niedziela, 6 listopada 2022

"Dwie karty" Agnieszka Hałas

Moja czytelnicza młodość przypadła na ten, w zasadzie niezły czas, kiedy wybuchł u nas kapitalizm, a interesy robiło się praktycznie na wszystkim. Dlaczego niezły? Bo w tym "wszystkim" znalazło się również wydawanie książek. I pal licho, że były to zazwyczaj czytadła, sensacje, horrory i sajens fikcje, które swymi krzykliwymi okładkami opatrzonymi wyzłoconymi tytułami przyciągały wzrok przechodniów, leżąc stosami na ulicznych straganach. Pal licho, bo były! Na wyciągnięcie ręki, a nie spod lady od zaprzyjaźnionego księgarza czy wystane w kilometrowej kolejce.

No dobrze, ale skąd ten dziwny wstęp, skoro mam pisać o książce, która jest stosunkowo młoda i tamte czasy jej nie dotyczą? Ano stąd, że Krzyczący w Ciemności, protagonista powieści będącej pierwszym tomem cyklu "Teatr węży" autorstwa Agnieszki Hałas, jako żywo przypomina mi Jasona Bourne'a, którym zaczytywałem się przed laty. Ranny, dotknięty amnezją, bezwiednie posługujący się niebagatelnymi zdolnościami, nie dający sobie w kaszę dmuchać i powoli odkrywający swoją przeszłość facet, przypomniał mi jak nie mogłem się oderwać od kolejnych Ludlumów. I, mimo że mamy tutaj do czynienia z zupełnie innymi dekoracjami niż u mistrza powieści sensacyjnej, bo omawiana książka to rasowe fantasy, to jednak poziom wciągnięcia pozostaje ten sam. Dzięki bogom, w międzyczasie trylogia ewoulowała w pentalogię, więc nurkować w stworzony przez autorkę świat możemy bez obawy o syndrom nagłego odstawienia.

Właśnie, świat! A właściwie światy, zaświaty i międzyświaty, bo tam właśnie rozgrywa się akcja. Uniwersum powołane do życia przez panią Agnieszkę, to konglomerat tak wielu komponentów, że długo by tu wymieniać. Urzeka złożonością i rozmachem. Sama mieszanina demonologii z różnych stron znanego nam świata może przyprawić o zawrót głowy. Gnomy, demony, ifryty czy sylfy wpływają na mieszkańców materialnego świata, który przypomina, przynajmniej w moim odczuciu, osiemnasto- albo dziewiętnastowieczną Ziemię. Wiecie, suknie z falbanami, szlachta, rapiery (choć to bardziej XVI-XVII wiek) i takie tam.

"Dwie karty", to naprawdę niezłe otwarcie. Piękna i tajemnicza opowieść o odrzuceniu, manipulacji, popadaniu w nałóg i obłęd, miłości, zdradzie, wyrachowaniu, altruizmie, honorze, inności. O ludzkich i nieludzkich wadach, zaletach i słabościach. Z Krzyczącym jako bohaterem charakterystycznym, zapadającym w pamięć, ale i całą plejadą postaci, które niby robią tło, ale są tak dobrze naszkicowane, że mielibyśmy ochotę bardziej zagłębić się w ich osobiste historie.

W tym miejscu powinienem przestać w nieskładny sposób próbować wyrazić, że książka jest świetna i niewiele w niej znalazłem rzeczy, które mi się nie podobały (drażniący deusik, w tomie drugim nawet bardziej) i odesłać zbłąkane dusze, które tu dotarły, do wstępu pióra Roberta M. Wegnera, który radzi sobie ze słowną materią o dwa nieba lepiej, a wyraża dokładnie to, co ja chciałbym. Tak też czynię, od siebie dodawszy, że zabieram się za powtórkę tomu trzeciego. Wiedzcie, że to bardzo dobra rekomendacja, bo w pewnym wieku człowiek po prostu nie ma czasu na powtarzanie kiepskich książek.

PS. A, jeszcze jedno. Jeśli baliście się, gdy proboszcz groził, że czytanie Harry'ego to prawie satanizm, to błagam, nie sięgajcie po "Teatr ...", bo dawka okultyzmu, demonów i pentagramów jest naprawdę spora :)


7 komentarzy:

  1. Łoo Panie, musiało Pana nieźle ruszyć, że aż wpis :) Ja mogę tylko potwierdzić zachwyty, przynajmniej pierwszym tomem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dalej nie czytałeś czy zachwyty były osłabły? :) No i zachwyty zachwytami, ale musiałem się pochwalić autografem :D

      Usuń
    2. Czytałem, od trójki to już nie to, piątka nieco nadrabia, ale ogólnie powyżej przeciętnej.

      Usuń
    3. Ja się właśnie raczę opowiadaniem pani Agnieszki. Tym z Fahrenheita, w którym Brune trafia do Kiślowersum. Nie powiem, prycham radośnie :) A cykle mają to do siebie, że są nierówne. Ten jest sporo powyżej przeciętnej. Ostatnio się tak zasiedziałem w Meekhanie :)

      Usuń
    4. Jak dla mnie, to mogłoby się zamknąć w trzech, góra w czterech, ale w sumie grzech narzekać. A Meekhan mi się podobał, pierwszy tom, drugi okazał się w kompletnie innej scenerii i to już nie było to samo.

      Usuń
    5. Wszystkim nie dogodzisz. Mi ten przeskok z pseudowikińskich klimatów do baśni 1001 nocy akurat bardzo się podobał. Swoją drogą nic już nie pamiętam, można znów się cieszyć lekturą :D

      Usuń
    6. No nie, ale kiedyś ten Meekhan dokończę.

      Usuń

"Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników je zamieszczających. Prowadzący bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii."