poniedziałek, 23 marca 2026

Dungeon Crawler Carl - Matt Dinniman

Tyle myśli kłębi mi się w głowie po lekturze LitRPG autorstwa Matta Dinnimana, że czuję się trochę tak, jakby jej tytułowy bohater wrzucił mi prosto do łba dzban bum bum swego imienia. Że co? No właśnie, to było pytanie, które towarzyszyło mi właściwie od pierwszej strony.

Zacznijmy może od tego jak "Dungeon ..." w ogóle trafił w moje ręce. Otóż, zmęczony konwencją bestsellerowego "Hamneta", który czytał mi się coraz wolniej i wolniej, poczułem konieczność znalezienia lektury lekkiej, która przywróciłaby mi czytelniczą radość, pozwoliła nabrać książkomolowego szwungu i przypomnieć sobie, jak to było rwać noce dla "jeszcze jednego rozdziału". Zaintrygowany okładką znalezioną w katalogu Legimi i przeczytawszy, że to "jedna z najbardziej porąbanych (...)", wrzuciłem na półkę, żeby sprawdzić prawdziwość opinii z blurba. Ocknąłem się trzy dni i ponad pięćset stron później, zastanawiając się zenkowym klasykiem, jak do tego doszło.

Nigdy nie mogłem zrozumieć jak moi synowie mogą oglądać na YT zapisy rozgrywek gier komputerowych ("A to nie lepiej grać, niż oglądać granie?), aż tu nagle doznałem olśnienia, tylko, jako człowiek starej daty, użyłem innego medium. Bo też "Dungeon ...", to nic innego jak zapis sesji gry RPG (stąd określenie gatunku przywołane na początku - literacki RPG). Intro to atak kosmicznej mocy, która w dość widowiskowy sposób anihiluje ludzkość, a ocalałe resztki wprowadza do tytułowych lochów, żeby móc w międzyukładowych mediach śledzić jak też sobie będą radzić te śmieszne, dwunogie stworki. Śmiałek, który dokona niemożliwego i pokona wszystkie poziomy, ocali planetę, zasłuży na kosmiczny fejm i wieczną chwałę, będzie też mógł zatrzymać zgromadzone podczas wykonywanie questów złoto.

Głównego bohatera apokalipsa zastaje w bokserkach na tyłku i ze sfochaną kotką w rękach. To właśnie Carl i, tak kocia jak tylko można, Królewna Pączuś (należąca do jego ex, zwyciężczyni wielu konkursów piękności), spróbują odnaleźć się w nowych realiach, przeżyć, ogarnąć rosnącą we wszechświecie popularność i dotrzeć do szczęśliwego końca (a ten jawi się dość odległym, bo seria liczy na dziś osiem tomów, a nie jest to chyba ostatnie słowo autora), a to wszystko będąc zmuszonymi zabijać, zabijać, zabijać!!! A! Jeśli myślicie, że Królewna będzie robiącym za tło petem (nie w sensie papierosa, tylko pupila bohatera), to zapomnijcie. W tym teamie, to Pączuś jest właścicielką robiących wrażenie statsów.

Mój stosunek do tej książki jest mocno ambiwalentny. Najlepiej chyba oddaje go komentarz, który gdzieś widziałem w necie, gdzie człowiek chcący stworzyć sobie program do oceniania książek zamiast tradycyjnej skali np. 1-10, chciał dwóch osi: na jednej, wartość literacka książki, na drugiej, przyjemność z lektury. "Dungeon ..." zaliczyłby, odpowiednio, mocne pikowanie i ostrą zwyżkę. Bo też i książka, choć przy okazji ostrej rozpierduchy jaka ma miejsce na jej stronach, próbuje diagnozować rzeczy ważne, to jednak de facto... jest opisem ostrej rozpieruchy. I jako taka ma swój urok, który jednak nie wszyscy docenią.

Dla kogo zatem jest przeznaczona ta pozycja? W stylistyce odnajdą się niewątpliwie ci, którzy przy pomocy Młota Prawdy Objawionej Przez Uderzenie w Czoło zaciukali niejednego Chrumkającego Prosiaka z Piekielnych Czeluści Rozpaczy czy coś w tym guście. Weterani MUDów, sesji D&D czy wielogodzinni naparzacze w Planescape: Torment, Baldur's Gate czy Elder Scrolls. Nie bójmy się tego słowa: nerdy. Oni będą wiedzieć czemu bohaterowie farmią ekspeki czy zapychają inventory (bo gra pozwala dźwigać dosłownie wszystko), najgorszym badziewiem. To rzecz dla ludzi, którzy nie mogli strawić patosu w "Igrzyskach śmierci", za to ciekawiło ich działanie czaru Inferno w zamkniętym, pełnym orków, pomieszczeniu, w Diablo. Czyli raczej ściśle wyspecyfikowany target.

Na koniec odrobina dziegciu w tym puchatkowym garncu miodu. Kiksy językowe w tekście. Już nie dociekam kto stworzył (tłumacz), a kto puścił (redaktor), ale są momenty, które naprawdę zgrzytają. Dwa przykłady, bo te mam wynotowane, a nie chce mi się szukać reszty, która wpadła mi w oko. "Ruszyłem naprzód, kopiąc go (karalucha, przyp. mój), gdy się cofał. Pączuś zeszła z sykiem z mojego ramienia, gdy podskoczyłem wysoko, by na nim wylądować". Murarz, tynkarz, akrobata normalnie. "Yolanda czuwała na tyłach z łukiem gotowym do wystrzału". Łukiem? Do wystrzału?!

Podsumowując. Jeśli choć drobna część tego co powyżej nagryzmoliłem ma dla ciebie jakiś sens, ruszaj śmiało w objęcia dinnimanowego postapo. Jeśli nie, to GDZIEŚ TY SIĘ UCHOWAŁ CZŁOWIEKU!? :P Polecam z ostrzeżeniem, że raczej parental advisory.

5 komentarzy:

  1. Ej, i nie wiem, czy mam to czytać, czy nie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? Nie :D A jak nie posłuchasz, to pamiętaj, że sam sobie zgotowałeś ten los. Ty w ogóle grałeś kiedyś w jakieś RPG?

      Usuń
    2. W życiu, w nic nie grałem. Może dlatego nie zrozumiałem, co do mnie piszesz :D

      Usuń
    3. Poproś Martę, żeby wytłumaczyła. Wierzę, że jako fajterka w WoWa, spokojnie da radę :) A tak serio, to nie łapiesz się na ten "ściśle wyspecyfikowany target" :D

      Usuń
    4. Tego, co Marta pisała, też nie rozumiałem :P Ale ok, jedna książka mniej do czytania.

      Usuń

"Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników je zamieszczających. Prowadzący bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii."