piątek, 13 września 2013

O pierwszych tomach "Jeżycjady" słów kilka.

W gąszczu komentarzy pod jeżycjadowym wpisem momarty, autorka wyznaje, że: "Mężczyźni czytający Jeżycjadę to dla mnie zjawisko trudne do pojęcia." i pyta, co prawda nie mnie in personam, ale przecież co mi szkodzi wmieszać się w sprawę, "(...) za co Ty lubisz Jeżycjadę?". No właśnie, za co ja właściwie lubiłem pierwsze cztery tomy, bo tyle zdążyłem w 2007 roku przeczytać, cyklu? Bo że lubiłem, to pamiętam, ale reszta ... Podpierając się zatem protezą w postaci archiwum grupy książkowej, na której się kiedyś udzielałem, pozwalam sobie wrzucić stare teksty, które, być może, pomogą odpowiedzieć nam wszystkim na dręczące nas pytania.

"Szósta klepka"
Z książkami/cyklami, które mają bliżej niesprecyzowany status "kultowych", jest zazwyczaj tak, że dzielą czytelników na dwa obozy. Bezwzględnie oddanych fanów i równie fanatycznych wrogów. Zazwyczaj nie ma obozu centrowego, żeby użyć politycznego języka.
Zachęcony wielowątkowymi dyskusjami na pl.rec.ksiazki, sięgnąłem po pierwszy tom "Jeżycjady", z którą, zaznaczam od razu, nie miałem okazji zetknąć się w bardziej odpowiednim do tego rodzaju lektur, wieku. Przeczytałem i zgodnie z tym co na wstępie, muszę się ustosunkować. Więc prosto z mostu - przepadłem.
Historia poznańskiej rodziny Żaków wciągnęła mnie do tego stopnia, że gdyby nie obowiązki, podejrzewam, że zostałaby "połknięta" za jednym posiedzeniem. Teksty, sytuacje, ogólna atmosfera domowa opisana w "Szóstej ..." i mój faworyt - Bobek, który przebija "Satyrę w krótkich majteczkach/spodenkach (?)" pamiętaną z "Kobiety i życia", składają się na fantastycznie lekką, pełną ciepła książkę.
No dobra, ja tu gadu gadu, a tu trzeba lecieć po "Kłamczuchę"! Polecam!

"Kłamczucha"
Każdy z nas kiedyś kłamał. W czasach młodości łgaliśmy więcej, w dorosłym życiu, nauczeni doświadczeniem, że kłamstwo ma krótkie nogi, mniej (choć są wyjątki). Ale rzadko zdarza się, żeby ktokolwiek wywindował sztukę mówienia nieprawdy na takie wyżyny jak Aniela Kowalik, mieszkanka Łeby i główna bohaterka "Kłamczuchy" M. Musierowicz.
Książka ta, choć doprawiona dydaktycznym smrodkiem, to jednak nie tylko napomnienie dla domorosłych blagierów, ale również opowieść, jaka to drzewiej młodzież bywała. Z racji braku platform cyfrowych, komórków i innych internetów, kierowała swe myśli ku innym, dla dzisiejszej przyszłości narodu, nudnym rzeczom. Takim jak teatr, takim jak rozmowy przy herbatce z cytrynką (jak była), podróże autostopem, takim jak prywatki, czy w końcu jak zwykłe ludzkie współistnienie oparte na kontakcie innym niż wirtualny (tak, tak, były takie czasy).
Dobrze by było, żeby przeczytali ją młodzi ludzie z syndromem sms-owego kciuka. Ot, żeby poznać alternatywy, dla "puszczania sygnałków", "czatowania na onecie" i innych XXI-wiecznych rozrywek. Ale oni na wzmiankę o książce pytają czy ma dzwonki w mp3. Podsumowując - miła to lektura, choć po trosze smutna, kiedy uświadomimy sobie, że to se ne vrati.
PS. Najgłośniejsze wybuchy śmiechu towarzyszyły pojawieniu się na scenie Mamerciątek. W ogóle akapity z najmłodszą progeniturą podobają mi się najbardziej, ale to pewnikiem przez moje skażenie, świeżym jeszcze, ojcostwem.

"Kwiat kalafiora"
Kolejny tom "Jeżycjady" za mną. W końcu doczekałem się spotkania z rodziną Borejków, o której, również tu na pl.rec.ksiazki, często słyszałem. Spotkałem ją i... wsiąkłem. Nie bez znaczenia był tu pewnie fakt, że jestem jedynakiem wychowanym przez mamę i pewną tęsknotę za taką borejkowską, liczną i wręcz idealną rodziną, gdzieś tam w sobie od zawsze nosiłem ;)
No właśnie. Bo "Kwiat kalafiora" to powieść, nazwijmy ją na moje potrzeby, familijna. Ciągle nieobecny duchem, ale kochający swe cztery córy, filozof - tata Borejko. "Cicha bohaterka", która swą, godną podziwu, troskę o wymienioną wyżej czeredkę, przypłaca wrzodem i pobytem w szpitalu - mama Borejko. No i dziewczyny: Gaba, która przechodzi przyśpieszony kurs dorosłości, Ida, targana sercowymi rozterkami nastolatka, Nutria, lubiąca kąpiele, młoda dama, która mówi o sobie w rodzaju męskim i w końcu Pulpa, uroczy bobas przeprowadzający eksperymenty z zatapialnością przedmiotów (Głupi piniondz bo tonie). Wszyscy uzupełniają się nawzajem, kochają, nad "mieć" stawiają "być", rozmawiają ze sobą, słowem tworzą esencję rodzinnej atmosfery, w którą aż przyjemnie się zanurzyć. No i się zanurzyłem. I polecam. I marzę, że mój dom będzie emanował podobną do borejkowskiej atmosferą.

"Ida sierpniowa"
Ponieważ ominął mnie był w pacholęctwie, to zawsze kiedy znudzę się tzw. "dorosłą" lekturą, z niekłamaną przyjemnością zagłębiam się w kolejny tom, mającego swoich wiernych fanów, cyklu "Jeżycjada". Tym razem kryska przyszła na "Idę sierpniową".
Podobało się? Ba! A dlaczego? Otóż, chociażby z powodu głównej bohaterki, rudowłosej Idusi Borejko, która uciekłszy z rodzinnych wczasów pod chmurką, wraca do Poznania i rzuca wyzwanie zjawisku zwanemu - samodzielność. Aż mi się przypomniało jak to, nastolatkiem będąc, z braku mamusi i wrodzonego lenistwa, żywiłem się pięć dni parówkami.
Poza tym podoba mi się ten nienachalny dydaktyzm autorki. Walka pewnych wzniosłych ideałów z chamstwem i kultem pieniądza i innymi zjawiskami, które w opisywanych czasach tylko kiełkowały (z różnych powodów), a w chwili obecnej rozkwitły. Dlaczego jeszcze? Z powodu: uroczej pary staruszków, przypomnienia młodzieńczych porywów serc i tej miłej, rodzinnej atmosfery domu państwa Borejków, do którego kuchni tak chętnie zaglądam.
A zatem. Robić mili Państwo herbatkę z konfiturą, pod kocyk i do lektury.

Nie wiem czy w czymś pomogłem, ale kompilując ten nikomu w sumie niepotrzebny tekst, nabrałem ochoty na kontynuację. Czyli pożytek jakiś jest.

61 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze, że skompilowałeś, to wreszcie Momarta uwierzy, że facetom też się JEżycjada może podobać. Chociaż z powodów zupełnie innych niż podoba się młodym damom:) Zauważ, że ani razu nie wspomniałeś wątku romansowego: tylko humor i obyczaj, czyli to, co faceci lubią najbardziej u Małgorzaty Musierowicz :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest co prawda wzmianka, że cykl przypomniał "młodzieńcze porywy serc", ale rzeczywiście jakoś te wszystkie układy uczuciowe poszły bokiem :) Jak dla mnie humor i rodzinna atmosfera, to największe plusy.

      Usuń
    2. To mnie "młodzieńcze serc porywy" też poszły bokiem:)) Co do plusów, to mamy pełną zgodność. Byś "Opium w rosole" przeczytał, bo jestem ciekaw, czy by Ci się spodobało.

      Usuń
    3. Bym może, ale nie wiem kiedy i w związku z tym nie obiecuję. Blisko mam po, bo sąsiadka zza ściany ma wszystkie MM, więc jak mnie najdzie to zapukam :)

      Usuń
    4. Bez przesady z tym uogólnianiem :-) przeczytałem (za młodu) "Kwiat kalafiora" i na tym poprzestałem, chyba jak większość facetów :-)

      Usuń
    5. Pod "faceci" podstaw sobie "faceci, którzy przeczytali i postanowili przedłużyć znajomość z książkami MM" :P

      Usuń
    6. To zmienia postać rzeczy i zapewne znacząco ogranicza zbiór :-).

      Usuń
    7. Widać dopiero po trzecim krzyżyku przestaje się szufladkować młodzieżówkę na dziewczyńską i chłopacką :P Po Siesicką też sięgnąłem niedawno, wcześniej nie znawszy, chyba że tylko z tytułu hitu, czyli "Zapałki na zakręcie".

      Usuń
    8. I jak wrażenia po Siesickiej? Ni cholery nie pamiętam, o czym ona pisała, nigdy nie robiły na mnie jej książki większego wrażenia.

      Usuń
    9. Chyba nie bez powodu porównywałem do Jeżycjady, choć to akurat, zdaje się, nie była młodzieżówka?

      Usuń
    10. Pierwsze widzę ten tytuł w ogóle:)

      Usuń
    11. Ja też pierwsze widzę, choć Siesicką czytywałam, tyle że bez specjalnych zachwytów.
      Tak sobie jeszcze pomyślałam, że wyszłam na straszliwą szowinistkę i w zasadzie to zupełnie nie rozumiem, jak to możliwe że jako dziewczynka zaczytywałam się w Szklarskich, Verne'ach, Nienackich, że o "Wyspie skarbów" nie wspomnę:P

      Usuń
    12. W sumie to miłe, że wreszcie ktoś inny wyszedł na szowinistę, a nie ciągle kolega Bazyl i ja:D

      Usuń
    13. Już nie przesadzaj, akurat Wam chyba takich zarzutów nikt nie stawiał. Bo zresztą, co to za szowiniści, co czytają Jeżycjadę!:D

      Usuń
    14. Akurat nie stawiał:P Bazyla niedawno jakaś feministka mało nie zjadła jednym kłapnięciem, a i mnie, nie chwaląc się, zaatakowano po linii gender :D

      Usuń
    15. Bazylu, ja również z chęcią przeczytałabym Twoją opinię na temat "Opium w rosole", zwłaszcza że to chyba najlepsza książka z cyklu (chociaż czy przy tylu świetnych tomach, o których mowa powyżej, można z pewnością stwierdzić, która część jest najlepsza?...).

      Usuń
    16. @ZwL, momarta Na mnie nie patrzcie. Dostałem w ramach DKK, przeczytałem i powodowany skojarzeniem, przywołałem :)
      @momarta Mam wrażenie, że to jednak bardziej działało w tę stronę niż w drugą. Ja na przykład do dziś jestem czytelniczym prawiczkiem, jeśli idzie o Montgomery. Mary Poppins zdaje się liznąłem, a "Tajemniczy ogród" znam z ekranizacji :(
      @Eireann Znajdę jakiś jesienny wieczór i postaram się uczynić zadość prośbie :D

      Usuń
  2. Może się podobać, może. Mój mąż też lubi Jeżycjadę. I też poznał ją już jako dorosły facet. "Noelkę" przeczytaliśmy nawet kiedyś wspólnie na głos, jako odtrutkę na życiowe problemy, które nas kiedyś oplotły swoimi mackami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kitek tak się wciągnął w Lackberg na zmianę z Akuninem, że aż się boję proponować wspólne czytanie Musierowicz, bo kto wie, jak zareaguje po takich krwawych kawałkach :D Ale rzeczywiście, książki MM, mocno moim zdaniem odrealnione, mogą być czytelniczym balsamem, gdy w życiu źle.

      Usuń
    2. Miej się w takim razie na baczności :)
      Musierowicz przede wszystkim jest balsamem. Bo już na przykład taka Ewa Nowak i "seria miętowa" (znasz? jak nie to spróbuj, kolejna babska seria młodzieżowa, którą podczytuje mój mąż), niby podobny zamysł, ale jednak bardziej psychologia wyłazi z każdego kąta.

      Usuń
    3. Na Ewę Nowak byłem już za stary, bo zaczęła tworzyć po 2000, ale skoro warto, to kiedyś spróbuję. Hmm, kiedyś :(

      Usuń
    4. To ja widać też za stara jestem. Dobrze, że mi mówisz. ;)

      Usuń
  3. Czuję się wzruszona, a zarazem bardzo ważna i wpływowa:)) Dzięki!
    Wierzyć to wierzyłam, że facetom też się może podobać, ale byłam przy tym wielce zdziwiona (i dalej trochę jestem, żeby nie było!:P). Usiądę jednak w kąciku i pomyślę, to może mi przejdzie.

    A teraz się przyznam, bo wczoraj odwagi mi zabrakło: za cholerę nie pamiętam Bobka:(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale przecież Bobek wyrósł później na Baltonę, który z kolei przepoczwarzył się w statecznego Floriana Górskiego...

      I rzeczywiście nie pamiętasz, jak na samym początku "Szóstej klepki" Bobek bawił się w Nerona i omal nie puścił z dymem mieszkania Żaków?

      Usuń
    2. To ja dziękuję za inspirację, bo narobić się nie narobiłem, a słupki statystyk jednak lecą w górę :P Bobcia chętnie bym przedstawił cytatem, ale scena rodzinnego sądu nad małoletnim Neronem, ta o której pisze niżej anek, jest jednak dość rozbudowana. Nie pozostaje mi więc nic innego jak odesłać do źródła :D

      Usuń
    3. Eee, w trakcie mojego pisania "niżej" przeobraziło się w "wyżej" :D

      Usuń
    4. Uprzejmie informuję, że przeryłam biblioteczkę i nie znalazłam "Szóstej klepki". Rozpacz ma nie ma granic! Na pocieszenie przyniosłam sobie jednak "Opium w rosole":))

      Kiedy teraz poczytałam to, co napisaliście o Bobku, mroki niepamięci jakby się rozproszyły, ale tylko trochę. Na swoje pocieszenie mam tylko to, że Szóstą klepkę czytałam tylko raz, albo może dwa i naprawdę dawno temu...

      Usuń
    5. Bobcio trafił nawet do podręczników języka polskiego! Mój syn miał w ubiegłym roku czytankę - fragment Szóstej klepki - obiad, na który byli zaproszeni przyszli teściowie Julii :)) A temat wiodący potem na lekcji to były dobre maniery przy stole :D

      Usuń
    6. Aaa, nie czekałem aż Bartek dotrze do właściwej klasy, bo to i zresztą nie wiadomo, czy fragment z Bobkiem będzie jeszcze w podręczniku i przypomniałem sobie sceny z jego udziałem. Znów się obśmiałem jak norka :D

      Usuń
    7. No i bardzo dobrze, że nie czekałeś, bo pewnie nie w każdym podręczniku jest Bobcio! Pamiętam, jak czytałam Szóstą klepkę pierwszy raz (dawno temu ;) i wtedy Bobek mnie przerażał, teraz uważam, że jest dobry na wszystko! ;))

      Usuń
  4. Facetem nie jestem, ale wątki romansowe w pierwszych odcinkach "Jeżycjady" też zeszły u mnie na plan drugi. A "Szósta klepka" to mój numer jeden - chyba najbardzej dowcipna ze wszystkich tomów. Pamiętam, że chciałam zostać adoptowana przez rodzinę Żaków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już chyba pisałem, rzeczywiście, domowy mir Żaków działał hipnotycznie i przyciągająco :)

      Usuń
    2. Moim faworytem był Bobek ze swoimi myszami i pisankami z Hitlerem no i dziadek - też ciekawa osobistość:D
      Swoją drogą w najnowszych tomach już mniej takich postaci. No, może jedynie Bernard Żeromski :)

      Usuń
    3. Na razie spróbuję dotrzeć tam, gdzie ponoć według legendy i słów tych, którzy znają się na rzeczy, kończy się dobra MM :P

      Usuń
  5. No dobrze, przepadłam. Znaczy: entuzjastycznie się cieszę, że jest Was (patrz: mężczyzn lubiących Jeżycjadę) więcej! :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak reszta tych dziwnych gości od Jeżycjady, ale ja się cieszę, że Ty się cieszysz :D

      Usuń
  6. Pierwszy raz "Jeżycjadę" (tak gdzieś do "Opium w rosole") czytałam "na skakanego", czyli to co mi w ręce akurat wpadło. Później już wzięłam się systematycznie i po kolei przypominałam i doczytywałam nowe.
    "Kwiat kalafiora" uwielbiam, podobnie jak Gabrysię. Od początku natomiast nie lubię Idy, chociaż jej syn Józinek jest bardzo sympatyczny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że jednak w przypadku cyklów, w których poszczególne tomy łączą się wydarzeniami lepszą opcją jest kolejność czytania. Ale upierał się nie będę :)

      Usuń
    2. Masz jak najbardziej rację - dlatego po początkowym niechronologicznym spotkaniu z Borejkami podeszłam do sprawy systematycznie i zaczęłam "po bożemu" od "Szóstej klepki"...

      Usuń
  7. A ja tak z innej strony, choć fanką Jeżycjady jestem wielką od dawna:) Czekam na wrażenia z lektury obecnie czytanej, która za mną "chodzi" (książka, nie recenzja). Pozdrawiam i z góry przepraszam za dygresję wtrąconą w wątek, jakby nie było, interesujący:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko powiedzieć czy uda mi się coś mądrego, no dobra, bądźmy poważni, coś, o TTT napisać :)

      Usuń
  8. Bazyl! Jak ja dawno tu nie byłam ;) (tak, wiem, powinnam się wstydzić, albo najlepiej w ogóle się nie przyznawać, że zaniedbałam blogi literackie, a fe!)
    Jeżycjadę też dobrze wspominam, właśnie te cztery pierwsze tomy, które opisałeś. I chociaż bardzo słabo je pamiętam, bo również delektowałam się nimi ładne kilka lat temu, to sentyment i dobre wrażenie po pani Musierowicz pozostało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że to był miły powrót i ponownie zapraszam w progi. A wstydzić się nie ma czego, w końcu jest do robienia tyle fajniejszych rzeczy niż czytanie cudzych wypocin :)

      Usuń
  9. Jest jeszcze przynajmniej jeden mężczyzna, który chyba przeczytał całą Jeżycjadę - współautor książki "Jeżycjada a sprawa polska: O powieściach Małgorzaty Musierowicz", notabene podobno całkiem niezłej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze Krzysztof Biedrzycki i jego "Małgorzata Musierowicz i Borejkowie" :)

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję, to też może być ciekawe. :) Widziałam też opracowanie zbiorowe: "Między Bambolandią i Jeżycjadą: Małgorzaty Musierowicz makro- i mikrokosmos", ale tytuł lekko deprymuje. :)

      Usuń
    3. Lekko? Powiedziałbym, że działa odstraszająco:P

      Usuń
    4. Tymczasem będę zgłębiał źródła :D

      Usuń
  10. Świetnie się ta książka prezentuje, muszę ją chyba dodać do listy planowanych książek i być może przeczytać :) Zaobserwowałem cie i myślę ze ty tez to zrobisz :)

    A w między czasie zapraszam na mojego nowego bloga także o książkach,proszę zostawić ślad po sobie
    - http://www.pozytywniezaczytany.blogspot.com/

    Pozdrawiam Damian.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko jedna? Która? Moim zdaniem pozostałym też niczego nie brakuje :P

      Usuń
  11. Melduję się z obozu centrowego jednak, jak się mnie wydaje...
    Jeżycjada to dla mnie Szósta klepka (Love Bobek!)i Ida sierpniowa. To lubię.
    Kłamczuchę i Kwiat kalafiora i może jeszcze Brulion Bebebe toleruję.
    Reszty mogłoby nie być.
    Zwłaszcza tej XXIwiecznej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, popatrz! To idąc tym tropem niewiele mi już z Jeżycjady do czytania zostało :D

      Usuń
    2. To prawda. Po "Brulionie Bebe B." zaczyna się serial. A po "Kalamburce" Jeżycjada staje się po prostu żenująca.

      Zmiana systemu w 1989 roku ewidentnie autorce zaszkodziła.

      Usuń
  12. "Kłamczuchę" czytałam dwukrotnie, a i kilka innych części Jeżycjady mam za sobą. Tylko problem pojawia się wtedy, gdy muszę przypomnieć sobie, które czytałam, a których nie... Było to dobrych kilka lat temu - w czasach, kiedy nie miałam jeszcze konta na LC, więc nie mogłam umieścić ich na półce "przeczytane". Nadrobię to, kiedy na świecie pojawią się moje dzieci, które będę zapoznawała z literaturą, czytając im. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z góry ostrzegam, że czytanie krótkich książek dla dzieci, a, nazwijmy je roboczo, pełnowymiarowych, to jednak różnica jest. Obiecałem sobie, że po czytanych właśnie "Kronikach Archeo" zarządzam strajk i jak się podoba, to niech sam czyta. Starszy znaczy, bo Młodszemu jeszcze trzeba :)

      Usuń
  13. Moją przygodę z Jeżycjadą zaczęłam od "Idy sierpniowej" i mam do tej powieści duży sentyment. To jedyny cykl w Polsce, który tak pięknie promuje wartości rodzinne, ideę czytania i pozytywne podejście do życia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale, jak twierdzą niektórzy, troszkę w tym promowaniu niekiedy autorka popada w przesadę :)

      Usuń
  14. "Ida sierpniowa" jest jedną z moich ulubionych książek z tej serii :).

    Kiedyś zawzięcie czytałam każdy nowy tytuł Jeżycjady. Do dzisiaj sama ta nazwa wywołuje we mnie ciepłe uczucia. Przywołuje zarówno wspomnienia długich, deszczowych, jesiennych wieczorów, spędzonych z dobrą herbatą i książką, jak i wakacyjnego czytania w ogródku ;). Nieraz też zdarzyło mi się ukryć część Jeżycjady za podręcznikiem ;).

    Przyznam, że zarówno najwcześniejsze, jak i najnowsze części nieco mniej mi się podobały, ale i tak uważam, że to bardzo wartościowa seria. Jeśli przyrównać ją do większości dzisiejszych młodzieżowych książek... Jak można by nawet porównać np. taką płaczliwą Bellę ze "Zmierzchu" do energicznych i silnych bohaterek Jeżycjady?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam w skromnych progach :D Mnie, jak już wspominałem, Jeżycjada w czasach szkolnych ominęła, ale przyznaję, że to całkiem sympatyczna lektura na niesympatyczne czasy. Przynajmniej ta jej część, którą przeczytałem :)

      Usuń

"Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników je zamieszczających. Prowadzący bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii."