Macie i cieszcie się dobrzy ludzie, to mówię do Was ja, Król Julia... No tak, wiedziałem że oglądanie z dziećmi "Pingwinów z Madagaskaru" skończy się skrzywieniem mej pacholęcej duszyczki. Ale do rzeczy, bo od rzeczy już mamy za sobą.
Tym razem będę wybierał! Wybierał, powtarzam dla tych co przy poprzednich konkursach szeptali pod nosem: "Cieniarz", albo i gorsze epitety, najlepszy wg mojej opinii komentarz. A praca domowa? Czy zdarzyło Wam się kiedyś poczuć wyrzutkiem, a jeśli tak, to z jakiego powodu? Pozostaję w nadziei, że u nikogo nie była to zielona skóra.
Na zastanawianie się macie cały weekend, czyli czas do niedzielnej północy. Howgh! Rzekłem!
Tym razem będę wybierał! Wybierał, powtarzam dla tych co przy poprzednich konkursach szeptali pod nosem: "Cieniarz", albo i gorsze epitety, najlepszy wg mojej opinii komentarz. A praca domowa? Czy zdarzyło Wam się kiedyś poczuć wyrzutkiem, a jeśli tak, to z jakiego powodu? Pozostaję w nadziei, że u nikogo nie była to zielona skóra.
Na zastanawianie się macie cały weekend, czyli czas do niedzielnej północy. Howgh! Rzekłem!
Wyrzutkiem czułam się dość często na lekcjach fizyki jeszcze w liceum, kiedy to wyrzucano mnie za drzwi z powodu braku obuwia zmiennego, howgh!
OdpowiedzUsuńJa się czuję wyrzutkiem, kiedy idę ulicą w deszczową pogodę, w kolorowych kaloszach i kolorowym płaszczu, a ludzie patrzą na mnie jak na kosmitę ;) a to tylko na poprawę humoru przecież ;)
OdpowiedzUsuńJa tam cały czas wierzę, że w końcu będziesz wybierać. :)
OdpowiedzUsuńA zakładeczka prześliczna, proszę przekaż Kitkowi.
Co do bycia wyrzutkiem natomiast... W zasadzie co chwilę ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę, jakbym była inna i co najmniej poszkodowana na umyśle, jeżeli nie zwyczajnie nienormalna. Patrzą tak na mnie w poczekalni u dentysty, kiedy zamiast z zapartym tchem oczekiwać na swoją kolej zaśmiewam się na głos z którejś starej Chmielewskiej. Patrzą w tramwaju czy autobusie, kiedy upchnięta w kącik, wieszając się na rurce do trzymania znajduję jeszcze tę odrobinę miejsca, żeby otworzyć książkę. Patrzą w knajpach, kiedy zamiast wpatrywać się smętnym wzrokiem w kelnerkę i umierać z głodu wyciągam najnowszą Ellis Petters i muszę (po prostu muszę) dowiedzieć się co tym razem odkryje braciszek Cadfael. Patrzą na mnie kiedy idę po ulicy i odrywam od książki wzrok tylko na skrzyżowaniach (i dziękuję wszystkim bogom technologii za światła dla niewidomych, bo nie trzeba wypatrywać zielonego). Patrzą tak na mnie nawet moi znajomi, kiedy zamiast gadać z nimi o pierdołach wymykam się do kącika, żeby móc doczytać chociaż do końca rozdziału...
Jestem wyrzutkiem na co dzień. I nic sobie z tego nie robię. :)
Za kazdym razem, gdy spotykam rówieśników. Jestesmy na kompletnie różnych etapach w życiu (dosłownie jak z różnych planet). Wtedy zdecydowanie czuję się jak wyrzutek.
OdpowiedzUsuńKsiążeczkę mam, więc nie chcę brać udziału w losowaniu:) Ale chciałam się zapisać do klubu wyrzutków czytających powyżej średniej statystycznej:D
OdpowiedzUsuńWyrzutkiem poczułam się kiedyś w pracy z dwóch powodów - po pierwsze byłam jedyną abstynentką na szkoleniowej imprezie co dziwiło wszystkim - co Ty chora - słyszalam wiecznie .Oprócz tego mało kto lubiła tam czytać jak ja - dla nich książki to nuda ,skojarzenie ze szkołą i znienawidzonymi lekturami.Osobiście nie przejmowałam się tym - bo lubię być sobą
OdpowiedzUsuńChodziłam do trzeciego liceum w Polsce. Oczywiście znanej w całym Krakowie Piątki. Ilekroć opuściłam szkolne mury i trafiłam między ludzi "normalnych" i zapytali, gdzie się uczę, a ja odpowiadałam, że w Piątce, słyszałam "O Boże, ja się z Tobą nie zadaję! To nienormalne!". Niemal zawsze przyprawiało ich to o szok, a ja musiałam wyprowadzać ich z "cyborgowego" błędu.
OdpowiedzUsuńWyrzutkiem cały czas czuję się, np. na jakiś spotkaniach ze znajomymi, kiedy idziemy coś zjeść - oni biorą coś z mięsem niektórzy patrzą się na mnie dziwnie, kiedy mówię im, że nie jem mięsa.
OdpowiedzUsuńMoje najwcześniejsze wspomnienia wyrzutkowe sięgają dzieciństwa. Pamiętam, że uwielbiałam pchać wózek, tyle że, zamiast pięknej lalki (miałam ich wiele) zabierałam na spacer clowna. Był rudy, miał szmaciane rączki i nóżki, trwale zamalowaną plastykową buźkę, ubrany w kombinezonik w pepitkę. Dla mnie był najpiękniejszą zabawką. Niestety, nigdy u innych dziewczynek, nie widziałam w wózku clowna.
OdpowiedzUsuń3 X tak, czyli społeczne wyrzutki w moim wdaniu!
OdpowiedzUsuńPunkt pierwszy - mogłabym zacytować za Ysabell. Dodałabym jeszcze, że od roku do pracy jeżdżę "Zuzą" i ubolewam, że jako kierowca nie mam możliwości czytania. To jest właśnie przewaga komunikacji miejskiej, nad transportem indywidualnym! Możność składania literek!
Punkt drugi. Z zasady nie jestem gadułą. Jest jednak sytuacja, kiedy gadam jak najęta i jest to silniejsze ode mnie. To są spacery z synkiem. Po prostu muszę do niego gadać. A że ma raptem rok... Możecie sobie wyobrazić wzrok przechodniów...
Punkt trzeci - uwielbiam bawić się z dzieciakami. A że jest ich w sąsiedztwie sporo... cóż, nieraz starsze Panie z politowaniem patrzą jak pomagam dzieciarom wymyślić zasady gry, a potem z zapałem w niej uczestniczę. Trudno wytłumaczyć, że należy spróbować, to pokochają tą beztroskę towarzyszącą zabawie...
Wyrzutkiem byłam, jestem i będę w swoim towarzystwie, bo latem zamiast rozkoszować się słońcem, ja czaję się w cieniu - nazywano mnie już z tego powodu wampirem ;)
OdpowiedzUsuńCzuję się jak wyrzutek w mojej grupie na studiach. Nie śmieszą mnie jakoś dowcipy o Żydach, Murzynach, penisach i fekaliach...
OdpowiedzUsuńWyrzutkiem czuję się dość często, na przykład gdy czytam w środkach transportu komunikacji miejskiej, wszak żyję na odległej prowincji, gdzie książka jest dla wielu czymś równie odrażającym jak dla mnie wielki kosmaty pająk gramolący się w danej chwili na moją głowę. Oj, a jakim ja jestem wyrzutkiem, kiedy na jakiejś szalonej imprezie, jak to w liceum bywa, ludzie dowiadują się, że alkoholu nie piję. A co ciekawe, nigdy sobie nic z tej wyrzutkowości nie robiłam. I w tym sensie też często traktowana jestem jak wyrzutek.
OdpowiedzUsuńA Ty, Bazylu? Czy czujesz się jak wyrzutek czasem? Pytam, bo dajesz zawsze interesujące odpowiedzi i jestem zwyczajnie ciekawa.
OdpowiedzUsuńZakładkę bym wzięła, ale książka raczej mnie nie interesuje:) Co chyba też stanowi o byciu swego rodzaju wyrzutkiem tutaj:P A wyrzutkiem czuję się poza tym z racji moich katolskich poglądów.
Dość często czuję się wyrzutkiem (i to wcale nie z powodu kompleksów czy niskiej samooceny), bo nie potrafię rozmawiać z dziewczynami na typowo "babskie" tematy, kiedy na imprezie obgadują kogoś," że jest z kimś od wtedy i tedy i że coś tam" a ja kompletnie nie znam tej osoby, choć reszta ekipy kojarzy ją z choćby z widzenia.
OdpowiedzUsuńNo i jestem wyrzutkiem w szkole, bo osób wierzących (czy inaczej należące do jakiś wspólnot parafialnych) w PLASTYKU nie ma (no oprócz mnie). Tak jakby jedno z drugim było wzajemnie sprzeczne.
najbardziej czułam się nim wyrzutkiem w szkole na wfie. masakra, strasznie nieprzyjemne. albo kiedy chłopcy ze starszych klas sprawiali mi jakieś nieprzyjemności. albo kiedy w liceum weszłam do klasy, która już się bardzo dobrze znała.
OdpowiedzUsuńto poczucie "wyrzutkowości" zostało mi do dzisiaj, mimo że całkiem dobrze radzę sobie wśród ludzi.