Wieść gminna niesie, że jeśli chodzi o sequele, to zazwyczaj są gorsze od pierwowzorów, a tylko kilka nielicznych wyjątków (np. moim zdaniem, "Obcy - decydujące starcie"), potwierdza tę regułę. Cóż zatem można powiedzieć o drugiej części przygód Wawrzyńca i jego familii? Reguła? Wyjątek?
"Ballada o chaosiku" to kontynuacja losów Dziedzica, Potomki i ich rodziców w wieku średnim. Forma znana z "Jędrnych ..." pozostała bez zmian i ma postać blogowych wpisów, upchanych na ok. 500 stronach tworzących książkę. Dzieci dorastają. Dziedzic idzie do przedszkola. Potomka zaczyna komunikację werbalną. A w tak zwanym międzyczasie, powodują u rodzicom: szczerzenie kłów, puchnięcie z dumy, ataki nerwów, niekontrolowane drgawki i wiele, wiele innych reakcji w odpowiednich oczywiście proporcjach i niekoniecznie podanej tu kolejności.
No dobra. Ja tu pierdu, pierdu, a przecież miałem napisać, że mimo, iż widać zmęczenie materiału, czyli autora, który ma wzloty (fragmenty okupione szalonym śmiechem, łzami radości i dziwnymi spojrzeniami domowników) oraz upadki (fragmenty, które zasłużyły na bazylową "kamienną twarz"), to jednak podobało mi się. No bo jakże może być inaczej, kiedy co którąś stronę lecisz do Kitka i wrzeszczysz: "Patrz, czytaj, o nas człowiek pisze!", albo "Nożesz, Barti jako żyw". Że już nie wspomnę o nostalgicznych wstawkach z przeszłości, które są mi tak bliskie jak własne o czasach młodzieńczych wspomnienia. W końcu autor, to starszy o rok facet, który w LO był metalem. No wypisz, wymaluj ... :D
Czytać! Śmiać się! Polecam!
Aż tak? Słyszałam coś o pierwszej części ale jakoś nie wgłębiłam się w temat. Teraz napewno nie przejdę obojętnie :) Szukam książki na smętne,jesienne,zimne wieczory.
OdpowiedzUsuńJak dorwę, to wezmę do ręki, obiecuję!
OdpowiedzUsuńBalianna Aż. Autor jest prawie moim równolatkiem, ma dzieci w wieku moich pociech, podobne dylematy, radości i smutki. Pisze w sposób, który mnie śmieszy. I też się wkurwia, że nie pojechał na Metallicę do Chorzowa. No to jak nie może być "aż"? :D
OdpowiedzUsuńAgnes Testy o progeniturze mogą Cię nieco przestraszyć. Szczególnie część przedszkolna. Ale to przecież jeszcze hohoho ... :D
Bazylu, kolejna wspaniała recenzja, pierwszą część przeczytałam dzieki Twojej notce, czas na drugą, Prusky jest rewelacyjny na jesienną deprechę. A ta zapewne za chwilę:-)
OdpowiedzUsuńm Przeczytana z rana pochwała, to miód na serce moje i pozytywny kop pomagający w boju zawodowym :D Dzięki.
OdpowiedzUsuńPrusky jest świetny. Jak go czytam, zazdroszczę i Dziedzica, i Potomki ;) Kiedyś widziałam pociechy Pawła Klimczaka w telewizji. Rozkoszne, ale... takie zupełnie inne niż w książce ;)
OdpowiedzUsuńA swoją drogą, Bazylu, może też pomyślisz o własnej "Balladzie..."? ;)
Annie Brak warsztatu, brak talentu. Znam swoje możliwości i wiem, że nie są one na miarę kolejnej "Ballady ..." :)
OdpowiedzUsuńTak sobie czytam po kolei starsze posty, bo dopiero dziś odkryłam Twojego bloga, i zapisuję, co by tu... Zaraz lecę kupować tego Pruskiego, wcześniej o nim słyszałam, ale dopiero Twoja recenzja mnie bardziej zachęciła :)
OdpowiedzUsuńJa wprawdzie dysponuję dwiema sztukami potomstwa płci żeńskiej, ale czuję, że też się pośmieję (przez łzy?).
Tores Witam zatem i od razu zastrzegam, że reklamacji nie przyjmuję. Niemniej jednak "Balladę ..." testowano na zaprzyjaźnionej matce dwóch córek (3 i 4 lata) i obśmiała się jak norka, więc ... :D
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam "Jędrne kaktusy" i przyszłam podziękować za rekomendację :) Może jak norka to się nie obśmiałam, bo to wszystko jest za bardzo PRAWDZIWE, a ja akurat mam taką trochę depresję z powodu bycia osaczoną/uziemioną przez dzieci. Z drugiej strony, czytając o Potomce, wesoło pokrzykującej o czwartej nad ranem pozbyłam się nieznośnego poczucia bycia obdarzoną przez złośliwy los jedynym na świecie dzieckiem budzącym się w środku nocy na trzygodzinne pogawędki...
OdpowiedzUsuńLecę szukać drugiej części.
Tores Proszę bardzo. A że za bardzo prawdziwe... coż, c'est la vie i trzeba się z tego śmiać. Lepsze to niż deprecha. Nie daj się :D
OdpowiedzUsuń