środa, 29 września 2010

"Grbavica" reż. Jasmila Zbanić


Pogoda nie nastraja do oglądania filmów dołujących, ale "Grbavica" czekała na swoją kolej tak długo, że nie miałem serca odkładać jej na później. W poniedziałkowy wieczór zasiadłem więc przed telewizorem i przyznam szczerze jestem w kropce. Nie wiem bowiem co o debiucie reżyserskim Jasmili Zbanić sądzić.
Grbavica to dla sarajewskich Bośniaczek symbol wojennego piekła. W zlokalizowanych na terenie tejże dzielnicy obozach dokonywano na ludności cywilnej rzeczy niewyobrażalnych. Jedną z ofiar kaźni jest Esma. W filmie, którego akcja rozgrywa się kilkanaście lat po zakończeniu balkańskiego konfliktu, poznajemy ją jako samotną matkę. Esma wychowuje córkę, z trudem wiąże koniec z końcem i z jeszcze większym wysiłkiem utrzymuje dziecko w przekonaniu, że jego ojciec jest bohaterem wojennym, który oddał życie za ojczyznę. Błahe wydarzenie, jakim jest szkolna wycieczka, tańsza dla członków rodzin ofiar serbskich czystek, powoduje, że rodzinna tajemnica eksploduje obu kobietom w twarz. Czy wybuch ten spełni oczyszczającą rolę?
Z jednej strony film poraża swą prostotą. Prawie zupełny brak muzyki, szarobure ujęcia Sarajewa, które wciąż leczy rany, sceny codziennego życia dwóch z jego mieszkanek. Z drugiej, ta prostota niektórych rozwiązań fabularnych, prowadzących do finału, drażni, a sygnały, które wysyła reżyser wydają się mało subtelne. To z kolei prowadzi do konstatacji, czy taki temat może być opowiedziany subtelnie? I tu dochodzę do wniosku, że Zbanić zrobiła to najlepiej jak mogła.
Udało się przedstawić w “Grbavicy” obraz kobiet żyjących z piętnem wojennych przeżyć (przejmujące ujęcia pustych oczu pań zgromadzonych w ośrodku pomocy) i obraz kraju, który w ciągu kilkunastu lat nie otrząsnął się z traumy wyniszczającego konfliktu zbrojnego. Świetna rola Mirjany Karanović żyjącej tylko dla córki, bo reszta egzystencji straciła sens w serbskim obozie. Równie udana kreacja Luny Mijović, zbuntowanej nastolatki poszukującej swojej tożsamości. I tylko zakończenie pozostawia pewien niedosyt. Zbyt szybkie, zbyt radosne. Rany tak szybko się nie zabliźniają, a i wybaczenie potrzebuje czasu.
Doszedłem oto do końca mojej pisaniny i w międzyczasie pozbyłem się wątpliwości. “Grbavica” to dobry film, w którym, mimo pozornego chłodu i nudy fabularnej, aż kipi od skrywanych emocji.

5 komentarzy:

  1. Też mi się podobało. Drażniła mnie bardzo ta nastolatka, ale to przez jej bunt, którego początkowo nie mogłam zrozumieć. Odnośnie zakończenia, to nie wydało mi się przesadnie optymistyczne, bowiem [spoiler!!!] wskazuje, że dwie bohaterki mają szansę się porozumieć, ale to nie zmienia faktu traumy, nie wymazuje tego, co się wydarzyło. Obie będą płacić jeszcze za dawną wojnę.[koniec spoilera!]

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ten film już od dobrych 7 miesięcy i jeszcze się nie zdobyłam na to, by go obejrzeć. Chyba potrzebuję do tego towarzystwa, chyba nie chcę tego oglądać sama.

    A swoją drogą, to w Sarajewie ciągle widać miejskie rany wojenne i chyba długo tak pozostanie, z różnych przyczyn.

    OdpowiedzUsuń
  3. Listonosz właśnie przyniósł przesylkę - serdecznie dziękuję i za lekturę i za śliczną zakładkę

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja kiedyś zaczęłam oglądać ten film, nie skończyłam i tak sobie od ponad roku czeka na swoją kolej.

    OdpowiedzUsuń

"Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników je zamieszczających. Prowadzący bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii."