wtorek, 31 marca 2026

Tajemnica domu Uklejów - Aneta Jadowska

 Zacznę może od tego, że cieszę się z wynalazku zwanego w mediach spin-offem, bo też chyba za taki uznać można trylogię (póki co), Gracje z Ustki, której akcja rozgrywa się w anturażu znanym z innego tryptyku, Garstka z Ustki. A cieszę się dlatego, że przy okazji lektury przygód Magdy, bohaterki drugiej, wymienionej tu, serii, zagnieździłem się byłem w nadmorskiej miejscowości i choć zdarzyło się czasem zgrzytnąć zębem na nieracjonalne zachowania samej protagonistki czy jej najbliższego otoczenia, to jednak co się ogrzałem ciepełkiem opisywanej tam wspólnoty, to moje. Dlatego też, gdy odkładałem na wirtualną półkę "Denata wieczorową porą", poczułem ukłucie żalu, bo też chętnie bym, w przypadku gdy własny real life odrobinę zaciąży, w objęcia Garstków wrócił.

I tu z pomocą przychodzą właśnie Gracje. Magda, która w wyniku splotu okoliczności zostaje właścicielką tytułowego domu, położonego w podusteckiej wiosce, o wielce mówiącej nazwie, Zapadłe. I jej dwie przyjaciółki od serca, pisarki, Agata i Zuza. No i truposz, bo nawet cosy kryminał bez truposza, to jak żołnierz bez ...

Miło było się wsunąć w znany i lubiany świat, w którym jak oka w rosole wypływają na wierzch postacie znane z poprzedniego cyklu. Miło było też czytać o tym, co w poprzednich książkach autorki ujęło mnie najbardziej. Przyjaźni. Takiej bezwarunkowej i dosłownie na śmierć i życie, bo wg cytatu z kolejnej części (tak, już za mną): "(...) to takie babki, które na nocnego SMS-a o treści: "Potrzebna pomoc przy mokrej robocie" zjawiają się z łopatami, workami i wybielaczem". Fajnie mieć zaplecze w postaci tak oddanego i doskonale kompatybilnego stada i mówię to z ukłuciem zazdrości, bo samemu nie udało mi się takiego (na takim poziomie zażyłości), w drodze przez życie, wypracować. 

Ale przyjaźń i galeria bohaterów to tylko para składników tego smacznego literackiego dania. Mamy więc też wątki: kryminalny i romantyczny, dużo podanych nienachalnie szczegółów z życia pisarki we współczesnym literackim bagienku (wydawcom w typie Krzysia Zdzisia mówimy nasze stanowcze, nie!) oraz ładne okoliczności przyrody.

Nie znam za dobrze fantastycznej części twórczości pani Anety, ale obyczajowa wchodzi mi nader. Może dlatego, że mam wysoki poziom kompatybilności z bohaterami i choć na początku trochę sarkałem na to, że wszyscy się tak w pół słowa dogadują ze wszystkimi, łapiąc popkulturalne odniesienia i czytając między wierszami (nawet sierżant sztabowy krok przed emeryturą nawija z młodzieżą jak swój), to przecież nie po to czytam kolejny tom, żeby znaleźć tam opisy chamskich pyskówek przedstawicieli dwóch polityką sterowanych plemion. Ba, w Gracjach nawet pyskówki są takie jak lubię, czyli podszyte ironią i podtekstami.

Zasadniczo mógłbym dalej nawijać makaron na uszy, ale chyba jasno widać, że książka sprawiła mi sporo frajdy i, mimo zbrodni i niełatwych tematów (tak, tak, to nie tylko takie pisanie do śmichu), które czasem przewijają się w tle lub wskakują całe na bia..., czarno(?) na pierwszy plan, jest pozycją, przy której naprawdę odpocząłem. Podsumowaniem zaś i dodatkową rekomendacją, niech będzie fakt, że na wirtualnej półce spoczywa odłożona na czarną godzinę "Zagadka martwego wydawcy". Że tak powiem: he, he, he, chyba wiem co się kroi!

15 komentarzy:

  1. O. Mnie pierwszy cykl ustecki zawiódł drugim tomem, więc się tym kryminałom przyglądałem z podejrzliwością, nie paląc się do lektury, ale może jednak zaryzykuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nie zastosowałeś znanej zasady przymykania oka na niesamowitości akcji i irracjonalność niektórych zachowań bohaterek, których, przyznaję, przybywało im głębiej w las. Czy tam cykl. Ale jak już się człowiek pogodził z zasadą, że: Paaaanie, my ze szwagrem, to nie takie rzeczy ...!, wchodziło sympatycznie :P

      Usuń
    2. Zachowań przybywało, nie bohaterek :D Kurczę, a tyle człowiek narzeka na ten błąd w książkach. Kto z nas jest bez winy ... :D

      Usuń
    3. Na różne rzeczy przymykałem oko, ale chyba było tam jakieś zasadnicze złamanie zasad fabularnych, które mnie cofnęło.

      Usuń
    4. Kierowniku, to mnie teraz kierownik zaciekawił :D Nie masz jakichś notatek?

      Usuń
    5. No pacz, o pierwszej części miałem całą recenzję, a z drugiej tylko migawkę: https://www.facebook.com/Zacofany.w.lekturze/photos/a.131651346908105/3477887902284416/?type=3&theater

      Usuń
    6. Srogo, milordzie :P Ale pierwszej części Gracji spróbuj, bo chętnie poznam opinię. IMO seria lepsza od poprzedniczki, której bym jednak aż tak po macoszemu nie potraktował (no, może to: on by, a ona nie, to rzeczywiście) :)

      Usuń
    7. Mnie nie trzeba długo przekonywać :D

      Usuń
  2. No i proszę przegapiłam wielki powrót Waćpana na łono. Na swoje usprawiedliwienie mam, że mnie nie było w sferze, bo byłam nieco dalej. Usteckie pisanie, a jest tam coś z usteckiego klimatu? sory, jeśli już wcześniej o to pytałam, bo osoba wiekowa i pamięć już szwankuje, a nawet galopuje zanik szarych komórek.
    Przyjaźń taka może niekoniecznie w pomocy przy likwidacji zwłok, ale taka o obecności w naszym życiu w razie potrzeby to towar dziś deficytowy. Nawet z moją przyjaciółką muszę się czasami umawiać na wiele dni naprzód, bo żadna nie dysponuje czasem, a tak być nie powinno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to tak z morzem lubię się średnio i nie do końca łapię vibe, więc nie wiem co to ustecki klimat :) Bardziej chodziło mi o to, że czułem się jak po tygodniu wczasów w nowym miejscu. Wiadomo, gdzie na kawę. Pan z piekarenki mówi ci już "dzień dobry". Takie rzeczy :)
      W dzisiejszych czasach, to chyba najlepszy jest spontan, bo faktycznie, jak się zacznie człowiek umawiać ... :P

      Usuń
  3. Jak wypada sama Ustka w książce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę i tu mam zgryz. Bo wydawało mi się, że jest odmalowana całkiem nieźle, ale jak tak sobie próbuję coś charakterystycznego, co zapadło mi w pamięć po lekturze, przywołać, to ... Ale może to po prostu kiepska pamięć :P

      Usuń
  4. Nie znam autorki (jedynie ze słyszenia i entuzjastycznych opinii zaznajomionych fanatyków czytania), ale to wszystko brzmi nader intrygująco...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko zależy chyba od tego czego w danej chwili potrzebujemy. Mnie potrzeba było historii o wspólnocie i dlatego weszło mi dobrze. A ZwL nie podołał na przykład drugiemu tomowi Garstki :)

      Usuń
  5. „w którym jak oka w rosole wypływają na wierzch postacie znane z poprzedniego cyklu” – haha, jakie ciekawe i niebanalne porównanie. :) Autorki jeszcze nie znam. Nie mam takich przyjaciółek, które by natychmiast przybyły pomóc przy mokrej robocie, ale i nie starałam się mieć, bom z natury samotnik.

    OdpowiedzUsuń

"Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników je zamieszczających. Prowadzący bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii."