piątek, 2 marca 2018

Nieczynne do odwołania.

31 komentarzy:

  1. Smuteczek :(
    Odwołaj w poniedziałek ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Taki długi remamęt?:P
    PS. Jak ja Cię rozumiem...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja to sobie z Tobą w poniedziałek pogadam :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Popieram przedmówców: kiedy odwołanie?

    OdpowiedzUsuń
  5. Popatrzyłem wczoraj na Wasze komentarze i mi się lżej na duszyczce zrobiło. I nawet siadłem do klawiszy, cóż jeśli nic mi z palców spłynąć nie chce. Wszystko jakieś takie mdłe, na siłę uhumorowiane i w ogóle. Potem poczytałem rzeczy z feedly i stwierdziłem, że macie co czytać :D
    Dzięki za pamięć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, a ja już myślałem, że ta przerwa, to skutek czegoś poważnego, choroby, albo wyjazdu... A skoro to tylko brak natchnienia, to poczekamy, aż wróci. Ale w międzyczasie będziesz aktualizował, co akurat czytacie, ty i twoi synowie?

      Usuń
    2. Jak tylko sobie przypomnę :P

      Usuń
    3. Bazylu, jak ja dobrze to znam... I chociaż będzie mi brakowało Twoich wpisów, to z doświadczenia wiem, że nic na siłę. I że natchnienie wróci. Na razie życzę miłej przerwy :).

      Usuń
  6. Pozdrowienia. Wszystkiego dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Phi, "nieczynne do odwołania" to ty masz non stop ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. I jak twoje chłopaki znajdują najnowszą powieść Marii Parr (oraz mój przekład tejże)?

    W zasadzie miałem z tym zaczekać, aż skończysz czytać, ale właśnie na "Onecie" przeczytałem, że polski przekład "Keeperen og havet" pt. "Bramkarka i morze" (Aneta W. Haldorsen, Dwie Siostry najprawdopodobniej) ukaże się w czerwcu, zaś Maria Parr ma być gościem Big Book Festival w Warszawie 22-24 czerwca 2018 (pierwsza wizyta autorki w Polsce). Oczywiście nie omieszkam się na tę imprezę udać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ brakuje mi notorycznie czasu, moje sesje lektorskie siłą rzeczy są dość krótkie, ale z obserwacji - podoba się. Powieść. Bo trudno, żeby 9 latek kontestował i wypowiadał się na temat tłumaczenia :) Ojciec co innego :P Nie jest źle, choć nie powiem, szlif redaktorski niezbędny. Jest trochę niezręczności składniowych czy gramatycznych i notorycznie powtarzana forma "patrzać" zamiast "patrzeć", co w pewnym momencie strasznie mnie zaczęło drażnić :D Jako całość, biorąc pod uwagę przeznaczenie, całkiem spoko.
      Niestety na BBF raczej nie dotrę, a szkoda, bo chętnie bym posłuchał autorki :)

      Usuń
    2. No cóż, lojalnie ostrzegałem że wyrób dyletancki... O ten szlif redaktorski, skoro książka ma być już latem, i poza "dziećmi wymienionymi w dedykacji" nikt z mego przekładu korzystać raczej nie będzie, to już chyba jednak nie zadbam. A tak dla mojej ciekawości: dokąd już doczytaliście?

      Usuń
    3. @Bazyl: "moje sesje lektorskie siłą rzeczy są dość krótkie"
      Znaczy: tak po 2 rozdziały na wieczór :)

      Usuń
  9. Może jakaś prowokacja pomoże? Hmmm... wiem: "Na południe od Brazos" to jednorazowe czytadło! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaglądam sobie na cmentarzysko, a tu - prowokacja! :P Niestety choć uważam, że "Na południe ...", to książka dobra, acz nie pozbawiona wad, to nie będę o nią kruszył kopii. O wiele bardziej spodobało mi się "Imperium księżyca w pełni" :D

      Usuń
    2. Pfff! Nie udało się... Owszem "Imperium" jest OK, ale niestety okropnie chaotyczne no i zbyt "amerykańskie" - dużo sensacji, ale mało konkretnej historii. Piszę to po tym jak odkryłem książki Petera Heathera - na zupełnie inny temat niż Indianie ("Imperia i barbarzyńcy", "Upadek cesarstwa rzymskiego"), ale polecam - uwielbiam takie książki historyczne: przyjemne w czytaniu a jednocześnie podsuwające niewiarygodne wręcz ilości informacji na tematy które wydawały mi się wcześniej mało interesujące. Po przeczytaniu czegoś takiego człowiek czuje się czytelniczo obżarty - a jeszcze by coś chętnie wciągnął... Po moich kilku wpadkach książkowych zaryzykowałem - i opłaciło się! Facet przywrócił mi wiarę w książki historyczne dla zwykłych ludzi którzy szukają czegoś więcej niż sensacji i ciekawostek.

      Usuń
    3. Nie wypowiem się, bo Heathera nie czytałem i nie mam porównania, ale o ile mogę się nawet zgodzić co do pewnego chaosu, który zawitał na karty "Imperium ...", o tyle tego typowego dla amerykańskich książek NF szukania sensacji jakoś nie kojarzę :) Co do tych magicznych zdolności Brytyjczyka, to zobaczymy, bo wyszukiwarka mojej WBP wyrzuciła dwa czy trzy wyniki :D

      Usuń
    4. Trzymając się tematyki indiańskiej ja na przykład o wiele wyżej cenię np. "Wigwamy, rezerwaty, slumsy" pań Nowickiej i Rusinowej. Same fakty, książka w której nie wolno pominąć żadnego zdania, bo akurat w nim może być coś ważnego :)

      Usuń
  10. Właśnie uświadomiłam sobie, że ostatni wpis zamieściłam cztery miesiące temu. Może czas odwołać? Życzę powrotu weny i chęci, bo sama nie wiem, co wazniejsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przeszedłem w tryb zombie jeszcze w tamtym roku :) A ważniejsze jest dobre samopoczucie i ogólna szczęśliwość. Na razie hasam radośnie po lasach i polach i do klawiatury mnie nie ciągnie. Pewnie z korzyścią dla internetów, gdzie każdy pisać może. Ale czy musi? :P

      Usuń
    2. Skoro Tobie dobrze to hasaj dalej, a jak się już wyhasasz to może powrócisz tu, gdzie parę osób stęskni się okrutnie.. Czy musi - pewnie, że nie, ale czasami chce i lubi i dopóty to go cieszy, to przecie nikomu krzywdy nie czyni, nawet, jeśli talentu poskąpiono, wszak nikt nikogo do czytania nie zmusza :)

      Usuń

"Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników je zamieszczających. Prowadzący bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii."