środa, 24 stycznia 2024

Ze wspomnień cyklisty - Bolesław Prus

O rety, rety! Ja wiem, "Lalka", dzieło! Ale czemuż, ach!, czemuż nie pokazano mi w liceum "Ze wspomnień ...", bym mógł się przekonać jak świetnym Prus był obserwatorem (wiem, "Lalka") i jakim ciętym piórkiem władał. Nie wiem co prawda czy licealistą będąc doceniłbym ów uszczypliwy dowcip, biczykiem którego smaga co i rusz głównego bohatera swej miniatury, ale na pewno lektura rowerowych i sercowych przygód Anastazego Fitulskiego byłaby miłą odmianą od syczenia w myślach w ucho Wokulskiego: "Otrząśnij się, człowieku!".

Ale do brzegu. "Ze wspomnień ...", to historia pewnego dobrze zapowiadającego się młodego człowieka. Pracownik banku, z perspektywami na kolejne awanse, nieźle zarabiający, oszczędny, bez nałogów, cyklista z własnym mieszkaniem, po prostu partia prima sort! Jak pisze sam autor:  

"(...) Bo i naprawdę, czy może być coś więcej interesującego niż dobrze zbudowany blondyn, cyklista, z niebieskimi oczyma, niezłą pensją i widokami na przyszłość?".

 Szkopuł w tym, że człek to kochliwy strasznie, a na dodatek imaginacja jest jego piętą achillesową. Po prostu rzeczywistość nie chce dorównać temu co wyobraża sobie nasz bohater, a wyobraża sobie historie nie lada. Każdą z sobą w roli głównej i kolejnymi bogdankami w rolach drugoplanowych. Kłopoty w jakie wpędza go ten stan rzeczy są kanwą opowieści. A gdzie rower?, spytacie. Otóż jest miejsce i na rower. Prus ustami książkowego lekarza nakazuje rzeczonemu Fitulskiemu leczyć złamane serce i miłosną obsesję rowerowymi wycieczkami za Warszawę. Młodzieniec bierze sobie receptę do serca i podczas rowerowej eskapady, na którą wyruszy dozna uczuciowych uniesień, a jednocześnie uraczy nas obserwacjami życia na przedmieściach i prowincji. 

Jakże świetnie pan Bolesław odwrócił role i miast szukającej partii dziewoi zaprezentował nam młodzieńca, który nie ustaje w próbach odnalezienia drugiej połówki. Jakże pięknie portretuje postać urzędnika, który z jednej strony jest wcieleniem trzeźwego myślenia, kiedy prowadzi buchalterię, z drugiej, romantycznym lekkoduchem, który na sam widok ładnej buzi oddaje jej właścicielce serce i portfel (pod warunkiem, że luba dysponuje sutym wianem, o czym wielce lubi fantazjować, podobnie jak o swoich bohaterskich czynach). Rzuca tu Prus pomost między romantyzmem (rycerskie czyny, których dokonuje w głowie Anastazy), a pozytywizmem (praca u podstaw, którą Fitulski prowadzi na rzecz lokalnych społeczności, również w głowie, rzecz jasna). Przy okazji dostaje się chłopom, kupcom, mieszczanom, młodzieży czy ziemianom, których nasz cyklista w zależności od rozwoju sytuacji raz chwali pod niebiosa, a raz potępia w czambuł, przy czym tempo zmian w jego podejściu do ludzi czy sytuacji potrafi przyprawić o zawrót głowy.

Jak na półtorej setki stron jest w tej książeczce sporo treści. Znajdziemy tu miłość Prusa do stolicy:

"Warszawa jest miastem wesołym i wygodnym, gdzie na przestrzeni stu kroków można znaleźć zaspokojenie wszelkich potrzeb i przyjemności życia",

obiegowe opinie o różnych grupach społecznych:

"Chłopu nie poradzi nie tylko tyfus, ale nawet zgniła gorączka... Ma żyć, będzie żył, ma ginąć, zginie... Ale panu zaszkodzi nawet ten wiatr, co szelepie między liśćmi...",

zachętę do zdrowego stylu życia:

"Jako zaś cyklista, posiada pan lekarstwo mocniejsze od wszelkich narkotyków... to jest rower. Gdy zacznie pan jeździć na rowerze, byle z rozwagą, nie męcząc się, wówczas muskuły będą pracowały, a nerwy odpoczną..." 

i wiele więcej. Jest pouczająca historia o wartości edukacji, rzecz o migracji zarobkowej czy specyficznym podejściu do ekonomicznego patriotyzmu. Pyszna rzecz! I to za kompletną darmoszkę.

O książce, w o wiele lepszej i bardziej skondensowanej formie, pisały również 

Czytanki Anki

Przeczytano w ramach wyzwania


21 komentarzy:

  1. O ile pamiętam z jakiejś biografii, Prus nie tylko propagował rowerowanie, ale i sam jeździł. Co prawda nie wiem, jak łączył to ze swoją agorafobią, ale jednak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W odmętach internetów znalazłem taki tekst: - Bodajbyśmy doczekali w zdrowiu: tak tanich rowerów, ażeby nawet najskromniejszy pracownik mógł zdobyć się na kupno tej szacownej machiny. Tak wygodnych dróg bocznych, ażeby po najgorszej z nich mogli jeździć - pisał o tym już w 1896 roku w księdze pamiątkowej Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów. . I wykrakał, bo ze swojej perspektywy widzę ilu cyklistów mamy dzisiaj. Choćby nawet tych najbardziej okazyjnych, prawda? :D A i drogi, szczególnie właśnie te boczne, też niczego sobie.

      Usuń
    2. Ja bym stanu dróg bocznych aż tak nie zachwalał, chyba że szosą po asfalcie (chociaż u nas te boczne asfalty to głównie dziury). A co do taniości rowerów, to zależy, co kto sobie wybierze, słyszę czasem, że ktoś kupił dzwonek droższy niż cały mój rower :D

      Usuń
    3. Rozumiem, że ten dzwonek krawaty wiąże i przerywa ciążę 😂

      Usuń
    4. Zapewne, choć równie dobrze może być z kosmicznego stopu tytanu ze łzami anioła.

      Usuń
    5. @ZwL u mnie wioskowe asfalty stoją dziesięć klas wyżej niż nędza dróg wojewódzkich na przykład. Z tych drugich i tak zazwyczaj nie korzystam. I owszem, spotykałem drogi lokalne, gdzie nawet slalom nie pomagał ominąć dziur, ale jednak zdecydowana większość, to drogi z niezłym asfaltem.
      Co do lansu na drożyznę, to powiem tak: jeżdżę 15letnim crossem, w którym najdroższym elementem jest plecione na zamówienie tylne koło, które ma za zadanie wytrzymać w terenie przewóz mojego ciężkiego tyłka i góry klamotów w sakwach. No i ponoć nie rower się liczy tylko rowerzysta :P

      Usuń
    6. Też jeżdżę starociem za grosze, ale mi nie przeszkadza, leśne dróżki wytrzymuje, a bajerów mi nie potrzeba, ledwie umiem przerzutki zmienić :)

      Usuń
    7. Nie pisze się "jeżdżę starociem", tylko "użytkuję piękny egzemplarz retro / vintage" :P

      Usuń
    8. Kiedy on jeszcze nie jest retro, co najwyżej dawno niemodny :D

      Usuń
    9. Démodé brzmi o wiele bardziej intrygująco :P

      Usuń
    10. No tak, po francusku wszystko brzmi lepiej :D

      Usuń
  2. Ale przyjąłeś zawrotne tempo publikacji :) I mnie się też wydaje, że gdzieś mi mignęło iż Prus sam był też cyklistą. Zadziwiające, jak w tak niewielkiej objętościowo opowiastce pomieściło się tyle treści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie wkrótce mi przejdzie :) Korzystam, póki mi się chce. Tak, Prus był cyklistą. Zresztą zawarte w opisywanej książce opisy stroju czy samego pojazdu wskazują poniekąd, że temat nie był mu obcy.

      Usuń
    2. Oj tam, nie zakładaj z góry i jak piszesz- pisz, póki wena i chęci:)

      Usuń
    3. Jak mawia się w pewnych kręgach: na przypale albo wcale :P

      Usuń
  3. Super, że o tym napisałeś, zaraz poszłam poszukać, bo mam tylko WYBÓR pism Prusa, ale okazało się, że trzeci tom nowel w tym wyborze zawiera "Ze wspomnień cyklisty", więc wpisuję sobie na listę 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam szczerze, że gdyby nie wyzwanie Trójki e-pik, to pewnie ten Prus nieprędko, o ile w ogóle, trafiłby w moje ręce. Bardzo fajna inicjatywa, która poszerzyła spektrum moich czytelniczych wyborów :) Miłej lektury.

      Usuń
    2. Kiedyś też uczestniczyłam, ale w pewnym momencie powiedziałam sobie, że czytanie to przecież przyjemność, więc nie będę się zmuszać do czegoś akurat dlatego, że jest wyzwanie 😉 Za to listę "na potem" zawsze chętnie uzupełniam!

      Usuń
    3. Ja mam ostatnio kryzys decyzyjny, więc wyzwanie podejmuje (po części) decyzje za mnie. I może to szczęście początkującego, ale przeczytałem naprawdę niezłe książki :D Będę kontynuował :)

      Usuń
  4. Cieszę się, że i Tobie Cyklista się spodobał, dzięki za miłe słowa rekomendacji. Ta książka jest tak uroczo wiosenna, taka ożywcza - jak wiaterek w ciepły majowy dzień.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ożywcza i krotochwilna, ale też opowiadająca o sprawach niełatwych i nie mam tu na myśli sercowych przejść głównego bohatera. A rekomenduję, bo uważam, że dobrze znać inne spojrzenie niż tylko to autora bloga. Nawet jeśli akurat w tym przypadku patrzymy obydwoje w jedną stronę :D

      Usuń

"Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników je zamieszczających. Prowadzący bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii."