piątek, 2 marca 2018

Nieczynne do odwołania.

33 komentarze:

  1. Smuteczek :(
    Odwołaj w poniedziałek ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Taki długi remamęt?:P
    PS. Jak ja Cię rozumiem...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja to sobie z Tobą w poniedziałek pogadam :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Popieram przedmówców: kiedy odwołanie?

    OdpowiedzUsuń
  5. Popatrzyłem wczoraj na Wasze komentarze i mi się lżej na duszyczce zrobiło. I nawet siadłem do klawiszy, cóż jeśli nic mi z palców spłynąć nie chce. Wszystko jakieś takie mdłe, na siłę uhumorowiane i w ogóle. Potem poczytałem rzeczy z feedly i stwierdziłem, że macie co czytać :D
    Dzięki za pamięć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, a ja już myślałem, że ta przerwa, to skutek czegoś poważnego, choroby, albo wyjazdu... A skoro to tylko brak natchnienia, to poczekamy, aż wróci. Ale w międzyczasie będziesz aktualizował, co akurat czytacie, ty i twoi synowie?

      Usuń
    2. Jak tylko sobie przypomnę :P

      Usuń
    3. Bazylu, jak ja dobrze to znam... I chociaż będzie mi brakowało Twoich wpisów, to z doświadczenia wiem, że nic na siłę. I że natchnienie wróci. Na razie życzę miłej przerwy :).

      Usuń
  6. Pozdrowienia. Wszystkiego dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Phi, "nieczynne do odwołania" to ty masz non stop ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. I jak twoje chłopaki znajdują najnowszą powieść Marii Parr (oraz mój przekład tejże)?

    W zasadzie miałem z tym zaczekać, aż skończysz czytać, ale właśnie na "Onecie" przeczytałem, że polski przekład "Keeperen og havet" pt. "Bramkarka i morze" (Aneta W. Haldorsen, Dwie Siostry najprawdopodobniej) ukaże się w czerwcu, zaś Maria Parr ma być gościem Big Book Festival w Warszawie 22-24 czerwca 2018 (pierwsza wizyta autorki w Polsce). Oczywiście nie omieszkam się na tę imprezę udać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ brakuje mi notorycznie czasu, moje sesje lektorskie siłą rzeczy są dość krótkie, ale z obserwacji - podoba się. Powieść. Bo trudno, żeby 9 latek kontestował i wypowiadał się na temat tłumaczenia :) Ojciec co innego :P Nie jest źle, choć nie powiem, szlif redaktorski niezbędny. Jest trochę niezręczności składniowych czy gramatycznych i notorycznie powtarzana forma "patrzać" zamiast "patrzeć", co w pewnym momencie strasznie mnie zaczęło drażnić :D Jako całość, biorąc pod uwagę przeznaczenie, całkiem spoko.
      Niestety na BBF raczej nie dotrę, a szkoda, bo chętnie bym posłuchał autorki :)

      Usuń
    2. No cóż, lojalnie ostrzegałem że wyrób dyletancki... O ten szlif redaktorski, skoro książka ma być już latem, i poza "dziećmi wymienionymi w dedykacji" nikt z mego przekładu korzystać raczej nie będzie, to już chyba jednak nie zadbam. A tak dla mojej ciekawości: dokąd już doczytaliście?

      Usuń
    3. @Bazyl: "moje sesje lektorskie siłą rzeczy są dość krótkie"
      Znaczy: tak po 2 rozdziały na wieczór :)

      Usuń
    4. No więc już jest. Profesjonalny przekład na oko wydaje się nieco zręczniejszy od mojego, choć miałbym zastrzeżenia co do niektórych pomysłów tłumaczki, ale różnice nie są zbyt wielkie. Nabyłem, zamierzam porównać obydwa między sobą i z oryginałem.

      Usuń
    5. Na razie zakupiłem Tonję i Bramkarka musi poczekać na swoją kolej. Ale zgodnie z obietnicą zawita na mojej półce :)

      Usuń
  9. Może jakaś prowokacja pomoże? Hmmm... wiem: "Na południe od Brazos" to jednorazowe czytadło! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaglądam sobie na cmentarzysko, a tu - prowokacja! :P Niestety choć uważam, że "Na południe ...", to książka dobra, acz nie pozbawiona wad, to nie będę o nią kruszył kopii. O wiele bardziej spodobało mi się "Imperium księżyca w pełni" :D

      Usuń
    2. Pfff! Nie udało się... Owszem "Imperium" jest OK, ale niestety okropnie chaotyczne no i zbyt "amerykańskie" - dużo sensacji, ale mało konkretnej historii. Piszę to po tym jak odkryłem książki Petera Heathera - na zupełnie inny temat niż Indianie ("Imperia i barbarzyńcy", "Upadek cesarstwa rzymskiego"), ale polecam - uwielbiam takie książki historyczne: przyjemne w czytaniu a jednocześnie podsuwające niewiarygodne wręcz ilości informacji na tematy które wydawały mi się wcześniej mało interesujące. Po przeczytaniu czegoś takiego człowiek czuje się czytelniczo obżarty - a jeszcze by coś chętnie wciągnął... Po moich kilku wpadkach książkowych zaryzykowałem - i opłaciło się! Facet przywrócił mi wiarę w książki historyczne dla zwykłych ludzi którzy szukają czegoś więcej niż sensacji i ciekawostek.

      Usuń
    3. Nie wypowiem się, bo Heathera nie czytałem i nie mam porównania, ale o ile mogę się nawet zgodzić co do pewnego chaosu, który zawitał na karty "Imperium ...", o tyle tego typowego dla amerykańskich książek NF szukania sensacji jakoś nie kojarzę :) Co do tych magicznych zdolności Brytyjczyka, to zobaczymy, bo wyszukiwarka mojej WBP wyrzuciła dwa czy trzy wyniki :D

      Usuń
    4. Trzymając się tematyki indiańskiej ja na przykład o wiele wyżej cenię np. "Wigwamy, rezerwaty, slumsy" pań Nowickiej i Rusinowej. Same fakty, książka w której nie wolno pominąć żadnego zdania, bo akurat w nim może być coś ważnego :)

      Usuń
  10. Właśnie uświadomiłam sobie, że ostatni wpis zamieściłam cztery miesiące temu. Może czas odwołać? Życzę powrotu weny i chęci, bo sama nie wiem, co wazniejsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przeszedłem w tryb zombie jeszcze w tamtym roku :) A ważniejsze jest dobre samopoczucie i ogólna szczęśliwość. Na razie hasam radośnie po lasach i polach i do klawiatury mnie nie ciągnie. Pewnie z korzyścią dla internetów, gdzie każdy pisać może. Ale czy musi? :P

      Usuń
    2. Skoro Tobie dobrze to hasaj dalej, a jak się już wyhasasz to może powrócisz tu, gdzie parę osób stęskni się okrutnie.. Czy musi - pewnie, że nie, ale czasami chce i lubi i dopóty to go cieszy, to przecie nikomu krzywdy nie czyni, nawet, jeśli talentu poskąpiono, wszak nikt nikogo do czytania nie zmusza :)

      Usuń

"Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników je zamieszczających. Prowadzący bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii."