca, rzuciłbym ten kamień, bo być może on wstrząsnąłby tą dwójką na tyle, by dostrzegli jak bardzo, forsując swój styl życia, krzywdzili swoje dzieci.&lt;br /&gt;Ostatkiem sił sięgnąłem po argument z blurba, że: “O dziwo, w dorosłym życiu wszyscy wyszli na ludzi.” Ale i ten mój oręż, jako adwokata diabła, szybko został mi wytrącony z ręki przez Sąsiadkę, która wskazała fragmenty z dorosłego życia bohaterów książki, świadczące o szkodliwym nań wpływie nietypowego dzieciństwa.&lt;br /&gt;Myślę, że “Szklany zamek” możemy uznać za najlepszą lekturę tegorocznych spotkań naszego DKK. Bezkompromisowe rozprawienie się z własną przeszłością wyszło autorce świetnie i choć tyle czasu minęło od lektury, niektóre sceny wciąż we mnie i, śmiem twierdzić, w dziewczynach, tkwią. Mocna rzecz. Polecamy!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-9143441511627021476?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/9143441511627021476/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=9143441511627021476' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/9143441511627021476'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/9143441511627021476'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/11/szklany-zamek-jeannette-walls.html' title='“Szklany zamek” Jeannette Walls'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-7jDM1m6UXB4/TnjBeZlY-TI/AAAAAAAAEcA/eDqv6N1BHLw/s72-c/szklanyzamek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-2464579143613364544</id><published>2011-11-02T19:38:00.004+01:00</published><updated>2011-11-02T20:06:47.201+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Miscellanea]'/><title type='text'>Po pierwsze - nie chwalić się ...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;... zdolnościami lingwistycznymi. Szczególnie łącząc języki. Bo to wiadomo, że co w jednym z nich ładnym jest, w drugim już niekoniecznie. Przekonała się o tym polska firma, produkująca na anglojęzyczny rynek napoje gazowane "Fart" i przekonałem się o tym ja [J], prowadząc z Kitkiem [K] następujący dialog:&lt;br /&gt;[J] - To co robimy wieczorem?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;[K] - Nie wiem. A co proponujesz?&lt;br /&gt;[J] - Może spróbujemy tego łajna z Biedronki?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Kurtyna.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;PS. Mam nadzieję, że wkrótce będzie bardziej merytorycznie, a mniej zapchajdziurowo :D&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-2464579143613364544?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/2464579143613364544/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=2464579143613364544' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2464579143613364544'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2464579143613364544'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/11/po-pierwsze-nie-chwalic-sie.html' title='Po pierwsze - nie chwalić się ...'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-7939334795519493220</id><published>2011-10-25T21:24:00.000+02:00</published><updated>2011-10-25T22:51:22.667+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Obejrzane]'/><title type='text'>"Mniam!" reż. Aun Hoe Gou</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-h3DJJ8HDZQ0/TqcLl_5Qt8I/AAAAAAAAEek/w8sSkc0831E/s1600/mniam.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-h3DJJ8HDZQ0/TqcLl_5Qt8I/AAAAAAAAEek/w8sSkc0831E/s200/mniam.jpg" width="138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Ja wiem, że to jest tekst o filmie dla dzieci, ale jednak przeznaczony dla rodzicieli, więc pozwolę sobie zacząć z tzw. grubej rury. A ponieważ jestem już w miarę statecznym ojcem dzieciom, to statecznie powiem, że tak dupnej animacji to ja, mimo swoich paru ładnych wiosenek na karku, nie widziałem. Bo gdybym był współczesnym młodzieniaszkiem, rzekłbym po prostu, że “Mniam!”, to zwykła chujnia. Tak, tak, wywalenie na ten, oblepiony &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;jak sreberkiem,&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; znanymi nazwiskami dubbingujących, szajs, około 60 PLN, uważam za największą porażkę finansową mojego domowego budżetu. A że, jak u większości, napięty on, to i mi się troszkę więcej niż normalnie z czarki goryczy uleje*.&lt;br /&gt;Animacja? Ludzie, którzy pracowali przy “Mniam!”, powinni odwiedzić youtube i zobaczyć co można dziś zrobić na domowym kompie, a dopiero później zwać to swoje “cudo” filmem animowanym. Sto lat za Fenicjanami! Przez ¾ filmu ciemne, chaotyczne obrazki bez ładu i składu, i dopiero wschód słońca w końcówce sprawia, że choć to dalej kicha, to jednak jest to ten kawałek kichy, w którym coś widać.&lt;br /&gt;Dialogi i wice - żenua. Dobra baja dla całej familii, to wg mnie taka, w której każdy dostaje coś dla siebie. Dzieci fajną fabułę w przyzwoitej oprawie, starzy - grepsy. “Taniec z rozgwiazdami”? Żółwica Magda i jej “Kuchenne rewolucje”? No dajcież spokój! Przecież to bardziej czerstwe niźli frontowy chleb z “1920 …” Hoffmana. I kto w filmie dla małych dzieci umieszcza słowo “złamas”?&lt;br /&gt;No i rzecz ostatnia, ale wcale nie mniej istotna. Dubbing. Porwany, klejony chyba na “gęsią skórkę” i wybitnie pokazujący jaka przepaść dzieli naturszczyków (pani Gessler, ekipa Ani Mru Mru) od fachowca (pan Fronczewski).&lt;br /&gt;Podsumowując - nieskładne, nieładne cuś, po półgodzinie którego moje młodsze dziecko domagało się wyjścia, a starsze niespokojnie kręciło w fotelu. Omijać szerokim łukiem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;* Nieodpornych na wulgaryzmy bardzo przepraszam, ale ja w myśl zasady, że czasem człowiek musi ...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-7939334795519493220?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/7939334795519493220/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=7939334795519493220' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7939334795519493220'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7939334795519493220'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/10/mniam-rez-aun-hoe-gou.html' title='&quot;Mniam!&quot; reż. Aun Hoe Gou'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-h3DJJ8HDZQ0/TqcLl_5Qt8I/AAAAAAAAEek/w8sSkc0831E/s72-c/mniam.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-3899286608795792708</id><published>2011-10-24T17:40:00.000+02:00</published><updated>2011-10-24T17:41:03.180+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Miscellanea]'/><title type='text'>Alan Bradley w Polsce!</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Kiedy dostałem maila od pana Piotra z wydawnictwa Vesper ucieszyłem się po dwakroć. Po pierwsze bowiem, dowiedziałem się z niego, że jak tylko Los będzie łaskawy (czyt. jeśli tylko uda mi się dotrzeć na krakowskie Targi), to 5 listopada o godz. 15.00, dane mi będzie stanąć oko w oko z człowiekiem, który powołał do życia Flawię de Luce. Po drugie, że pretekstem do jego przyjazdu będzie wydanie trzeciej części przygód rezolutnej i młodocianej panienki detektyw, uwielbienie dla której głosiłem &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/2010/11/zatrute-ciasteczko-alan-bradley.html"&gt;TU&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/2011/01/badyl-na-katowski-wor-allen-bradley.html"&gt;TU&lt;/a&gt;, i której przygody stały się moją własnością dzięki losowaniu u &lt;a href="http://confians.blogspot.com/2011/09/ksiazki-szukaja-domu-losowanie.html"&gt;confians&lt;/a&gt;. Szczegóły na temat spotkań w ulotce.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;PS. Zastanawiałem się czy robić z bloga słup ogłoszeniowy, ale Agnes rzekła: "Głupiś! Przecież ktoś może skorzystać.". No, to korzystajcie :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-R02xo_NR5Nc/TqWGdanLH_I/AAAAAAAAEdY/8KZ2zinJ2HQ/s1600/Flawia_Bradley_Spotkania.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="230" src="http://4.bp.blogspot.com/-R02xo_NR5Nc/TqWGdanLH_I/AAAAAAAAEdY/8KZ2zinJ2HQ/s320/Flawia_Bradley_Spotkania.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-3899286608795792708?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/3899286608795792708/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=3899286608795792708' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3899286608795792708'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3899286608795792708'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/10/alan-bardley-w-polsce.html' title='Alan Bradley w Polsce!'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-R02xo_NR5Nc/TqWGdanLH_I/AAAAAAAAEdY/8KZ2zinJ2HQ/s72-c/Flawia_Bradley_Spotkania.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-7913455935262910900</id><published>2011-10-11T12:45:00.000+02:00</published><updated>2011-10-11T12:45:02.472+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Ksiązecki]'/><title type='text'>"Zwierzaki cudaki" Bibi Dumon Tak</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-UP-WfsE8Kdg/TpQco4axH0I/AAAAAAAAEco/pINZgfIklWE/s1600/zwierzaki_cudaki.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-UP-WfsE8Kdg/TpQco4axH0I/AAAAAAAAEco/pINZgfIklWE/s200/zwierzaki_cudaki.jpg" width="154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Dzieci to radość. Zwierzęta to radość. A dzieci plus zwierzęta, to już po prostu szał radości. I możliwości. Szczególnie dla rodziców na tzw. “popisówki”. “Alu, a jak robi piesek?”, “Stasiu, pokaż babci jak ładnie umiesz naśladować kotka!”, “A krówka, a konik, a …???”. Ileż rodzicielskiej dumy, kiedy dziecko muczy, beczy, szczeka, kwili, pitpilita i pimpili, a wszyscy wokół szczerzą ząbki i stadnie wydają achy i ochy. Nieważne jednak, jak bardzo próbujemy, podobnymi do powyższych akcjami, skrzywić psychikę naszych pociech, one ciągle ciekawe są świata zwierząt. Jedne mniej, inne bardziej, ale nie spotkałem jeszcze dziecka, które nie ucieszyłoby się z książeczki o faunie.&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Problem powstaje wtedy, kiedy sześciolatek, który jest bardziej od Was obcykany w rasach psów, nazwach dinozaurów czy zwyczajach godowych głuszców, chce czegoś nowego. Problem pogłębia się, kiedy wspomniany sześciolatek ma u boku trzyletni support, który, owszem, posłucha bajeczki o misiu czy piesku, ale podobnie jak starszy brat woli żywą wiedzę, najlepiej o jak najbardziej egzotycznych gatunkach. Niby nic prostszego, w końcu książek o żywiźnie jest pełno, ale pozycje te są albo zbyt infantylne albo, wprost przeciwnie, zbyt hermetyczne. I tu z odsieczą pojawiają się: Bibi Dumon Tak i jej “Zwierzaki cudaki”.&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;“Księga najdziwniejszych zwierząt świata”, jak głosi podtytuł, to zbiór tekstów o, zdaniem autorki, czterdziestu najbardziej niesamowitych organizmach zwierzęcych. Humorystyczne, nieomijające trudnych tematów (np. rozmnażanie) szkice, w których autorka przemyca wiedzę na temat takich poczwar jak np. matronica, pożeracz czarny czy jaszczurka Jezusa Chrystusa, zostały uzupełnione monochromatycznymi ilustracjami holenderskiej graficzki Fleur van der Weel. I myli się ten, kto sądzi, że najlepszym dodatkiem do tekstu o zwierzętach są, szczególnie w książce dla dzieci, tęczowo kolorowe malunki lub zdjęcia profesjonalistów z NG. Czerń i biel doskonale się sprawdzają i wcale nie są gorsze. &lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Oj, przynudzam, a przecież wystarczy zajrzeć na stronę Dwóch Sióstr i &lt;a href="http://wydawnictwodwiesiostry.pl/tytuly/zwierzaki_cudaki/zwierzaki_cudaki.pdf"&gt;przekonać się&lt;/a&gt; czy nam się rzecz podoba czy nie. Oj, dałem plamę. Przecież to nie NAM się ma podobać (choć i to nie zaszkodzi, wiem po sobie)? Pokażcie i przeczytajcie dzieciakom, a jestem pewien, że poproszą o całość. U nas jest jednym z hitów. A zamiast słynnego “A jak robi …?”, to wreszcie dziecko może się pochwalić Waszą wiedzą, ot, choćby o przebiegu ciąży u koników morskich. Może też będą ochy i achy?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-7913455935262910900?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/7913455935262910900/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=7913455935262910900' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7913455935262910900'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7913455935262910900'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/10/zwierzaki-cudaki-bibi-dumon-tak.html' title='&quot;Zwierzaki cudaki&quot; Bibi Dumon Tak'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-UP-WfsE8Kdg/TpQco4axH0I/AAAAAAAAEco/pINZgfIklWE/s72-c/zwierzaki_cudaki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-3175517524118251419</id><published>2011-10-07T14:31:00.002+02:00</published><updated>2011-10-07T14:31:51.981+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Dziewczyna, która igrała z ogniem" Stieg Larsson</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-KNy2UtHPMzU/TnxRnuS8FdI/AAAAAAAAEcQ/0rKuc9uMk_A/s1600/igrala.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-KNy2UtHPMzU/TnxRnuS8FdI/AAAAAAAAEcQ/0rKuc9uMk_A/s200/igrala.jpg" width="129" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Kiedy skończyłem pierwszy tom trylogii “Millenium” wiedziałem, że kiedyś do niej wrócę. Oczywiście dla Salander, a nie, z deczka wkurzającego, Blomkvista. Nie miałem jednak parcia, bo raz, że autor był na tyle uprzejmy i “Mężczyzn …” nie urwał w pół słowa i jednej trzeciej akcji, dwa - pozostałe tomy to jednak kobyły, a ja nie miałem akurat nastroju na hippikę. Przyszedł jednak czas na lekturę “Dziewczyny …” i wtedy, o dziwo, okazało się, że nie jeździectwo przyjdzie mi uprawiać, a boks. Bo też i naboksowałem się z tą książką …&lt;br /&gt;Pierwsze wyjście na ring i od razu cios na korpus. Błędy i językowe niezgrabności, i to już na pierwszej (a właściwie piątej) stronie. &lt;i&gt;“Całkowite odosobnienie sprawiało, iż wszystkie delikatne bodźce, którymi w innej sytuacji w ogóle nie zwróciłaby uwagi, bardzo zyskiwały na sile”&lt;/i&gt;. Albo dalej: &lt;i&gt;“Pierwszy pojawił się reporter (...). - Cześć, Blomkvist, mówi Nicklasson.”&lt;/i&gt;, czyli się jednak nie pojawił, a zadzwonił. Takich uderzeń dostałem jeszcze kilkanaście, mimo że, teoretycznie, w moim narożniku byli: redaktor i dwie korektorki. Ale rozumiem, książka gruba … Zebrałem się więc do dalszej walki. Groźnym prawym prostym okazało się, znane już z pierwszego tomu, zamiłowanie autora do szczegółowej charakterystyki opisywanych rzeczy. Przez jednych nazywane listami zakupów Larssona, przez innych, lokowaniem produktu. Kolejne czytanie ile RAMu miał czyjś komputer, czy jakiej marki sofę kupiła Lisbeth w Ikei oraz jakiego kształtu i wielkości były dołączone do niej pufki, znacznie osłabiało moją wolę walki. Ale że twardy ze mnie gość, zdzierżyłem. Potem było parę lekkich stuknięć na gardę, czyli wtrącanie angielskich powiedzonek, których stosowanie nie miało dla mnie sensu, ale być może Szwedzi tak mają. No i próba KO przez zapodanie końcówki, którą znana z reklamy łyżka bez problemu mogłaby skwitować swym najbardziej znanym grepsem.&lt;br /&gt;A jednak, gdy przewróciłem ostatnią kartkę “Dziewczyny …” od razu sięgnąłem po “Zamek …”. Tym razem bowiem autor skończył w połowie afery i inaczej się nie dało. No i, gdyż, ponieważ, jest w tym cyklu jakiś magnetyzm, który nie pozwala machnąć ręką na losy wytatuowanej mini kobietki. Ech, Salander, masz we mnie kolejnego męskiego sprzymierzeńca.&lt;br /&gt;PS. O “Zamku …” pisał nie będę, bo sensu nie widzę. Przeciwnika już znam, zestaw ciosów pewnie podobny, to po co?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-3175517524118251419?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/3175517524118251419/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=3175517524118251419' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3175517524118251419'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3175517524118251419'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/10/dziewczyna-ktora-igraa-z-ogniem-stieg.html' title='&quot;Dziewczyna, która igrała z ogniem&quot; Stieg Larsson'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-KNy2UtHPMzU/TnxRnuS8FdI/AAAAAAAAEcQ/0rKuc9uMk_A/s72-c/igrala.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-2161817671436060919</id><published>2011-10-05T14:24:00.000+02:00</published><updated>2011-10-05T14:24:03.728+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Kongres futurologiczny; Opowiadania Ijona Tichego" Stanisław Lem</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-R3SgTlB6uXo/Tmung-EmEZI/AAAAAAAAEbA/1A4avPJOV2k/s1600/kongres.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-R3SgTlB6uXo/Tmung-EmEZI/AAAAAAAAEbA/1A4avPJOV2k/s200/kongres.jpg" width="114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Pacholęciem będąc, gdzieś tak w okolicach środka szkoły podstawowej, dostałem, jako zadanie domowe, napisanie wypracowania na temat świata przyszłości. Nie pamiętam dokładnie co sobie wtedy pomyślałem, ale pewnie nie odbiegało to daleko od: “Toż to pikuś. Mały pikuś.”. Siadłem, zacząłem i kiedy już wykorzystałem tę parę pomysłów na “co by było, gdyby”, sklęsłem. I choć od tamtej pory minęło ładnych parę latek, dziś podjęta przez mnie próba rozwinięcia tematu również zakończyłaby się klapą. Ja to wiem. I dlatego doceniam rozmach, wizjonerstwo i lekkość z jaką pan Lem tworzy swe obrazy przyszłości i przekazuje je nam, doprawiając przednim humorem, ustami Ijona Tichego.&lt;br /&gt;O czymże zatem jest ten “Kongres”? A, to już zależy od czytającego! Dla jednych będzie to historia o postrzeganiu, realności naszych doznań i punkt wyjścia do dyskusji o tym, czy lepiej byłoby nam bez emocji (tłumionych środkami farmakologicznymi, jak choćby w filmie “Equilibrium”), czy też, jak sugeruje autor, wręcz przeciwnie, z uczuciami wzbudzanymi wziewami, tabletkami czy podawanymi na inne sposoby chemikaliami. Dla innych, powrót do idei “Matrixa” i pytania czy istniejemy naprawdę czy tylko śnimy swoje istnienie, a może w ogóle jesteśmy czyimś snem czy wręcz zwidem. Ten i ów postrzeże “Kongres” jako śmiesznotę i będzie świetnie się bawił czytając o bembach, czyli Bombach Miłości Bliźniego, dwułagodku dobruchanu czy superkaresynie z felicytolem. Wielość interpretacji świadczy ponoć o wielkości dzieła. Jeśli tak jest, to “Kongres” wielkim jest i basta.&lt;br /&gt;Ja sam i bawiłem się przednio, i podumałem chwilę nad otaczającą rzeczywistością. I na przykład mam wrażenie, że rodzimi politycy stosują ostatnio na potęgę lejowodek obiecytniny, że na giełdach rozpylono dwustrasznik owcoidalny, a ja sam zostałem potraktowany nicniechcemisięrobidyną. &lt;br /&gt;A do czytania Lema zachęcam, bo to i rozrywka, i zachęta do myślenia. Na zakończenie zaś wspomnę tylko, że w wydaniu Agory, z którego korzystałem, zamieszczono dodatkowo: kilka podróży Ijona (równie świetne jak “Kongres”), posłowie Jerzego Jarzębskiego, drugą część słownika terminów lemowskich i rozmowę Edmunda Wnuka - Lipińskiego z Wojciechem Orlińskim. Jedno co mogę tej edycji zarzucić, to straszne nadziubdzianie, czyli jak mawiają fachowcy, typografia jest o kant ...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-2161817671436060919?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/2161817671436060919/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=2161817671436060919' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2161817671436060919'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2161817671436060919'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/10/kongres-futurologiczny-opowiadania.html' title='&quot;Kongres futurologiczny; Opowiadania Ijona Tichego&quot; Stanisław Lem'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-R3SgTlB6uXo/Tmung-EmEZI/AAAAAAAAEbA/1A4avPJOV2k/s72-c/kongres.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-138679511636541307</id><published>2011-09-21T14:53:00.000+02:00</published><updated>2011-09-21T14:53:47.012+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Ksiązecki]'/><title type='text'>"Zielone pomarańcze czyli PRL dla dzieci" Aneta Górnicka - Boratyńska</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-gGLogtcdDYk/Tnnbs75oT7I/AAAAAAAAEcE/9z-SR-xr0YE/s1600/zielonepom.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="166" src="http://1.bp.blogspot.com/-gGLogtcdDYk/Tnnbs75oT7I/AAAAAAAAEcE/9z-SR-xr0YE/s200/zielonepom.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Ponieważ “Androny” Jana Brzechwy w graficznej oprawie pana Butenki cieszyły się wśród chłopów powodzeniem, postanowiłem pójść za ciosem i zgarnąłem z bibliotecznej półki “Zielone pomarańcze czyli PRL dla dzieci”, wielkoformatową książkę,&amp;nbsp; ilustrowaną przez pana Bohdana właśnie. Oczywiście nie zrobiłem tego tylko dla specyficznej kreski artysty. Jakie więc były pozostałe powody? Po pierwsze, jak duża część dzisiejszych prawie czterdziestolatków, mam wielki sentyment do czasów moich: dzieciństwa i młodości, przypadających na ostatnie lata komunizmu w Polsce*. Po drugie, chciałem żeby progenitura poznała obraz ojca w kusych majtasach, bo nieodłączne przy czytaniu tej pozycji wydawały mi się pytania w stylu: “A ty miałeś ..?”, “A ty robiłeś …” (i rzeczywiście tak było). Po trzecie, miałem w głowie obraz gimnazjalisty, który na moje dictum o samotnym occie na sklepowych półkach odrzekł, że niemożliwym jest, jakoby w całym Tesco był jeno ocet. Chcąc zatem uniknąć ewentualnej, lekcyjnej fopy ze strony moich pociech, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;uświadomić je jak to drzewiej bywało&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; i równocześnie oddać się wspomnieniom otworzyłem wydaną przez Agencję Edytorką Ezop, książkę Anety Górnickiej-Boratyńskiej.&lt;br /&gt;“Zielone …” to podstawowe, bo przeznaczone dla, no, powiedzmy, najmarniej zerówkowicza, kompendium na temat życia w latach 70’ i 80’ ubiegłego wieku. To książka pełna starych fotografii i słów wytrychów, które u mojego pokolenia wywołują natychmiastowy odruch wspomnieniowy**. Wiecie: grundig, lista Trójki, relaksy, kartki, wyrób czekoladopodobny, Frania, Pewex, trabant, sofiksy, saturatory, masło z darów... O! Już się zaczęło! I teraz nie wiem, czy większą radość sprawiła mnie, czy też Bartkowi (bo Szymon jednak nie okazał się dobrym targetem), który przy okazji lektury dowiedział się o ojcowskim Wigry 3 i o tym jak babcia rozebrała bramkę na wiejskim boisku (nie pytajcie). Bo “Zielone …” to zaledwie przycisk “Start” do wspólnej podróży w czasy, kiedy nosiliście przysłowiową koszulinę w zębach i nuciliście “Boys”, a reszta wypłynie z Was sama. Polecam!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;* Upraszam o wzięcie pod uwagę, że wpis dotyczy książeczki dla dzieci i nie komentowanie w stylu: "Gdzie ci się człowieku komunizm skończył?!".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;** Na potwierdzenie moich słów, Siłacz walnie pięścią w stół! No dobra, spójrzcie na ilość komentarzy pod &lt;a href="http://plaszcz-zabojcy.blogspot.com/2011/08/odcinek-68-lista-przebojow-programu.html"&gt;TYM&lt;/a&gt; wpisem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-138679511636541307?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/138679511636541307/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=138679511636541307' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/138679511636541307'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/138679511636541307'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/09/zielone-pomarancze-czyli-prl-dla-dzieci.html' title='&quot;Zielone pomarańcze czyli PRL dla dzieci&quot; Aneta Górnicka - Boratyńska'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-gGLogtcdDYk/Tnnbs75oT7I/AAAAAAAAEcE/9z-SR-xr0YE/s72-c/zielonepom.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-6096170662298707747</id><published>2011-09-15T13:52:00.002+02:00</published><updated>2011-09-15T13:52:58.609+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[DKK]'/><title type='text'>"Murzyni we Florencji" Vedrana Rudan</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-WaF1mPYiEeY/TiuUo5YwgsI/AAAAAAAAEXA/rBEpIa3XLsY/s1600/murzyni.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-WaF1mPYiEeY/TiuUo5YwgsI/AAAAAAAAEXA/rBEpIa3XLsY/s200/murzyni.jpg" width="126" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;W ostatni dzień sierpnia spotkaliśmy się w naszym trzyosobowym gronie, by podumać nad “Murzynami we Florencji” Vedrany Rudan. I choć od owego spotkania minęło trochę czasu, to dopiero dziś zebrałem się w sobie, żeby rzecz ująć w słowa. Czemu zwlekałem? Bo lektura książki Chorwatki przynosi ze sobą zarówno czytelniczą przyjemność, jak i, może nie tyle rozczarowanie, co rozdrażnienie. Jak to możliwe? Ano, posłuchajcież.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Zacznijmy od rozdrażnienia. Jak by tu …? Kiedy byłem młodszy lubiłem kontestować świat znad szklanki piwa, z papieroskiem w ręku i nic nie denerwowało mnie wtedy bardziej, niż inny kontestator, który będąc na wyższym poziomie wtajemniczenia (od circa 1,5 promila w górę), chciał się do mnie przysiąść i koniecznie opowiedzieć mi historię swojego życia. Wyżalić się, wywnętrzyć bez ograniczeń, ponarzekać, skląć, wyrzygać cały swój żal do świata, rodziny (jeśli miał), bliższych i dalszych znajomych i nieznajomych również. Takimi właśnie monologami są “Murzyni …” pisani. I choć siłą napędową “spowiadających się” przed czytelnikiem osób nie jest alkohol, a chęć zarobku (za nagrywanie swych przemyśleń na kasety jeden z członków rodziny oferuje reszcie 50 euro), to jednak skutek jest taki sam. Słowotok, w wartkim strumieniu którego są zarówno rzeczy ważne (niekiedy tylko dla mówiącego), jak i całkiem nieistotne. Problem zaś polega na tym, że te pierwsze giną czasem przygniecione lawiną tych drugich. I to właśnie ilość poruszanej w “Murzynach …” problematyki mnie irytowała.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Nie należy jednak odmawiać książce zalet. Głos w niej zabierają przedstawiciele wielopokoleniowej familii, co zatem idzie, te potoki słów, o których mowa wyżej, zawierają mnóstwo istotnych informacji na temat rodaków autorki i jej ojczyzny, a raczej trudów życia w niej, począwszy od czasów II wojny światowej do dziś. Moją faworytką jest tu Prababcia, która wspomina czasy Tity i komunizmu, i żałuje, że nie rozłożyła nóg przed żadnym z miejscowych, partyjnych bonzów przez co sama musi sobie radzić na starość. A nie jest łatwo. Ani młodym, ani starym.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Myślę, że warto po “Murzynów …” sięgnąć, by zajrzeć pod pokrywę bałkańskiego kotła i zobaczyć co też tam się działo/dzieje. Posłuchać zwykłych ludzi i zapoznać się z ich problemami (głównie) i radościami (mało), które autorka przedstawia doprawiając tekst specyficznym humorem, czasem balansując na granicy dobrego smaku. Jeśli więc nie przeszkadza Ci dosadny język i nie boisz się bycia “napadniętym” zbytnią wylewnością narratorów - spróbuj.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;PS. Sąsiadkę drażniła kwestia aborcji, którą odebrała jako katolicki głos przeciw (a nie do końca się z nim zgadza), ale my z Kitkiem jakoś nie widzieliśmy tego w ten sposób. Czyżby niezbyt uważni z nas czytelnicy? Sami musicie rozsądzić. Najlepiej czytając.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-6096170662298707747?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/6096170662298707747/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=6096170662298707747' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6096170662298707747'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6096170662298707747'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/09/murzyni-we-florencji-vedrana-rudan.html' title='&quot;Murzyni we Florencji&quot; Vedrana Rudan'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-WaF1mPYiEeY/TiuUo5YwgsI/AAAAAAAAEXA/rBEpIa3XLsY/s72-c/murzyni.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-1925235762563418148</id><published>2011-09-13T14:30:00.000+02:00</published><updated>2011-09-13T14:30:49.979+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Nieprzeczytane]'/><title type='text'>"Requiem dla tancerki" Agnieszka Fibich</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Ze3tJ57YfZA/Tmpr9CQCxuI/AAAAAAAAEa4/Y9mZqeov2sc/s1600/requiem.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-Ze3tJ57YfZA/Tmpr9CQCxuI/AAAAAAAAEa4/Y9mZqeov2sc/s200/requiem.jpg" width="128" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Jakoś tak ostatnio naszła mnie refleksja, że coś za mało w mojej literackiej diecie rodzimych produktów. Nie czyta się polskich autorów, aż wstyd. Żeby jednak, na początek, nie przesadzać z kategorią wagową, bo to wiadomo, że w przypadku prozy polskiej często można trafić na moralny niepokój i inne takie, dałem szansę zalegającemu na półeczce “Requiem dla tancerki”, reklamowanemu jako thriller.&lt;br /&gt;Pierwsze parę stron było niezłe. Zaczęła się kroić jakaś tajemnica z przeszłości, w międzyczasie mogłem zajrzeć do paryskiego night clubu, gdzie dane mi było popodziwać wyginające się zmysłowo girlsy i w tym momencie do głosu doszła ona. Sztampa. Ale żeby tylko. Ona połączyła siły z Płomiennym Romasem i Miłością Od Pierwszego Wejrzenia, że o Sercowych Perturbacjach nie wspomnę. I od razu wyznam z pokorą, że ten zmasowany atak, zgranych do cna motywów, pokonał mnie przed skończeniem stu stron.&lt;br /&gt;Bo ile można czytać w thrillerze o policmajstrze w średnim wieku z uczuciowym wnętrzem osiemnastowiecznej pensjonarki i odpowiedzialnością sześciolatka. Nie, wróć, Bartek jest bardziej od Cesara odpowiedzialny. Bo sprawa jest taka, że chłoptasiowi, podczas wieczoru kawalerskiego, libido przesłania fakt ożenku mającego się odbyć dzień później, więc bzyka tancerkę, żeni się (nie z tancerką), leci na honymun (nie z tancerką), wraca i leci do drugiej (czyli, rzeczonej tancerki), już ma powiedzieć żonie (nie tancerce), ale okazuje się, że…&lt;br /&gt;Spasowałem, bo uznałem, że przedzieranie się przez, bądź co bądź, harlequina, żeby dotrzeć do warstwy thrillerowej i poznać rozwiązanie zagadki, to dla mnie zbyt duże wyzwanie. Mógłbym nie wytrzymać kolejnego opisu składania męskiej łepetynki na kobiecym podołku połączonego z jednoczesnym oplataniem niewieściej kibici przez silne samcze ramię. &lt;br /&gt;Niekompatybilnym. Ale nie wątpię, że książka znajdzie zwolenników, choć prędzej, wybaczcie szczyptę szowinizmu, zwolenniczki, które lubią romans z dreszczykiem w tle.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-1925235762563418148?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/1925235762563418148/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=1925235762563418148' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/1925235762563418148'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/1925235762563418148'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/09/requiem-dla-tancerki-agnieszka-fibich.html' title='&quot;Requiem dla tancerki&quot; Agnieszka Fibich'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Ze3tJ57YfZA/Tmpr9CQCxuI/AAAAAAAAEa4/Y9mZqeov2sc/s72-c/requiem.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-8262433852551848730</id><published>2011-09-13T08:24:00.000+02:00</published><updated>2011-09-13T08:24:50.803+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Miscellanea]'/><title type='text'>Pankot i Kotpan.</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Zazwyczaj unikam reklamowania czegokolwiek na moim blogu, ale czasem trzeba się złamać i wypromować coś co dobre, polskie i dla dzieci. Tym bardziej, że śledząc wpisy na stronie FB programu zauważyłem, że wielu rodziców nic nie wie o nowym programie TVP2, pt. "Pankot i Kotpan", którego emisja rozpoczęła się 10.09.2011 r. o godz. 8.50. Po szczegóły zapraszam &lt;a href="http://znak-zorro-zo.blogspot.com/"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://pl-pl.facebook.com/pages/Pankot-i-Kotpan/186675124736467"&gt;TU&lt;/a&gt;, a na zaostrzenie apetytu czołówka&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://0.gvt0.com/vi/lfja35ZbgZw/0.jpg"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/lfja35ZbgZw&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/lfja35ZbgZw&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-8262433852551848730?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/8262433852551848730/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=8262433852551848730' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/8262433852551848730'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/8262433852551848730'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/09/pankot-i-kotpan.html' title='Pankot i Kotpan.'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-4434626364806071188</id><published>2011-09-09T14:51:00.001+02:00</published><updated>2011-09-09T14:52:16.207+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Ksiązecki]'/><title type='text'>"Androny" Jan Brzechwa</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-EUupshDBX90/TmoJiXCqc3I/AAAAAAAAEaw/c5ytF97Nvb4/s1600/androny.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-EUupshDBX90/TmoJiXCqc3I/AAAAAAAAEaw/c5ytF97Nvb4/s200/androny.jpg" width="141" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Wiersze dla dzieci autorstwa Jana Brzechwy wydawane były i są, w najróżniejszych układach, kombinacjach i w przeogromnej różnorodności opraw ilustratorskich, i to zarówno tych strawnych estetycznie jak i nie. Ja mistrza Jana czytam z przyjemnością w każdej postaci (specjalnie nie piszę “czytam dzieciom”, bo zdarza się, że klapnę i miast samotrzeć, pochłaniam wierszyki sam), to jednak o wiele lepiej robi mi się to, gdy świetnym tekstom towarzyszy równie rewelacyjna grafika. I choć przyjaźń pana Jana i J.M. Szancera zaowocowała wydaniem na świat kultowej “Lokomotywy” czy zbiorku “Brzechwa dzieciom” ze ślicznymi ilustracjami tego ostatniego, to i tak najbardziej lubię “Androny” z niezapomnianymi grafikami Bohdana Butenki.&lt;br /&gt;Dlaczego właśnie “Androny”? Też mi pytanie! Jak człowiek, który cały swój blog (swojego bloga?) zapełnił pierdółkami, pisaninką, andronami właśnie, człowiek który plecie je na co dzień, mógłby ich nie uwielbiać? No, nie da się. Tym bardziej, że zbiór zawiera również te mniej znane wiersze Mistrza, w tym ukochany, czytany mi przez Babcię w dzieciństwie i wywołujący salwy śmiechu “Nie pieprz Pietrze”.&lt;br /&gt;Jest w wierszach Brzechwy jakaś lekkość, a czytelnik odnosi wrażenie, że facet miał przy ich pisaniu niezły ubaw i kupę zabawy. I on tą zabawą słowem, rymem, puentą, zaraża. Starego i młodego. Bez wyjątku. A gdzieś z boku wchodzi pan Bohdan i dokłada do pieca swoimi jajcarskimi rysunkami, które bawią na równi z tekstem. Ja wiem, że nawał komplementów w tak krótkim tekście może powodować wysypkę, ale ja o “Andronach” inaczej nie mogę. Dodam tylko, że po najbliższej wypłacie zamieniam egzemplarz biblioteczny na własny.&lt;br /&gt;A na zakończenie mały tekst przybliżający genezę powstania tytułowego wierszyka:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;“Zażyłe stosunki łączyły Janka z Janem Marcinem Szancerem. Z racji swojej współpracy dość często się widywali. (…) Obaj mieli podobny typ wyobraźni i ogromne poczucie humoru. Ileż wtedy padało dowcipów wynikających z sytuacji, ile znakomitych powiedzonek! (…) Starsi już bądź co bądź panowie zachowywali się jak dwaj rozbrykani chłopcy i po prostu pletli androny. Właśnie padło to słowo, kiedy Janek&amp;nbsp; z szelmowskim uśmieszkiem zapytał:&lt;br /&gt;– Powiedz mi, Marcin, czy ty wszystko potrafisz narysować?&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Marcin zachichotał, a chichocik miał zabawny i niesłychanie zaraźliwy, ale dyplomatycznie zapytał: – A co masz na myśli?&lt;br /&gt;– Narysuj mi androna.&lt;br /&gt;Marcin na chwilę spoważniał, wybałuszył oczy, po czym rezolutnie oświadczył: – Ty najpierw napisz, a ja wtedy narysuję.&lt;br /&gt;– Ba! – jęknął Janek. – Jak ja napiszę, to już każdy potrafi narysować.&lt;br /&gt;I tak powstał wiersz Androny:&lt;br /&gt;»Pan Marcin plecie androny.&lt;br /&gt;Z czego plecie? Ano z łyka.&lt;br /&gt;Taki andron upleciony&lt;br /&gt;Jest podobny do koszyka...«&lt;br /&gt;Istotnie, koszyk to już każdy potrafi narysować.”&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-4434626364806071188?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/4434626364806071188/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=4434626364806071188' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/4434626364806071188'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/4434626364806071188'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/09/androny-jan-brzechwa.html' title='&quot;Androny&quot; Jan Brzechwa'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-EUupshDBX90/TmoJiXCqc3I/AAAAAAAAEaw/c5ytF97Nvb4/s72-c/androny.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-5389482342433406581</id><published>2011-09-06T15:06:00.001+02:00</published><updated>2011-09-06T15:07:27.045+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Księżniczka z lodu" Camilla Läckberg</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-MA1MmxzmVWU/TlehmgRjndI/AAAAAAAAEaI/LcZh9mJO1P8/s1600/ksiezniczka.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-MA1MmxzmVWU/TlehmgRjndI/AAAAAAAAEaI/LcZh9mJO1P8/s200/ksiezniczka.jpg" width="139" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Przeczytałem kolejny skandynawski kryminał. I co? Mógłbym grubiańsko odrzec: “Jajco!”. Bo i rzeczywiście, cóż tu można nowego napisać, oprócz rzeczy w przypadku tego typu literatury&amp;nbsp; standardowych i oklepanych. Szerokie tło społeczne - było. Pogłębione charakterystyki postaci - takoż. Obserwacja prywatnego życia bohaterów - litości, aż za bardzo!!! &lt;br /&gt;Pani Läckberg powołała do życia kolejną parę, której przeznaczone będzie zmagać się z zagadkowymi zgonami. Pisarka Erika Falck i policjant Patrik Hedström, bo o nich tu mowa, rozwiązują w “Księżniczce z lodu” sprawę dziwnego samobójstwa, wskutek którego padół łez opuszcza najbliższa przyjaciółka Eriki z czasów jej dzieciństwa. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że w taką wersję wydarzeń nie wierzy nikt z najbliższego otoczenia denatki. A że Fjällbacka, gdzie toczy się akcja, to mała mieścina nad morzem, gdzie jeden -sson o drugim -ssonie wie prawie wszystko, a Erikę mieszkańcy znają od maleńkości, ta powodowana wspomnieniem dawnej przyjaźni, rozpoczyna węszonko. I się okazuje, że to “prawie” z poprzedniego zdania robi różnicę. Sporą.&lt;br /&gt;“Księżniczka …” to raczej obyczaj niż kryminał, a trup jest tylko pierwszym pionkiem sporego węża ułożonego z kostek domina, z których każda symbolizuje kolejną mroczną tajemnicę. I tak, bach, bach, bach, dochodzimy do grande finale, które tak naprawdę jest dość przewidywalne. Po drodze zaś mamy tło: romans, przemoc domową, wkurwiającego szefa i takie tam.&lt;br /&gt;Nie wiem, czy spotkam się jeszcze z Eriką i Patrikiem. To prawda, że ich polubiłem, ale jakoś nie mam dalszej ochoty zgłębiać relacji damsko - męskich w stylu bridżetowym (Pani Camillo, scena z majtasami miała już taaaaaaaaaką brodę nawet w 2002 r.). Nie lubię też podnoszenia napięcia na zasadzie, ktoś coś znajduje (list, notatkę, ślad) i po wymownym: “O żesz ty, orzeszku!”, zachowuje rzecz całą dla siebie, by zdradzić ją za stron trzydzieści.&lt;br /&gt;“Co pedzioł, to pedzioł, jesce zebym sie co tak dowiedzioł”, jak by mógł o moim wpisie powiedzieć jakiś góral. Ano, problem w tym, że ja sam nie wiem, podobało się czy nie. Toteż chcąc, nie chcąc, trzeba będzie skonsumować “Kaznodzieję”, żeby przeważyć szalę na jedną stronę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-5389482342433406581?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/5389482342433406581/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=5389482342433406581' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5389482342433406581'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5389482342433406581'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/09/ksiezniczka-z-lodu-camilla-lackberg.html' title='&quot;Księżniczka z lodu&quot; Camilla Läckberg'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-MA1MmxzmVWU/TlehmgRjndI/AAAAAAAAEaI/LcZh9mJO1P8/s72-c/ksiezniczka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-4623915532078735462</id><published>2011-09-05T14:05:00.001+02:00</published><updated>2011-09-06T15:07:16.934+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Pułapka na sponsora" Tatiana Polakowa</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/--c88zG5CTno/TlqZC8gUdtI/AAAAAAAAEaQ/fGSbO-0GqBE/s1600/pulapka.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/--c88zG5CTno/TlqZC8gUdtI/AAAAAAAAEaQ/fGSbO-0GqBE/s200/pulapka.jpg" width="125" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Potrzebowałem lektury, która rozruszałaby moją, zastałą ostatnio, przeponę. Książki, podczas czytania której rżałbym głośniej niż Karino po zwycięstwie w Wielkiej Pardubickiej. Ze śmiechu oczywiście. Czy zatem należy mi się dziwić, że ujrzawszy marketingowy lep o treści: “Gratka dla wielbicieli prozy Joanny Chmielewskiej.” i pamiętając czkawkę będącą skutkiem nieopanowanej wesołości towarzyszącej zapoznawaniu się ze starszymi dziełami autorki “Lesia”, sięgnąłem po książkę Polakowej? Należy! Bo żeby stary chłop dał się kolejny raz nabrać na teksta reklamowego, to jest sromota okrutna (“Hańba ci, Maurice!”, jakby krzyknął król Julian). Ale i nauczka na przyszłość. “Nie wierz nigdy okładce, dobrą radę Ci dam”, że tak strawestuję wytwór popkultury. No to, na koń!&lt;br /&gt;Mamy zatem dwie przyjaciółki, z których jedna, Anfisa, pracownica biura podróży, ma życzenie napisać kryminał. No to siada i pisze, bo przecież co to kryminał, parę dni i jest. I to, jak mówi Żenia - dziennikarka, bardzo dobry. Samo to jest już w sobie sensacyjne (i to nawet dla osoby, która pisaniem książek się nie zajmuje), ale żeby było fajniej, wydarzenia opisane w książce Anfisy zaczynają przekradać się do jej i jej psiapsiółki życia w realu. A dalej to już mafia, specnaz, policja, zwłoki, duuuuuuuże ilości herbaty (szkoda, że nie piwa, bo wtedy byłaby jakaś analogia do książek Chmielewskiej) i ranne, dzienne, wieczorne i nocne rozmowy kumpelek.&lt;br /&gt;Dwa parsknięcia! Tylko, czy aż tyle udało mi się z “Pułapki …”, a raczej z mojej paszczy, wykrzesać. Reszta to już było tylko nieme błaganie, żeby te baby przestały w końcu gadać i coś zaczęło się wreszcie dziać. Nie śmieszył mnie ani major desantu w roli gosposi domowej, ani łóżkowe przeboje Żeni, która w ten sposób (!) postanowiła wyciągnąć istotne, dla prywatnego, prowadzonego przez obie panie, śledztwa, fakty. Nawet scena na klombie nie ruszyła mnie w ogóle. Za to dialogi działały na mnie wybitnie usypiająco i, powiem szczerze, żałowałem, że bohaterki nie mogą się ze mną podzielić kubkiem herbatki, bo może choć ona byłaby mnie ożywiła. Jednym słowem nie zagrało. A skoro nie zagrało, z głowy mam również resztę cyklu, a co za tym idzie, czas na poszukiwania czegoś bardziej do mojego pojęcia fanu przystającego. I jednego tylko żałuję. Że nie mam tak fajnej pracy jak Anfisa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Podsumowując - musicie przeprowadzić indywidualny test na kompatybilność z humorem sąsiadki zza wschodniej granicy i na swoich śmiechometrach zobaczyć czy wskaźnik dojdzie do czerwonej kreski, czy zdechnie jak u niżej podpisanego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-4623915532078735462?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/4623915532078735462/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=4623915532078735462' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/4623915532078735462'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/4623915532078735462'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/09/puapka-na-sponsora-tatiana-polakowa.html' title='&quot;Pułapka na sponsora&quot; Tatiana Polakowa'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/--c88zG5CTno/TlqZC8gUdtI/AAAAAAAAEaQ/fGSbO-0GqBE/s72-c/pulapka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-4555993498741472827</id><published>2011-09-02T13:50:00.000+02:00</published><updated>2011-09-02T14:25:54.871+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>“Sto dni” Lukas Bärfuss</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-28x_sFf3aR8/TlH9WRQDF6I/AAAAAAAAEaA/MNa-6jJK2SQ/s1600/stodni.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-28x_sFf3aR8/TlH9WRQDF6I/AAAAAAAAEaA/MNa-6jJK2SQ/s200/stodni.jpg" width="137" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Kiedy przeczytałem pierwsze stronice “Stu dni” Lukasa Bärfussa, pomyślałem sobie, że coś jest nie tak. Zaraz, zaraz, przecież to miało być o Rwandzie. Sto dni rzezi, maczety, ucięte głowy, nogi i ręce, morze krwi, bestialstwo, ludobójstwo! A tu historia o dorosłym facecie, przepełnionym dziecięcymi ideałami niesienia pomocy biednym Afrykanom, który maże się, bo czarnoskóra piękność, w obronie której stanął na europejskim lotnisku, olała jego i jego pomoc, sikiem prostym. Wydało mi się wtedy, że to będzie zła książka. Nie poddałem się jednak i postanowiłem zgłębić o co w tym wszystkim autorowi chodzi. I bardzo dobrze się stało. Szwajcar nie skupia się bowiem na jatkach mających miejsce podczas konfliktu między Hutu i Tutsi, ale przy pomocy opisu losów Davida, pracownika jednej z instytucji pomocowych, próbuje odpowiedzieć na pytania: jak i dlaczego do nich doszło i jaka była rola białego w tym, rozgrywającym się na oczach całego świata, horrorze.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Moim zdaniem powieść Bärfussa, nie ogranicza się do kwestii rwandyjskich czystek, wykorzystując je jedynie do pokazania mechanizmów rządzących w większości krajów afrykańskich. Powinni ją przeczytać w pierwszym rzędzie ci, którzy chcąc poczuć się lepiej i ukoić swe białe serduszko “adoptują” czarnoskóre dzieci, kupują produkty firm zwalczających malarię, bądź cegiełki na budowę szkoły gdzieś w głębi sawanny. Bo “Sto dni” pokazuje jak rzecz wygląda od kuchni i jak za białe pieniądze rosną brzuchy miejscowych kacyków i spowinowaconych z nimi klanów, a w międzyczasie z głodu rosną brzuchy tych, którzy mieli być prawdziwymi beneficjentami pomocy. Jaka jest bezduszność instytucji, które w statutach mają zapisane szczytne cele pomocy czarnym braciom. I co naprawdę myślą o tym wszystkim ich pracownicy. Ba, nawet wkurzający mnie motyw romansu Davida i dziewczyny Hutu, pokazuje przepaść dzielącą białego i czarnego.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;To mocna książka, rodząca u czytającego wiele pytań, wywołująca niepokój, sięgająca pod podszewkę wydarzeń i szukająca odpowiedzi w historii kolonizacji. Wraz z jej bohaterem przechodzimy drogę od naiwniaka do świadomego swej roli, w rozgrywających się wydarzeniach, człowieka, któremu jedna po drugiej spadają z oczu łuski ideałów. Chwila, w której David pojmuje, że 800 tys. ludzi zginęło nie na skutek żądzy krwi, ale w metodycznej, zaplanowanej na europejski wzór i przy pomocy europejskich narzędzi (np. wykorzystanie radia jako źródła propagandy), akcji, naprawdę zapada w pamięć. Podobnie jak reszta książki. Polecam.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Znalazłem jeszcze &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2010/08/sto-dni-lukas-barfuss.html"&gt;Jarkową profeskę&lt;/a&gt;. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-4555993498741472827?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/4555993498741472827/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=4555993498741472827' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/4555993498741472827'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/4555993498741472827'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/09/sto-dni-lukas-barfuss.html' title='“Sto dni” Lukas Bärfuss'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-28x_sFf3aR8/TlH9WRQDF6I/AAAAAAAAEaA/MNa-6jJK2SQ/s72-c/stodni.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-3660764230183133827</id><published>2011-08-30T13:31:00.001+02:00</published><updated>2011-08-30T15:14:46.833+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Obejrzane]'/><title type='text'>"Conan barbarzyńca 3D" reż. Marcus Nispel</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-gam2N7fZfe8/TlzJXp6yaZI/AAAAAAAAEaU/lK0Zl7XRguc/s1600/conan3d.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-gam2N7fZfe8/TlzJXp6yaZI/AAAAAAAAEaU/lK0Zl7XRguc/s200/conan3d.jpg" width="135" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Eeeee! Drzewiej to bywały konany. Gęba, panie, tego, kwadratowa i barbarzyńska aż miło. Bicepsy jak tricepsy, tricepsy jak czterycepsy i tak dalej, i w ten deseń. Słowem, mięsień na mięśniu i mięśniem poganiał. A okrutne to było, a mina zacięta, a akcent austriacki. Oj, strach się było bać. I choć efekty z kartonu i styropianu, to jednak klimat jakowyś był.&lt;br /&gt;A teraz, panie, co toto? No niby przypakowany, niby miecz wielki, niby rzeza tych fantastycznych banditen, ale … No właśnie, ale. Nie wystarczy wsadzić chłopu w usta frazesu: “Chodź tu, kobieto!!”, kazać mu dziwnie chrząkać podczas seksu i drzeć ryja przed walką, żeby zrobić z niego barbarzyńcę. I choć doceniam wysiłek Jasona Momoa włożony w zagranie postaci oraz rozumiem, że dziś film z Hollywood bez detęj gadki, sceny z zachodzącym słońcem oraz kilku dowcipów o gąsce Balbince, po prostu się nie liczy, to jednak ja tego nie kupuję. Od Conana 3D ciągnie bowiem zapach D&amp;amp;G, a pod skudłaconymi skórami domyślać się można gatek od Cleina. A, zapomniałbym! Nie kupuję też idei Conana jako wyzwoliciela zniewolonych i ogólnie takiego cymeryjskiego Robin Hooda.&lt;br /&gt;Wynudziłem się jak mops. I choć mógłbym wskazać kilka plusów, takich jak np. wielce widowiskowa walka z piaskowymi ludkami, czy, dla pań, goły tyłek rzeczonego Momoy, to jednak nie zmieni to faktu, że za pozostaniem w sali kinowej przemawiał jedynie fakt, że po wcześniejszym wyjściu nie miałbym co ze sobą zrobić. Wniosek na przyszłość - olać sentymenty i iść na coś, co wychodzi poza efekty w trójwymiarze.&lt;br /&gt;PS. W ramach bonusu, akcja kinowa. Siedzieli za mną trzej panowie, którzy nie wiedzieli na co przyszli, ale byli podjarani, bo 3D. Ich pierwsze. Nie zdradzę za dużo, gdy powiem, że jedną z pierwszych scen jest poród Conana na polu walki, dokonany metodą cesarskiego cięcia sztyletem. Panowie - skała. Ale gdy pojawił się upaprany krwią i wodami noworodek, padły komentarze wyrażające obrzydzenie, z których najlżejszy brzmiał: “A niech to chuj!”. Dodać należy, że dalsze ucinanie głów, czy widowiskowe wytryski krwi z przeciętych, wrogich tętnic (swoją drogą mieli goście niezłe nadciśnienie), nie robiły już na panach żadnego wrażenia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-3660764230183133827?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/3660764230183133827/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=3660764230183133827' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3660764230183133827'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3660764230183133827'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/08/conan-barbarzynca-3d-rez-marcus-nispel.html' title='&quot;Conan barbarzyńca 3D&quot; reż. Marcus Nispel'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-gam2N7fZfe8/TlzJXp6yaZI/AAAAAAAAEaU/lK0Zl7XRguc/s72-c/conan3d.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-8574068542660317506</id><published>2011-08-25T07:22:00.000+02:00</published><updated>2011-08-25T07:22:53.365+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Progenitura]'/><title type='text'>Motający ojciec.</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Po powrocie z basenu, rozłożyliśmy się obozem u znajomych. Dzieci - piaskownica, mamusie - ciasteczka, tatusie - bro. Niezobowiązująca rozmowa toczyła się z wolna, a progenitura w tym czasie uskuteczniała kulinarne szaleństwa, tworząc z ziarenek piasku wymyślne frykasy. Zainteresowany twórczością mojego młodszego syna rozpocząłem dialog.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Co Szymciu upiekłeś, placek?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Tak.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- To teraz chyba zrobisz pieczeń rzymską?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Szymek cichym głosikiem poinformował braci i siostry w pichceniu, że teraz wykona pieczeń rzymską.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Gigantyczną - dodałem, bo to ostatnio ulubione słówko Młodszego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Przecież powiedziałeś, że RZYMSKĄ! - odparł Szymon z totalnym wyrzutem w głosie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-8574068542660317506?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/8574068542660317506/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=8574068542660317506' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/8574068542660317506'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/8574068542660317506'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/08/motajacy-ojciec.html' title='Motający ojciec.'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-2681145600502508649</id><published>2011-08-22T12:48:00.001+02:00</published><updated>2011-08-22T12:49:56.981+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Starcie królów" George R.R. Martin</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-y7YJ2k3JIr4/TjRk7-8QWbI/AAAAAAAAEYE/w3TQ2XDQeEE/s1600/starcie.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-y7YJ2k3JIr4/TjRk7-8QWbI/AAAAAAAAEYE/w3TQ2XDQeEE/s200/starcie.jpg" width="130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Po “Grze o tron” ci, którzy w fantasy szukają machania mieczami, mogli być odrobinę zawiedzeni. Ot, jakiś tam, jeden czy drugi, ścięty łeb, jakowyś turniej, z jednym śmiertelnym zejściem. Słowem - słabo. Nic tylko szeptają, spiskują, podkładają sobie świnie, knują i takie tam, niegodne prawdziwego rycerza, brewerie odczyniają. A gdzie napierdzielanka, spyta ten i ów. No to już odpowiadam. W “Starciu królów”. To tam właśnie czytelnik przekona się, że takie pitu, pitu po zamkowych kątach na dłuższą metę nie wystarcza i gdzie nie pomoże spisek i dyplomacja, w pewnym momencie musi wkroczyć miecz. A stawka jest przecież wysoka, bo korona Westeros, to nie w kij dmuchał.&lt;br /&gt;Nie będę Was zanudzał wymienianiem kto, kogo i dlaczego właśnie w tej konfiguracji naparza w “Starciu …”. Rodów jest dużo, królów z pięciu, sojusze zmieniają się ze strony na stronę i sam łapałem się czasem na tym, że ni chusteczki nie wiem, czy ci są z nami czy przeciwko nam. Ważne jest, że akcja rwie do przodu. Głównym osobom dramatu autor nie popuszcza ani na chwilę, ba, poważył się nawet na krok, za który twórcy sag giną pod ciosami przekleństw części czytelników, ale później się był z niego wycofał (zobaczymy, czy słusznie). Poza tym krain w “Pieśni …” jest od groma, a chaos jaki im Martin zgotował, porównać można do wybuchu petardy w kiblu. Dużo szczyn, gówna i innych, latających wokół, ludzkich wydzielin. Jest krwawo, jest ostro, jest też sporo nieskrępowanego seksu. Jeśli wymiękliście przy szczynach, nie otwierajcie tego tomu Martina.&lt;br /&gt;Jest oczywiście parę rzeczy, które mnie w “Starciu …” drażniły. Powtórzona niemal toczka w toczkę rozmowa między lady Catelyn, a Jaimem (czyżby się twórcy zapomniało). Nadużywanie pewnych opisów, typu “twarz oszpecona przez francę”. Powtórki, które choć uzasadnione (nie wszyscy w książce wiedzą to co my, więc trzeba im parę rzeczy wyjaśnić), można by jednak kapkę poskracać.&lt;br /&gt;Ten ostatni akapit swobodnie można olać. Został umieszczony tylko dlatego, że piszący staje się/stał się* zgryźliwym tetrykiem. Ważne jest, że obok “Starcia królów” rozgrywało się też starcie o czytnik, bo ja zacząłem “Nawałnicę …”, a Kitek “Starcie …” właśnie. I to jest jedyna ważna informacja w tej notce. “Pieśń …” się czyta i, niech Siedmiu da, czytać będzie. Na zakończenie dodam tylko, że tymczasowo opuszczam Westeros, ale nie dlatego, że się nie podoba, ale dlatego, że chciałbym odwiedzić inne światy literackie. Nie będę też już pisał o cyklu, bo chyba stało się jasne, że szczerze polecam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;PS. A jeśli chodzi o serial HBO, to jest jak w dowcipie o kozach.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;* niepotrzebne skreślić&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-2681145600502508649?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/2681145600502508649/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=2681145600502508649' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2681145600502508649'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2681145600502508649'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/08/starcie-krolow-george-rr-martin.html' title='&quot;Starcie królów&quot; George R.R. Martin'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-y7YJ2k3JIr4/TjRk7-8QWbI/AAAAAAAAEYE/w3TQ2XDQeEE/s72-c/starcie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-6261567819920881691</id><published>2011-08-09T14:57:00.000+02:00</published><updated>2011-08-09T14:57:37.806+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Żona piekarza" Marcel Pagnol</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-_suq8IljBDk/TilSEKnsUjI/AAAAAAAAEWs/bXJ53LRN49Q/s1600/piekarza.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-_suq8IljBDk/TilSEKnsUjI/AAAAAAAAEWs/bXJ53LRN49Q/s200/piekarza.JPG" width="129" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Wsi spokojna, wsi wesoła, kto twe wdzięki spisać zdoła, dam mu woła. No dobra, jeżeli chodzi o prowansalską prowincję, wielkie, nieruchawe bydlę wygrywa ode mnie pan Pagnol. Jego “Żona piekarza”, to bowiem nic innego jak radosny panegiryk ku czci małych mieścin i wiosek leżących gdzieś na południu Francji, takich jak choćby Aubagne, skąd autor pochodził. Że jak radosny, spytacie, skoro od piekarza odchodzi żona, a w miasteczku, będącym miejscem akcji, zaczyna brakować chleba, bo zrogacony małżonek zastrajkował? Cóż, jeśli lubicie tabelki, zróbcie sobie taką, gdzie po jednej stronie będzie rubryka “radość”, a po drugiej “smutek” i dokonajcie odpowiednich podliczeń i porównań. Ja tabelek nie lubię, więc po prostu policzyłem zmarszczki, które powstały w wyniku kolejnych uśmiechów przy lekturze, odjąłem liczbę kwaśnych min, otrzymałem saldo in plus dla tych pierwszych i stąd wniosek jak wyżej. Zresztą, metodę badawczą zostawiam Wam, a ja jeszcze tylko parę słów.&lt;br /&gt;Chciałbym pomieszkać na pagnolowskiej prowincji. Pograć w petankę, posiedzieć w cieniu drzew z kieliszeczkiem winka, ponarzekać na grzmiącego z ambony proboszcza i, co niemniej ważne, udać się co rano do piekarni i poprosić o kilogram wspaniałego, świeżutkiego, pachnącego chleba. I choć ten sielski obraz psują trochę, sięgające czasów Mieszka czy tam innego Pepina, sąsiedzkie animozje oraz niemoralne prowadzenie piekarzowej, to w ostatecznym rozrachunku plusy dodatnie przeważają. Zresztą, co ja tu będę uprawiał pitu, pitu, skoro wystarczy spojrzeć na okładkę książki, autorstwa Sempé, żeby zrozumieć o co mi chodzi.&lt;br /&gt;“Żona piekarza” to "tylko" scenariusz filmowy, który przybrał postać książki. Niewielki objętościowo, ale za to jak miły w odbiorze (ciekawym jak film). Jest tu miejsce na dowcip, miłosną tragedię, bukoliczność, solidarność w obliczu nieszczęścia, chwilę zadumy i happy end, który wcale nie zepsuł mi smaku lektury. Jeśli jeszcze kiedykolwiek zachce mi się zobaczyć jak wygląda proste życie, zajrzę do Pagnola.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;PS. Nabrałem też ochoty na powtórkę Guareschiego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-6261567819920881691?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/6261567819920881691/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=6261567819920881691' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6261567819920881691'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6261567819920881691'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/08/zona-piekarza-marcel-pagnol.html' title='&quot;Żona piekarza&quot; Marcel Pagnol'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-_suq8IljBDk/TilSEKnsUjI/AAAAAAAAEWs/bXJ53LRN49Q/s72-c/piekarza.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-1099776223727648419</id><published>2011-08-04T15:12:00.002+02:00</published><updated>2011-08-04T15:13:02.604+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Kaktusy z Zielonej ulicy" Wiktor Zawada</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Vc2KHr46GkQ/Ti6HgrYJ6FI/AAAAAAAAEXQ/qVGx7LyoY-Q/s1600/kaktusy.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-Vc2KHr46GkQ/Ti6HgrYJ6FI/AAAAAAAAEXQ/qVGx7LyoY-Q/s200/kaktusy.jpg" width="130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Przybyłem, przeczytałem i … roześmiałem się radośnie, bo choć nie da się ukryć, że prawie czterdziestolatek odbiera tę książkę zupełnie inaczej niż rówieśnik głównych bohaterów &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;(powiedzmy 10-latek)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;, to jednak nie zmieniło się aż tak wiele. &lt;br /&gt;“Kaktusy …”, to książka o wojnie widzianej oczyma grupy urwisów, mieszkańców domu usytuowanego przy jednej z zamojskich ulic. Dzidek Cent, Bysiek Stawski, Milka i jej brat Jędrek Szelest, spędzają wakacje 1939 roku bawiąc się w Indian, tłukąc z ekipami z innych ulic i próbując poradzić sobie z andrusem i psotnikiem z sąsiedztwa - Jaśkiem od Pawła. Niestety, nadchodzi 1 września ...&lt;br /&gt;Eee, sztywna ta notka mi wychodzi jakby mi kto kij w...&amp;nbsp; portki wsadził! A przecież, mimo całej okupacyjnej grozy, mimo atmosfery ciągłego zagrożenia, widoku śmierci i kolejnych niemieckich okrucieństw, których świadkami są dzieci, to książka pełna humoru i żywa jak srebro, do którego czasem porównujemy niesfornych małolatów. Bo jak tu się nie uśmiać z Polci Kapelusik, która wali z pierwszego piętra doniczką prosto w łeb volksdeutscha Pacurka? Jak nie dopingować Kaktusów, kiedy wycinają Szwabom kolejne numery nie zważając na własne bezpieczeństwo? Jak nie przyklasnąć Jaśkowi, który z młodego - gniewnego półanalfabety, przeistacza się w wykształconego, małoletniego patriotę. Nie da się i nie dało ćwierć wieku temu, podczas pierwszej lektury.&lt;br /&gt;Dzisiejsza młodzież powie pewnie: “Nudy!”, bo to i wampirów nie ma, a choćby i tak spektakularnych wybuchów jak te z opisywanego niedawno &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/2011/07/jutro-john-marsden.html"&gt;“Jutra”&lt;/a&gt;. Co to, teczkę Niemcowi ukradli albo budkę wartowniczą przestawili? Phi, też mi! Ja zaś uważam, że warto zwrócić na ten staroć uwagę, bo lektura ta, to świetna lekcja przyjaźni, historii i patriotyzmu. I choć można kręcić nosem, że dziś się tak dla młodzieży nie pisze, a przygody ekipy z Zielonej trącą, w dobie wirtualnych zabaw i organizowania dziecku czasu (hippika, karate, balet etc.), myszką, to ja zachęcam do lektury. Niech dzieciaki zobaczą, że kiedyś wystarczyło parę leszczynowych kijów, latarka wyproszona od ojca i dwa wiadra rozbuchanej wyobraźni, żeby przeżyć jedne z najlepszych przygód dzieciństwa. A że przy okazji młodzi czytelnicy poznają ciemne strony II wojny światowej? Tym lepiej. Dla mnie - bomba!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-1099776223727648419?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/1099776223727648419/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=1099776223727648419' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/1099776223727648419'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/1099776223727648419'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/08/kaktusy-z-zielonej-ulicy-zawada.html' title='&quot;Kaktusy z Zielonej ulicy&quot; Wiktor Zawada'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Vc2KHr46GkQ/Ti6HgrYJ6FI/AAAAAAAAEXQ/qVGx7LyoY-Q/s72-c/kaktusy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-601386689169439876</id><published>2011-08-02T15:11:00.000+02:00</published><updated>2011-08-02T15:11:35.596+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Niechciane" Kristina Ohlsson</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ScZB-0xGEQs/TiCrQY5FK2I/AAAAAAAAEUo/Q07tPAIuT2Q/s1600/niechciane.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-ScZB-0xGEQs/TiCrQY5FK2I/AAAAAAAAEUo/Q07tPAIuT2Q/s200/niechciane.jpg" width="130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Kristina Ohlsson jest Szwedką oraz policyjnym analitykiem, który postanowił opowiedzieć o trudach swej pracy w postaci, która ponoć Skandynawom wychodzi najlepiej, czyli kryminału. Żeby być w zgodzie z tamtejszą, świecką tradycją, jej książka, czyli “Niechciane”, jest pierwszą z cyklu przygód Frederiki Bergman. Cóż, dla jednych pierwszą, dla innych, w tym dla mnie, ostatnią. Panie mdleją, panowie klną, bo przecież tyle pozytywnych opinii, a ten tu … Już tłumaczę.&lt;br /&gt;Wiem, że jak mowa o kryminałach z dalekiej Północy trudno obejść się bez zwrotów: “pogłębiona charakterystyka postaci”, “mocno zarysowane tło społeczne” i tym podobnych kalek, które pozwalają nam powiedzieć, że nie tylko o rzezanie kolejnych ludzików w tych książkach chodzi. I wszystko to super i bomba, bo przecież fajnie, jak pod płaszczykiem historii mrożącej krew w żyłach (czcza rozrywka), dowiemy się, niejako mimochodem, że “a w Szwecji nie lubią murzynów” (wiedza nabyta). Tyle tylko, że ja to widzę w ten sposób, że autor zachowuje złoty środek między ilością wyrwanych serc czy zjedzonych wątróbek, a opisami systemu socjalnego w danym kraju czy, jak w przypadku Ohlsson, walki wykształconej kobiety o swoje miejsce w pracy pełnej facetów - troglodytów. Autorce “Niechcianych” ta sztuka się nie udała i teza przysłoniła dramat jakim jest śmierć dzieci oraz samą zagadkę kryminalną.&lt;br /&gt;Cóż bowiem z tego, że szaleniec porywa kolejne ofiary i zostawia je martwe i nagie z umieszczonym na czole napisem “niechciane”, skoro najważniejsze jest że:&lt;br /&gt;a) szef czepia się Frederiki, bo jej zachowanie wydaje mu się dziwne, bo jak to tak, żeby dorosła baba nie miała męża, ale miała dyplom uniwersytecki;&lt;br /&gt;b) współpracownik rywalizuje z Frederiką i, oczywiście czepia się jej, bo jej zach... itd.&lt;br /&gt;c) Frederika …&lt;br /&gt;Ech, szkoda pisać. Dodam tylko, że nie wiem jak ktoś mógł zrobić z tej trójki specjalny wydział, bo tak uchyniętych współpracowników, to naprawdę ze świecą szukać. I nie chodzi mi o to, że nie roztrzaskali sprawy jak w amerykańskich thrillerach, gdzie superdetektyw pobiera próbkę powietrza z miejsca zbrodni i po śladowej pozostałości zapachu pierda przestępcy namierza go w spektakularnym finale. Nie. Po prostu cała trójka tak bardzo działała mi na nerwy swą nieporadnością i dziecinnymi rozgrywkami między sobą, że cały czas miałem ochotę wpaść tam, do tej ich pakamery na komendzie i prać po łbach ile wlezie. Frederikę oczywiście różą. I z tego miejsca chcę im powiedzieć parafrazując klasyka Lindę: “Nie chce mi się z wami spotykać!”. Gadać zresztą też nie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-601386689169439876?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/601386689169439876/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=601386689169439876' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/601386689169439876'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/601386689169439876'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/08/niechciane-kristina-ohlsson.html' title='&quot;Niechciane&quot; Kristina Ohlsson'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-ScZB-0xGEQs/TiCrQY5FK2I/AAAAAAAAEUo/Q07tPAIuT2Q/s72-c/niechciane.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-5579079737342701948</id><published>2011-08-01T17:25:00.000+02:00</published><updated>2011-08-01T17:25:37.350+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Miscellanea]'/><title type='text'>Złota Zakładka</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Pomysł szczytny, ludzie znajomi, a zresztą wejdźcie i poczytajcie ...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://zlota-zakladka.pl/"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-nAkiUqOi-tU/TjbFCp41jpI/AAAAAAAAEYU/TsMHek1qbHs/s1600/zlotazakladka.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-5579079737342701948?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/5579079737342701948/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=5579079737342701948' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5579079737342701948'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5579079737342701948'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/08/zota-zakadka.html' title='Złota Zakładka'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-nAkiUqOi-tU/TjbFCp41jpI/AAAAAAAAEYU/TsMHek1qbHs/s72-c/zlotazakladka.png' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-7214930785140938143</id><published>2011-07-27T20:42:00.001+02:00</published><updated>2011-07-27T20:44:03.940+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Ksiązecki]'/><title type='text'>"Pan Brumm tego nie rozumie", "Pan Brumm utknął na dobre" Daniel Napp</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Mv17kdaUwKo/TjBbmxy5MzI/AAAAAAAAEXU/Sp78Z7ufSZA/s1600/brumm2.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-Mv17kdaUwKo/TjBbmxy5MzI/AAAAAAAAEXU/Sp78Z7ufSZA/s200/brumm2.JPG" width="153" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-1ojcpmAh4Dg/TjBbneJbarI/AAAAAAAAEXY/Y_oH_CVcGUs/s1600/brumm1.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-1ojcpmAh4Dg/TjBbneJbarI/AAAAAAAAEXY/Y_oH_CVcGUs/s200/brumm1.JPG" width="153" /&gt;&lt;/a&gt;Katalog wydawniczy rodzinnej oficyny &lt;a href="http://www.wydawnictwobona.pl/"&gt;Bona&lt;/a&gt; z Krakowa jest dobitnym przykładem na to, że ilość to nie jakość. Zaledwie kilka tytułów i same perły. Wyjaśniam, że piszę o ksiązeckach, bo “dorosła” oferta tegoż wydawcy jest mi bliżej nieznana. I chciałem jeszcze dodać, że mnie, czytającemu tacie, wystarczy sam cykl o Panu Brummie autorstwa Daniela Nappa, by uznać sensowność istnienia Bony na rynku. No dobra, pomiodziłem, a i dalej też będzie miodnie, więc jak kogoś od wytworu dzielnych pszczółek mdli, to niech już sobie idzie, bo słodkość ta w historii o niedźwiedziu jest nieodzowna jak świeża bielizna przed trzecią randką.&lt;br /&gt;Pan Brumm to gapowaty miś o bardzo małym rozumku. Myślicie - Kubuś Puchatek, zżynka, a idźże! O, nie! Ja nie mówię o pierdołowatości, która przysporzyła fanek Kubusiowi*, a mnie zawsze strasznie w nim drażniła. Zapomnijcie o pluszowym maluchu ze Stumilowego Lasu i jego rozwleczonym falseciku. Pan Brumm to olbrzymie chłopisko, o basowym głosie zdolnym zdmuchnąć szpaka z dachu i mięśniach potrafiących dźwignąć zepsutą turbinę lokalnej, bobrzej elektrowni. Niestety wspaniałe gabaryty i walory głosowe oraz niezwykła szybkość działania, nie idą w parze z szybkością kojarzenia faktów, co zazwyczaj jest powodem różnych, zabawnych nieporozumień z Brummem w roli głównej oraz jego złotą rybką - Kaszalotem, jako postacią drugoplanową. Każda kolejna książeczka opowiada jeden dzień z życia tytułowego bohatera, bo Brumm jest zwierzem zorganizowanym i w różne dni tygodnia oddaje się różnym rozrywkom.&lt;br /&gt;W literaturze dziecięcej zauważam ostatnio parcie na to, żeby coś dziecku dawała. Żeby spełniała rolę terapeutyczną, pomagała oswajać trudne sprawy i kształtowała młode duszyczki. Mamy więc wysyp książeczek o tolerancji, chorobach (dzieci i rodziców), umieraniu oraz na inne, nie przeczę, że ważne, tematy. Brakowało mi zaś do tej pory książeczek, które wywołują nieskrępowaną radość, totalny śmiech zakończony czkawką, wesoły rechot, który towarzyszył oglądanemu w “starym kinie” wpadaniu twarzą w tort. Takich tylko i wyłącznie do śmichu. No i przyszła Bona, i oddała w moje ręce pana Brumma, który wypełnił tę lukę.&lt;br /&gt;Na koniec przyjdzie mi tylko zawołać: “Szybciej! Dawać następne!”, bo na &lt;a href="http://www.daniel-napp.de/dr-brumm.html"&gt;stronie autora&lt;/a&gt; wypatrzyłem kolejne części, wspaniale ilustrowanych przygód wielkoluda w futrze. No właśnie, bo zapomniałem dodać, że tekst tekstem, ale autorskie grafiki do niego, to już jest po prostu ma-sa-kra! A Brumm na maleńkim rowerku z bocznymi kółkami, ustrojony w czapkę - uszankę, to mój osobisty faworyt do ilustracji, jeśli nie roku, to chociaż miesiąca i w ogóle cud, miód i orzeszki.&lt;br /&gt;I co, było o miodzie? Było. A tych, którzy dotarli do tego miejsca nie muszę chyba upewniać, że książeczki polecam? Mam też cichą nadzieję, że zobaczę w polskiej TV animację na ich podstawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Bo jakaż kobieta nie chciała by się zająć takim dobrze ułożonym i uroczym filozofem - niezdarką?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-7214930785140938143?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/7214930785140938143/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=7214930785140938143' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7214930785140938143'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7214930785140938143'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/07/pan-brumm-tego-nie-rozumie-pan-brumm.html' title='&quot;Pan Brumm tego nie rozumie&quot;, &quot;Pan Brumm utknął na dobre&quot; Daniel Napp'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Mv17kdaUwKo/TjBbmxy5MzI/AAAAAAAAEXU/Sp78Z7ufSZA/s72-c/brumm2.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-784880856314041626</id><published>2011-07-27T12:49:00.000+02:00</published><updated>2011-07-27T12:49:19.495+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Jutro" John Marsden</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-YpagjSIFt84/Tg8wNkF2KaI/AAAAAAAAETg/izsIrQFgqSA/s1600/jutro.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-YpagjSIFt84/Tg8wNkF2KaI/AAAAAAAAETg/izsIrQFgqSA/s200/jutro.jpg" width="140" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Czekałem z tą notką, aż przycichnie promocyjne tornado związane z odgrzewanym kotletem jakim jest “Jutro” Johna Marsdena, bo podejrzewam, że stofefnasty tekst na temat tej książki nie zainteresowałaby wówczas nikogo, a tak być może … A! I niech nie zwiedzie Was pejoratywny wydźwięk “odgrzewanego kotleta”, bo, choć książce się trochę dostanie, w tym przypadku moją intencją było zwrócenie uwagi na fakt, że Znak wydał pozycję, która na Antypodach ukazała się w 1993 roku. Dzięki wydawnictwu możemy zatem zobaczyć, czym jarali się australijscy nastolatkowie blisko dwie dekady temu. Bo o tym że się jarali, świadczy, jeśli już nie ilość przyznanych autorowi nagród, to wyeksponowana na okładce rodzimego wydania, idąca w miliony, liczba fanów.&lt;br /&gt;Grupa dobrze wychowanej (tych paru rysek charakteru u każdej z postaci nie liczę) i zaprawionej do życia w małokomfortowych warunkach (wiadomo, Australia), młodzieży, wyrusza na biwak w odludzie, by tam zacieśniać więzy interpersonalne*. Po powrocie do domów, nastolatkowie orientują się, że ziścił się czarny scenariusz, o którym politycy od dawna gadali w TV i nieznany wróg dokonał inwazji na farmerską krainę szczęśliwości. Rodziców nie ma, trzeba się więc zorganizować i …&lt;br /&gt;No właśnie. I … To nieszczęsne “i”, o którym tu mowa, to opis wspaniałej partyzantki jaką grupa małolatów uprawia beztrosko pod nosem nienazwanego wroga, a który pozostawi nastoletniego czytelnika z otwartą paszczą i spowoduje, że natychmiast sięgnie po następną z siedmiu części. Natomiast mnie, starego szpaka, powiedzie dokładnie w drugą stronę. Tak, tak. Bo niestety opis poczynań grupki przyjaciół, mimo że ze świetnym przesłaniem na temat mocy przyjaźni, siły współpracy, zalet logicznego myślenia i korzyści płynących z survivalowego stylu życia, jest tak głęboko niewiarygodny, że aż momentami śmieszny**. I tylko nie wiem czemu ten stan rzeczy przypisać. Najprościej byłoby głupocie przeciwnika, ale jak w takim razie wyjaśnić jego błyskawiczną, udaną napaść na, bądź co bądź, wielki kraj. &lt;br /&gt;Jeśli jesteście ciekawi czy sięgnę po “dwójkę”, to odpowiedź brzmi - tak. Chcę zobaczyć czy Marsden dalej będzie zasuwał kawałki w stylu Rambo zmiksowanego z MacGyverem, czy też pójdzie inną drogą. Drogą wiarygodności. Liczę też na zmianę narratora, bo Ellie, połączenie nastoletniej infantylności i twardej traperki, czasem działała mi na nerwy. Ale to pewnie tylko dziadki, którym idzie czwarty krzyżyk tak mają. Reszcie może się podobać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* gadając o pierdołach, które młodym ludziom wydają się Super Ważnymi Sprawami, jedząc, pijąc, całując się i ... no wiecie, takie tam, o których człowiek w życiowym kieracie zdążył już zapomnieć, a które za młodego burzyły mu krew :)&lt;br /&gt;** scena z bydłem i cysterną&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-784880856314041626?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/784880856314041626/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=784880856314041626' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/784880856314041626'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/784880856314041626'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/07/jutro-john-marsden.html' title='&quot;Jutro&quot; John Marsden'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-YpagjSIFt84/Tg8wNkF2KaI/AAAAAAAAETg/izsIrQFgqSA/s72-c/jutro.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-9162338030840747028</id><published>2011-07-26T12:38:00.002+02:00</published><updated>2011-07-26T12:40:45.672+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[DKK]'/><title type='text'>"Skazani na ciszę" David Lodge</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-wOSwLDqaDs4/Tevfkyt2qjI/AAAAAAAAEPk/5hCbOKW96wQ/s1600/skazani.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-wOSwLDqaDs4/Tevfkyt2qjI/AAAAAAAAEPk/5hCbOKW96wQ/s200/skazani.jpg" width="131" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Pretekstem do piątkowej herbatki z Żoną i Sąsiadką, byli “Skazani na ciszę”, kolejna książka mistrza powieści uniwersyteckiej, Davida Lodge’a. I od razu zaznaczam, że zawiedzie się ten, kto napalił się na, zapowiedziane przez wydawcę na okładce, pieprzne kawałki z "intrygantką i mitomanką o niecodziennych upodobaniach seksualnych" w roli głównej. To nie seks bowiem, a właściwie spanking i przynależne mu klepanie się po zadkach, stanowi o sile tej książki. Co zatem spowodowało, że nawet nielubiąca w literaturze tematyki chorób i przemijania Sąsiadka, z przyjemnością przeczytała tę historię o postępującej głuchocie i walce ze starością, toczonej przez głównego bohatera, emerytowanego profesora lingwistyki? Może styl, bo Lodge ma lekkie pióro i z takąż lekkością się go czyta. Może sposób przedstawienia ważnych problemów, które w miarę upływu czasu, czy tego chcemy, czy nie, dotykają nas wszystkich. Może … Ja natomiast, dokładnie wiem dlaczego “Skazani …” podobali mi się bardzo. &lt;br /&gt;Lodge mógł napisać slapstickową komedię o niedosłyszącym starszym panu, który bawiłby nas w kolejnych scenkach - wpadkach, wynikających ze złego zrozumienia usłyszanych tekstów, a ja napisałbym jajcarską notkę o tym, jak to ześmiałem się jak norka z cudzego nieszczęścia. Całe szczęście “Skazani …” to świetnie wyważona historia, w której, owszem, jest miejsce i na takie scenki, ale stanowią one dodatek do opowiadanej historii, a nie jej treść. Zatem dziś będzie poważnie.&lt;br /&gt;Opowieść Desmonda Batesa, trafiła do mnie, bo dotyka rzeczy dla mnie ważnych, o których od pewnego czasu zdarza mi się coraz częściej myśleć. Podobnie jak Des jestem jedynakiem, który, kiedy przyjdzie na to pora, będzie musiał zaopiekować się rodzicem. Jaką przyjąć postawę wobec walki starszej osoby o własną niezależność? Jak pomóc, gdy taka osoba, pełna wiary w swoje siły, pomocy tej odmawia? To tylko dwa z tysiąca pytań, na które ja i bohater książki próbowaliśmy sobie odpowiedzieć.&lt;br /&gt;Ale to nie wszystko, bo Des zmaga się z innymi demonami. Aktywny zawodowo człowiek zostaje w pewnym momencie zredukowany do niedosłyszącego, życiowego zawalidrogi, który uprzykrza życie swej żonie bizneswoman, nie może znaleźć sobie zajęcia i skazany jest na dyskusyjny ostracyzm. Czy ja też taki będę? Ile uda mi się pod koniec wycisnąć pasty z tubki, z napisem “Życie”? Jakie dotkną mnie ułomności i jak sobie z nimi poradzę?&lt;br /&gt;Rozpisałem się, a nie lubię. Nasza trójka poleca. Kitek podchodził dwa razy, ale drugi raz zakończył się totalnym wciągnięciem w lekturę, więc i Wam radzimy, nie dajcie się zniechęcić początkiem. To naprawdę mądra książka, a ja osobiście żałuję, że Lodge jest tak słabo promowany, bo tworzy świetną literaturę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-9162338030840747028?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/9162338030840747028/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=9162338030840747028' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/9162338030840747028'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/9162338030840747028'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/07/skazani-na-cisze-david-lodge.html' title='&quot;Skazani na ciszę&quot; David Lodge'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-wOSwLDqaDs4/Tevfkyt2qjI/AAAAAAAAEPk/5hCbOKW96wQ/s72-c/skazani.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-7579097932748848665</id><published>2011-07-21T13:54:00.003+02:00</published><updated>2011-07-21T14:04:45.405+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Grizzly" Adam Zalewski</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://3.bp.blogspot.com/-jD_5S_TfNO4/TigUc7GFYII/AAAAAAAAEWk/GLnDWmVZID8/s1600/grizzly.jpeg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 128px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-jD_5S_TfNO4/TigUc7GFYII/AAAAAAAAEWk/GLnDWmVZID8/s200/grizzly.jpeg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5631773821158908034" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;font-size:130%;" &gt;Ponieważ "Grizzly" to rzecz męska, zakrzyknę: "Panowie!". Pamiętacie czasy, kiedy dziesięciolatkowi nie świecił w oczy widoczny na ekranie telewizora czerwony kwadracik zakazu, a przywiezione przez znajomego wideo pozwalało cieszyć się takimi perełkami audiowizualnymi jak np. “Commando”? Jeśli tak, to być może chcielibyście wrócić do świata, w którym twardy, szukający zemsty facet, nie bawi się w konwenanse, a jego celem jest li tylko i wyłącznie dorwanie skurwiela, który mu TO zrobił i nakarmienie go za TO własnymi &lt;span style="font-style: italic;"&gt;cojones&lt;/span&gt;. Zapraszam zatem do świata wykreowanego przez Adama Zalewskiego w “Grizzlym”. To historia wielkiego jak góra szeryfa, który pewnego dnia zastaje w swoim domu …&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;font-size:130%;" &gt;Jeśli myślicie, że kowboje u Zalewskiego bawią się w doktora jak w opowiadaniu Proulx, a skrzywieni mieszkańcy małych, amerykańskich zadupi, których tak lubi niedookreślać McCarthy, są tak samo niedookreśleni - zapomnijcie. Przy Clintonie Gerstaeckerze facet z reklamy Marbloro to niemęski cienias, a wszyscy, zaludniający okolice &lt;span style="font-style: italic;"&gt;jerk towns&lt;/span&gt;, szczerbaci mutanci w ogrodniczkach, których znacie choćby z horrorów rodem z USA, to, w porównaniu z rodzinką z książki, po prostu cipy. Jest mrocznie, jest duszno, jest cholernie krwawo i mózgowo - flaczasto. Jest ostro!!! Zalewski jest bowiem w swoim pisaniu bezkompromisowy i, co trzeba wyraźnie zaznaczyć, ma niemałe zaufanie do czytelniczych żołądków.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;font-size:130%;" &gt;Teraz trzy słowa do ojca prow... eee, tego, o wrażeniach. O niebo lepszy niż w &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/2010/02/rowerzysta-adam-zalewski.html"&gt;”Rowerzyście”&lt;/a&gt; bohater i duuużo lepszy początek, który wciągałem jak spaghetti. Niestety, jest też równie pusta końcówka, sprowadzająca się do totalnej rozpierduchy i robienia z dup wszystkich oponentów, jesieni średniowiecza. O czym to świadczy? Ano, że człowiek się zestarzał, bo przy “Commando” w ogóle mi to nie przeszkadzało. Polecam miłośnikom “Brudnego Harry’ego” i zemsty w stylu “Kto nie z nami, ten przeciwko nam”. To naprawdę krwisty stek, więc dobrze się zastanówcie, czy jesteście w stanie go pokrajać i zjeść.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-7579097932748848665?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/7579097932748848665/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=7579097932748848665' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7579097932748848665'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7579097932748848665'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/07/grizzly-adam-zalewski.html' title='&quot;Grizzly&quot; Adam Zalewski'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-jD_5S_TfNO4/TigUc7GFYII/AAAAAAAAEWk/GLnDWmVZID8/s72-c/grizzly.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-8884697973935565733</id><published>2011-07-17T09:02:00.005+02:00</published><updated>2011-07-22T20:28:33.108+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Akademia pana Brzechwy" red. Antoni Marianowicz</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://4.bp.blogspot.com/-G5ZebGsA7ZQ/TiKJLGSfuLI/AAAAAAAAEVY/6ym2eRhpwGg/s1600/akademiapb.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 139px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-G5ZebGsA7ZQ/TiKJLGSfuLI/AAAAAAAAEVY/6ym2eRhpwGg/s200/akademiapb.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5630213307926296754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;“Wszyscy kochali tego jasnego, świetlanego człowieka o uśmiechu pogodnym jak letnie niebo.”&lt;/span&gt; - Jarosław Iwaszkiewicz&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Chciałbym być Brzechwą! Tym z Was, którzy już zaczęli kręcić kółka na czole, spieszę donieść, że mam się dobrze i nie zrobiło mi się kuku od książek, tylko przeczytałem zbiór wspomnień o autorze “Kaczki Dziwaczki”, zredagowany przez Antoniego Marianowicza. I mam mocne przeczucie, że kiedy skusicie się na opisywaną pozycję i sięgniecie po te memuary skreślone rękami przyjaciół, znajomych i współpracowników poety i adwokata, Jana Lesmana, też zechcecie być Brzechwą.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Któż by bowiem nie chciał być człowiekiem wesołym i dysponującym “inteligentnym” poczuciem humoru, które my możemy odnaleźć w jego wierszach dla dzieci (i nie tylko), a ci co znali go osobiście, doświadczali na co dzień. Dodajmy jeszcze inne cechy: uczynność, koleżeńskość, altruizm, dobre wychowanie, elegancję, opanowanie, brak zawiści (co w środowisku twórczym, było prawdziwym ewenementem) i sto innych, pozytywnych, składających się na obraz człowieka, którego nie dało się nie lubić. Miłośnika kart, pięknych kobiet i dobrego jedzenia. Bon vivanta, który umiał brać z życia to co najlepsze i to w pięknym stylu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Wiecie, że nie lubię długich notek, a zachwyt tą książką sprawia, że mógłbym o człowieku, który napisał najlepsze strofy poezji dziecięcej (pewnie by się dobrodusznie obruszył, bo nie uznawał rozróżnienia na literaturę dla dzieci i dorosłych), pisać i pisać. Lepiej jednak oddam głos Igorowi Sikiryckiemu, cytując fragment jego tekstu na zachętę (pokaże on, co próbuję Wam przekazać), a Wy sobie ewentualnie doczytacie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;“Pewnego dnia Janek zaprezentował mi niezwykłe widowisko. Do “Klubu Pickwicka” wchodziło się przez salę restauracji hotelu “Savoy”, na pierwsze piętro. U szczytu schodów znajdował się niewielki taras z widokiem na całą salę. Kiedy znaleźliśmy się na tarasie, Janek zatrzymał się i oparł dłonie na balustradzie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- Spójrz na ten stolik, ostatni z prawej strony,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- Ten, przy którym siedzi szpakowaty pan w towarzystwie dwóch pań?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- Tak, ten.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- Nie widzę nic ciekawego.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- A teraz?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- Teraz bierze jakąś książkę i coś pisze.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- A wiesz, kto to jest?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- Nie wiem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- To jest Jan Brzechwa.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- Jaki Brzechwa, twój kuzyn?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- Nie. Jan Brzechwa, czyli ja.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Widząc osłupienie w moich oczach, Janek uspokoił mnie zaskakującym wyjaśnieniem:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- Otóż pan, którego tam widzisz, podaje się za Jana Brzechwę i w dodatku składa autografy na moich najnowszych książkach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- Skąd o tym wiesz?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- Od znajomego kelnera.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- No dobrze, ale cóż on na tym zyskuje?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- Jak to co? Wdzięczność mamuś obdarzonych autografem, a może i coś więcej.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- Moim zdaniem faceta trzeba natychmiast zamknąć.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- Nie masz racji. On mi wyświadcza ogromną przysługę. Wiesz przecież, że nie lubię podpisywać moich książek, a jemu widocznie sprawia to ogromną przyjemność. Poza tym robi to bardzo dobrze. Ma ładny charakter pisma i całkiem niezłą prezencję. Jednym słowem, nie przynosi mi wstydu. (...)”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Widzicie? Nie tylko ja chciałem być Brzechwą. Polecam!!!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-8884697973935565733?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/8884697973935565733/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=8884697973935565733' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/8884697973935565733'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/8884697973935565733'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/07/akademia-pana-brzechwy-red-antoni.html' title='&quot;Akademia pana Brzechwy&quot; red. Antoni Marianowicz'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-G5ZebGsA7ZQ/TiKJLGSfuLI/AAAAAAAAEVY/6ym2eRhpwGg/s72-c/akademiapb.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-3864188257758765765</id><published>2011-07-15T21:29:00.004+02:00</published><updated>2011-07-15T21:35:48.082+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Gra o tron" George R. R. Martin</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://3.bp.blogspot.com/-kGgLzqRTsl8/TiCVFj-2ceI/AAAAAAAAEUg/E5no4GRCSPs/s1600/graotron.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 127px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-kGgLzqRTsl8/TiCVFj-2ceI/AAAAAAAAEUg/E5no4GRCSPs/s200/graotron.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5629663457003860450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Oż Ty Martinie! Tak, George R. R., do Ciebie mówię, do Ciebie! Nie wiem łajać Cię, czy dziękować. Za co łajać? A za to, że przez kilka dni zrobiłeś ze mnie jeszcze gorszego ojca i męża niż normalnie jestem. Tak, tak, przyznaję, że włączałem dzieciom bajki wideo i komputer, by jeszcze na trochę, na te marne pół godzinki, wskoczyć do świata Siedmiu Królestw z przyległościami. I że oganiałem się jak od much, od członków mojej rodziny, rzucając jakieś zniechęcające pomruki jako odpowiedzi na bardzo ważne dla moich synów pytania oraz bezczelnie migając się od przyziemnych prac domowych, zbywając żonine prośby tymi znienawidzonymi przecież przeze mnie: "Później." i "Za chwilę.". Bo tam intrygi, wojna za progiem, bo zabili ..., bo co z nią..., a z nim? No i za to właśnie wypada Ci podziękować, jako że już dawno tak totalnie nie “wpadłem” w żadną książkę, jak w Twoją “Grę o tron”.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Powiecie, że phiphifantazy. A ja odpowiem: “Ale, kurka, jakie?!” Wchodzisz bracie/siostro, rozglądasz się. Troszkę niepokoju, bo nikogo nie znasz i nagle, po kilkunastu stronach, od razu wiesz kto jest kto. I już, panie dziejku, masz swoje antypatie i sympatie oraz, żeby nie było b&amp;amp;w,  grupę trzecią, co to nie wiadomo lubić czy opluć. I już mrukolisz pod nosem przekleństwa pod adresem tej lafirydny w trwałe ondulacje czochranej. Już ronisz łezkę nad losem sierot i bękartów. Już wznosisz oczy do nieba nad głupotą manipulowanych dziatek. Znaczy, postacie dobre.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;A akcja? Panie kochany, pewnie, że jest. Na tony, na pudy, na kamienie, czy tam inne cetnary. Mnóstwo! Dworskie intrygi, turnieje, przepychanki o władzę, bitwy, namiętności, tragedie i, i, i... No tyle, że, jak widzicie, idzie się zacukać.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Stop! O “Grze o tron” pisano już tyle, że moje trzy grosze nie mają większego znaczenia. Ja, jak widać, jestem mocno pro. Bardzo mocno. Z niecierpliwością czekam co dalej, ale na razie - przerwa. Gary trzeba omyć, prysznic wziąć. Ale jakbym mógł, to w ciemno bym się z wszystkimi dostępnymi częściami “Pieśni Lodu i Ognia” zamknął w jakiej gawrze i dotąd bym nie wychodził, aż bym zmógł. Bo ja mam przeczucie, że reszta jest równie dobra jak część pierwsza. I niech to będzie podsumowanie i rekomendacja.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-3864188257758765765?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/3864188257758765765/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=3864188257758765765' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3864188257758765765'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3864188257758765765'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/07/gra-o-tron-george-r-r-martin.html' title='&quot;Gra o tron&quot; George R. R. Martin'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-kGgLzqRTsl8/TiCVFj-2ceI/AAAAAAAAEUg/E5no4GRCSPs/s72-c/graotron.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-4964972930222417102</id><published>2011-07-11T14:59:00.003+02:00</published><updated>2011-08-25T15:36:08.287+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Odsłuchane]'/><title type='text'>"Hybrid Theory" Linkin Park</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 130%;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-H2PcgDR1mYE/Thr0BOxdnmI/AAAAAAAAEUI/ec2HZ6ks7vk/s1600/hybrid.jpg" style="font-family: times new roman;"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5628078986335460962" src="http://2.bp.blogspot.com/-H2PcgDR1mYE/Thr0BOxdnmI/AAAAAAAAEUI/ec2HZ6ks7vk/s200/hybrid.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 200px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 200px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Dawno, dawno temu, był sobie młody chłopak, który próbował wyróżnić się z tłumu i w swej ignorancji myślał, że długie włosy, glany i podróbka ramoneski, pomogą mu w realizacji tego celu. Nie pomogły, bo takich jak on było od cholery i trochę, ale za to “bycie metalem” zaowocowało sympatią do mocnego uderzenia. Zatem z mojego punktu widzenia, warto było się pomęczyć w czarnych nachach i, takiegoż koloru, rozciągniętych swetrach, żeby poznać Metallicę, My Dying Bride, Kata, Anathemę czy wiele innych kapel. Bo żeby Napalm Death, to już niekoniecznie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Czasy się zmieniają, nurty muzyczne takoż, coraz częściej do głosu dochodzi (dla jednych stety, dla innych nie) elektronika i nie ominęło to także szufladki z napisem “metal”, z której wyodrębniono nowy podgatunek “nu metal”. Ja natomiast, łaknąc nowych, muzycznych eksperiencji i chcąc się muzycznie troszkę odmłodzić (bo ileż razy można słuchać czarną płytę M) z dość licznej grupy kapel nu metalowych pozwoliłem sobie wybrać jedną - Linkin Park. I mimo, że w warstwie tekstowej niekoniecznie jest to moja bajka, to jednak muzyczny mariaż gitarowych riffów, keybordów i rapowanego wokalu w ich wykonaniu mi się bardzo i dlatego na półce z CDkami zagościły dwie płyty LP. Dlaczego tylko dwie? To historia na osobny wpis. Grunt, że wszystko zaczęło się od “Hybrid Theory”.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Mam do tej płyty sentyment ze względu na to, że zawiera mój ulubiony kawałek “Crawling”, podczas słuchania którego rzeczywiście mam wrażenie, że coś mi się roi pod skórą oraz dlatego, że elektronika jest tu jeszcze tylko dodatkiem, a nie ideą przewodnią krążka. To płyta, po którą sięgam, kiedy potrzebuję się wewnętrznie wywrzeszczeć (wewnętrznie, bo wiadomo, sąsiedzi) i gdy trzeba mi, wybaczcie wrażliwcy, akustycznego pierdolnięcia. Energetyzująca, a więc świetna w sytuacjach, w których istnieje potrzeba wykrzesania dodatkowej porcji siły, dlatego często towarzysząca mi na rowerku i świetnie sprawdzająca się na podjazdach - zabójcach. Brak na niej słabych kawałków, albo ja osłuchałem się z nią na tyle, że takowych nie zauważam. “One Step Closer”, “Papercut” czy “In The End”, wszystkie mają moc, ale w niektórych (tak, tak) pojawia się też odrobina liryki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Jeśli zatem lubicie “darciuchów”, jak grających mocniejsze brzmienie nazywa moja ciocia, polecam. Jeśli nie przeszkadza Wam rapcorowe skandowanie tekstów, polecam (tym bardziej, że jak wspomniałem, ja na teksty LP nie zwracam zbytnio uwagi). Jeśli jest Wam źle i chcecie wykrzyczeć swoje pretensje w niebo, polecam. Zatem volume do oporu i niech Moc będzie z Waszymi bębenkami, a bogowie wyrozumiałości niech natchną spokojem Kowalskich z naprzeciwka i Nowaków z dołu, bo skoki przy słuchaniu "Hybrid ..." to rzecz tak naturalna jak afery w polityce.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-4964972930222417102?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/4964972930222417102/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=4964972930222417102' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/4964972930222417102'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/4964972930222417102'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/07/hybrid-theory-linkin-park.html' title='&quot;Hybrid Theory&quot; Linkin Park'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-H2PcgDR1mYE/Thr0BOxdnmI/AAAAAAAAEUI/ec2HZ6ks7vk/s72-c/hybrid.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-22105938860926881</id><published>2011-07-08T10:47:00.004+02:00</published><updated>2011-07-08T12:57:27.454+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Kyś" Tatiana Tołstoj</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://4.bp.blogspot.com/-Tak8OxhdtxA/ThbEQRY-N6I/AAAAAAAAET4/ZwVmMhPoEsw/s1600/kys.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Tak8OxhdtxA/ThbEQRY-N6I/AAAAAAAAET4/ZwVmMhPoEsw/s200/kys.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5626900568271108002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Wielu brało się za bary z rosyjskością, a właściwie z próbą jej zdiagnozowania. Jedni w reportażach, inni w esejach, jeszcze inni w beletrystyce. Wszyscy wskazywali na charakterystyczne cechy, natrząsali się z wad i chcieli sięgnąć dna rosyjskiej duszy, ale czy tak naprawdę komuś się udało? Kolejną próbę, w dość charakterystycznej formie, podjęła Tatiana Tołstoj w swoim “Kysiu”. Dlaczego charakterystycznej? Bo ni to sajens fikcja, ni to bajka, ni pamiętnik. Ot, takie nie wiadomo co. Jak kyś. Ale nie bójcie, nie zabija jak kyś, a bawi, przestrasza, poucza i wyjaśnia jak to z tą Matką Rosją jest, a właściwie będzie, co zresztą na jedno wychodzi, bo według autorki, jej ojczyzna i rodacy bez względu na sytuację pozostają niezmienni.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;A więc jest tak. Poszły atomówy i wszystko, łącznie z Moskwą, szlag trafił. Wszystko, acz nie wszystkich. Bo w postapokaliptycznej rzeczywistości, przypominającej nieco epokę kamienną, koegzystują mutanci, urodzeni po, wraz z coraz mniej licznymi Dawnymi, co to wybuch przetrwali i pamiętają czasy sprzed. Zderzenie tych dwóch grup to źródło świetnych dowcipów, zarówno sytuacyjnych jak i słownych, co uznaję za wielki plus, bo przyznaję, lubię kiedy powagę gęsto przetyka się śmiechem. Dalej jest tak, że z ust &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Benedikta, &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;jednego z mieszkańców Fiodoro-Kuźmiczowa, wioski powstałej na gruzach stolicy, dowiadujemy się, jak to się ludkowie nasi mili zorganizowali. A im więcej mamy informacji, tym szerzej otwieramy oczy  i bardziej kojarzymy, że przecież to jest toczka w toczkę, tak jak…teraz.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Długo by można o tej książce, ale ja długo nie lubię. Więc szybciutko wypunktuję jak Brewster Gołotę. Warto za język, stylizowany na prostą, ludową gadkę, pełen kolokwializmów i wulgaryzmów, przetykanych nieznanymi mutantom słowami używanymi przed kataklizmem, co dodatkowo wzmaga już i tak silny efekt komiczny. Chapeau bas przed Jerzym Czechem, za przekład, który, jak mniemam, był cholernie trudnym wyzwaniem, ale udał się - miodzio. Warto za próbę przedstawienia stosunków społecznych, które od czasów Ruryka charakteryzują się podobnym schematem i, jak pokazuje Tołstoj, nawet totalna rozpierducha nie jest w stanie nic w nich zmienić. Warto w końcu dla przedstawionej w książce miłości do słowa pisanego, która, choć w przypadku Benedikta wypaczona, zawsze towarzyszy życiu mola książkowego.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;A zatem idźcie i czytajcie, a na zachętę macie próbkę językowej małmazji, która albo Was do lektury przekona albo w cholerę odrzuci. Hej!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;"Tako o książkach zawsze mówią: strawa duchowa. Prawdać to, zaczytasz się - i jakoby w brzuchu mniej burczało. osobliwie, jeśli palisz, czytający. Pewnie, różne książki się trafiają. Fiodor Kuźmicz, niech się sławi imię jego, trudzi się bezustannie. To bajki, to wiersze, to powieść, to kreminał albo nuwelę, abo jaki essej, a przeszłego roku raczył Fiodor Kuźmicz, niech się sławi imie jego, napisać szopenhałera, to jakoby powiadanie takie, tylko za cholerę nie zrozumiesz. Długie takie, kruca, najmniej trzy miesiące w dziesiątkę je przepisywali, to się i umęczyli. Konstantin Leonticz chwalił się, że wszystko zrozumiał - no, ale ten to zawsze się chwali. Śmiali się wszyscy. "Co, kochaneczku, zrozumiałeś? To powiedz, o czym to: kto gdzie poszedł, kogo zobaczył, z kim figle-migle robił, i kogo zabili? Aha? Nie wiesz? Cha, cha, cha!". Nazywało się toto "Świat jako wola i wystawienie"; tytuł dobry, nęcący. Przecie zawsze człek sobie coś wystawia, osobliwie, kiedy spać legnie; siermięgę pod siebie podetka, żeby nie wiało, głowę szmatą okryje, jedną nogę podwinie, drugą wyciągnie, kułak pode głowę abo łokieć. Potym pokręci się, poduszkę na zimną stronę obróci, na powrót siermięgę podetka, jeśli zlazł, powierci się - i zasypia.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-22105938860926881?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/22105938860926881/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=22105938860926881' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/22105938860926881'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/22105938860926881'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/07/kys-tatiana-tostoj.html' title='&quot;Kyś&quot; Tatiana Tołstoj'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Tak8OxhdtxA/ThbEQRY-N6I/AAAAAAAAET4/ZwVmMhPoEsw/s72-c/kys.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-7134554415283406800</id><published>2011-07-01T11:03:00.003+02:00</published><updated>2011-07-01T11:22:58.961+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Schronisko" Roman Gren</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://3.bp.blogspot.com/-FuJIj9V7XgM/Tg2Nq7-waMI/AAAAAAAAETY/geNiNey80z4/s1600/schronisko.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 127px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-FuJIj9V7XgM/Tg2Nq7-waMI/AAAAAAAAETY/geNiNey80z4/s200/schronisko.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5624307278450550978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Ile czasu trzeba spędzić z bezdomnymi, by zrozumieć, a przynajmniej otrzeć się, czy być bliskim, zrozumienia istoty bezdomności? Okazuje się, że wystarczy cztery lata spędzone w pracy we francuskim schronisku. Właściwie powinienem wywalić to “w pracy”, bo człowiek którego obserwacje zapełniają “Schronisko”, nie mógł być tylko pracownikiem. Automatem zapisującym przybyłych, wydającym kiepskie żarcie, pilnującym zakazu spożywania alkoholu czy uspokajającym ciągle skonfliktowanych pensjonariuszy. Bo mimo, że Gren jako narrator usuwa się w książce w cień i oddaje głos tym, którzy gdzieś, kiedyś, na którymś zakręcie losu wylecieli poza trasę, to jednak czuć jego empatyczny stosunek do portretowanych postaci. I to jest właśnie siła tej książki. Nie współczucie, ale empatia i zrozumienie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;“Schronisko”, to kilkanaście portretów i drugie tyle etiud czy scenek rodzajowych. Portretuje Gren postacie barwne i naznaczone piętnem: rodzinnej tragedii, śmiertelnej bądź umysłowej choroby czy innych “garbów”, które przyciskają człowieka do ziemi, aż w końcu zaganiają pod nią. Nie, jeszcze nie do grobu, ale do Grobowca, tytułowej, paryskiej przechowalni ludzi, w ten czy inny sposób okaleczonych przez życie. Drugi rodzaj miniatur zaś, to próba przybliżenia czytelnikowi jaka jest ta bezdomność. Pijana, arogancka, nabuzowana złymi emocjami, ale też niejednokrotnie liryczna, pełna patosu, śmiechu, łez. Ludzka.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Największe wrażenie zrobił na mnie tekst pt. “Ja tylko na chwilę”, bo pokazuje jak niewielka granica dzieli normalne życie od tego na bruku. Jak szybko i łatwo jest się stoczyć i wtopić w tłum zaludniający na co dzień schroniska. Jak krótka jest walka o utrzymanie pozorów normalności i wypracowanego latami status quo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Warto przeczytać książkę Grena, żeby zobaczyć w bezdomnym człowieka. Przystanąć na chwilę i posłuchać jego historii, bo być może jest to jedyna rzecz jaką możemy zrobić dla kogoś, kto pole “Zawiadomić w razie wypadku”, pozostawia w wypełnianych dokumentach puste.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-7134554415283406800?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/7134554415283406800/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=7134554415283406800' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7134554415283406800'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7134554415283406800'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/07/schronisko-roman-gren.html' title='&quot;Schronisko&quot; Roman Gren'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-FuJIj9V7XgM/Tg2Nq7-waMI/AAAAAAAAETY/geNiNey80z4/s72-c/schronisko.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-6291781210885334559</id><published>2011-06-30T08:47:00.003+02:00</published><updated>2011-06-30T08:55:38.556+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Jakbyś kamień jadła" Wojciech Tochman</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://4.bp.blogspot.com/-ioh0jexc5vA/TgwcjM7xe0I/AAAAAAAAES4/0envjdiNOL4/s1600/jakbys.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 128px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-ioh0jexc5vA/TgwcjM7xe0I/AAAAAAAAES4/0envjdiNOL4/s200/jakbys.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5623901425771838274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Rzadko oglądam telewizję. Nie, nie dlatego, że jestem ekologiem oszczędzającym odnawialne źródła energii albo dlatego, że brak telewizora jest teraz trendy. Po prostu mam dość własnych problemów, żeby jeszcze dodatkowo chcieć zostać zalanym całym błotem świata, podczas wgapiania się w pierwszy lepszy program informacyjny. Ale czasem nie da się uniknąć rzutu okiem i wtedy do gardła skaczą mi: głód w Korei Północnej, kolejna katastrofa lotnicza, kilka bezsensownych wojen i inne takie. Pyk w pilocika. Ucieczka. Czy to znaczy, że zachowuję się jak dziecko, które zasłaniając oczy myśli, że skryło się przed otaczającym je uniwersum? Być może. Czasem jednak mam ochotę pobawić się w świadomego pewnych wydarzeń dorosłego i choć wiem, że będzie ciężko, biorę do ręki książkę, której każda strona jest jak wrzód na du... A nie, nie. Co ważne i znaczące - na duszy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Zatem przychodzi Tochman i wali na odlew. Z tej jaskini wydobyto pięćdziesiąt ciał, z tego rowu - dwieście. Ta kobieta była gwałcona przez pięciu żołdaków, tamta przez piętnastu, do niedawna, sąsiadów. Temu kazano zabić syna, tamtemu, odgryźć znajomemu jądra. Myślicie: “Dzicz!”, “Ta Afryka”, “Ech, czarne zaprzaństwo!”. Gówno! Koniec dwudziestego wieku, była Jugosławia, bez mała środek Europy. Rzut beretem stąd, o czym wiedzą ci, którzy drogę na chorwackie plaże pokonują jednym samochodowym skokiem. Powód? Ten co zwykle. Inna religia, ubiór, obyczaje czy kolor oczu. Hu kers? W końcu czym różniła się ta wojna od tysiąca innych? Co prawda: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;“Badanie DNA jest z pewnością czymś nowym w historii wojen. Tak jak body bags, komputery, Internet, skomputeryzowane chłodnie, wózki widłowe, brytfanny na kółkach.”&lt;/span&gt;. Ale: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;“Poza tym wszystko już było: obozy, baraki, selekcje, getta, kryjówki, ukrywanie prześladowanych, opaski na rękawach, sterty butów po zgładzonych, głód, szaber, pukanie do drzwi w nocy, zniknięcia sprzed domu, krew na ścianach, palenie domostw, palenie stodół z ludźmi w środku, pacyfikacje wsi, oblężone miasta, żywe tarcze, gwałty na kobietach wroga, zabijanie inteligencji w pierwszej kolejności, kolumny tułaczy, masowe egzekucje, masowe groby, ekshumacje masowych grobów, międzynarodowe trybunały, zaginieni bez wieści.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;I o tym wszystkim, w kontekście wojny w Bośni i Hercegowinie, autor pisze, oddając głos tamtejszym kobietom (mężczyźni i chłopcy najczęściej nie żyją), a ja zachęcam do posłuchania, bo warto sobie uświadomić, że ludzka głupota objawiająca się obłędną chęcią eksterminacji własnego gatunku, nie umarła wraz z końcem Auschwitz, ale żyje, czasem tuż obok i ma się całkiem dobrze. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Warto, po trzykroć, warto! &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Mógłbym co  prawda zarzucić panu Wojciechowi delikatną jednostronność spojrzenia,  ale w końcu z bilansu cywilnych strat jasno widać, kto w podnoszących  się ze zgliszcz krajach, ma do opowiedzenia więcej wstrząsających,  tragicznych, rodzinnych historii. Mógłbym też się skrzywić na kilka czy  nawet kilkanaście powtórzonych wątków, ale po co, skoro tak naprawdę  dzięki nim siła przekazu jest jeszcze, o ile to możliwe, większa. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;A ja już milczę, bo nawet pisać o tej książce jest cholernie trudno.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-6291781210885334559?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/6291781210885334559/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=6291781210885334559' title='Komentarze (26)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6291781210885334559'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6291781210885334559'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/06/jakbys-kamien-jada-wojciech-tochman.html' title='&quot;Jakbyś kamień jadła&quot; Wojciech Tochman'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ioh0jexc5vA/TgwcjM7xe0I/AAAAAAAAES4/0envjdiNOL4/s72-c/jakbys.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>26</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-3313740367891747910</id><published>2011-06-17T10:57:00.005+02:00</published><updated>2011-06-17T11:09:37.175+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Mag" Michael Scott</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://2.bp.blogspot.com/-rI9hteQeG1k/TfsXqgVypNI/AAAAAAAAEQk/vfnK6TDNgGo/s1600/magscott.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 146px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-rI9hteQeG1k/TfsXqgVypNI/AAAAAAAAEQk/vfnK6TDNgGo/s200/magscott.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5619110979078104274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Pamiętacie Nicholasa Flamela? Taki gość, starszawy z wyglądu, nieśmiertelny alchemik z zawodu, lubi się przekomarzać ze starożytnymi bogami i innymi nieśmiertelnymi? Nic? Bliźnięta, mające zbawić lub unicestwić świat, przedwieczne stwory, magiczne aury i takie tam? Ciągle nic? Cóż, w takim razie zerknijcie &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: times new roman; font-weight: bold;" href="http://bazyl3.blogspot.com/2011/05/alchemik-michael-scott.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;, a potem jedziemy, bo za mną właśnie kolejna porcja mitycznego bałaganu, jakim jest cykl Michaela Scotta. Tym razem będę jęczał. Jak to staruch, co wziął do ręki książkę, którą powinien przeczytać tak ze dwie dekady temu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Co mam zatem do zarzucenia kontynuacji “Alchemika”? A choćby identyczną jak u poprzedniczki liniowość i schematyczność fabuły. Jak można mówić o zaskoczeniu w sytuacji, kiedy autor stosuje rozwiązania być może spektakularne, ale już znane? Ucieczka - wprowadzenie nowego Dobrego, który ratuje sytuację - pościg - wprowadzenie nowego Złego, który chrzani uratowaną przez Dobrego sytuację - konfrontacja. Oczywiście nowi, to postacie znane z historii i choć rozumiem zamysł mający na celu zainteresowanie młodego czytelnika, przyznaję, arcyciekawymi postaciami Joanny d’Arc, hrabiego de Saint-Germain i Machiavellego (ten drugi to bad guy), to jednak mnie, starego szpaka, o jakiejś tam wiedzy ogólnej, średnio to porywa. Co więcej, w pewnym momencie miałem takie wrażenie, że jeśli jednemu z nadprzyrodzonych wapniaków, kiedyś, przez zupełny przypadek, narobił na głowę ptak, to była to, bez wątpienia, słynna gołębica z Arki Noego. Przeładowanie materiałem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Kolejnym słabym punktem jest psychologia postaci, a właściwie jej brak. Ja rozumiem, że to “młodzieżówka”, ale na litość, nie wszystkim nastolatkom wystarczy powtarzane od czasu do czasu: “zazdroszczę jej Mocy, ale ją kocham” i nie wychodzenie poza to. Dobrzy są dobrzy, źli - źli, wyniki pojedynków, mimo zapewnień wywijającej nunchaku bogini o własnej śmiertelności, zawsze te same, a jedyne światełko w tunelu, czyli niejednoznaczny autor “Księcia” i chwila dobrej woli Marsa, to za mało by podsycić mą ciekawość, tym jak się rzeczy potoczą.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Ja nie mówię, że to zła książka, bo “Mag” trzyma poziom, a małoletnich fanów, nie wątpię - w napięciu. Walor edukacyjny jest. Widowiskowa fabuła przyciągająca do waloru, też. Tyle tylko, że ja już wiosenek mam na taką lekturę za dużo i nawet Dziewica Orleańska (w szale bojowym), nie jest w stanie postawić mi włosków na karku. Co nie znaczy, że chcąc odetchnąć od poważnych ksiąg dla zgredów, nie przeczytam “Czarodziejki”. :D&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-3313740367891747910?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/3313740367891747910/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=3313740367891747910' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3313740367891747910'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3313740367891747910'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/06/mag-michael-scott.html' title='&quot;Mag&quot; Michael Scott'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-rI9hteQeG1k/TfsXqgVypNI/AAAAAAAAEQk/vfnK6TDNgGo/s72-c/magscott.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-4659094371883960271</id><published>2011-06-14T15:07:00.002+02:00</published><updated>2011-06-14T15:13:51.861+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[DKK]'/><title type='text'>"Powieść dla mężczyzn" Michal Viewegh</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://3.bp.blogspot.com/-rGAyIEDYi1k/TfddVJqta0I/AAAAAAAAEQE/u41gM4RtyRk/s1600/dlamezczyzn.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-rGAyIEDYi1k/TfddVJqta0I/AAAAAAAAEQE/u41gM4RtyRk/s200/dlamezczyzn.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5618061678121675586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Już trzeci tydzień mija od momentu, w którym nasza dyskutująca, trzyosobowa ekipa spotkała się, by obgadać “Powieść dla mężczyzn” Michala Viewegha, a ja wciąż nie wiem co o tej książce napisać. Co takiego było w tej, opartej na stereotypach, historii trójki rodzeństwa, że gdybym był świętym Piotrem książkowego raju, bez wahania sięgnąłbym do pęku kluczy i mrucząc: “Wchodź, wchodź, książeczko. Podobałaś mi się.” wpuściłbym ją za bramę - nie wiem. Jedni piszą - czeski humor, inni - bezkompromisowość, rzut oka w męski świat czy tam inne takie, a ja jak ta, żeby nie ująć dosadniej, kostka wołowa - nie wiem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Jest Cyril, umoczony sędzia, z kaską ale bez klaski, o klasie nie wspominając. Chamidło, które dorwało się do szmalu (łapówki) i władzy (toga), dla którego nie ma żadnych świętości. Jest Aneta, nie uznająca kompromisów reporterka społeczna i idealistka oraz Bruno, dupowaty dziennikarz sportowy małomiasteczkowej gazety lubiący oglądać w necie rozebrane wygibasy w wykonaniu pewnej striptizerki, w czym oczywiście nie przeszkadza mu bycie mężem i ojcem. Są w końcu postacie poboczne: gamoniowaty piłkarz (wiadomo), cwaniakowaty właściciel klubu go go, który w szkole nie za bardzo, ale w życiu jak najbardziej (wiadomo) i podstarzały pisarz, któremu podczas spotkania autorskiego bardziej w głowie cycki prowadzącej licealistki, niż odpowiedź na pytanie o czym będzie jego najnowsza książka (wiadomo, też by mi były bardziej). Wszyscy ci ludzie powiązani zostali ze sobą w prostej historyjce, o tym jak to Bruno jest śmiertelnie chory, a dziany brat urządza mu pożegnalny pobyt w Alpach z wypasem w postaci ww. tancerki, która, tak się składa, jest dziewczyną cwaniaczka od klubu. Gdzie w tym wszystkim piłkarz? Jak zechcecie, doczytacie, bo tak się to właśnie (prostota i stereotyp) przędzie i może się podobać lub nie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Co na to dziewczyny? Na moje nieśmiałą sugestię, że może dlatego mnie, samcowi, tak się podobało, bo wziął Michal i wywalił całą prawdę o męskim światku, na ławę, popatrzyły drwiąco. Jaką kawę na ławę, rzekły, my to wszystko doskonale wiemy i znamy. Przyznały jednak, że czytało się Viewegha nieźle.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;A ja? Doszedłem do końca tego tekstu i nie jestem wcale mądrzejszy, jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie: “Dlaczego zaiskrzyło?”. Może kolejna książka czeskiego pisarza da mi bardziej konkretną odpowiedź?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-4659094371883960271?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/4659094371883960271/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=4659094371883960271' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/4659094371883960271'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/4659094371883960271'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/06/powiesc-dla-mezczyzn-michal-viewegh.html' title='&quot;Powieść dla mężczyzn&quot; Michal Viewegh'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-rGAyIEDYi1k/TfddVJqta0I/AAAAAAAAEQE/u41gM4RtyRk/s72-c/dlamezczyzn.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-6127241758019114417</id><published>2011-06-07T15:01:00.003+02:00</published><updated>2011-06-07T15:14:42.810+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stare [Przeczytane]'/><title type='text'>"Klub Dantego" Matthew Pearl</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://3.bp.blogspot.com/-5J-LwWk2lho/Te4ij_oLlVI/AAAAAAAAEP0/0RdHNcRWlQU/s1600/klubdantego.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 135px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-5J-LwWk2lho/Te4ij_oLlVI/AAAAAAAAEP0/0RdHNcRWlQU/s200/klubdantego.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5615463787148318034" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;&lt;a href="http://kultur-alnie.blogspot.com/2011/06/magia-sowa-i-papieru.html"&gt;Dzisiejszy wpis&lt;/a&gt; u kultur-alnie przypomniał mi o autorze, którego kiedyś poznałem, ale znajomości z nim jakoś nie podtrzymałem. Ciekawy czemuż to, ach, czemuż, sięgnąłem do archiwum bloga i nie doszukawszy się w nim notki, wygrzebałem na &lt;a href="http://prk.artserwis.pl/index.html"&gt;stronie prk&lt;/a&gt;, takie oto truchło z 2006 roku:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matthew Pearl to 30-letni absolwent dwóch renomowanych amerykańskich uczelni. Jak głosi okładka polskiego przekładu jego debiutanckiej książki pt. "Klub Dantego", ukończył filologię na Harvardzie i prawo w Yale. Jest autorem uhonorowanej nagrodami pracy dyplomowej na temat "Boskiej Komedii" Dantego. Jak to wszystko przekłada się jednak na jego literacki talent?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;"Klub ..." to wspaniały przykład jak z czegoś, co się już zrobiło i co zainteresowało wąskie grono osób zrobić supermegabestseller, który kupować i czytać będą wszyscy. Otóż wystarczy wyżej wymienioną pracę dyplomową przerobić na thriller, w którym krwawa zbrodnia będzie przykrywką dla opowieści o grupie XIX-wiecznych bostońskich wielmożów. Dokładniej rzecz ujmując - poetów (Longfellow, Holmes, Lowell), którzy za punkt honoru postawili sobie przetłumaczenie dantejskiej "Komedii ..." na język angielski i w tym celu stworzyli tytułowy klub. Rzecz w tym, że ktoś zbyt wziął sobie do serca wersy "La divina commedia" i karze wszystkich tych, którzy w jego mniemaniu zagrażają dziełu klubu, (dodać trzeba, że planowany przekład, w&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;purytańskim, bostońskim środowisku ma wielu wrogów). Karze w sposób wymyślny, bo przeniesiony wprost z kart dzieła Dantego.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Książka napisana przyzwoicie, choć zdarzają się bardziej "akademickie" (czyt. dla niezainteresowanych tematem - nudne) fragmenty. Postacie przyjaciół są żywe, o ile można tak powiedzieć o przesyconych wieczną melancholią literatach. Zbrodniarz odpowiednio zakamuflowany, a same jego czyny odpowiednio "soczyste". Poza tym podobało mi się w jaki sposób autor oddał atmosferę XIX-wiecznego Bostonu i harvardzkich rozgrywek o władzę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Podsumowując - dobre, acz bez uniesień.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-6127241758019114417?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/6127241758019114417/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=6127241758019114417' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6127241758019114417'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6127241758019114417'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/06/klub-dantego-matthew-pearl.html' title='&quot;Klub Dantego&quot; Matthew Pearl'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-5J-LwWk2lho/Te4ij_oLlVI/AAAAAAAAEP0/0RdHNcRWlQU/s72-c/klubdantego.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-569545773460571305</id><published>2011-06-06T12:49:00.002+02:00</published><updated>2011-06-06T12:57:04.209+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Metamorfozy albo Złoty osioł" Apulejusz</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://2.bp.blogspot.com/-MGSQNO5rUlA/TeyxJnqFSVI/AAAAAAAAEPs/9DOp4NTGJ6w/s1600/apulejusz.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 122px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-MGSQNO5rUlA/TeyxJnqFSVI/AAAAAAAAEPs/9DOp4NTGJ6w/s200/apulejusz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5615057614246594898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Jeśli sądzicie, że starożytni Grecy to wyłącznie sztywni goście, którzy całymi dniami, zakutani w powiewne prześcieradła, łazili wokół rynku, gawędząc o wzniosłych sprawach, a starogrecka literatura, to głównie kawałki o laskach zmagających się z problemami funeralnymi w rodzinie, jesteście w błędzie. Bo nie tylko tragedią Grecja stoi, o czym łacno się przekonać czytając “Metamorfozy albo Złotego osła” Apulejusza z Madaury.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Pierwsze zaskoczenie związane z lekturą, to konstatacja, że wynalazek literatury popularnej jest znacznie starszy niż dotychczas mi się wydawało. Bo w “Metamorfozach” znajdziemy wszystko to, co i dziś decyduje o powodzeniu książki u czytelników: krew, seks, wic, ba, nawet rzeczy, które obecnie święcą prawdziwe triumfy, czyli magia, fantastyka i nadprzyrodzone istoty. I to nie w jakimś zmurszałym, przedpotopowym wydaniu, bo choć przekład Edwina Jędrkiewicza bogato korzysta ze staropolszczyzny, nie dajcie się zmylić, nie o język tu bowiem chodzi. Ot, przykład! Myślicie, że Harris ze swoim Lecterem dali czadu w wymyślności tortur, to posłuchajcie tego:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;“Jego tedy (osła - przyp. Bazyl) jutro zatłumić, wypatroszyć z bebechów wszyćkich, a do brzucha mu zaszyć nagusieńką dziewczynę (...)  tak żeby jej całe ciało siedziało w kałdunie bydlęcia, a ino głowa wystawała. Teraz to tak utuczone i nadziewane oślisko wyłożymy na jaki skalisty stok, aby je tam słońce przypiekało.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;A tak każdemu z nich dostanie się wszyćko, czegoście – i sprawiedliwie – żądali: oślisku śmierć, na którą dawno zasłużyło, a jej rozszarpanie przez dzikie zwierzęta – gdy ją będą robaczyska toczyły, i kara ognia – gdy słońce skwarem rozparzy zewłok, i męki ukrzyżowania – gdy psy i sępy będą rozdzierały jej ciało. Ale uważcie i inne jej przykrości i dokuczności: jako że to, sama żywa, będzie tkwiła w kałdunie zdechłego bydlaka, a smród okrutny w upale nos jej będzie dławił, a że bez jadła będzie, z głodu se powoli uskwirknie, bo nie mając nawet tych rąk swobodnych, nie będzie się mogła sama zabić.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Słabo?!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Drugie zaskoczenie, potwierdzające obserwację że wszystko w literaturze już było, wynikło z pozyskania z przedmowy autorstwa Mikołaja Szymańskiego następującej informacji:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;“Powieść Apulejusza nie była prawie znana w średniowieczu. Z tamtych czasów zachował się tylko jeden rękopis, sporządzony w XI wieku, który przeleżał trzysta lat w bibliotece klasztoru na Monte Cassino. Tam odkrył go wreszcie Giovanni Boccaccio i własnoręcznie sporządził jego kopię, przechowywaną dziś – podobnie jak tamten manuskrypt – we Florencji.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;I jeśli myślicie, że na skopiowaniu księgi się skończyło, śpieszę poinformować, że autor “Dekameronu” dwie z historii Madaureńczyka zerżnął był prawie toczka w toczkę. Klasyk - plagiatorem! O tempora! Całe szczęście nie poprzestał Boccacio na bezmyślnym kopiowaniu i dzięki temu mamy możliwość cieszyć się setką fantastycznych nowel zawartych w jego najbardziej znanym dziele.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Nie lubię długich notek, więc się sprężę. Warto sięgnąć po najklasyczniejszą klasykę, żeby zobaczyć że nawet nobliwy antyk ma do zaoferowania coś fajnego. Pełna podniet sensacyjka przemycająca między wierszami naukę o moralności jest dobra na początek przygody z nieznanym. Nieznanym, bo o licealnym rozbiorze “Antygony” całe szczęście zdążyłem już zapomnieć.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;PS. A scena, w której główny bohater zamieniony w osła cieszy się z dużego przyrodzenia - bezcenna.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-569545773460571305?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/569545773460571305/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=569545773460571305' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/569545773460571305'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/569545773460571305'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/06/metamorfozy-albo-zoty-osio-apulejusz.html' title='&quot;Metamorfozy albo Złoty osioł&quot; Apulejusz'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-MGSQNO5rUlA/TeyxJnqFSVI/AAAAAAAAEPs/9DOp4NTGJ6w/s72-c/apulejusz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-6744376138866736526</id><published>2011-06-03T13:20:00.005+02:00</published><updated>2011-06-03T21:13:14.866+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Mała matura" Janusz Majewski</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://3.bp.blogspot.com/-SlN7JXnUWtg/TejDvkZ2G2I/AAAAAAAAEPc/9jDlHYAaCe0/s1600/matura.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 141px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-SlN7JXnUWtg/TejDvkZ2G2I/AAAAAAAAEPc/9jDlHYAaCe0/s200/matura.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5613952157510671202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;“Mała matura”, autorstwa znanego reżysera Janusza Majewskiego, to zarazem saga rodzinna, historia o dorastaniu i opowieść o meandrach historii ojczystej. Jak mówi sam twórca: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Z własnych przeżyć i wspomnień, z prawdziwych wydarzeń wykreowałem opowieść o świecie zobaczonym przez 'moje okulary', które jednak trochę go deformują. To odbicie rzeczywistości, ale nie jej kopia "&lt;/span&gt; i nie sposób się z tym wyznaniem nie zgodzić.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Te deformacje można zresztą spotkać w każdej z trzech części na jakie została podzielona książka. W pierwszej, nazwanej “Słodkie lata”, narrator, Ludwik Taschke, przedstawia nam bukoliczny obraz przedwojennego Lwowa. Miasto rojne, wielojęzyczne (ach, ten typowo lwowski &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bałak&lt;/span&gt;), wielonarodowe, piękne i spokojne, co oczywiście odbiega od rzeczywistości. Pamiętajmy jednak, że jest to zachwyt kilkuletniego chłopca, wychowywanego w tzw. “dobrym domu”, więc wybaczamy mu, że nie zna problemów narodowościowych czy lwowskiego półświatka i brudnych spraw z nim związanych. Podobnie rzecz się ma na kolejnych stronach, na których rzeczywistość kreowana jest w sposób pozwalający wyraźnie zaakcentować pewne, ważne dla autora rzeczy. Ot, choćby w scenie, w której nastoletni chłopcy z radiostacji pozostawionej (?) w radzieckim czołgu dowiadują się o wybuchu Powstania, czy kilkukrotnym spotkaniu z żydowskim komunistą, co i rusz awansującym na szczeblach ubeckiej drabiny.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Lubię takie książki, które operując tradycyjną narracją, bez żadnych formalnych udziwnień, wciągają w wir wydarzeń. Lubię kiedy jest i do śmiechu, a o to przy dorastających młodzieńcach nie trudno, i do płaczu, o co w “Małej maturze” dba burzliwość dziejów. I choć momentami troszeczkę przeszkadzało mi patrzenie przez wspomniane przez pana Janusza, okulary, to jednak uważam, że warto się z jego książką zapoznać. Duże chłopaki dostaną troszkę wulgaryzmów (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;“Mój podwójci, w dupę chuj ci!”&lt;/span&gt; zgodnie z teorią mojej Mamy, że mam głowę stworzoną do zapamiętywania pierdół, nieprędko z niej uleci) i erotyki, a duże dziewczyny życiową historię. Po prostu dobra książka, a mnie nie pozostaje nic innego, jak obejrzeć film.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-6744376138866736526?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/6744376138866736526/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=6744376138866736526' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6744376138866736526'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6744376138866736526'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/06/maa-matura-janusz-majewski.html' title='&quot;Mała matura&quot; Janusz Majewski'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-SlN7JXnUWtg/TejDvkZ2G2I/AAAAAAAAEPc/9jDlHYAaCe0/s72-c/matura.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-5188821979979504481</id><published>2011-05-26T14:19:00.004+02:00</published><updated>2011-05-26T15:05:53.708+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>“Wolski w shortach (1): Kwadratura trójkąta.” Marcin Wolski</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify; font-family: times new roman;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-Y3q6xeC2TxM/Td5FrrXA0cI/AAAAAAAAEPA/iTcNkTATzzs/s1600/kwadratura.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 128px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Y3q6xeC2TxM/Td5FrrXA0cI/AAAAAAAAEPA/iTcNkTATzzs/s200/kwadratura.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5610998802426155458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Zacząć wypada od tego czymże “Wolski w shortach (1): Kwadratura trójkąta.” jest. Otóż, ni mniej ni więcej, tylko zbiorem publikowanych już wcześniej opowiadań z tomów: “60 sekund na godzinę”, “Z przymrużeniem ucha”, oraz “Tragedia “Nimfy 8”, zwieńczonych tytułową minipowieścią. Zżymać się, na ten literacki recycling, oczywiście mogą ci, którzy satyryka już znają, ja jednak ucieszon jestem wielce, że zamiast polować na wspomniane wyżej książki na Allegro, dzięki takiemu zabiegowi mam trzy wróble w garści i wisienkę na torcie w postaci niepublikowanej bodajże “Kwadratury …”.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Opowiadania pana Wolskiego uwodzą konceptem, niewielkim rozmiarem i błyskotliwymi puentami. Jest w nich żart, czasem nonsensowny, czasem odrobinę filozoficzny, a czasem całkiem wprost. Są mieszanką obyczajówki, fantastyki, opowieści grozy, ba, czasem nawet horroru. Są też oczywiście lepsze i gorsze, ale to już kto co lubi i moje wskazania komuś innemu do niczego się nie przydadzą, więc listy&lt;span style="font-style: italic;"&gt; the best of &lt;/span&gt;nie będzie. Czy mają wady? Jedną, zasadniczą. Są za krótkie i ich “spożywanie” można porównać do jedzenia zupy, która co prawda pobudzi kubki smakowe, ale żeby się tym najeść... Radochę miałem podczas samej lektury okrutną, ale gdybyście mnie dziś zapytali o szczegóły - tabula rasa i odległe wspomnienie świetnego smaku, skondensowane do zwykłego: “było dobre”.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Spytacie pewnie o drugie danie, czyli “Kwadraturę …”? Tu oczywiście jest lepiej, bo choć historia trzech państw: Federacji, Ekumeny i Wandalii jest aż nazbyt czytelnym odniesieniem do Europy czasów zimnej wojny, to jednak szpiegowsko - sensacyjny wątek jest poprowadzony na tyle brawurowo, że nie można się od stronic oderwać. A i długość pozwala lepiej poznać bohaterów i wciągnąć się w opisywane wydarzenia.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Cieszę się, że wygrzebałem sobie pierwszy tom &lt;span style="font-style: italic;"&gt;shortów&lt;/span&gt;, bo uświadomił mi, jak wielki błąd popełniłem nie kontynuując przygody z twórczością pana Marcina po lekturze “Agenta dołu”, która miała miejsce eony temu. I szkoda tylko, że Solarisu nie stać na porządnych korektorów i redaktorów, bo znalezionych byków wystarczyłoby Hiszpanom na 10 lat corridy. “Że” zamienia się w “jeż” (str. 80), “Ramona” w “Romanę” (str. 172), a “panna Andrews” w “pannę Morley” (str. 191), że o reszcie (licznej) zmilczę. Nie dajcie się jednak zrazić, bo Marcin Wolski pisze świetnie, o czym pamiętających z Trójki “60 sekund …” przekonywać nie muszę, a resztę namawiam na próbę, w której parę wydawniczych kiksów nie powinno przeszkodzić. Ja chętnie wrócę do niektórych miniatur i poszukam w necie archiwalnych nagrań. Mniam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-5188821979979504481?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/5188821979979504481/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=5188821979979504481' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5188821979979504481'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5188821979979504481'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/05/wolski-w-shortach-1-kwadratura-trojkata.html' title='“Wolski w shortach (1): Kwadratura trójkąta.” Marcin Wolski'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Y3q6xeC2TxM/Td5FrrXA0cI/AAAAAAAAEPA/iTcNkTATzzs/s72-c/kwadratura.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-2529798304427174103</id><published>2011-05-23T15:19:00.003+02:00</published><updated>2011-05-23T15:27:04.901+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>„Gone. Zniknęli. Faza czwarta: Plaga” Michael Grant</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://4.bp.blogspot.com/-OQpzL0QGJg8/TdpfDgyd6lI/AAAAAAAAEOw/3FClzS7PNjA/s1600/plaga.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 133px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-OQpzL0QGJg8/TdpfDgyd6lI/AAAAAAAAEOw/3FClzS7PNjA/s200/plaga.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609900799789230674" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Naprawdę rzadko udaje się napisać komuś cykl, który zachwycałby od pierwszego tomu do ostatniego. Zazwyczaj jest tak, że każdy kolejny tom jest gorszy od poprzedniego. Druga wersja, to taka, że na przemian zdarzają się tomy lepsze i gorsze. W przypadku serii “Gone” jest zaś tak, że autor utrzymuje co prawda równy poziom, ale, jak dobitnie pokazał tom czwarty, nie wzbija się ponad niego, a co za tym idzie zaczyna mnie nudzić swą monotonią.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Ujmę rzecz następująco. Wyobraźcie sobie, że jestem przewodnikiem po gabinecie osobliwości / obrzydliwości. Pamiętam swój pierwszy dzień pracy, kiedy mój poprzednik oprowadzał mnie po nim i tłumaczył zawartość poszczególnych gablot. Dreszcze przebiegały mi po grzbiecie, jak latająca do latryn, po spożyciu konserw z lat czterdziestych, kompania wojska, czyli raz po raz. Patrzyłem zafascynowany na człowieka z biczem zamiast ręki, na człowieka - skałę, na robale które potrafiły przegryźć człowieka na wylot. Z drżeniem wczytywałem się w tabliczki opisujące historie eksponatów i zastanawiałem się nad dylematami, jakie towarzyszyły osobom zamieszanym w sprawę ETAPU, skąd pozyskano “materiał” do tego swoistego muzeum. To właśnie tom pierwszy “Gone”.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Drugi i trzeci obchód były znośne, choć pozbawione smaczku nowości i zaintrygowania. Ale już czwarty odbywał się tak, że z nonszalanckim uśmiechem rzucałem do zwiedzających: “Na prawo, wnętrzności wyplute przez dzieci z Perdido podczas ataku supergrypy! Na lewo, latający wąż, którego larwy... a zresztą, nieważne.”, od czasu do czasu próbując stłumić kolejne ziewnięcie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Przez “Plagę” przeleciałem migusiem, ale nie dlatego, że wciągnęła, tylko w celu znalezienia choćby jednego powodu, żeby cykl kontynuować. Nie znalazłem. Autor w każdym tomie dokłada po prostu nową lokalizację (swoją drogą dziwne, że takie mądre dzieciaki, w tak beznadziejnej sytuacji, nie wyeksplorowały terenu o promieniu 30 km), nowe zagrożenie (tu, pancerne żuczki) i nową śmierć, którejś z ważnych postaci. Przy czym w przypadku tego ostatniego może z czytelnikiem pogrywać jak z małym, bo w rękawie ma leczącą moc Lany, która niejednego umrzyka znad grobu wróciła.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Ja sobie daruję i po prostu spytam kogoś bardziej cierpliwego, jak się toto skończyło. Mam już dość połączenia “Teksańskiej masakry …” z dylematami nastolatków rodem z “Bravo Girl”. Proszę wziąć jednak pod uwagę, że to pisałem ja, Jarz..., znaczy zgredzior, a piętnastolatek być może uzna za hicior.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-2529798304427174103?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/2529798304427174103/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=2529798304427174103' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2529798304427174103'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2529798304427174103'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/05/gone-znikneli-faza-czwarta-plaga.html' title='„Gone. Zniknęli. Faza czwarta: Plaga” Michael Grant'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-OQpzL0QGJg8/TdpfDgyd6lI/AAAAAAAAEOw/3FClzS7PNjA/s72-c/plaga.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-5857209397354996883</id><published>2011-05-19T15:21:00.001+02:00</published><updated>2011-05-19T15:23:42.487+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Progenitura]'/><title type='text'>Rozmowy (nie)kontrolowane cz.14</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Bartix przytargał z przedszkola dwie książeczki. Jedna przygotowująca do pierwszej klasy, druga sprawdzająca wiedzę na poziomie pierwszaka. Prośba o zakup, poparta wzrokiem kota ze “Shreka”, została rozpatrzona, ale werdykt mówiący, że kupujemy jedną, bo druga jest za trudna, nie został przyjęty ze zrozumieniem. Dziecko niezwłocznie wykazało błędność naszego rozumowania, biorąc rzeczoną książkę do ręki i roztrzaskując test z ostatnich stron, jednocześnie wspinając się na szczyty aktorstwa przy podnoszeniu napięcia tekstami: “Nie jestem do końca pewien …”. Cenka nam opadła i chcąc nie chcąc …&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Dobra, pochwaliłem się dzieckiem, pora przejść do meritum. Bartek ma pokolorować obrazki przedstawiające trzygłoskowe wyrazy. Leci z koksem, aż miło, omijając mak, który, jako że b&amp;amp;w, zostaje nazwany po prostu kwiatkiem. Następne zadanie, to wrysowanie w kwadrat swojego obrazka. Żyła na czole, zmarszczki, uśmiech rozwkita na wargach, dochodzi do oczu...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;- Już wiem tato! Narysuję BMW!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Dialog poaakademijny.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;- Tato, a co to jest boczek sztandarowy?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Galopada myśli, bo w końcu jest polędwica sopocka..., a może oprócz mistrza masarskiego Kani jest jakiś Sztandara …&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;- Kurczę, synek, no nie wiem. A co?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;- A bo na akademii byli strażacy z flagą i taki pan powiedział: “Boczek sztandarowy wyprowadzić!”.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Kurtyna wraz z ojcem zwija się ze śmiechu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-5857209397354996883?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/5857209397354996883/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=5857209397354996883' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5857209397354996883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5857209397354996883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/05/rozmowy-niekontrolowane-cz14.html' title='Rozmowy (nie)kontrolowane cz.14'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-9025897441981206678</id><published>2011-05-19T14:32:00.004+02:00</published><updated>2011-05-20T11:14:57.280+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Sprzedawca broni" Hugh Laurie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://2.bp.blogspot.com/-Uu9LsQ9uXG4/TdUOdj_MQII/AAAAAAAAEOg/CzbbAa5J1bs/s1600/sprzed.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 126px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Uu9LsQ9uXG4/TdUOdj_MQII/AAAAAAAAEOg/CzbbAa5J1bs/s200/sprzed.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5608404811999101058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Może i, jak sugeruje &lt;a href="http://zuzanka.blogitko.pl/2011/05/14/hugh-laurie-sprzedawca-broni/"&gt;Zuzanka&lt;/a&gt;, talent prozatorski Hugh Lauriego nie dorównuje aktorskiemu, ale i tak uważam, że “Sprzedawca broni” to książka która dała mi mnóstwo radochi. Niekoniecznie po pachi, ale tak po zadek. Mniej więcej. Przy czym należy pamiętać, że przy 203 centymetrach wzrostu, mój zadek sytuuje się troszkę wyżej niż u większości populacji. Ok, ale ja tu o du... żej satysfakcji z lektury, a słowem się nie zająknę, czemuż.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;A bo narrator pierwszoosobowy fajny. Ex-żołnierz, niewyparzona gęba, szybka pięść, trochę romantyk pełen ciekawych przemyśleń i sarkastycznych uwag w stylu:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;“Większość kelnerek zakładała, że jestem Niemcem, co wynikało z faktu, iż przedstawiciele tej narodowości zalewali miasto szeroką falą. Podróżujący w dwunastoosobowych grupach, z plecakami i odkrytymi grubymi udami, maszerowali całą szerokością ulicy. Dla większości Niemców Praga leżała w odległości zaledwie kilku godzin jazdy czołgiem od domu, trudno się zatem dziwić, że traktowali to miasto jak kraniec swojego ogrodu.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;oraz wrodzonego talentu do przyciągania kłopotów.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;A bo intryga, choć czasem grubymi nićmi szyta, to jednak sprawnie poprowadzona i na tyle sensacyjna, i pełna męskich smaczków (np. jazda Kawasaki ZZR 1100, piękne panie bez majtek, wielkie spluwy w rodzaju steyr AUG czy kolejne mordobicia*), że mimo pewnych braków całkiem mniam.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;A bo ja się zresztą muszę tłumaczyć, dlaczego? Za całokształt z wyraźnym wskazaniem na pierwszą połowę, bo potem jakby brakło pomysłów na sarkastyczne teksty i czegoś mi po prostu brakowało. No, takiego jaja jak na starcie. Niemniej jednak obśmiałem się jak norka (początek) i poprychałem wesoło jak foka (koniec) i dodaję czytadło House’a do mojej półki dyżurnych rozweselaczy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;* Kolejność przypadkowa.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-9025897441981206678?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/9025897441981206678/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=9025897441981206678' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/9025897441981206678'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/9025897441981206678'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/05/sprzedawca-broni-hugh-laurie.html' title='&quot;Sprzedawca broni&quot; Hugh Laurie'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Uu9LsQ9uXG4/TdUOdj_MQII/AAAAAAAAEOg/CzbbAa5J1bs/s72-c/sprzed.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-5650981756421304117</id><published>2011-05-18T19:48:00.002+02:00</published><updated>2011-05-18T19:56:49.174+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Spod lady]'/><title type='text'>Spod lady po raz siódmy ...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;... otrzymuje:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://4.bp.blogspot.com/-dKK15t50hoM/TdQG0SQEJkI/AAAAAAAAEOY/epQYlF7rE4Q/s1600/konk7.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 123px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-dKK15t50hoM/TdQG0SQEJkI/AAAAAAAAEOY/epQYlF7rE4Q/s200/konk7.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5608114931305293378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Od razu napiszę, że tak jak policjanci byli z Miami, tak ja jestem chłop z zasadami i w losowaniu nie uwzględniłem wpisów spóźnionych. Aspartate, bookfo zapraszam następnym razem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Sarę proszę o kontaktaż na adres bazyl3@go2.pl i jednocześnie informuję, że jeśli zmiany miażdżycowe pozwolą mi nie zapomnieć, książkę wyślę przed weekendem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;PS. Swoją drogą, ciekawe czy wcześniej wylosowane książki dotarły do swych adresatów, bo z Pocztą to różnie bywa. Na przyszłość - jeśli zwycięzcy nie sprawi to kłopotu, niech wyśle słówko "doszło" :)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-5650981756421304117?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/5650981756421304117/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=5650981756421304117' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5650981756421304117'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5650981756421304117'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/05/spod-lady-po-raz-siodmy.html' title='Spod lady po raz siódmy ...'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-dKK15t50hoM/TdQG0SQEJkI/AAAAAAAAEOY/epQYlF7rE4Q/s72-c/konk7.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-8120330062136495900</id><published>2011-05-18T14:36:00.002+02:00</published><updated>2011-05-18T14:42:28.955+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Alchemik" Michael Scott</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://1.bp.blogspot.com/-o4dCIvWytXA/TdO96CoTylI/AAAAAAAAEOQ/XVIt7FcpNOQ/s1600/alchemik.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 135px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-o4dCIvWytXA/TdO96CoTylI/AAAAAAAAEOQ/XVIt7FcpNOQ/s200/alchemik.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5608034765842401874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Jak tak sobie poczytuję najnowsze* młodzieżówki, to ciśnie mi się na usta to odwieczne: “Za moich czasów …”, którymi starsze pokolenia raczą, przy różnych okazjach, młodsze. Nie inaczej jest po lekturze “Alchemika”, pierwszej części ktowieiletomówmającegoliczyć cyklu autorstwa Michaella Scotta, irlandzkiego pisarza i, jak zachwala króciutka notka, autorytetu w dziedzinie mitologii i folkloru. Bo, jak by na to nie patrzeć, w czasach mojej młodości, żeby przyspieszyć bicie chłopięcego serducha wystarczyły przygody grupy harcerzy i facet z dziwnym samochodem, a teraz potrzeba starożytnych bóstw, magów, wilkołaków, harpii, tajemnych mocy, scen walk wręcz i z użyciem broni białej, nieustannego zagrożenia i licznych konfrontacji. Cóż, panie dziejku, takie widać czasy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Trzon opowieści jest prosty jak budowa cepa, nie zapominajmy jednak, że targetem jest, na moje oko, czytający gimnazjalista**. Otóż pewnego pięknego, a może i nie, dzionka, Sophie i Josh, bliźnięta, dowiadują się, że świat nie jest taki jak im się wydawało. W wyniku następujących po sobie, z prędkością lecącego na dopalaczach Hermesa (żeby pozostać w klimatach), wydarzeń, okaże się bowiem, że wszelkie mity i legendy to nie żadna ściema, tylko prawda najprawdziwsza. Dalej zaś mamy przedwieczną rasę tworzącą dwa zwalczające się obozy oraz jedną magiczną księgę, która może dać władzę nad światem i o którą całe zamieszanie. A bliźniaki? Oczywiście okażą się wyjątkowe.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Wkurzał mnie sinusoidalny schemat fabuły, czyli uciekamy - nawalamy się - uciekamy - nawalamy się***. Wkurzała straszna łatwość z jaką źli odnajdywali dobrych, co, biorąc pod uwagę wcześniejsze kilkudziesięcio- czy nawet kilkusetletnie incognito tych ostatnich, dziwnym jest. Dobijało upchanie na dwustu stronach tylu symboli, że głowa puchnie. Jak miecz to Excalibur, jak drzewo to Yggdrasil i w tę mańkę. Tyle ze strony starego próchna.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Młodziakom może się spodobać, a jak który dociekliwy to poszpera w necie i dowie się przy okazji kto zacz Bastet, Morrigan czy też John Dee. Czyli walor poznawczy będzie, a że przy okazji wchłonie się rozrywkową książkę..., no to już trudno. Ja kolejną część wezmę na ząb, czy też raczej - oko.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;* Wydane u nas w ciągu, dajmy na to, ostatnich pięciu lat&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;** Wbrew pozorom można takie osobniki spotkać, ale należy pamiętać, że to istoty występujące dość rzadko i należy je troskliwie pielęgnować.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;*** Ach, jak to się pięknie będzie filmować!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-8120330062136495900?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/8120330062136495900/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=8120330062136495900' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/8120330062136495900'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/8120330062136495900'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/05/alchemik-michael-scott.html' title='&quot;Alchemik&quot; Michael Scott'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-o4dCIvWytXA/TdO96CoTylI/AAAAAAAAEOQ/XVIt7FcpNOQ/s72-c/alchemik.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-8527702386322128817</id><published>2011-05-16T19:01:00.003+02:00</published><updated>2011-05-16T19:38:38.900+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Spod lady]'/><title type='text'>Konkurs im. Kitka nr 7</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: times new roman;font-size:130%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-family: times new roman;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Powód, dla którego robię dzisiejszy konkurs jest prozaiczny. Zostałem mianowicie &lt;a href="http://miastoksiazek.blox.pl/2011/05/Poniedzialkowy-gosc-Bazyl.html"&gt;celebrytą&lt;/a&gt; i postanowiłem ten fakt uczcić wysyłając w świat książkę, która okazała się być ze mną &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/2011/04/ogien-przy-drodze-tadeusz-zubinski.html"&gt;niekompatybilna&lt;/a&gt;. Piekę zatem dwie pieczenie przy jednym ogniu: dalej pompuję swoje ego i pozbywam się sporego tomiszcza zajmującego kawałek miejsca w naszym małym mieszkanku. Ale czy ważne są moje, przyznaję, budzące pewnie niesmak u wrażliwców, powody. Jest książka do wzięcia, a jedyna co trzeba zrobić, to do jutra do 20.00 wpisać w komentarzu jaki jest Wasz stosunek do nachalnego nawału przymiotników i porównań w czytanych powieściach. Mowa o:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;font-size:130%;" &gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-lUbtmMNMt28/TdFbKHy3biI/AAAAAAAAEN4/IsuZeZm4KGU/s1600/DSC00476.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-lUbtmMNMt28/TdFbKHy3biI/AAAAAAAAEN4/IsuZeZm4KGU/s320/DSC00476.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607363240502193698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;font-size:130%;" &gt;PS. Mało elegancki stosik oraz fragmenty klocków Młodego nie wchodzą w skład wygranej.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-8527702386322128817?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/8527702386322128817/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=8527702386322128817' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/8527702386322128817'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/8527702386322128817'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/05/konkurs-im-kitka-nr-7.html' title='Konkurs im. Kitka nr 7'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-lUbtmMNMt28/TdFbKHy3biI/AAAAAAAAEN4/IsuZeZm4KGU/s72-c/DSC00476.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-2537655646399234864</id><published>2011-05-11T14:43:00.004+02:00</published><updated>2011-05-11T14:51:18.148+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Ksiązecki]'/><title type='text'>"Pamiętnik grzecznego psa" Katarzyna Terechowicz, Wojciech Cesarz</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://2.bp.blogspot.com/-_8xKZ9AveXc/TcqE1aH0JFI/AAAAAAAAENY/STg89Ecq9AU/s1600/pamietnik.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 143px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-_8xKZ9AveXc/TcqE1aH0JFI/AAAAAAAAENY/STg89Ecq9AU/s200/pamietnik.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5605438739296035922" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Prędzej czy później nadchodzi taki dzień, kiedy nasze pociechy nie zadowolą się już pluszowym erzacem zwierzaka. One CHCĄ mieć zwierzątko. One MUSZĄ je mieć. I jeszcze pół biedy jeśli chodzi o żółwia, obsługa którego nie zaprząta zbyt wiele czasu i kiedy dziecko znudzi się pupilem, można bezstresowo ogarnąć ją (obsługę) samemu. Gorzej jeśli Wasza pociecha celuje w coś większego gabarytowo i bardziej wymagającego w utrzymaniu. Co powiecie na psa rasy husky?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Bartek jest fanem hasków, jak mówi o tych pięknookich bestiach. Ma pluszową maskotę, z którą sypia, a jego największym marzeniem jest model 1:1 zasilany z wielkich worków z psią karmą. Nic dziwnego, że kiedy zaczęliśmy z Kitkiem przebąkiwać o budowie rodzinnego siedliska, naszemu starszemu dziecku naturalnym wydało się, że na wyposażeniu będzie hasek. A ponieważ ojciec znał z opowiadań znajomego temperament tych cieszących oko zwierząt, rozpoczął akcję dywersyjną zmierzającą do zastąpienia haska czymś na miarę własnych sił psychicznych, czyli np. goldena. W tym celu sięgnął po literaturę, ale że jak to zwykle bywa, kto mieczem … Zresztą posłuchajcie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;“Pamiętnik …” to rzeczywiście diariusz prowadzony przez nietypowego narratora, alaskan malamuta o wdzięcznym imieniu Winter. Od niego dowiemy się jak to jest być szczeniakiem, który prosto od mamy trafia do mającej się nim opiekować rodziny. To z jego us..., ehm, pyska padną sło..., erm, szczeki, opisujące członków tej rodziny widzianej oczyma czworonoga. Autorzy książeczki przetłumaczyli rzecz na ludzki i oto mamy:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- sceptycznego i burkliwego tatę Henryka, którego niefrasobliwość, energia i jakaś naturalna zdolność pakowania się Wintera w kłopoty, wydają się czasem przerastać, ale nie przeszkadza mu to kochać psa,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;- Alka, Julkę i mamę Hankę, czyli trio bezkrytycznych fanów alaskana, którzy są mu w stanie wybaczyć niemal wszystko, nawet jeśli jest to wleczenie na smyczy na dłuuuugim odcinku parku miejskiego czy lasu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Długo mógłbym wymieniać co rozbił, spsocił, pogryzł, zniszczył, zbroił, itd. Winter, ale nie widzę takiej potrzeby. Napiszę tylko, że zamierzonego efektu nie osiągnąłem, a wręcz przeciwnie, Bartek zapałał jeszcze większą chęcią posiadania takiego fajnego psa, dla którego dobra zabawa nie ma granic. I na nic się zdało wytykanie pewnych niedogodności związanych z wspólnym życiem z kopią Wintera. No, zobaczymy.&lt;br /&gt;Tymczasem polecam “Pamiętnik …” tym, którzy psa mają / nie mają / ale planują / albo nie / ale lubią o psach czytać. Zresztą, wszystkim. Bo choć pod koniec lektury byłem już znudzony modelem przygód pt. “Pojawia się Winter i coś broi”, to jednak uważam książkę za świetną pozycję. I mówię tu zarówno o tekście Katarzyny Terechowicz i Wojciecha Cesarza, jak i idealnie zgranych z treścią &lt;a href="http://www.wyd-literatura.com.pl/pamietnik-grzecznego-psa.html"&gt;ilustracjach&lt;/a&gt; Joanny Rusinek. I szkoda , że książka otrzymała III nagrodę w II Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren, zorganizowanym przez Fundację ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom, bo teraz to ja mogę przyznać tylko swój skromny, bazylowy znaczek jakości.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-2537655646399234864?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/2537655646399234864/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=2537655646399234864' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2537655646399234864'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2537655646399234864'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/05/pamietnik-grzecznego-psa-katarzyna.html' title='&quot;Pamiętnik grzecznego psa&quot; Katarzyna Terechowicz, Wojciech Cesarz'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-_8xKZ9AveXc/TcqE1aH0JFI/AAAAAAAAENY/STg89Ecq9AU/s72-c/pamietnik.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-6321395778855850971</id><published>2011-05-10T14:51:00.003+02:00</published><updated>2011-05-10T15:01:17.651+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Nieprzeczytane]'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[DKK]'/><title type='text'>"Karpie, łabędzie i Big Ben" Ada Martynowska</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://1.bp.blogspot.com/-gB24iI7KOFM/Tck1Gx0mGZI/AAAAAAAAENQ/rZle-pf4-oM/s1600/karpie.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 126px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-gB24iI7KOFM/Tck1Gx0mGZI/AAAAAAAAENQ/rZle-pf4-oM/s200/karpie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5605069601808718226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;W piątkowe popołudnie niewielka grupka, złożona z czterech osób dorosłych oraz dwóch małoletnich osobników w roli suportu, zasiedliła gminną bibliotekę. Starsi żeby pogadać o tytułowych karpiach i łabędziach, chłopaki, żeby obejrzeć nowe, biblioteczne nabytki. Dyskusja była krótka, acz chaotyczna. Do tego stopnia, że zatopiony w książeczkach Bartek psykał: “Ciszej!” i “Nie wszyscy naraz!”.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Jak zachwala okładkowa zajawka, “Karpie …” to książka “(...) dla miłośników sarkastycznego humoru i wartkiej akcji.” I teraz nie wiem, bo albo ja mam zupełnie inne wyobrażenie sarkazmu i wartkiej akcji, albo podczas lektury ogarnął mnie nagły atak pomroczności jasnej, który ani jednego, ani drugiego, nie pozwolił mi w książce uświadczyć.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Zacznijmy od tego uprzymiotnikowanego humoru. Sarkazm to ma być, jako rzecze słownikowa wykładnia “złośliwa ironia, drwina lub szyderstwo”, a nie drobne przytyki, którymi narratorka nieśmiało charakteryzuje wyspiarzy. Ma być ostro. Ma się lać krew. Obgadywani, gdyby wiedzieli jak są opisywani, powinni przeklinać szermującego docinkami szydercę i płakać pod ostrzem, no właśnie, sarkastycznych, uwag. Słowem, główna bohaterka książki, Beata, zamiast pracować w Berry &amp;amp; Spelling, opisywanej przez siebie brytyjskiej firmie public relations, powinna rozpocząć staż u House’a. Obawiam się tylko, czy jego sarkazm by jej nie zabił.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Idąc za ciosem, czepię się wartkiej akcji. Przyznam szczerze, że pod tym pojęciem spodziewałem się czegoś zupełnie innego niż dostałem. Przepychanki w corpo, pogadanki z rodaczką - sprzątaczką na obczyźnie, mojito pite z młodym, brytyjskim arystokratą podczas spaceru po Nothing Hill, opisy lokatornego z dwiema cudzoziemkami oraz romans, którego rozwój jasny jest od pierwszych stron, wartką akcją? No way!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Ach, gdyby “Karpie …” rekomendowano jako to, czym są, czyli przyjemną opowiastkę o londyńskim życiu nadobnego dziewczęcia, uwikłanego w dworskie intrygi pewnej korporacji. Historię młodej kobiety, która z dużą dozą dziewczęcego humoru portretuje londyńczyków (ze szczególnym uwzględnieniem arystokratów), Polaków na obczyźnie i rodzimych biznesmenów. Ach, gdyby … zapewne wybrałbym inną książkę na spotkanie DKK, a ten tekst nigdy by nie powstał. A tak, sami widzicie, nie sprostała oczekiwaniom i Bazyl zakończył bieg po, bodajże, 130 stronach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Jeśli chodzi o zdanie dziewczyn, to nieśmiało oponowały, że nie było tak źle, choć widziałem że i ich historia nie porwała. Spytane czy sięgną po ciąg dalszy (bo z treści wynika, że się zanosi), zaprzeczyły. Wspomniały tyko, że jedyna rzecz, której nieprzeczytania mógłbym żałować, to jakaś scena s&amp;amp;m w kościele. Niestety, jedyna osoba której książka podeszła do tego stopnia, że poprosiła o więcej takich, nie znalazła czasu by poszermować argumentami za.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Po zebraniu całości opinii do wora, potrząśnięciu i wytrząśnięciu, na bloga wypadła trochę zmięta opinia, że “Karpie …” to niezła książka z szuflady “emigracyjna literatura na obcasach z dodatkiem wątku romansowego”, od której chłopów trzymać lepiej z daleka.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-6321395778855850971?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/6321395778855850971/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=6321395778855850971' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6321395778855850971'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6321395778855850971'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/05/karpie-abedzie-i-big-ben-ada.html' title='&quot;Karpie, łabędzie i Big Ben&quot; Ada Martynowska'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-gB24iI7KOFM/Tck1Gx0mGZI/AAAAAAAAENQ/rZle-pf4-oM/s72-c/karpie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-5979001123964926062</id><published>2011-05-09T12:57:00.002+02:00</published><updated>2011-05-09T13:12:21.418+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Progenitura]'/><title type='text'>Rozmowy (nie)kontrolowane cz.13</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Dialog kościelny w wykonaniu Bartka [B] i Kuby [K], bartkowego kolegi z przedszkola. Czas akcji - Wielka Sobota.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;[B] A ja mam baranka cukrowego!!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;[K] A ja mam zielone jaja!!!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Monolog pikantny z cyklu: "A ty będziesz". W rolach głównych: jam (jako odbiorca monologu) oraz mój Młodszy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;- A ty będziesz pieprzem. Dobla? I będziesz pieprzył wilki. Nosem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;font-size:130%;" &gt;Dialog z cyklu: "Dokończ zdanie/wyraz". Postaci jw. Element edukacyjny wywołujący dyskusję&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;font-size:130%;" &gt; "Poradniczek Gabrysi i Kajtka.              Jedzenie i świętowanie." Joanny Krzyżanek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;font-size:130%;" &gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;font-size:130%;" &gt;- Szymek, no sam widzisz, że nie można jeść tylko i wyłącznie kotlecików, cheeriosów i czekoladki.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt; Od czasu do czasu trzeba zjeść troszkę owoców i wa... wa...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;- Wanilii!?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;A na koniec w rozmowach zagości mój Teść i jego tłumaczenie (na moją prośbę) pewnych swoich koligacji rodzinnych.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;- Ona pochodzi z XXX. Bo wiesz, babcia XXX i wujek XXX to były siostry.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Mina i śmiech teściowej - bezcenne.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-5979001123964926062?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/5979001123964926062/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=5979001123964926062' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5979001123964926062'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5979001123964926062'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/05/rozmowy-niekontrolowane-cz13.html' title='Rozmowy (nie)kontrolowane cz.13'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-2455499500962249368</id><published>2011-05-06T13:32:00.003+02:00</published><updated>2011-05-06T13:55:39.307+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Klin" Joanna Chmielewska</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify; font-family: times new roman;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-Yjinqcv8iVA/TcPg2X-oNDI/AAAAAAAAENA/bRfWo56ZSUs/s1600/klin.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 128px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Yjinqcv8iVA/TcPg2X-oNDI/AAAAAAAAENA/bRfWo56ZSUs/s200/klin.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5603569586133283890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W ramach poprawiania sobie humoru zwarzonego zwykłymi życiowymi upierdliwościami oraz zepchniętego w kąt przy pomocy dołujących lektur, postanowiłem zrobić sobie repetesilwuple, ja mawiała pani od francuskiego i przypomnieć cykl o Joannie autorstwa pani Chmielewskiej. I mimo, że “Klin” jawił się resztkom mojej dziurawej pamięci jako “mocno taki sobie”, tom przecie człowiek sumienny i nie będę w serii dziobał jak jaka kura. Więc zacząłem. Od początku.&lt;br /&gt;Od razu powiem, że Joanna drażni mnie niemożebnie swoim egocentryzmem, który dziś określa się raczej jako pewność siebie i asertywność. Na szczęście wszystkie zgrzyty z tym związane rekompensuje swoim totalnym zakręceniem, w gorącej wodzie kąpaniem i niestandardowymi pomysłami rozwiązywania różnych spraw. No i inteligencją, oczywiście. Bo ładna buźka i drugorzędowe cechy płciowe, ładną buźką i drugorzędowymi itd., ale jednak kobitka z głową na karku to jest to.&lt;br /&gt;I cóż ta Joanna takiego robi? Okazuje się, że niby niewiele, bo, summa summarum, akcja sprowadza się do siedzenia bohaterki w domu i odbierania przez nią dziwnych telefonów. Całe szczęście młyn jaki z tej, z pozoru niewinnej, czynności wynika, przyćmiewa nawet ten nad Flossą. A wszystko przez to, że zaniedbana przez mężczyznę kobieta postanawia użyć metody “klin, klinem” i umawia się z przystojnym nieznajomym. Cóż, gdyby spytała mnie o radę powiedziałbym, że z doświadczeń młodości wynika mi jedno: skutkuje, ale do czasu, bo kiedyś klinowanie trzeba przerwać i chwila ta nigdy nie jest miła*.&lt;br /&gt;“Klin” jest przykładem na to, że dobrą książkę rozrywkową można stworzyć pisząc o siedzącej w chałupie, na du@#$fotelu, kobietce. Wystarczy dać jej aparat telefoniczny, kilku znajomych, którzy zgodzą się wziąć udział w joanninych wariactwach, delikatnie doprawić ją wścibstwem i tajemniczym składnikiem ze słoika z etykietą “pierwszy stopień do piekła” i voila, groch z kapustą gotowy. I choć daleko mu do najlepszych części serii, to po powtórnej lekturze kasuję “mocno”, zostawiając “taki sobie”, bo “Klin” naprawdę nieźle poprawił mi humor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;*Oczywiście odnoszę się tu do metody jako takiej i piszę o kilkudniowych ciągach alkoholowych, a nie randkach z nieznajomymi facetami.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na zachętę &lt;a href="http://www.chmielewska.art.pl/bibliografia/klin.html"&gt;sposób Joanny&lt;/a&gt; na sprawdzenie czy ukochany jest u siebie. Osobiście po prostu bym zadzwonił, ale ja truskawki cukrem ...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-2455499500962249368?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/2455499500962249368/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=2455499500962249368' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2455499500962249368'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2455499500962249368'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/05/klin-joanna-chmielewska.html' title='&quot;Klin&quot; Joanna Chmielewska'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Yjinqcv8iVA/TcPg2X-oNDI/AAAAAAAAENA/bRfWo56ZSUs/s72-c/klin.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-1671783710627527670</id><published>2011-05-04T21:49:00.002+02:00</published><updated>2011-05-04T21:56:25.931+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Opowiadania kołymskie" Warłam Szałamow</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://4.bp.blogspot.com/-6eJsmF_iI4I/TcGuB2xh32I/AAAAAAAAEMo/hm69EiujkS4/s1600/kolymskie.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 135px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-6eJsmF_iI4I/TcGuB2xh32I/AAAAAAAAEMo/hm69EiujkS4/s200/kolymskie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5602950758331965282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Ze wspomnieniem prozy Warłama Tichonowicza Szałamowa spotkałem się bodajże podczas lektury którejś z książek Mariusza Wilka (swoją drogą też &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/search?q=mariusz+wilk"&gt;polecam&lt;/a&gt;). Z tego co moja pamięć kojarzy, autor stawiał twórcę “Opowiadań kołymskich” wyżej niż Herlinga - Grudzińskiego i Sołżenicyna. Czy słusznie? A kimże ja jestem, by sądzić? Jedno wiem na pewno. Bez względu na miejsce jakie zbiór Szałamowa zajmuje na podium literatury łagrowej, obraz sowieckiego systemu obozów, który wyłania się z kart opisywanej książki jest dla czytającego… miażdżący?, powalający?, nie poddający się ocenom?, niezrozumiały? nie do ogarnięcia?. A może po prostu człowiek nie wymyślił jeszcze właściwego słowa na określenie GUŁagu, najgorszego ze skurwysyństw jakie zafundował zwykłym mieszkańcom ZSRR jeden z najbardziej krwawych i nieludzkich totalitaryzmów?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Od czego by tu zacząć? Może od tego, że książkę sobie dawkowałem, bo każde jej wzięcie do ręki było jak skok na bańkę prosto do szamba, a każde odłożenie, jak wejście do raju. Raju, w którym otwiera się chlebak, bierze białą bułkę i je odgryzając solidne kęsy, a nie jak na Kołymie, ssie 0,5 kg (jeśli się miało szczęście) dziennej racji czarnego chleba z nie wiadomo czego. Raju, w którym nieopatrznie wypowiedziane zdanie może co najwyżej wkurzyć obgadywanego (jeśli się dowie), a nie skutkuje 10-letnim wyrokiem, “domiarem”, w przypadku gdy dowie się o nim naczalstwo (zawsze się dowiaduje). Mógłbym jeszcze długo porównywać i punktować różnice między tu i teraz, a tam i wtedy, ale po co? Posłuchajcie lepiej faceta, który w sztolniach, lasach, łagrowych wyrobiskach i innych równie “ciekawych” miejscach dalekiej Północy przeżył 18 lat. Od niego usłyszycie o 60 stopniowych mrozach, szczuciu “błatnych” - kryminalistów na inteligentów, “wrogów ludu”, osadzonych z 58 paragrafu, o dochodiagach i maestrii posługiwania się taczką, o kanibalizmie i innych sposobach na przeżycie oraz tysiącu innych spraw, tworzących obraz stalinowskiej machiny śmierci.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;A! Jeszcze jedno. Wybaczcie Szałamowowi powtórzenia pewnych historii i nieścisłości, bo tego po przeżyciu horroru Kołymy uniknąć się nie da. Pamięć lubi płatać figle ludziom, którzy nie mają za sobą promila tego co autor. Po prostu dajcie się porwać autorowi w sam środek piekła i spędźcie w nim czas potrzebny na przeczytanie 700 stron. Te kilkanaście godzin utkwi w Waszej pamięci na długo. Cóż, kończę, bo nawet pisać o “Opowiadaniach …” jest cholernie ciężko.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-1671783710627527670?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/1671783710627527670/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=1671783710627527670' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/1671783710627527670'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/1671783710627527670'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/05/opowiadania-koymskie-waram-szaamow.html' title='&quot;Opowiadania kołymskie&quot; Warłam Szałamow'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-6eJsmF_iI4I/TcGuB2xh32I/AAAAAAAAEMo/hm69EiujkS4/s72-c/kolymskie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-5610234165725222708</id><published>2011-04-29T09:41:00.004+02:00</published><updated>2011-04-29T09:55:18.205+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stare [Przeczytane]'/><title type='text'>"Atlantyk - Pacyfik" Melchior Wańkowicz</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://3.bp.blogspot.com/-FjQ8ZSq795Q/Tbpsnl6s9-I/AAAAAAAAEMU/hlr9OhtZR4w/s1600/atlantyk.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 129px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-FjQ8ZSq795Q/Tbpsnl6s9-I/AAAAAAAAEMU/hlr9OhtZR4w/s200/atlantyk.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5600908514037659618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;&lt;br /&gt;Najpierw był wpis &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: times new roman;" href="http://mcagnes.blogspot.com/2011/04/o-blogu-habent-sua-fata-libelli-i-nie.html"&gt;Agnes&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt; na temat czytania zapomnianych, książkowych "staruszków", a potem notka &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: times new roman;" href="http://smietankaliteracka.blox.pl/2011/04/Atlantyk-Pacyfik.html"&gt;bsmietanki&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt; o "Atlantyku ...". Stąd zaś już tylko krok do sprawdzenia czy ja tu o Wańkowiczu pisałem i delikatny pąsik na pysku, że jednak nie. A przecież coś było ... Szybkie poszukiwania na stronie &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: times new roman;" href="http://prk.artserwis.pl/"&gt;prk&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;, gdzie leżakuje troszkę moich staroci i oto jest:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;"Atlantyk - Pacyfik" to zebrany w jedną całość zbiór felietonów, które powstały podczas podróży Wańkowicza i jego żony z Wschodniego na Zachodnie Wybrzeże oraz podczas ich późniejszego pobytu w fundacji Hartforda (fundacji wspomagającej pracę twórczą artystów, w tym pisarzy), która była celem owej długiej (kilka tysięcy kilometrów) podróży.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Czyta się tę książkę znakomicie, bo Wańkowicz, mimo kilku zacukań, kiedy to próbuje pisać bardzo górnolotnie i nad wyraz mądrze, styl ma potoczysty, a język giętko-cięty. Wraz z nim poznajemy USA lat pięćdziesiątych, a ponieważ autor podróżuje w sposób, który pozwala mu jak najwięcej obejrzeć (choć&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;niekoniecznie logiczny), mamy okazję zwiedzić wraz z nim prawie wszystkie stany południowe i poznać ich specyfikę. Dodatkowym atutem jest filtrowanie spostrzeżeń przez pryzmat "Polaka na obczyźnie" i duża ilość "poloników". Można by się czepiać, że niemożliwe jest by wszyscy rozmówcy pana Melchiora dysponowali tak olbrzymią wiedzą statystyczną, on sam jednak przyznaje, iż czasem zdarzyło mu się konfabulować, wkładając gusowskie dane w przygodne usta. Należy mu jednak ten zabieg wybaczyć, gdyż książka zyskuje na tym&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;poznawczo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Poza tym największym plusem jest próba wyjaśniania ówczesnemu (lata 60-te), polskiemu czytelnikowi pewnych rzeczy związanych ze Stanami, które dzisiaj znamy z własnego zamerykanizowanego podwórka. Uśmiech mój budziło tłumaczenie słowa "sucker" jako "osesek", podczas gdy obecnie nabrało trochę bardziej pejoratywnego znaczenia. Przykłady można by mnożyć.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Jednym słowem - polecam. Po pierwsze, dobra zabawa. Po drugie, można zauważyć wiele podobieństw między USA lat 50., a dzisiejszą Polską (Wańkowicz opisuje np. coś na kształt bookcrossingu). Po trzecie, za&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;świetne uważam opisy relacji mąż - żona, których autor nam nie szczędzi. Po czwarte ... A może już wystarczy?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-5610234165725222708?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/5610234165725222708/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=5610234165725222708' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5610234165725222708'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5610234165725222708'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/04/atlantyk-pacyfik-melchior-wankowicz.html' title='&quot;Atlantyk - Pacyfik&quot; Melchior Wańkowicz'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-FjQ8ZSq795Q/Tbpsnl6s9-I/AAAAAAAAEMU/hlr9OhtZR4w/s72-c/atlantyk.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-3388309203054124132</id><published>2011-04-28T12:39:00.003+02:00</published><updated>2011-04-28T12:45:53.414+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Tchnienie grozy" wybór Wojciech Żukrowski</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify; font-family: times new roman;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-cB3KBScI-PA/TblELa_eHII/AAAAAAAAEMM/AQpXB72Av4E/s1600/tchnienie.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 130px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-cB3KBScI-PA/TblELa_eHII/AAAAAAAAEMM/AQpXB72Av4E/s200/tchnienie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5600582574626708610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;„Pozwólcie, że Was zaproszę na seans z duchami, posłuchacie niezwykłych opowieści, a może i za Wami coś się pojawi i zechce lodowatym tchnieniem owiać kark”&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;- z przedmowy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Nie wiem jak to jest, ale jeśli tylko w amerykańskim filmie jest scena obozowa, to nie może się ona obejść bez tradycyjnego, wieczornego ogniska, połączonego z opiekaniem pianek (sic!) i opowiadaniem mrożących krew w żyłach historyjek. Widać taki folklor. W każdym bądź razie ja ze swoich kolonijnych czasów nie kojarzę takich atrakcji (z wyjątkiem ogniska). A szkoda, bo &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ghost stories&lt;/span&gt; lubię i chętnie bym w takiej nocnej nasiadówce wziął udział. Aha, tych, którzy mi zaczną wywlekać historię z czarną wołgą informuję, że jedna wołga tradycji nie czyni.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Ok, załóżmy zatem, że trafiłem na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;camp&lt;/span&gt;, siedzę przy ichniejszej watrze i wszyscy wlepiają we mnie oczy, bo to ja mam dziś sprawić, że twardziele zbledną, kujony będą piszczeć, a czirliderki pomdleją. Co robię? Na pewno nie sięgam po zbiorek nowel “Tchnienie grozy” w wyborze i z przedmową Wojciecha Żukrowskiego. Dlaczego? - spytacie. - Przecież groza ma być! No tak, ale w tej książce jest to groza nostalgiczna, zagubiona we mgle Londynu czy na brytyjskiej prowincji, snująca się po parkowych alejkach i delikatnie podnosząca włoski na karku. W młodych ludziach wychowanych na wszelkich “masakrach” i inszych Krugerach wzbudziła by jedynie śmiech. Słowem, nie nadaje się.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Całe szczęście jestem panem w średnim wieku i moje gusta w dziedzinie opowieści niesamowitych nie przekładają się na ilość wytarganych ofierze flaków. Wolę klimat, wolę suspens, wolę zgrabną woltę i błyskotliwe, czasem nawet zaskakujące (acz rzadko), zakończenie. I to wszystko znalazłem właśnie w zbiorku przetłumaczonym przez pana Tadeusza Malanowskiego. Wśród nazwisk m.in. Roald Dahl, Shirley Jackson. Wśród tematów: opętania, tajemnicze zabójstwa, duchy i wiele innych interesujących pomysłów na straszenie.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Jeśli macie zatem ochotę na klimatyczne historyjki, które kiedyś oficjalnie uznawano za niegodne miana literatury, a tak naprawdę nawet najtęższe głowy czytały je &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;po kątach &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;z wypiekami na twarzy - zapraszam. Trącą troszkę myszką, ale uwierzcie, są o wiele lepsze niż bezmyślna rąbanka, która zalewa nas współcześnie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-3388309203054124132?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/3388309203054124132/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=3388309203054124132' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3388309203054124132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3388309203054124132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/04/tchnienie-grozy-wybor-wojciech.html' title='&quot;Tchnienie grozy&quot; wybór Wojciech Żukrowski'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-cB3KBScI-PA/TblELa_eHII/AAAAAAAAEMM/AQpXB72Av4E/s72-c/tchnienie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-1306191044660727343</id><published>2011-04-22T11:09:00.003+02:00</published><updated>2011-04-22T11:18:21.073+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Ksiązecki]'/><title type='text'>"Wielkanoc w Kisielicach Małych" Joanna Krzyżanek</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://4.bp.blogspot.com/-cGjL75t9RAM/TbFGYD7Ij9I/AAAAAAAAEL0/DpUumj4Q_98/s1600/wielkanoc-w-kisielicach.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 199px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-cGjL75t9RAM/TbFGYD7Ij9I/AAAAAAAAEL0/DpUumj4Q_98/s200/wielkanoc-w-kisielicach.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5598333190982373330" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Już przed rokiem chciałem napisać o tej wspaniałej książce, ale jak to zwykle bywa … Zauważyliście słowo “wspaniałej”? To dobrze, bo o to chodziło. Oprócz tego bowiem, że książeczka jest świetna (o czym za chwilę), to jest też szerszemu gronu odbiorców nieznana. Po czym wnoszę? Ot, choćby po tym, że w &lt;a href="http://www.biblionetka.pl/"&gt;biblioNETce&lt;/a&gt; widnieje przy niej tylko jedna ocena. Moja. A szkoda, bo w zalewie wielce kolorowych i równie miałkich książeczek z bohaterami popularnych kreskówek i skandynawskich “przeszczepek” poruszających najbardziej wymyślne problemy współczesnej cywilizacji, brakuje na dziecięcych półeczkach pozycji pielęgnujących rodzime tradycje. Wydawnictwo Diecezjalne w Sandomierzu publikując “Wielkanoc w Kisielicach Małych” doskonale tę lukę wypełnia, a rodziców, dla których religia jest &lt;span style="font-style: italic;"&gt;passé&lt;/span&gt;, uspokajam - “diecezjalne” w nazwie wydawnictwa nie oznacza, że z tekstu wyskoczą na Was zdania typu: “jak nie poświęcisz jajek, to zabierze cię diaboł”.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Obyczaje, obrządki, tradycje związane ze Świętami Wielkiej Nocy powoli odchodzą w zapomnienie. Dla wielu rodzin okres Wielkiego Tygodnia, to czas wolny od pracy, spędzany na zasadzie tzw. długiego weekendu z kilkoma dodatkowymi atrakcjami w postaci, np. zlewania znajomych osób butlą “Pani Walewskiej” czy innego Diora. Ze zgrozą spostrzegam, że i moją gromadkę można zaliczyć do tego, rosnącego z roku na rok, stadka. Mam jednak nadzieję, że lektura “Kisielic” i moje silne postanowienie poprawy sprawią, że w przyszłym roku będzie lepiej i kolejne Święta będę wspominał z takim samym sentymentem jak robią to babcia Antonina i dziadek Antoni.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;No właśnie, bo motorem napędowym małej wioski jest, wyżej wspomniana, para dziarskich staruszków. Obydwoje są skarbnicą wiedzy, ostoją tradycji i nieprzebranym źródłem pomysłów jeśli chodzi o świetną zabawę, kulinaria (przewaga babci) i rękodzieło (górą dziadek). Kolejne rozdziały - wspomnienia, to takie mydło - powidło. Pobrzmiewają w nich informacje o religijnej stronie Świąt (dziadek, który zapomniał o Środzie Popielcowej, dopomina się rogalików na śniadanie), a każdy okraszony jest zabawną historyjką i przepisem na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;coś&lt;/span&gt;. Może to być pyszny sernik albo maślane baranki, albo inne &lt;span style="font-style: italic;"&gt;coś&lt;/span&gt;, które rodzicom sprawnym manualnie pozwoli na wspólną, radosną twórczość z dzieckiem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Nie wiem co jeszcze napisać na zachętę. Może to, że lektura wzbudziła we mnie chęć przeprowadzki do takich Kisielic, gdzie wszystko jest po staremu, a ludzie są sobie jakoś bliscy (a jak nie, to nasi dziadkowie coś z tym zrobią) i nie gonią, diabli wiedzą za czym. Może to, że Antoni i Antonina stali się pewnym surogatem moich własnych Dziadka i Babci, którzy coraz bardziej zacierają się w mojej pamięci. Może to, że fajnie zdobią książkę proste, trochę muminkowate ilustracje Marcina Cisła i duże fotografie dzieł wykonanych przez staruszków. A może … po prostu weźcie pociechy pod pachę i poczytajcie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;PS. &lt;a href="http://rodzinna.pl/wielkanoc-kisielicach-malych-p-2666.html"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tu&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; można zobaczyć kawałek środka. I nie, nie jestem związany z zalinkowaną księgarnią :)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-1306191044660727343?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/1306191044660727343/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=1306191044660727343' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/1306191044660727343'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/1306191044660727343'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/04/wielkanoc-w-kisielicach-maych-joanna.html' title='&quot;Wielkanoc w Kisielicach Małych&quot; Joanna Krzyżanek'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-cGjL75t9RAM/TbFGYD7Ij9I/AAAAAAAAEL0/DpUumj4Q_98/s72-c/wielkanoc-w-kisielicach.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-7845770362163850671</id><published>2011-04-21T10:43:00.006+02:00</published><updated>2011-04-21T13:23:09.189+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Nieprzeczytane]'/><title type='text'>"Ogień przy drodze" Tadeusz Zubiński</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://2.bp.blogspot.com/-C5-fRHuDZCI/Ta_umNisgYI/AAAAAAAAELs/oVHWUNF3FXM/s1600/ogienzubinski.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 126px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-C5-fRHuDZCI/Ta_umNisgYI/AAAAAAAAELs/oVHWUNF3FXM/s200/ogienzubinski.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597955202082439554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Prosty ze mnie człek, więc w swoich literackich wędrówkach staram się omijać “strumienie świadomości”, “zabawy formą” czy inne “fantasmagoryczno - oniryczne” cosie. Po prostu gubię się w nich, sensu odnaleźć nie mogę, a jeśli już odnajduję, wymaga to ode mnie takiego wysiłku, że wolę zrezygnować z lektury. Wiem, wiem. Dobra literatura wymaga wysiłku, ale pozwólcie, że ja będę zwolennikiem prostej, literalnej, choć wcale nie mniej wymagającej, prozy, a szerokim łukiem obchodził będę eksperymenty. Nie wszystkie, rzecz jasna, bo czasem przekaz jest dla mnie na tyle istotny, że machnę ręką, zacisnę ręką i przebiję się przez takie poplątanie sznurka z ogórkiem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;O dziwo, wszystko to, o czym wyżej pisałem nie ma zastosowania w przypadku opisywanej pozycji. “Ogień przy drodze” jest bowiem klasyczną powieścią, która z epickim rozmachem, na przykładzie dziejów polsko - ukraińskiej rodziny Winnickich, zamieszkującej Hallerówkę, małą podolską osadę, omawia trudne czasy II wojny światowej i konflikty narodowościowe, które “podpaliły” wówczas pogranicze.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Czemu zatem służy wstęp do tej notki? Ano temu, że czasem styl stoi na przeszkodzie w przeczytaniu książki. Bo mimo, że “Ogień …” to zwykła proza, bez nowoczesnych udziwnień, a tematyka naprawdę interesująca, nie dałem mu rady. I od razu mówię, nie chodzi mi o same opisy, których, lojalnie uprzedzam skrzywionych przez lektury obowiązkowe, jest sporo, ale o fakt nadużywania w nich przymiotników, przysłówków i, czego strasznie nie lubię, porównań. Te wszystkie: “jak &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-family:times new roman;" &gt;coś tam&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;”, “jakby &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-family:times new roman;" &gt;coś innego&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;” i “niczym” oraz zdanie na którym się potknąłem i już nie podniosłem: &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-family:times new roman;" &gt;“Czapa obszyta czarnym, króciutkim barankiem, przypominającym owłosienie łonowe brunetki (...)”&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;... Nie to żebym miał coś przeciwko brunetkom czy ich intymnym fryzurom (no, chyba że mowa o mega “bobrze” à la lata ‘70), ale, pardąsik, nie pasuje mi to do tej książki. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Jeśli zatem jesteście przygotowani na zmierzenie się z taką właśnie formą prowadzenia narracji, a to co mnie od książki odepchnęło, Was do niej przyciąga, czytajcie. Możecie bowiem doświadczyć tych wszystkich wzruszeń, które zawarte są w treści poza pierwszą setką stron, a które tak ładnie opisała u siebie &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: times new roman;" href="http://slowemmalowane.blogspot.com/2010/06/tadeusz-zubinski-ogien-przy-drodze.html"&gt;montgomerry&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;. Ja poległem, mimo nader interesującego wątku Gór Świętokrzyskich. Mam jednak ochotę na jeszcze jedną książkę Autora, bo jej lektura da mi odpowiedź, czy ten styl jest dla niego symptomatyczny.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Znalazłem darmowy &lt;a href="http://images.nexto.pl/upload/publisher/Zysk/public/zysk-ogien_przy_drodze_demo.pdf"&gt;fragment&lt;/a&gt;, na którym można przetestować swoją kompatybilność z książką.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-7845770362163850671?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/7845770362163850671/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=7845770362163850671' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7845770362163850671'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7845770362163850671'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/04/ogien-przy-drodze-tadeusz-zubinski.html' title='&quot;Ogień przy drodze&quot; Tadeusz Zubiński'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-C5-fRHuDZCI/Ta_umNisgYI/AAAAAAAAELs/oVHWUNF3FXM/s72-c/ogienzubinski.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-3084149398429868467</id><published>2011-04-16T10:05:00.006+02:00</published><updated>2011-04-16T17:47:41.463+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Straż! straż!" Terry Pratchett</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://3.bp.blogspot.com/-rElvAhDa4oY/TalN5YVyX4I/AAAAAAAAELk/mXf29dcRGr8/s1600/straz.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-rElvAhDa4oY/TalN5YVyX4I/AAAAAAAAELk/mXf29dcRGr8/s200/straz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5596089660166266754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Szpital to nie jest miejsce, gdzie człowiek z chęcią wczytuje się w literaturę tzw. ciężką, bo sam ma dostatecznie ciężko. Toteż kiedy pani laryngolog powiedziała mi, że przyjdzie poleżeć, od razu zdałem sobie sprawę, że chwycone w pośpiechu “Dziewczyny z Portofino” to niekoniecznie dobry wybór i zadzwoniłem do Kitka z prośbą o dostarczenie strawy podnoszącej na duchu. Moja Kochana Żona prośbę spełniła w dwójnasób i przytaszczyła termos rosołku i “Straż! straż!” Pratchetta. W ostatecznym rozrachunku okazało się, że częsty i głośny śmiech jest w przypadku ropnia okołomigdałkowego nieszczególnie zalecany, ale i tak nie żałuję, bo powrót do Amkh-Morpork dał mi wysokoenergetycznego kopa i był świetnym remedium na kontakt z marnością polskiego lazaretu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Pamiętacie: “Mam tu smoka i nie zawaham się go użyć!”? No to właśnie o tym jest “Straż …”. A właściwie o tym i o Marchewie Żelaznymwładssonie. No, ale zacznijmy od smoka, który przywołany przez żądnego władzy przydupasa lokalnego władcy i jego inteligentnych inaczej pomocników, pustoszy Ankh-Morpork. I jeśli przyzwyczajeni jesteście do supermądrych bestii, mówiących głosem Seana Connery, to lojalnie uprzedzam, możecie się zdziwić. Smok ze “Straży …” to kawał prawdziwego sukinkota. Ale w końcu: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;“Smoki powinny być okrutne, chytre, nieczule i straszne. (...) coś ci powiem (...) Smoki nigdy nie paliły na stosie, nie torturowały, nie rozpruwały na kawałki i nie nazywały tego moralnością.”&lt;/span&gt; Prawda, że można gada nie lubić, ale trudno nie przyznać mu racji? Ok, zatem temat smoczy uznaję za udany i choćby dla niego warto ten konkretny tom ŚD przeczytać. Ale, ale. Pozostaje jeszcze Marchewa. Wyobraźcie sobie charakter Nowego z “Psów”, czyli literalnie trzymającego się prawa żółtodzioba w szeregach służb porządkowych, zapakowany (charakter znaczy) w ciało Pudziana, dla którego ktoś wykonał opcję &lt;span style="font-style: italic;"&gt;resize&lt;/span&gt; w szerz, razy, powiedzmy, trzy. Ot, Marchewa właśnie. Przybywa do Ankh* z krasnoludzkich kopalni, gdzie był wychowywany jako podrzutek i od pierwszych dni służby, z siłą wodospadu, chroni i służy, wywołując swym entuzjazmem ostre stany migrenowe swojego szefa, komendanta Vimesa.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Niech więc sobie złe języki gadają, że PTerry jest be, a dowcip jego płaski jak powierzchnia powołanego przez niego do życia Dysku. Mnie to lata, jak mawiali starożytni Rzymianie, koło culusa. Dla mnie w jego książkach jest fan, jest inteligentne żonglowanie symbolami i kalkami popkultury i kultury wysokiej, są świetne postacie i niebanalne przypisy. Ja na Dysku po prostu czuje się świetnie, a już przenosiny ze szpitalnej sali, wprost do Ankh-Morpork... poezja. Choć zapach, niestety, podobny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;* "Pokonał pięćset mil i - co zaskakujące - droga przebiegła mu całkiem spokojnie. Ludzi mających sporo powyżej sześciu stóp wzro­stu i prawie tyle samo w barach rzadko spotykają w drodze jakieś przygody. Najwyżej jacyś obcy wyskakują czasem na nich zza skał, a potem mówią niepewnym tonem:&lt;br /&gt;- Eee... przepraszam. Wziąłem pana za kogoś innego."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-3084149398429868467?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/3084149398429868467/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=3084149398429868467' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3084149398429868467'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3084149398429868467'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/04/straz-straz-terry-pratchett.html' title='&quot;Straż! straż!&quot; Terry Pratchett'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-rElvAhDa4oY/TalN5YVyX4I/AAAAAAAAELk/mXf29dcRGr8/s72-c/straz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-6679656516445507123</id><published>2011-04-13T17:38:00.002+02:00</published><updated>2011-04-13T17:42:08.288+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Spod lady]'/><title type='text'>Spod lady po raz szósty ...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;... otrzymuje:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://3.bp.blogspot.com/-B0wCKHdKeJ8/TaXDkRfuwxI/AAAAAAAAELc/pzseE2yWj7g/s1600/wyniki6.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 182px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-B0wCKHdKeJ8/TaXDkRfuwxI/AAAAAAAAELc/pzseE2yWj7g/s200/wyniki6.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5595093140016907026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Wiem, wiem, przetrzymałem. Ale wynik jest? Jest! A o to przecież chodziło. Agatę proszę o dane do wysyłki na bazyl3@go2.pl. Gratuluję.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;PS. Gwoli wyjaśnienia, chodziło mi o te takie kolczaste krzewy (?), które kulają się po prerii w westernach i innych takich, celem podkreślenia jakie to zadupie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-6679656516445507123?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/6679656516445507123/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=6679656516445507123' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6679656516445507123'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6679656516445507123'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/04/spod-lady-po-raz-szosty_13.html' title='Spod lady po raz szósty ...'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-B0wCKHdKeJ8/TaXDkRfuwxI/AAAAAAAAELc/pzseE2yWj7g/s72-c/wyniki6.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-5530293394425744918</id><published>2011-04-12T13:52:00.004+02:00</published><updated>2011-04-12T14:23:00.460+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Ksiązecki]'/><title type='text'>"Zbyszko z Murowańca" Tomasz Michałowski</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://3.bp.blogspot.com/-VeRh2Eoo7W4/TaQ9YSxbpRI/AAAAAAAAEK8/qc7qzkkcWzs/s1600/zbyszko.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-VeRh2Eoo7W4/TaQ9YSxbpRI/AAAAAAAAEK8/qc7qzkkcWzs/s200/zbyszko.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5594664124666324242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Jest w życiu małego faceta czas piracki, czas strażacki, czas rajdowy, ale przychodzi też chwila na czas rycerski. Czas fascynacji tym czy innym zajęciem, aktywuje zazwyczaj jakieś wydarzenie w życiu młodzieńca, ot, choćby na przykład wzięcie udziału w turnieju rycerskim, który rozgrywa się w scenerii położonego niedaleko zamku. A potem to już z górki: zbroja, miecz, tarcza, dzielny rumak (mój kręgosłup wciąż pamięta), piękna księżniczka, wredny smok i cała masa innych utensyliów (sorki księżniczki) niezbędnych w rycerskim fachu. No i lektura, bo rycerz nie może być kiep i nic o sobie, i innych, zakutych w złom facetach, nie wiedzieć. I mimo, że zakupiona jakiś czas temu tarcza, kurzy się w kącie, a &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/2010/11/grunwald-1410-ukasz-libiszewski.html"&gt;książeczka o Grunwaldzie&lt;/a&gt; wypadła z top ten, to jednak pozycje o dzielnych wojach wciąż są w cenie. Przykład? Proszę bardzo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Tomasz Michałowski stworzył postać Zbyszka, syna kowala i cukierniczki, który wychowuje się w średniowiecznym grodzie, Murowańcu, i marzy o tym, by zostać jednym z wojaków księcia Jana III …, a nie, nie, tego na S, a Lękliwego. Bo cała, rozpisana na kilka rozdziałów, historia, mimo że korzysta z odwołań do znanych nam dziejów (np. Krak przestrzega Jana przed smokiem), rozgrywa się gdzieś obok. Fajne to, bo młodzież się cieszy, że wie o co chodzi (Wawel, Wanda co nie chciała Niemca), a stary się cieszy, bo też wie o co chodzi, tylko na innym poziomie (wrogiem Jana jest Bruner von Barbarossa, do którego w chwili irytacji ten pierwszy zwraca się: “Bruner, ty świnio!”). Niby mała rzecz, a cieszy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;No dobrze, ale przecież to notka o książce dla dzieci, więc skupmy się na tym co dla nich, a nie dla starych pryków, ważne. Tekst jest wpleciony w całostronicowe ilustracje, co jest dużym plusem, bo z czytelniczego rytuału ruguje, mnie osobiście denerwujące, sięganie żeby zobaczyć obrazki na kolejnych stronach. Same zaś ilustracje, autorstwa Frédérica Tessiera*, świetnie uzupełniają treść, a mnie podeszły ze względu na pewne podobieństwo do serii “Było sobie …”, choć oczywiście mój niefachowy wzrok może się mylić. Poza tym jest w tej książce wszystko, co być powinno: zamek, smok, księżniczka, trolle, niebezpieczne wyprawy, olbrzym, oblężenie, czarodziej (cóż z tego, że młodociany), a wszystko to podlane wielką chochlą humoru. Jest tu też miejsce na przyjaźń i mnóóóóstwo dobrej zabawy, która jest udziałem grupki małolatów. Podobało się zarówno pięcio-, jak i prawie trzylatkowi, więc można rzec, że to księga wręcz międzypokoleniowa. Warto!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;* W książce zastosowano swoisty recykling artystyczny wykorzystując ilustracje wcześniej użyte w wydanej we Francji książce “Colin de Muraille” Daniela Jorisa, która, żeby było śmieszniej została przetłumaczona na polski i wydana u nas (z tą samą oprawą graficzną) jako “Jak Bartek chciał zostać rycerzem”. Zadziwiające!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-5530293394425744918?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/5530293394425744918/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=5530293394425744918' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5530293394425744918'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5530293394425744918'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/04/zbyszko-z-murowanca-tomasz-michaowski.html' title='&quot;Zbyszko z Murowańca&quot; Tomasz Michałowski'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-VeRh2Eoo7W4/TaQ9YSxbpRI/AAAAAAAAEK8/qc7qzkkcWzs/s72-c/zbyszko.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-8409443401850571487</id><published>2011-04-11T13:46:00.006+02:00</published><updated>2011-04-11T14:02:39.331+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[DKK]'/><title type='text'>"Wszystkie języki świata" Zbigniew Mentzel</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(51, 51, 51);"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-i22ODe_-CqY/TaLqsKvyenI/AAAAAAAAEK0/BnTrTceSEOk/s1600/wszystkie.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 138px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-i22ODe_-CqY/TaLqsKvyenI/AAAAAAAAEK0/BnTrTceSEOk/s200/wszystkie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5594291731667516018" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p style="margin-top: 0pt; margin-bottom: 0pt; text-align: justify; color: rgb(51, 51, 51);" id="internal-source-marker_0.12194781487311646"&gt;&lt;span style="background-font-weight:normal;font-style:normal;text-decoration:none;vertical-align:baseline;font-family:Times New Roman;font-size:130%;"  &gt;W  końcu Los darował sobie psikusy i pozwolił się spotkać naszej trójce.  Zapodaliśmy więc tradycyjną w takich razach herbatkę i pozwoliliśmy  sobie na niezbyt burzliwą wymianę poglądów na temat “Wszystkich języków  świata” Zbigniewa Mentzla.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-top: 0pt; margin-bottom: 0pt; text-align: justify; color: rgb(51, 51, 51);"&gt;&lt;span style="background-font-weight:normal;font-style:normal;text-decoration:none;vertical-align:baseline;font-family:Times New Roman;font-size:130%;"  &gt;Wydaje  mi się (i od razu zaznaczam, że może być to mylne wrażenie), że na  każdego w życiu przychodzi czas podsumowań. Chwila ta nie wybiera.  Bohatera książki dopada pewnego dnia po przebudzeniu, a impulsem do  wspomnieniowej podróży, w której weźmiemy podczas lektury udział, jest  przejście ojca Zbyszka (narrator) na emeryturę. Ta cezura uruchamia w  pamięci mężczyzny “podgląd” szeregu obrazów z dzieciństwa i młodości.  Dzięki temu mamy okazję poznać inteligencką rodzinę, która próbuje  poradzić sobie zarówno z życiem w jedynym słusznym ustroju, jak i ze  swoimi osobistymi problemami. Poznajemy żyjącą wspomnieniami o  narzeczonym, który zginął podczas wojny oraz ambicjami by jej syn był  kimś, matkę. Oglądamy ojca, który żyje według swoich zasad,  pozwalających mu nie rzucać się w oczy władzy. Wreszcie śledzimy losy  samego Zbyszka, który by coś chciał, ale za cholerę nic nie może:  nauczyć się języków, napisać książki, znaleźć partnerki.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-top: 0pt; margin-bottom: 0pt; text-align: justify; color: rgb(51, 51, 51);"&gt;&lt;span style="background-font-weight:normal;font-style:normal;text-decoration:none;vertical-align:baseline;font-family:Times New Roman;font-size:130%;"  &gt;“Wszystkie  …” można odebrać albo jako pokaz slajdów z życia warszawiaka (w PRLu i  po jego upadku), albo jako metaforyczną powieść o wyrażaniu, czy też  braku możliwości wyrażenia, samego siebie. Pierwsza opcja sprawia, że  książka wlatuje jednym okiem, a wylatuje drugim, bo te obrazki znamy  (piszę o naszej trójce) z innych książek czy też z opowieści znajomych.  Problemy z dokwaterowaną sublokatorką, wczasy pracownicze co rok w tym  samym miejscu, łapanie Wolnej Europy, szkolne akademia “z okazji”,  wiązanie końca z końcem, itd., opisane w tonie żartobliwego sentymentu,  nie wyróżniają się jednak niczym szczególnym wśród podobnych wspomnień.  Natomiast przebijające gdzieś między wierszami pytanie o to czy  znajomość języka/ów jest równoznaczna z tym, że ma się coś do  powiedzenia, warte jest roztrząsania.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-top: 0pt; margin-bottom: 0pt; text-align: justify; color: rgb(51, 51, 51);"&gt;&lt;span style="background-font-weight:normal;font-style:normal;text-decoration:none;vertical-align:baseline;font-family:Times New Roman;font-size:130%;"  &gt;Podsumowując,  niejako w stylu telewizyjnych show, jedna osoba była na nie, a dwie  wahały się czy uznać książkę za wartą polecenia. Jedna z nich, właśnie  pisząca te słowa, zmieniła w międzyczasie zdanie i jest na tak, choć  daleko jej do entuzjazmu. Młodszym czytelnikom da jednak powieść pana  Zbigniewa możliwość poznania realiów życia w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;tamtych&lt;/span&gt; czasach, dla  starszych zaś, będzie być może impulsem do próby “wypowiedzenia” samego  siebie, tak jak zrobił to w swej, na poły autobiograficznej, książce,  Autor.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-8409443401850571487?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/8409443401850571487/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=8409443401850571487' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/8409443401850571487'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/8409443401850571487'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/04/wszystkie-jezyki-swiata-zbigniew.html' title='&quot;Wszystkie języki świata&quot; Zbigniew Mentzel'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-i22ODe_-CqY/TaLqsKvyenI/AAAAAAAAEK0/BnTrTceSEOk/s72-c/wszystkie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-508251829476967461</id><published>2011-04-08T10:32:00.005+02:00</published><updated>2011-04-08T12:21:52.953+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Ksiązecki]'/><title type='text'>"Co tam u Ciumków?" Paweł Beręsewicz</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://3.bp.blogspot.com/-JBBhluRxoSk/TZ7Ilui04hI/AAAAAAAAEKk/x3hulk3bIIk/s1600/CotamuCiumkow.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 142px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-JBBhluRxoSk/TZ7Ilui04hI/AAAAAAAAEKk/x3hulk3bIIk/s200/CotamuCiumkow.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5593128337715552786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Rzadko zdarza mi się zazdrościć bliźnim dóbr doczesnych, ale od dawna obiektem moich zawistnych westchnień są talenty, którymi Pan Bócek obdarzył innych, a mnie był ich poskąpił. Chciałbym nie mieć dwóch lewych rąk i umieć tworzyć np. w drewnie, powołując do życia piękne meble. Albo rysować coś więcej niż pokraczne ludziki, które potrafi wyśmiać nawet pięciolatek. Albo śpiewać, ale tak by nie kaleczyć uszu postronnym słuchaczom. O, albo tworzyć rodzinne historie w sposób, w jaki robi to Paweł Beręsewicz! Grrr. Z jednej stronie maestria autora w tej dziedzinie działa mi na nerwy (też tak chcę!), z drugiej rad jestem, że spod jego pióra wychodzą kolejne książki o Ciumkach (i nie tylko), przy których głośnym czytaniu, zawsze paszczęki szczerzy cała moja familia.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Przygodę z wesołą rodzinką rozpoczęliśmy od “&lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/2011/02/wielka-wyprawa-ciumkow-pawe-beresewicz.html"&gt;Wielkiej Wyprawy&lt;/a&gt;”, czyli niejako “z partyzanta”, bo, jak się wkrótce okazało, książka jest środkową częścią cyklu. Ale nic to, bo zwiedzając z sympatyczną czwórką Prowansję, polubiliśmy jej członków na tyle, żeby zechcieć zapoznać się z pozostałymi tomami serii. I choć już za nami cała reszta (i czekamy na więcej), to zarówno ja, jak i Bartek, najmilej chyba wspominać będziemy otwierającą dzieje rodu książeczkę “Co tam u Ciumków?”. To od niej się bowiem tak naprawdę zaczęła się nasza ciumkomania i to do jej fragmentów najchętniej wracamy wieczorami.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Jak by tu zacząć (napisał Bazyl dwa akapity później)? Hmm … Ci z Was, którzy śledzą wpisy z mojej etykiety [Progenitura], niech wyobrażą sobie, że takie zabawne historie z życia opisuje ktoś, kto ma pisarski talent z prawdziwego zdarzenia. Ktoś, kto taką śmiesznotę - miniaturę przerobi na tryskający humorem sytuacyjnym, słownym i każdym innym, rozdział książki, przy którym pęka się ze śmiechu. Ktoś kto jest świetnym obserwatorem życia rodzinnego i umie wyłapać z niego to co najlepsze, najzabawniejsze. Kwintesencję rodzinności. Ktoś … No dobra, &lt;a href="http://www.pawelberesewicz.neostrada.pl/"&gt;Paweł Beręsewicz&lt;/a&gt;, którego dalsze dokonania na polu literatury dziecięcej moje zawistne oko będzie pilnie śledzić.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;A Wy dajcie sobie szansę posłuchania mądrości wujka od hondy (ulubieniec Bartka), historii przepychanek między rodzeństwem i rozbrajających nieporozumień na linii dzieci - rodzice. O ilustracjach nie wspominam, bo moje zdanie o nich nie zmieniło się od czasu "Wyprawy ...". Jeśli nie zarazicie się ciumkomanią, to ja wysiadam. Zresztą, żebym nie musiał w podsumowaniu nadużywać słów: osom, ekstra, super, hiper. etc. niech z otchłani netu przemówią sami Ciumkowie. O!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.ciumkowie.ovh.org/Books.php?Title_Link=Co_tam_u_Ciumkow?"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;Lista słów zakazanych.&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-508251829476967461?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/508251829476967461/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=508251829476967461' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/508251829476967461'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/508251829476967461'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/04/co-tam-u-ciumkow-pawe-beresewicz.html' title='&quot;Co tam u Ciumków?&quot; Paweł Beręsewicz'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-JBBhluRxoSk/TZ7Ilui04hI/AAAAAAAAEKk/x3hulk3bIIk/s72-c/CotamuCiumkow.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-6145969957906411068</id><published>2011-04-06T22:14:00.004+02:00</published><updated>2011-04-07T08:24:19.278+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Spod lady]'/><title type='text'>Konkurs im. Kitka nr 6</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Ponieważ ostatnio zaniedbałem bloga i przez jego strony zaczęły mi się przetaczać te kolczaste kulki co to ja nie wiem jak się nazywają, ale Wy wiecie o co chodzi, postanowiłem śmieciuszka rozruszać i publiki sobie nagonić. Jako że niezawodnym w takich razach sposobem jest rozdawnictwo, postanowiłem oddać w dobre ręce rzecz, która mnie nie urzekła, ale może komuś sprawi dużo radochy. Mowa o:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://3.bp.blogspot.com/-zY83FuyC-gg/TZzK_qBSmSI/AAAAAAAAEKI/8_tTAA75EHU/s1600/_MG_0258-02.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-zY83FuyC-gg/TZzK_qBSmSI/AAAAAAAAEKI/8_tTAA75EHU/s320/_MG_0258-02.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5592568032247585058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;A zatem - bierzcie i wpisujcie się w komentarzach, a migusiem, bo długo czekał nie będę. Uściślając, do jutra do 21.00. A jak się pojutrze rano obudzę, to... pewnie parę dni poczekacie na wyniki :D&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;PS. Doniczka z kwiatkiem i firanka zostają u nas.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-6145969957906411068?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/6145969957906411068/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=6145969957906411068' title='Komentarze (24)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6145969957906411068'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/6145969957906411068'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/04/konkurs-im-kitka-nr-6.html' title='Konkurs im. Kitka nr 6'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-zY83FuyC-gg/TZzK_qBSmSI/AAAAAAAAEKI/8_tTAA75EHU/s72-c/_MG_0258-02.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>24</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-2847231411029029264</id><published>2011-04-06T20:15:00.004+02:00</published><updated>2011-04-07T08:24:31.066+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy" Stanisław Milewski</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: times new roman;" href="http://2.bp.blogspot.com/-rn_0Qnt_aPo/TZyt4PiDCnI/AAAAAAAAEJ4/JrUQ3Gb4c30/s1600/szemrane.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 133px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-rn_0Qnt_aPo/TZyt4PiDCnI/AAAAAAAAEJ4/JrUQ3Gb4c30/s200/szemrane.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5592536019040930418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Kiedy w “Vabanku” Duńczyk z pogardą mówi o Moksie i Nucie per “szopenfeldziarze”, to właściwie tylko intonacja zdradza, że nie jest to z pewnością odpowiednik dzisiejszych “debeściaków”. No bo cóż dla mnie, człowieka który z tzw. półświatkiem miał do czynienia o tyle, że przez pewien czas jeździł na uczelnię stotrzydziestkądziewiątką i, chcąc nie chcąc, mijał “ul” na Montelupich, znaczy “szopenfeldziarz”? Nic. Albo prawie nic, bo podczas literackich wojaży zaliczyłem w końcu Grzesiuka, Piaseckiego i parę innych książek rozgrywających się w złodziejskim środowisku “ludzi”, jak sami lubili o sobie mówić i troszkę “blatnej” mowy liznąłem. Nie zmienia to jednak faktu, żem frajer i o rodakach zarabiających w sposób legalny inaczej wiem niewiele. Dlatego z zaciekawieniem odnotowałem (dzięki &lt;a href="http://smietankaliteracka.blox.pl/2009/11/Szemrane-towarzystwo-niegdysiejszej-Warszawy.html"&gt;śmietance literackiej&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://slowemmalowane.blogspot.com/2009/09/stanisaw-milewski-szemrane-towarzystwo.html"&gt;montgomerry&lt;/a&gt;) fakt pojawienia się książki pana Milewskiego, która, zakupiona, pozwoliła mi się zapoznać zarówno z szemranym towarzystwem niegdysiejszej Warszawy, jak i z ówczesnym systemem prawnym i penitencjarnym.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;“Szemrane …” to miks wiadomości pochodzących z poważnych dzieł składających się na literaturę przedmiotu oraz sensacyjnych artykułów z “Kuriera Warszawskiego”, będącego międzywojennym tabloidem, często goniącym za tanią sensacją. O dziwo, takie połączenie sprawdza się znakomicie, bo lektura tego przekładańca nie nuży, tym bardziej, że Autor porusza naprawdę szerokie spektrum tematów, zgrabnie przechodząc od systematyki złodziejskich specjalności do kar wymierzanych za poszczególne zbrodnie, czy specyficznej złodziejskiej gwary. Nie pomija najgłośniejszych farmazonów stolicznego półświatka: Taty Tasiemki, Felka Zdankiewicza, Szpicbródki czy Alfonsa Cynjana, który wsławił się ponoć sprzedażą kolumny Zygmunta. Z zapałem opisuje zasady specyficznego kodeksu honorowego i działanie dintojry - złodziejskiego sądu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Ciekawa to i pouczająca lektura, wiodąca niestety do wniosku, że dziś to nawet i złodzieje nie tacy jak ongiś. Mógłbym co prawda zarzucić, że trafiło się w treści kilka powtórzeń, ale równoważy to cała reszta. No i jakość wydania. Tasiemkowa zakładeczka, dwukolumnowy układ treści bez justowania, czyli stylizowanie na stary leksykon czy pitawal (fajne) oraz klimatyczne ilustracje z przedwojennych periodyków, składają się na sympatyczną całość, którą warto postawić na półce. Ta książka wyjaśni Wam, dlaczego Kwinto był bożyszczem młodych złodziejaszków i pozwoli się dowiedzieć, że najlepsi “szopenfeldziarze”, czyli po prostu złodzieje sklepowi, potrafili wynieść pod ubraniem DYWAN! A jak! W końcu Polak potrafi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-2847231411029029264?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/2847231411029029264/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=2847231411029029264' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2847231411029029264'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2847231411029029264'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/04/szemrane-towarzystwo-niegdysiejszej.html' title='&quot;Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy&quot; Stanisław Milewski'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-rn_0Qnt_aPo/TZyt4PiDCnI/AAAAAAAAEJ4/JrUQ3Gb4c30/s72-c/szemrane.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-833630665365130600</id><published>2011-04-03T21:17:00.002+02:00</published><updated>2011-04-03T21:23:22.448+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Miscellanea]'/><title type='text'>Kundelek ...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;font-size:130%;" &gt;... przyplątał się do nas z Phoenix w Arizonie, skąd, nie zważając na dystans, dotarł pod nasze drzwi w ciągu zaledwie trzech dni roboczych. Teraz leży sobie na półeczce i cieszy oko, choć oczywiście nie tylko. Myślicie, że będzie zbierał kurz? Skądże! Został już wypróbowany i zaakceptowany jako alternatywa dla papieru. Al&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;font-size:130%;" &gt;ternatywa, zaznaczam, nie zamiennik. I choć dystrybutorzy e-książek ciągle mają w poważaniu czytelnika, bo żeby na czytniku jednej firmy móc poczytać książkę kupioną w firmie drugiej, muszę złamać jej zabezpieczenia i przekonwertować na format obsługiwany przez moje urządzenie, to i tak uważam, że warto było wydać te 160 $. Wzrok się nie męczy, sam gadżet lekki i wygodny, a na upartego, mimo niedoskonałości przeglądarki, mogę na nim czytać Wasze notki przy pomocy Google Reade&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;ra na urządzenia mobilne. Jeśli więc w statystykach zobaczycie w polu "Browser" - Kindle, to znaczy, że odwiedził Was Bazyl albo ktoś równie jak on zafiksowany na punkcie swego Kundelka.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: times new roman; text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;A oto i on (zdjęcie kiepskie, bo po choróbsku mi się łapy telepią):&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-mJUvAjPac8E/TZjIv4Kzy7I/AAAAAAAAEJo/JR_Au67Fs2Q/s1600/_MG_0256-01.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 256px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-mJUvAjPac8E/TZjIv4Kzy7I/AAAAAAAAEJo/JR_Au67Fs2Q/s320/_MG_0256-01.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591439662237600690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-833630665365130600?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/833630665365130600/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=833630665365130600' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/833630665365130600'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/833630665365130600'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/04/kundelek.html' title='Kundelek ...'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-mJUvAjPac8E/TZjIv4Kzy7I/AAAAAAAAEJo/JR_Au67Fs2Q/s72-c/_MG_0256-01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-271582217871307223</id><published>2011-03-24T10:11:00.005+01:00</published><updated>2011-03-24T10:17:35.061+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Obejrzane]'/><title type='text'>"Dodek na froncie" (aka "Dymsza na wojnie") reż. Michał Waszyński</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a style="font-family: times new roman;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-gSNFo5Dewbc/TYsK6ixK_-I/AAAAAAAAEJI/xWUlASaWswo/s1600/Dodeknafroncie.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 135px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-gSNFo5Dewbc/TYsK6ixK_-I/AAAAAAAAEJI/xWUlASaWswo/s200/Dodeknafroncie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5587571763564969954" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Nie ma chyba w przedwojennym kinie lepszego duetu tworzącego fenomenalne komedie pomyłek, niż Adolf Dymsza - aktor i Michał Waszyński - reżyser. Nic zatem dziwnego,  że zalazłszy chwilę (i mając w pamięci rewelacyjnego &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/2011/01/antek-policmajster-rez-micha-waszynski.html"&gt;“Antka policmajstra”&lt;/a&gt;), zaordynowałem sobie “Dodka na froncie”, czyli solidną dawkę leczniczą, starego, dobrego humoru sytuacyjnego. I choć opisywana komedia oparta jest na identycznym, co wspomniany “Antek …”, pomyśle (tym razem Dodek Wędzonka, żołnierz CK armii podczas I Wojny gubi się na froncie i chcąc się ogrzać przywdziewa szynel carskiego porucznika, za którego później uchodzi), to jednak wybaczam sztampowość, bo przyćmiewa ją wykonanie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;“Dodek …” to majstersztyk gry aktorskiej i bynajmniej nie mam tu na myśli tytułowego bohatera granego przez Dymszę, bo w aktorskiej karierze pana Adolfa znaleźć można lepsze role. Natomiast Józef Orwid jako choleryczny i dręczony przez żonę, którą opętała pielęgniarska pasja, pułkownik rosyjski, to po prostu perełka. Podobnie jak rola, nieszczęśliwie zakochanego w pułkownikowej, porucznika Duszkina, wykreowana przez kolejnego tuza polskiego kina lat trzydziestych - Michała Znicza. Nie należy również zapominać o samej pułkownikowej, z tradycyjną werwą zagranej przez niezapomnianą Mieczysławę Ćwiklińską.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Długo mógłbym wymieniać co w “Dodku …” powodowało żywe falowanie bazylowej przepony, ale ograniczę się do trzech rzeczy: dialogu pułkownika z porucznikiem Iwanowem (za którego brano Wędzonkę), na temat austriackiej niewoli tego ostatniego, sceny szpitalnej ze szczególnym uwzględnieniem sposobu podawania lekarstwa na koklusz oraz sceny, w której Dodek oprowadza wielkiego księcia po okopach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Myślicie, że to wszystko?! Tiaa … A możliwość posłuchania rewelerskiego chóru Dana, jako chóru żołnierzy rosyjskich, czy cygańskiego chóru Siemionowa, którego występ zwieńcza, przebrany za Cygankę i z wprawą potrząsający tamburynem, Dymsza? Już nie wspominając o Dodku i jego pełnej optymizmu piosence, którą raczy żołnierzy wrogich frakcji podczas totalnego, rozjemczego ochlaju, który sam zarządza.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Przeze mnie proszę niech się co chce dzieje&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Jak nie mam to nie jem&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Jak człowiek się przejmuje to łysieje&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;I psuje sobie krew&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Jak kogoś boli ząb, ma ciasne buty&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;To chodzi jak struty&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;I martwi się i smuci się i biada&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Lub wpada zaraz w gniew&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;A u mnie siup, a u mnie cyk&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;smutek był i smutek momentalnie znikł&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;bo u mnie siup i raz i dwa&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;i człowiek swój humorek znowu ma...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;I ja, dzięki staremu i, niestety, zapominanemu dziś kinu, też swój humorek mam. A Was zapraszam do prowadzonego przez Motę &lt;a href="http://urania-film.blogspot.com/"&gt;kina Urania&lt;/a&gt;, gdzie znajdziecie interesujące informacje o ludziach wymienionych w tej notce (i nie tylko) oraz na &lt;a href="http://www.youtube.com/results?search_query=dodek+na+froncie&amp;amp;aq=f"&gt;YouTube’a&lt;/a&gt;, gdzie możecie “Dodka …” obejrzeć i dzięki temu dowiedzieć się, co Bazyl miał na myśli pisząc tę entuzjastyczną, ale cholernie chaotyczną notkę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-271582217871307223?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/271582217871307223/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=271582217871307223' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/271582217871307223'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/271582217871307223'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/03/dodek-na-froncie-aka-dymsza-na-wojnie.html' title='&quot;Dodek na froncie&quot; (aka &quot;Dymsza na wojnie&quot;) reż. Michał Waszyński'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-gSNFo5Dewbc/TYsK6ixK_-I/AAAAAAAAEJI/xWUlASaWswo/s72-c/Dodeknafroncie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-3659359137872979124</id><published>2011-03-22T06:34:00.004+01:00</published><updated>2011-03-22T09:43:54.871+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Złudzenie" Peter Abrahams</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a style="font-family: times new roman;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-A2fRqI-UHO0/TYg1KoUrYVI/AAAAAAAAEIw/VekPQ3sEdqQ/s1600/z%25C5%2582udzenie.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 125px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-A2fRqI-UHO0/TYg1KoUrYVI/AAAAAAAAEIw/VekPQ3sEdqQ/s200/z%25C5%2582udzenie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5586773794492211538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Życie Nell Jarreau, to spełniony &lt;span style="font-style: italic;"&gt;american dream&lt;/span&gt;. Mąż przystojniak i dżentelmen, będący jednocześnie komendantem policji i przyjaźniący się z milionerem, który na zawołanie udostępnia małżonkom rajską wyspę, gdzie mogą oddać się pasji pływania i nieskrępowanemu seksowi. Córka na uniwersytecie. Po prostu bajer. Jest tylko jeden zgrzyt. 20 lat wcześniej Nell była naocznym świadkiem zabójstwa swego ówczesnego narzeczonego. Na szczęście policja, a dokładniej jej późniejszy mąż - komendant, ujęła sprawcę, a dzięki jej zeznaniom i wskazaniu Alvina DuPree jako zabójcy, sprawiedliwości stało się zadość. Do czasu. Do czasu kiedy pustoszący stan huragan nie zdemolował policyjnej centrali, a z szafki jednego z glin nie wypadła taśma uniewinniająca Alvina. Życie Nell rozsypuje się na kawałki. Prawda, że świetny zaczyn na dobry thriller?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;No, właśnie! Dobry thriller to taki, w którym autor mami czytelnika i, podobnie jak prestidigitator widzowi, pokazuje mu coś, co chce żeby zobaczył, a odciąga uwagę od rzeczy, które mogłyby naprowadzić na trop rozwiązania. U magika sztuczki, u pisarza powieści kryminalnej, zagadki. Z tym że, oczywiście, pisarz do odciągania nie używa skąpo odzianej w błyszczące fiu bździu asystentki (panowie), czy zmysłowo odsłoniętej, własnej klaty i opiętych na zadku spodni (panie), ale korzysta z różnorakich zabiegów literackich piętrząc napięcie, myląc tropy, wpuszczając w maliny, robiąc w bambuko itd., etc.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Jakim zatem sztukmistrzem okazał się być Peter Abrahams, w wygranym u &lt;a href="http://clevera.blox.pl/2010/12/Zludzenie-Wyniki-konkursu.html"&gt;clevery&lt;/a&gt; “Złudzeniu”? O dziwo, mimo że rekomendowanym przez Kinga (tak, tak, TEGO Kinga), cokolwiek kiepskim. Bo jak to tak, dociera człowiek do połowy i nagle, w przeczytanym przed wyjściem do sklepu fragmencie, znajduje taki znak - sygnał czapką, że porównać go można tylko do tekstu kinowego sprzedawcy popcornu, krzyczącego do omijającego jego stanowisko kinomaniaka: “Mordercą jest kelner, ty sknero!!!”. Pewny, że autor robi ze mnie wała, złamałem niepisaną zasadę i zadzwoniłem do Kitka, która książkę przeczytała przede mną i zażądałem zaprzeczenia. Potwierdziła. Ręce mi opadły. Kolejnych dwieście stron doczytałem z obowiązku, wkurzając się na indolencję głównej bohaterki, która, miałem wrażenie, nawet gdyby dostała w głowę tabliczką z wygrawerowanym nazwiskiem zabójcy, nie potrafiłaby tego faktu sensownie wykorzystać. Cóż, denerwowała mnie baba okrutnie i już!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Mógłbym wytknąć jeszcze kilka, moim zdaniem, fabularnych skuch, czy ponarzekać na zakończenie, za którego kiepskość sam mógłbym zabić, ale po co? Książka jest napisana sprawnie i choć autor ukrył trupa pod zbyt skromną, jak na mój gust, warstwą literackiej ziemi, być może komuś sprawdzi się jako tzw. lżejsza lektura czy niezobowiązujący przerywnik między Kantem a Nitschem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-3659359137872979124?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/3659359137872979124/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=3659359137872979124' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3659359137872979124'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3659359137872979124'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/03/zudzenie-peter-abrahams.html' title='&quot;Złudzenie&quot; Peter Abrahams'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-A2fRqI-UHO0/TYg1KoUrYVI/AAAAAAAAEIw/VekPQ3sEdqQ/s72-c/z%25C5%2582udzenie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-7089570872418033149</id><published>2011-03-10T10:03:00.004+01:00</published><updated>2011-03-10T10:44:02.497+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Na Szkarłatnych Morzach" Scott Lynch</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a style="font-family: times new roman;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-4-a1ATJg0fU/TXiT_Q0ejaI/AAAAAAAAEIQ/_UdgD7eeQPI/s1600/locke2.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-4-a1ATJg0fU/TXiT_Q0ejaI/AAAAAAAAEIQ/_UdgD7eeQPI/s200/locke2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5582374453181844898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;“– Wiesz co, Locke? – rzucił lekkim tonem Jean, jakby to były towarzyskie pogaduszki. – Lubię wyobrażać sobie, że gdzieś w świecie są złodzieje, którzy ładują się tylko w absolutnie zwyczajne i nieskomplikowane przygody. Powinniśmy przemyśleć, czy ich nie poszukać i nie zapytać, na czym polega ich sekret.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Co Wy mi tu, Wiadern..., znaczy Jean, pitolicie, jak na jakich skrzypkach z gontu i końskiego włosia?! Jakie “zwyczajne”, jakie “nieskomplikowane”?!! Mają być kozackie, ekstraordynaryjne i z wykopem! Taa, o przygodach Waszych mówię. O przekrętach, niebezpieczeństwach, walkach na lądzie i na morzu i innych akcjach, do których, po części, przyzwyczailiście mnie w pierwszym tomie cyklu o Niecnych Dżentelmenach. Że co? Że “Na Szkarłatnych Morzach”? Poczytamy, zobaczymy, a tymczasem …, eee, co robią te toporki w Twoich dłoniach? Nie!!! Arghh!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Rzadko się zdarza, żeby sequel przerósł, czy choćby dorównał poprzednikowi, ale są chlubne od tej reguły wyjątki i druga część cyklu autorstwa pana Lyncha zajmuje wśród nich poczesne miejsce. Mógłbym co prawda zarzucić temu tomowi pewne przegadanie, ale tak się akurat składa, że lubię teksty dwójki złodziejskich przyjaciół. A że są gadułami? No cóż, nikt nie jest doskonały.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Drugi tom to kolejna szalona galopada, która na początku pozwoli nam się zorientować, co Locke robił przez cały ten czas, który upłynął od zakończenia “Kłamstw …”, a potem uzmysłowić sobie, że poprzednie problemy, to w porównaniu z tymi dopiero nadchodzącymi, były tylko pierdnięciem grzechotnika. Albo bułką z masełkiem. Albo kaszką z … Ech, po prostu, po stu stronach orientujemy się, że nasi ludzie (bo tak zacząłem o chłopakach myśleć), mają naprawdę przerypane. I, choć może to dziwnie zabrzmi, to jest super! Bo inaczej nie byłoby tych kilkuset stron, na których autor zawarł opis wyplątywania się z tarapatów, a przez które leci się jak burza.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Czekam z niecierpliwością na trzeci tom, który rodzi się w bólach. Czemu czekam? A choćby po to, żeby posmakować takich soczystych tekstów prosto z rynsztoka: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"– Prędzej urodzi pan hipopotama, (...) niż najlepszemu złodziejowi uda się przechytrzyć kordon wokół mego skarbca. Ale to niemądre, moglibyśmy siedzieć tu całą noc i licytować się długością fiutów. Ja mówię, że mój ma pięć stóp, a pan, że pański ma sześć i na rozkaz pluje ogniem. Wróćmy do sedna sprawy. (...)”&lt;/span&gt; i dowiedzieć się co dalej, bo autor zakończył w takim miejscu, że ...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt; I tylko mam nadzieję, że korekta będzie lepsza, bo o ile mogę wybaczyć literówki (choć nie powinienem), to jednak pomylenie imienia, to już delikatne przegięcie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-7089570872418033149?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/7089570872418033149/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=7089570872418033149' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7089570872418033149'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/7089570872418033149'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/03/na-szkaratnych-morzach-scott-lynch.html' title='&quot;Na Szkarłatnych Morzach&quot; Scott Lynch'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-4-a1ATJg0fU/TXiT_Q0ejaI/AAAAAAAAEIQ/_UdgD7eeQPI/s72-c/locke2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-5086780699470085875</id><published>2011-03-08T13:50:00.003+01:00</published><updated>2011-03-08T14:26:24.416+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Ksiązecki]'/><title type='text'>"Strażacy. Świat w obrazkach." Emilie Beaumont, Marie-Laure Bouet, Philippe Simon</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a style="font-family: times new roman;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-3bBOlpK996s/TXYmYNZNeiI/AAAAAAAAEGs/ZBVgYHgFglY/s1600/strazacyswiat.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 164px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-3bBOlpK996s/TXYmYNZNeiI/AAAAAAAAEGs/ZBVgYHgFglY/s200/strazacyswiat.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5581690985526426146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Każdy, czytający dzieciom, rodzic, raz na jakiś czas spotyka się z czymś, co roboczo pozwoliłem sobie nazwać “hitem sezonu”. Jest to książka, którą, na przykład, przez przypadek znajdujecie w bibliotece i na zasadzie “może mu się spodoba”, zabieracie ze sobą do domu. Parę godzin i około piętnastu czytań później, klniecie los, który podszepnął Wam powyższą myśl i chcąc nie chcąc, poganiani niecierpliwymi okrzykami, tupaniem i innymi, werbalnymi i nie, środkami przymusu bezpośredniego, czytacie po raz szesnasty. I na nic zdaje się sugerowanie, że może byśmy tak coś innego, fajniejszego, śmieszniejszego, etc., bo hit pozostaje hitem, a biednemu rodzicielowi pozostaje zacisnąć wargi i ruszyć w bój siedemnasty, osiemnasty …, w międzyczasie modląc się, by sezon potrwał raczej krócej niż dłużej.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Hitem poprzedniego weekendu byli w naszym domu, wygrzebani przez Kitka z półki WBP, “Strażacy”, ze znanej nam z innych odsłon (“Rekordy zwierząt”, “Smoki”) serii “Świat w obrazkach”. Przy pomocy dużej ilości ilustracji (w końcu nazwa serii nie wzięła się znikąd) oraz objaśniających, najczęściej jedno lub kilkuzdaniowych, opisów pod nimi, pozycja ta porządkuje i wzbogaca wiedzę małego człowieka na temat pożarnictwa.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Czy powinien mnie dziwić strażacki szał, który ogarnął moich dwóch małych facecików (ze wskazaniem na Starszego), skoro w książce można znaleźć informacje o sprzęcie pożarniczym, ubraniach, samochodach, wyposażeniu remizy i tysiącu innych rzeczy, na widok których chłopcom, a czasem i dużym chłopom, lśnią oczęta. W dodatku autorzy nie ograniczyli się jedynie do kwestii polewania ognia z sikawki, ale wychodząc od prehistorycznego ujarzmienia żywiołu, na kilkudziesięciu stronach przedstawili historię walki z czerwonym kurem i inne wyzwania, które stoją przed współczesnymi strażakami. Mamy więc strony o ratownictwie medycznym, morskim czy drogowym i wielu innych aspektach pracy dzisiejszych sikawkowych.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Coby nie zanudzać. Nie dajcie się zmylić. Mnogość tytułowych obrazków wcale nie oznacza, że to książka bez treści, bądź przeznaczona dla maluchów. Wiadomości jest w niej sporo, a ilustracje są ważne również dla starszych dzieci, zauważyłem bowiem, że choć Bartek z uwagą słucha tekstu z “gołych” stron, to paluszki w międzyczasie sięgają, by zobaczyć czy na następnej stronie będzie czym ucieszyć oczy. A w “Strażakach” zdecydowanie jest.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-5086780699470085875?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/5086780699470085875/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=5086780699470085875' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5086780699470085875'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/5086780699470085875'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/03/strazacy-swiat-w-obrazkach-emilie.html' title='&quot;Strażacy. Świat w obrazkach.&quot; Emilie Beaumont, Marie-Laure Bouet, Philippe Simon'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-3bBOlpK996s/TXYmYNZNeiI/AAAAAAAAEGs/ZBVgYHgFglY/s72-c/strazacyswiat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-4483322517336067972</id><published>2011-03-03T14:59:00.003+01:00</published><updated>2011-03-03T21:24:33.052+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie." Małgorzata Gutowska-Adamczyk</title><content type='html'>&lt;div  style="text-align: justify;font-family:times new roman;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-PcGS0s8Jtg0/TW-fFsWHYZI/AAAAAAAAEGc/c9T1XgFHsrE/s1600/cieslakowie.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 131px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-PcGS0s8Jtg0/TW-fFsWHYZI/AAAAAAAAEGc/c9T1XgFHsrE/s200/cieslakowie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5579853383487414674" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Czyż może być lepszy dzień do pisania o drugiej części “Cukierni pod Amorem” niż Tłusty Czwartek? Szkoda jedynie, że do tej skumulowanej, literacko - tradycyjnej, słodkości, będę musiał dodać łyżkę dziegciu. Bo choć w necie pochwalnych pień “cukrzyków” co niemiara, ja daleki jestem od bezkrytycznych pochwał.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Po pierwsze wysiudałbym z książki wątek współczesny. O ile w części pierwszej z przyjemnością czytałem o cukierniczej pasji Hrycia, a sprawa zwłok dawała nadzieję na jakieś sensacyjne zajścia, o tyle w drugiej sprowadzenie go (wątku) do kilku migawek pod tytułem: “Jak się pozbyć flamy ojca?”, sprawiło, że stał się zupełnie niepotrzebny. Mnie w każdym razie drażnił niemożebnie, tym bardziej, że zakończenie zdradza jak rozwinie się sprawa w części trzeciej. Obym był złym prorokiem i został zaskoczony. Tak, tak. Chyba nie myśleliście, że po dwóch przeczytanych tomach wypnę się na cykl?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Po drugie troszkę już bokiem wychodzi mi bogoojczyźnianość bohaterów, bo choć rozumiem potrzebę pisania o wartościach patriotycznych, to jednak mogłaby się wśród bohaterów znaleźć jakaś szuja. A tu nic. Ekonom z Niemcami nie współpracuje, jaśnie pan hrabia o chłopstwo dba, zrobiony w bambuko amant podkula ogon i nawet zaczynający od złodziejstwa Cieślakowie wychodzą na ludzi, wsparci w pewnym momencie przez prawego do bólu Paula vel Pawła. I wierzcie lub nie, tak jak obstawiałem w części pierwszej scenę z dziurką w koszuli, tak w “Cieślakach” bez trudu wykoncypowałem dialog dwóch Polaków walczących po przeciwnych stronach w okopach I Wojny Światowej. Przewidywalne.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Jest jednak jakiś magnetyzm w tej sadze, bo choć były momenty znudzenia, to jednak parę wątków (np. Grażyny Toroszyn) pociągnęła autorka na tyle brawurowo, że Morfeusz dostawał po tyłku, a ja z kolei dostawałem oczu Kota z reklamy Netii i czytałem, czytałem...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;I o dziwo, mimo mego smęcenia, będę czytał dalej, bo choć nie przebieram nóżkami, że “trójkę” chcę już, teraz, to jednak ciekawi mnie jak wyjdzie zakończenie. Druga wojna oraz późniejszy komunizm będą bowiem, jak mniemam, równie eleganckim tłem dla losów potomków naszych bohaterów, jak burzliwy przełom XIX i XX wieku w “Cieślakach”. Czego sobie i “cukrzykom” życzę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-4483322517336067972?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/4483322517336067972/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=4483322517336067972' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/4483322517336067972'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/4483322517336067972'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/03/cukiernia-pod-amorem-cieslakowie.html' title='&quot;Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie.&quot; Małgorzata Gutowska-Adamczyk'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-PcGS0s8Jtg0/TW-fFsWHYZI/AAAAAAAAEGc/c9T1XgFHsrE/s72-c/cieslakowie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-3974243188057270790</id><published>2011-02-28T21:56:00.003+01:00</published><updated>2011-02-28T22:04:29.943+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Progenitura]'/><title type='text'>Co z niego wyrośnie?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;&lt;br /&gt;Tańczyliśmy sobie ostatnio stadnie rodzinne labada. I kiedy, po łapaniu się za głowę, uszy, kolana, łokcie, kostki, etc., wyczerpaliśmy już, jak nam się wydawało, zapas części ciała, za które można się łapać i daliśmy komendę: "Rozejść się!", nasze młodsze, 2,5 letnie dziecię wypaliło:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;- A sutki były?!!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Rośnie nam zatem albo spec od anatomii, albo stały bywalec klubów go-go.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-3974243188057270790?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/3974243188057270790/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=3974243188057270790' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3974243188057270790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/3974243188057270790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/02/co-z-niego-wyrosnie.html' title='Co z niego wyrośnie?'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-4096423646332541557</id><published>2011-02-28T21:30:00.003+01:00</published><updated>2011-02-28T21:43:25.288+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Sposób na Alcybiadesa" Edmund Niziurski</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a style="font-family: times new roman;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-xZranLqKyBs/TWwHRunckII/AAAAAAAAEGM/RUxnXpeCyNs/s1600/sponaa.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 146px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-xZranLqKyBs/TWwHRunckII/AAAAAAAAEGM/RUxnXpeCyNs/s200/sponaa.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578842039557853314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;“ - Oszuści! Szarlatani i szalbierze! - zaczął krzyczeć Kicki.  - Hochsztaplerzy, aferzyści i szwindlarze! Szachraje, krętacze, machlojkarze!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Dosłownie bluzgał wyzwiskami. Cofnęliśmy się zgorszeni. (...)”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Ech, słodkie lata sześćdziesiąte, kiedy to uczniowie ósmej klasy, nieznanej współczesnej młodzieży, tzw. jedenastolatki, czyli szkoły ogólnokształcącej liczącej 11 klas, gorszyli się słowem “hochsztapler”, które dzisiejszego, przeciętnego gimnazjalistę wprawiłoby co najwyżej w delikatne zażenowanie, że niby: “Ke?”. Dziś ten tekst zostałby pewnie sprowadzony do steku inwektyw, w którym, w charakterze przerywnika, wystąpiłoby nadużywane, nie tylko wśród pacholąt, “urwał”. Daruję sobie jednak narzekanie na tempory i moresy, bo rzecz nie w tym, co dziś, ale jak kiedyś i jak staruszek, którym zaczytywałem się w podstawówce wyszedł z próby czasu. A wyszedł nadspodziewanie dobrze, bo to zawsze miło poczytać, jak inteligentna (mimo, że za taką nieuważana) młodzież, próbuje poradzić sobie z gogami za pomocą Sposobu, czyli używając mózgownicy, a nie założonego na głowę kosza na śmieci.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;“Sposób na Alcybiadesa” miał działanie ożywcze i w przeciwieństwie do &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/2011/02/czerwony-rower-antonina-kozowska.html"&gt;“Czerwonego roweru”&lt;/a&gt; przywołał dobre wspomnienia z lat szkolnych. Pod wpływem bowiem czytania kolejnych stron opowiadających o poszukiwaniach złotego środka, który pozwalałby zdawać bez konieczności wkuwania i zapewniał bezstresowy udział w lekcjach, w bazylowej główce otwierały się szufladki pamięci i wyskakiwały z nich wspomnienia własnych antybelferskich przekrętów. Może nie tak wyrafinowanych i podbudowanych mądrością pokoleń jak te stosowane przez Ciamciarę, Zasępę i resztę ekipy z Lindego, ale jednak równie zabawnych. Ot, wkręcenie się do gazetki szkolnej, co pozwalało na urywanie się z lekcji pod pozorem spotkań “ciała” redakcyjnego, z którego niestety zostaliśmy z kolegą Kawallem (czołem Krzyśku!) relegowani za niecną próbę przemycenia do naszego działu (“Okienko Punkracego”) tekstu o pierdach (czołem &lt;a href="http://czytajodlewej.wordpress.com/"&gt;Mary&lt;/a&gt;!), przy czym do dziś nie wiemy, czy pani wicedyrektor, która wystąpiła w roli organu cenzury, nie spodobał się podkołdrzan jadowity czy bulgotian wanienny.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;“Sposób …” był dla mnie, małolata z podstawówki, wglądem w przygodę pod nazwą liceum i wszystkie cuda z nią związane. Dla starego konia, którym jestem teraz, był zaś przyjemnym katalizatorem reminiscencji. I choć da się wyczuć tę delikatną, moralizatorską nutkę, jaka to nauka niestraszna, to mimo tego i tak bawiłem się przednio. Polecam!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-4096423646332541557?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/4096423646332541557/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=4096423646332541557' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/4096423646332541557'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/4096423646332541557'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/02/sposob-na-alcybiadesa-edmund-niziurski.html' title='&quot;Sposób na Alcybiadesa&quot; Edmund Niziurski'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-xZranLqKyBs/TWwHRunckII/AAAAAAAAEGM/RUxnXpeCyNs/s72-c/sponaa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-1942601770356906814</id><published>2011-02-20T17:52:00.004+01:00</published><updated>2011-02-20T18:06:58.480+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków" Mary Roach</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a style="font-family: times new roman;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-Gcv1Tej8D1Y/TWFIHAYGUYI/AAAAAAAAEE0/fFZXGULDq9E/s1600/sztywniak.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 140px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Gcv1Tej8D1Y/TWFIHAYGUYI/AAAAAAAAEE0/fFZXGULDq9E/s200/sztywniak.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5575817098858746242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Ech, kobiety! Żył sobie człowiek z dnia na dzień, z kumplami pod sklepikiem stał, jego jedynym zmartwieniem była kasa na piwko i kolejną ramkę fajek, a tu nagle ślub, mieszkanie na swoim, dwóch synów, samochód, słowem, szanowany obywatel. Któregoś dnia, tenże obywatel, świadomy swej śmiertelności, rozpoczyna rozmowę z Żoną i wyłuszcza jej, że gdyby tak zeszedł był jako pierwszy, to on nie chce do robaczków i jak by się dało, wolałby do pieca. W sensie, że oczyszczająca siła ognia, etc.  i jakoś tak później higieniczniej być kupką popiołu niż rozkładającym się cielskiem. No i git. I co? Jak zwykle w chłopskim życiu bywa, przylazła (pod postacią swojej książki) baba i postawiła wszystko do góry nogami. Tak, tak, pani Roach. To właśnie pani “Sztywniak” sprawił, że moje plany, nomen omen, spaliły na panewce. Bo z tą kremacją, to jednak , jak się okazuje, nie do końca jest tak kolorowo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;“Sztywniak” to historia ciała. Tym z Was, którym skosmaciły się myśli, doprecyzuję - martwego ciała. Tych z Was, którym dalej się kosmacą, poproszę o opuszczenie mojego bloga. Ok, no więc lećmy dalej. Trup, sztywny, ciało, denat, nieboszczyk, jak zwał tak zwał, to po prostu mięsko, które o dziwo, po tym jak operator, który je zamieszkiwał, odejdzie ku Krainie Wielkich Łowów, może wieść dość pasjonujący żywot. Wystarczy, że jego użytkownik, będąc jeszcze za sterami (czy tam w pełni władz itd.), podejmie wobec niego odpowiednie decyzje. Może zatem zostać translokowane w kawałkach do innych, jeszcze “zasiedlonych” ciał, jeśli zdecydował się na bycie dawcą organów. Może, wylegując się na stole sekcyjnym, pomagać studentom medycyny zgłębiać swe tajemnice, jeśli taka była wola użytkownika. Może w końcu być szturchany, rozjeżdżany, porzucony na skraju łąki, krzyżowany czy wykorzystywany na sto innych sposobów, jeśli przysłowiowy Kowalski miał życzenie zasłużyć się po śmierci na polu nauki i taką wydał dyspozycję co do swych szczątków doczesnych. “Oddać białym kitlom!” i stało się.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Wydawać by się mogło, że opowieść o gniciu, rozczłonkowywaniu czy nawet kompostowaniu (sic!) ludzkich zwłok, będzie wyzwaniem nie tylko dla psychiki, ale wręcz żołądka czytelnika, ale rzecz taka nie ma miejsca. Roach pisze z umiarem, doprawiając straszniejsze kawałki ironią i humorem, ale nie przekraczając granicy dobrego smaku. Wręcz przeciwnie, te prześmiewcze komentarze zabijają grozę i pomagają się oswoić z nieuniknionym.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Jestem na tak, bo w swej popularnonaukowej pozycji autorka porusza szerokie spektrum problemów związanych z, jak to ujęto w blurbie: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;“spędzaniem wolnego czasu po śmierci”&lt;/span&gt; i robi to w sposób totalnie bezbolesny, ba, miejscami wielce zabawny. Dobra, lecę szukać w katalogu WBP “Bzyka” i “Ducha”, a dla Was parę próbek humoru Mary:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;“Kiedy przyjechałam do Waszyngtonu, aby spotkać się z DeMaio, wstąpiłam do Muzeum Historii Naturalnej, gdzie zobaczyłam ekspozycję rynsztunku wojennego z Wysp Gilberta. Bitwy na wyspach Mikronezji były tak zacięte i krwawe, że wojownicy gilbertyńscy ubierali się od stóp do głów w grube jak wycieraczka zbroje wykonane z poskręcanych włókien kokosowych. Zbroja ta była tak ciężka i niewygodna, że potrzebowałeś kilku giermków, aby skutecznie tobą manewrowali. Nie wspominam już niezłego obciachu związanego z wyglądaniem na polu bitwy jak gigantyczna pleciona doniczka.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Autorka informuje nas, że Grecy w przeciwieństwie do Babilończyków za nic mieli wątrobę, którą Ci ostatni ogłosili siedliskiem duszy. Oto przypis do tekstu:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;“Mamy szczęście, że tak się stało, dlatego że w przeciwnym wypadku stanęlibyśmy oko w oko z Celine Dion śpiewającą „Moja wątroba należy do Ciebie", a w kinach graliby filmy typu Wątroba to samotny myśliwy. W każdej zaś hiszpańskiej piosence, w której pojawia się słowo corazón, a pojawia się dokładnie w każdej, mielibyśmy cokolwiek mniej melodyjne higado, zaś nalepki na zderzakach głosiłyby „I [symbol wątroby] mojego pekińczyka.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-1942601770356906814?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/1942601770356906814/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=1942601770356906814' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/1942601770356906814'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/1942601770356906814'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/02/sztywniak-osobliwe-zycie-nieboszczykow.html' title='&quot;Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków&quot; Mary Roach'/><author><name>Bazyl</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12040007677699875121</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_wuoPhvRssZc/SLKnVY2We_I/AAAAAAAAAtw/UzrdJ64hiDA/S220/av-73663.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Gcv1Tej8D1Y/TWFIHAYGUYI/AAAAAAAAEE0/fFZXGULDq9E/s72-c/sztywniak.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3539703646135857231.post-2727243820742185442</id><published>2011-02-17T15:01:00.005+01:00</published><updated>2011-02-17T15:11:13.900+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='[Przeczytane 2011]'/><title type='text'>"Czerwony rower" Antonina Kozłowska</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a style="font-family: times new roman;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-EyaEJQtY-dw/TV0qQGcvUPI/AAAAAAAAEEg/EMLCdi2Y5TM/s1600/czerwrower.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 131px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-EyaEJQtY-dw/TV0qQGcvUPI/AAAAAAAAEEg/EMLCdi2Y5TM/s200/czerwrower.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5574658369851969778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Ile to razy wzdychasz skrycie, bądź, jeśli jesteś cholerykiem, krzyczysz głośno, że dorosłość jest do bani i najlepiej to było za młodego. Do szkoły się chodziło, bąki zbijało, kumpli/kumpele miało, noż zero zmartwień, sielaneczka, ot, czasem jakiś trep groził na półrocze, ale się fałd przysiadło i czarna chmura odpływała jak sen jaki złoty. Żyć nie umierać. I co z tego, że komuna była, cukier na kartki, w zimę obciachowe nowe targi na nogach czy kurtka ze skórkowych łatek na grzbiecie. Przecież było też fajnie. Plakaty Sandry i Sabriny z “Zielonego Sztandaru” wystane i zdobyte w sobotnie ranki, piwko nieśmiało sączone za starą mleczarnią, puszki po peweksowych napitkach zbierane na półkę i takież (z Pewexu) pudełka z fajek na słomiankę …&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;“Czerwony rower” to specyficzna machina czasu, która starego chłopa przeniosła z powrotem do podstawówki i liceum. Nie szkodzi, że rzecz jest o czterech dziewczętach i z ich punktu opisuje czasy mojej młodości. Wystarczy, że to co było udziałem Beaty, Gosi i Karoliny “przetłumaczyłem” na męski i już wspomnienia zaczynały się tłoczyć. I teraz pytanie, czy rzeczywiście chciałbym wrócić do szczenięctwa, czy też, jak bohaterki książki, zdecydowanie nie chcieć powtórki tego okresu w życiu. Hmm …&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Trochę żałuję, że nie ma (choć stuprocentowej pewności nie mam) męskiej wersji “Czerwonego roweru”. Ale tak o! Kapkę. Bo książka jest naprawdę świetnie skonstruowaną historią o dorastaniu, o stosunkach panujących w szkole, o mrocznych tajemnicach młodości i o tym, jak to kim w szkolnej hierarchii byliśmy, determinuje to kim jesteśmy. Co ważne, jest zaskakująco aktualna, bo to co się dzieje w szkołach, wbrew temu co podpowiada niektórym pamięć (“Za komuny, panie, to mores był!”), wcale się tak znowu od współczesnych stosunków tam panujących, nie różni. Wciąż młodzi ludzie potrzebują akceptacji i wstępu do grupy będącej na topie. Wciąż ryzykują chcąc zaimponować i zrobią wszystko by postawić na swoim. I tak samo jak kiedyś szukają pomocy u zabieganych dorosłych, a nie znajdując jej, biegną do kumpli i psiapsiółek.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;Mógłbym o tej książce długo, ale zamiast czytać mnie, poczytajcie lepiej ją samą. Dajcie się wciągnąć w dzieje wyniosłej Beaty, chwiejnej w uczuciach Karoliny czy mediatorki - Gosi. Ci z Was, którzy są w wieku okołojezusowym, dostaną bonus w postaci “kapsuły czasu”. Młodszym zachwyt enerdowskim wiecznym piórem i zazdrość o nie może zakrawać na fantastykę, ale zaręczam, tak było. Zatem, do dzieła, bo w sumie jedyne co mogę autorce książki zarzucić, to jakieś obsesyjne używanie kostki bauma jako synonimu bylejakości. Tak poza tym, to dobra proza.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3539703646135857231-2727243820742185442?l=bazyl3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bazyl3.blogspot.com/feeds/2727243820742185442/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3539703646135857231&amp;postID=2727243820742185442' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2727243820742185442'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3539703646135857231/posts/default/2727243820742185442'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bazyl3.blogspot.com/2011/02/czerwony-rower-antonina-kozowska.html' title='&quot;Czerwony rower&quot; Antonina Kozłowska'/><autho
