sobota, 10 października 2026

Rok zająca - Arto Paasilinna

Chyba nigdy nie było mi dane tak doskonale rozumieć postępowania głównego bohatera czytanej przeze mnie książki. Bo też i nigdy w życiu nie byłem bliżej słynnego: "A może by tak rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady?". Wszystkiego bowiem nagle stało się za dużo, za bardzo się pokomplikowało, za bardzo skumulowało i jedna głowa wydawała się być niewystarczająca, żeby ogarniać. Kaarlo Vatanen, główny bohater "Roku ...", też doszedł w swoim życiu do ściany (a może raczej do urwiska) i kiedy wychodzi z auta zobaczyć co stało się z potrąconym, przez prowadzącego auto kolegę z pracy, zającem, jeszcze nie wie, że już do tego samochodu, ba!, do całego swojego dotychczasowego życia już nie wróci.

A życie to przecież, wydawać by się z boku mogło, nienajgorsze. Niezła dziennikarska fucha. Dobra sytuacja finansowa (pan redaktor jest nawet właścicielem łodzi). I choć obraz psuje trochę zołzowata żona, to przecież nawet w małej stabilizacji nie wszytko musi być perfekt (zołza nie chce też dzieci). A jednak w głowie Kaarlo przestawia się jakaś wajcha, która każe mu porzucić ten uporządkowany żywot i dać się porwać Losowi, w następstwie czego przemierzy Norwegię (i nie tylko), poznając interesujących ludzi i biorąc udział w przedziwnych wydarzeniach. Żyjąc z dnia na dzień, robiąc to na co ma ochotę i czerpiąc radość z prostoty i obcowania z przyrodą.

Uwielbiam Paasilinnę za nieokiełznaną wyobraźnię, która pozwala mu powoływać do życia nietuzinkowe postacie i tworzyć nieprawdopodobne historie z ich udziałem. I czyta mi się go tak dobrze, że jestem w stanie na te nieprawdopodobieństwa przymknąć oko. Bo skąd na przykład miastowy człowiek, zna się nagle na ciesielce, murarce i dekarstwie, bo między innymi takimi właśnie zajęciami para się w czasie swojego eskapistycznego tournée. Zasadniczo cały tekst, to szalona opowieść godna króla mitomanów, w której akcja goni akcję, a każda kolejna jest bardziej niestworzona od poprzedniej. No i wspomniane już indywidua, które stają Vatanenowi na drodze. Pijaczkowie, wyrzutki, femme fatale, niebieskie ptaki.

Wydaje mi się, że Paasilinna chciał pokazać jak niewiele tak naprawdę potrzeba do szczęścia i jak cholernie się unieszczęśliwiliśmy komplikując w nieskończoność rzeczy do niedawna proste. Przestaliśmy się też cieszyć tym co czasem mamy na wyciągnięcie ręki i, uwaga, całkiem darmo. Letnim gwiaździstym niebem, pięknem jesiennego lasu czy kubkiem gorącego kakałka (lub butelką puszczańskiego samogonu, wedle woli i upodobań). Vatanen żyje chwilą, daje się ponieść biegowi zdarzeń i dzięki temu może pić bimber, siedząc w leśnym strumieniu, podczas gdy dookoła szaleje pożar, a drzewa zamieniają się w pochodnie czy uczestniczyć w przyjęciu na wysokim szczeblu nie będąc nań zaproszonym, ale w sumie nic sobie z tego nie robiąc. Któż z nas może powiedzieć to o sobie?

Miło przeczytać, jako dobrą literacko wersję jednej z niezliczonych historii o odmienianiu swego życia, które zaludniają Internet. Miło pomyśleć, jakby to było porzucić świat obowiązków, oczekiwań, odpowiedzialności za, powiązań i zależności, i sprowadzić życie do podstawowych potrzeb. Ale potem trzeba sobie uświadomić, że Vatanen wylogował się z drobnomieszczaństwa w las w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, a teraz mamy trzecią dekadę nowego stulecia, świat poszedł, a właściwie sprintem pobiegł, do przodu i taka robinsonada jest już rzeczą o wiele bardziej skomplikowaną. Niemniej jednak jako pożywka dla wyobraźni, lektura "Roku zająca" sprawdza się całkiem, całkiem. 

PS. Gwoli kronikarskiego obowiązku. Jest w powieści wyraźny wątek odnoszący się do ówczesnej sytuacji politycznej i próba jej komentowania, ale nad tymi akurat fragmentami pozwalałem sobie szybciej przelatywać wzrokiem. Niemniej pewna teoria spiskowa, która się w książce pojawia jest właśnie na miarę bogatej wyobraźni autora.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników je zamieszczających. Prowadzący bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii."