piątek, 10 lipca 2015

"Gofrowe serce" Maria Parr

Zachwycony "Tonją z Glimmerdalen" rzuciłem się w odmęty Internetu, żeby namierzyć pozostałe książki Marii Parr. Internet był bezlitosny i zasmucił mnie informacją, że oprócz "Tonji ...", mogę przeczytać jedynie literacki debiut autorki, czyli "Gofrowe serce" właśnie. Szybkie wyszukiwanie w zasobach WBP poprawiło mi nastrój, bo okazało się, że książka jest. I przy ostatniej bytności w progach kieleckiej biblioteki wylądowała w moim plecaku.

Wieczorami wróciliśmy do świata, który znaliśmy już z "Tonji ...". Mała miejscowość położona nad norweskim fiordem. Prom, który przewozi jej mieszkańców do miasta. Silna, dziewczęca bohaterka. Przyjaźnie na całe życie. Świetne relacje dzieci z dorosłymi. Smutki mniejsze, większe i te nie do ogarnięcia. Ale i szaleństwa dzieciństwa (choć nie tylko), które wywołują tubalny śmiech dziecka i rodzica.

Kręciołek, bo tak nazywają najbliżsi chłopca, jest co prawda narratorem opowieści, ale na pewno nie jej główną siłą napędową. Cichy, spokojny, troszkę zachowawczy w działaniach i zamartwiający się, że Lena, sąsiadka z domu obok, nigdy nie powiedziała mu, że jest jej najlepszym przyjacielem. No właśnie, Lena! Torpeda, pocisk, animatorka i mistrzyni zabawy w najlepszym wydaniu. Za nic mająca jej konsekwencje, choćby miała to być złamana ręka, czy upadek z urwiska. Szalona dziewczyna, która imponuje Kręciołkowi, zaraża go swoją energią i sprawia, że chłopiec w jej towarzystwie czuje się po prostu świetnie. W tym miejscu odradzam lekturę "Gofrowego serca" rodzicom, którzy wejście dziecka na drzewo plasują w kategorii "koniec świata, zabije się".

Ten debiut ma w sobie wszystko to, co urzekło mnie w jego następczyni. Humor, celnie wymierzony w przeponę kilkulatka, który wprost zanosi się ze śmiechu, kiedy słucha opisu akcji gaśniczej prowadzonej przez dziadka z użyciem gnojówki. Smutek, nieodłączny składnik ludzkiego życia (jak nie wierzycie, idźcie do kina na "W głowie się nie mieści"), w chwytającym za serce rozdziale o śmierci bliskiej osoby. Opisy przyjaźni, której niestraszna odległość oraz wyrozumiałości i wsparcia, których nie szczędzą rodzice i opiekunowie swoim małoletnim podopiecznym. 

Spotkałem się z opinią, że "Tonja ..." czerpała z "Gofrowego serca" i że są to książki dość podobne. Rzeczywiście, jak piszę wyżej, nie da się tego ukryć. Nie było to jednak dla mnie żadnym problemem, bo akurat w tym przypadku, to żaden zarzut, a rekomendacja. I, zaprawdę powiadam Wam, śpieszcie się udać z dziećmi do Zatoki Pękatej Matyldy. A jeśli moja opinia niewiele dla Was znaczy, to posłuchajcie Staśka.

11 komentarzy:

  1. Macham radośnie, dziękuję i cieszę się, że już też przeczytaliście. Bo to fajna książka jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo fajna :) I nie jest wyłącznie słodko pierdząca, tylko jest w niej miejsce, żeby, jak już opanujemy ból brzucha ze śmiechu, spociły nam się oczy przy scenie, w której Kręciołek wyciąga gofrownicę. Chociażby. Dlatego uznałem, że warto o niej wspomnieć i siadłem do wpisu, żeby książka nie spoczęła w Składowisku Wyrzutów Sumienia :P

      Usuń
  2. A ja sobie niedawno ją zakupiłam na KIERMASZU KSIĄŻKI PRZECZYTANEJ, za całe 5 zł chyba. Czeka na wspólne czytanie z Młodszym. Fajny ma format, taki wakacyjny - plecakowy, prawda? Treść jak widzę nas również nie rozczaruje. Zatem już się cieszę na lekturę. Tymczasem kończymy 4 część świetnej serii Z.M.I.A.N.A, którą Wam również polecamy! Lubicie pająki, mrówki, muchy? Nieeee? To koniecznie przeczytajcie te książki!
    Uwielbiacie wszelkie małe stworzenia i nie skrzywdzicie nawet muchy? Koniecznie przeczytajcie tę serię!! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że ja nie mam tyle szczęścia. Nawet aukcję na Alle ostatnio przegapiłem i "Ella ..." poszła za 17 zeta, ech! Temat much letnią porą, jest tematem mocno drażliwym, więc może poszukiwania polecanej serii rozpoczniemy dopiero jesienią :P

      Usuń
  3. Ostrzę sobie zęby na tę książkę. Tyle pozytywnych recenzji czytałam, no i Tonję uwielbiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby niektóre wątki powtarzają się w Tonji, ale jednak "Gofrowe serce" ma swój własny klimat. Książka do dostania raczej w bibliotekach i na alle :)

      Usuń
  4. Jak tu nie kochać internetów.
    Siedzę sobie, przeglądam blogi, nadrabiam zaległości. Patrzę, Bazyl coś poleca, czytam co. Fajne, myślę sobie. Za kilka dni będę na wsi u mamy, to zerknę do miejscowej biblioteki. Ale zaraz, ja tam zakładam konto do dostępu!
    Loguję, sprawdzam, jest, rezerwuję.
    No proszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magia Sieci :) Teraz tylko wypada z drżeniem serca czekać czy się spodoba :P Choć scena z gnojówką jest pewniakiem :D

      Usuń
    2. Mega. Panna młoda gasi lalkę. Tego bym nie wymyśliła w życiu. :)

      Usuń
  5. Już w tym miesiącu będzie nowe wydanie "Gofrowego serca" u Dwóch Sióstr. W tym samym tłumaczeniu, ale z ilustracjami Heleen Brulot. Nie mogę się doczekać, bo obie z córką uwielbiamy Tonję i w ogóle skandynawską literaturę dla dzieci i młodzieży z jej podejściem do wychowania, humorem, dystansem i szczerością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śledzę doniesienia z frontu zapowiedzi DS na bieżąco, więc już wiem. Jak tylko ogarnę finanse, kupię sobie komplet. I nawet fakt, że w Tonji Gunvald w wersji Brulot zupełnie nie przystawał do mojego o nim wyobrażeniu, nie zmieni tego postanowienia :)

      Usuń

"Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników je zamieszczających. Prowadzący bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii."