piątek, 18 maja 2018

"Stara Słaboniowa i Spiekładuchy" Joanna Łańcucka

O swojej słabości do literackich dziarskich staruszków pisałem już tak wiele razy, że oszczędzę Wam w tym wpisie tych wyświechtanych frazesów, ograniczając się do stwierdzenia, że zostałem fanem starej Słaboniowej.

Bo jakże tu wiekowej kobitki nie lubić, skoro sama jedna, w kij jedynie leszczynowy zbrojna i poza nim tylko godnościom osobistom i życiowym doświadczeniem dysponująca, staje przeciw strzygom, wąpierzom, diabłom, kikimorom i całej reszcie okropności rodem ze słowiańskiego bestiariusza? Zważcie, że nie jest muskularnym mutantem, który czarnoksięskimi dekoktami wzmocnion, siecze sobie raz stalą, raz srebrem tałatajstwo jak leci. I jeszcze mu za to płacą. A Słaboniowa bez oglądania się na podziękę, straż nad wsią w której jej żyć przyszło sprawuje i wszystkie te tytułowe Spiekładuchy, które się z ludzkiej niedoli, zawiści, żalu czy zemsty rodzą, a czasem też i ze zwykłego skurwysyństwa, eliminuje, bądź z dala od obejść trzymie.

Joanna Łańcucka stworzyła bohatera, a właściwie bohaterkę, na miarę Wiedźmina. Tak, tak, nie bójmy się śmiałych porównań. Słaboniowa to postać równie mroczna i skomplikowana jak Geralt. Z okropnym dzieciństwem, z grzeszną młodością i tajemnicą sprzed lat jest Teofila osobą wielowymiarową i pełną zagadek, które powoli, wraz z postępem lektury, będziemy rozwiązywać. Nie ustępuje też autorka panu Sapkowskiemu w kreowaniu dynamicznych, krwawych i strasznych scen i choć można niektórym zarzucić wtórność (choćby scena egzorcyzmowania), to nie sposób się od nich oderwać.

Ale nie samą Słaboniową i akcjami z jej udziałem książka żyje. Mamy też niewielką galeryjkę lokalnych person, z którymi styka się, chcąc nie chcąc (zazwyczaj nie chcąc) nasza wiekowa fajterka. Tu też troszkę trąci sztampą (plotkara, dewotka, lubiący podjeść ksiądz, wioskowe pijaczki), ale kto mieszka na wsi, niech pierwszy rzuci kamień, jeśli nie udało się uchwycić autorce postaci charakterystycznych dla większości rodzimych siół. Co więcej, część z nich scharakteryzowano w sposób, który sprawia, że nie wiadomo kto gorszy, człowiek czy tytułowy Spiekładuch. Słaboniowa wiele mogłaby o złych ludzkich językach i prędkich do oceniania łbach powiedzieć. No i, jak już przy językach jesteśmy, jest jeszcze język, na poły gwarowy, na poły niedbała polszczyzna z jej "harbatą", czy tak bliskimi mojemu sercu "kombojami".

Ładne jest to bajanie pani Joanny, oj ładne! Wróciłem na kartach jej powieści do domu Dziadków, w którym spędzałem wakacje czasów podstawówki. Jednoizbowej chaty, która przez ścianę graniczyła z małą obórką. Z pokoikiem, w którym tak jak i u Słaboniowej ze ścian pochylały się nad dwoma łóżkami święte obrazy, a ciepłem raczyła kuchnia opalana drewnem. Wspomniałem czasy bez elektroniki, ale za to z mlekiem prosto od krowy (tak, tak, były takie czasy) i czereśniami prosto z drzewa sąsiadów (przy czym nie zalecam łączenia). To się już co prawda nie wróci, ale jak dobrze jest o tym świecie poczytać. Akcję, horror, trochę seksu i napierdzielanki rodem z "Obcego" dostając w gratisie. Zdecydowanie polecam!

Z tego miejsca pragnę podziękować Charliemu, który na trop książki mnie naprowadził pisząc o niej >>>TAK<<<.


35 komentarzy:

  1. No, to się nazywa wrócić z przytupem!
    Na miarę Wiedźmina? Serio? I ja nic o tym nie wiem? Kolejna książka do kupienia/przeczytania? Uch.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i nie są teksty Słaboniowej tak ucieszne jak te z utarczek słownych Geralta z Jaskrem, a i widowiskowość jej poczynań nie zainteresuje raczej Netflixa, ale wiedz lub nie, gdyby przyszło do próby charakterów, to mógłby się mości wiedźmin, pardą, zesrać :P
      PS. Szkoda, że nie możesz korzystać z elektroniki do czytania, bo Legimi posiada tytuł w abonamencie.

      Usuń
    2. Czuję się wystarczająco dobrze zmotywowana do zakupu tej książki za własne, uciułane grosiki. Ale poprzeczkę zawiesiłeś wysooooko! Przywołana poniżej babcia Jagódka była np. urocza i czytało się to świetnie, ale jednak startowała w innej lidze niż Wiedźmin.

      Usuń
    3. Jutro postaram się rzucić zachęcającym cytatem, bo przy całej sympatii do Legimi, niemożność kopiowania pozaznaczanych cytatów uważam za siarę. A miałem kilka na okoliczność prawdopodobnego wpisu :) Jaka będzie kara gdy lektura nie sprosta napompowanym przeze mnie oczekiwaniom. Z kasą u mnie krucho :P

      Usuń
    4. Luzik, wystarczy, że postawisz naleweczkę własnej roboty gdy już przyjedziesz z rodziną do Szczecina:D

      Usuń
    5. I tu, widzisz, może być problem, bo zajęty wyzwaniami dnia powszedniego porzuciłem to zacne hobby. A zapasy z dobrych czasów się pokończyły :( I nie mam nawet pół litra na czarną godzinę jak bohaterka opisywanej tu powieści :) Żeby nie było, zmienię to. Do czasu tego przyjazdu rezultat mych poczynań powinien nawet nabrać mocy i smaku :P

      Usuń
  2. Coś jakby babcia Jagódka Brzezińskiej? :D Brzmi zachęcająco, Charlie też apetycznie opisywał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam już detalicznie postaci wykreowanej przez Annę Brzezińską :( Wydaje mi się jednak, że Słaboniowa pod względem wyrazistości spokojnie może z Babcią konkurować :) Bo żeby z Wiedźmami, to już bym się zastanawiał :P

      Usuń
    2. Z Wiedźmami to chyba nikt nie może konkurować :D

      Usuń
    3. Może, nie może. Nie śmie :)
      Wracając zaś do tematu, to "Stara ..." jest również niezłym obrazem przemian polskiej wsi. Wyludniającej się, zamieszkanej przez starszych ludzi, z młodzieżą uciekającą do miast po wygodniejsze życie. I potem wstydzącej się chłopskiej proweniencji i odżegnującej od rodziców. Przykre to, ale ma miejsce i dziś.

      Usuń
    4. No dobra, już wpisałem na listę do zdobycia :P

      Usuń
    5. Jak o tym dobrze pomyślę, to wolę jak obaj nie piszecie (albo jak ja Was nie czytam). Co wpis, to książka do kupienia, no w mordę, litości!

      Usuń
    6. Już wiem czemu przestałem pisać. To przez ten cholerny ciężar odpowiedzialności polecacza :P Właśnie mi to uświadomiliście z momartą :)

      Usuń
    7. O matko, bo zaraz się znów zamkniesz w sobie! Na pewno masz jakąś polisę na okoliczność:P

      Usuń
    8. I tam, jakby się przejmował rolą polecacza, to bym zwariował. Szczęśliwie, czego bym nie polecił Marlowowi, to ma wady, więc w głowie mi się nie przewraca od sukcesów :D

      Usuń
    9. @momarta Jedyną polisą jest moje chimeryczne podejście do pisania, czyli w zasadzie nie ma żadnej :P A tak serio, to troszkę jednak się przejmuję, że komuś nie podejdzie to co mnie spodobało się na tyle, żeby spłodzić tekst. Pocieszam się myślą, że mnie po lekturze też ciągnie do zakupów. Dwa tomy Bestiariusza słowiańskiego czekają.
      @Piotr Niestety, rządowe sięgam po pozycję, które można choć z grubsza nazwać klasyką, więc opcja z Marlowem odpada :P Ale może Ty wytkniesz Słaboniowej, nomen omen, słabizny :D

      Usuń
    10. Jeśli do niej dotrę, to nie omieszkam roznieść książki na podeszwach :D Możesz na mnie liczyć.

      Usuń
  3. Odwieszone? Odwołane? Cieszyć się okrutnie:) Książka z rodzaju nie czytanych przeze mnie, ale za to Bazyl czytywany chętnie. Tak to czasami bywa, że chętnie czytam o czymś, czego wiem, że i tak nie przeczytam. Trochę to pokrętne.Ale co tam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy co los przyniesie :) No i zawszeć to miło trafiać w gusta i bawić SzP Czytelników :D Zapomniałem już jak to miło.

      Usuń
  4. Co to za dzień dziś, co za dzień! Najpierw na Tramwaju poczytałam, teraz tu, ja już naprawdę nie wiem, czy to nie za dużo wrażeń!!!

    Nie, żeby mój portfel kochał te powroty, ale co tam. A nową szafkę na książki i tak muszę nabyć, czymś ją wszak trzeba zapełnić, co będzie pusta stała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maj pełen niespodzianek :) A z problemem półek poradziłem sobie zapełniając te wirtualne. Nie straszą gości i w sumie chyba taniej wychodzą :)

      Usuń
  5. Wiedźminy to akurat bardzo nie moje klimaty, ale tu "galeryjka lokalnych person" i te wszystkie kikimory brzmią zachęcająco.
    Iwona Banach też bardzo chwaliła "Słaboniową". Zatem może kiedyś, nie wykluczam.
    Winszuję powrotu! Dziękuję za przyjemność czytania! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja widzisz za mitologiami, zabobonami i czarami, przepadam. Nawet pracę licencjacką pisałem o takich właśnie praktykach. Mogłem w sumie na wstępie ostrzec, żeby brać na to poprawkę :) No i cieszę się, że moja pisanina wciąż się podoba :D

      Usuń
  6. Powrót i to jaki! To lubię i się cieszę. A z książką to teraz się muszę koniecznie zapoznać. Geralt mi zalazł nie raz za skórę i do pasji doprowadzał, a mam przeczucie, że Słaboniowa zostanie moją idolką wśród wszystkich mordujących biedne bestyjki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podczas lektury znalazłem więcej cech wspólnych u obu przywołanych tu postaci, ale bojąc się zarzutu, że wyszukuję je na siłę, pozostałem przy ogólnikach :)
      Ale żeby nie być gołosłownym: "Doktor popatrzał na nią, czując, jak jego żołądek zamienia się w ciężki kamień. Twarz Słaboniowej była nieprzenikniona, nie malował się na niej żal ani strach, ani żadne inne uczucie, jakiego można by się spodziewać w takiej chwili. Jej zmrużone, jasne oczy wpatrywały się bystro w widniejący w oddali las. Doktor zdał sobie sprawę, że stara Słaboniowa właśnie ruszała na polowanie i nagle poczuł w stosunku do niej jakiś dziwny lęk i odrazę". Wypisz, wymaluj, stosunek ludzi do Geralta :D

      Usuń
  7. Cieszy powrót. Pozdrawiam Pana. MG.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludowe mądrości o jaskółkach mógłbym zacząć przytaczać, ale czy jest sens? Będzie co ma być, a na razie mam wielką frajdę widząc, że nie zapomniano mojego placyku :)
      PS. Proponuję wirtualnego brudzia, bo jakoś źle się z tym "panem" czuję :)

      Usuń
  8. Niezwykły, klimatyczny blog. A ta książką zostanie przeze mnie przeczytana, na pewno w formie e booka. Bo z papierowymi wydaniami nie radzę sobie zupełnie, nie mam ich gdzie upchnąć. Pozdrawiam nocnie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że niby ten tutaj? Fakt, niezwykle dobrze idzie mi lanie wody, ale żeby klimat? Chyba że ignorancji i amatorstwa :P Ja też przestałem kupować papier (oprócz dziecięcych czy tam już młodzieżowych), mimo że miejsca jeszcze sporo mam. Doszedłem jednak do wniosku, że na półkach jest już taka ilość, że i dom ma duszę i goście (z wyjątkami) robią "Wow, po co ci ich tyle??". :D

      Usuń
  9. O, też czytałam u Charliego! I też mi się z Babunią Jagódką skojarzyło (a Babunię lubię, bo charakterna). Rozejrzę się w bibliotece, bo legimi nie mam.
    A z charakternych, wiekowych babek to jeszcze ciekawa jest Koślawa z powieści Artura Olchowego, tyle że to postapokalipsa. Ale napisane znakomicie, no i słowiańskie mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że przez Wasze skojarzenia nabrałem ochoty na powrót do Wilżyńskiej Doliny :) Tylko trochę strach, bo Babunia z tego co pamiętam to i w capa potrafiła zamienić :P

      Usuń
    2. Można się wkupić w łaski Babuni! Naleweczką :) :P

      Usuń
  10. Z opisu to mi się Słaboniowa bardziej z Wędrowyczem niż z Wiedźminem skojarzyła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem. Traumatyczne dzieciństwo, wyobcowanie i życie gdzieś jakby z boku, skierowało mnie ku Geraltowi. Ale mogę się mylić, bo Jakuba pamiętam o tyle o ile :) Na pewno Słaboniowa nie ma takiej, nomen omen, słabości do trunków maści wszelakiej jak ten ostatni :P

      Usuń

"Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników je zamieszczających. Prowadzący bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii."