
O prozie pana Jacka słyszałem, tu i ówdzie, od dawna. Zawsze jednak kiedy wzrok mój spoczywał na jednej z jego książek, górę brało we mnie przeświadczenie, że nie dam rady, że się nie wciągnę i nie zachwycę. Bo wyrazy, którymi opisywano tę prozę, czyli "geniusz", "rozmach" czy "wizjonerstwo", nie pozostawiały wątpliwości, że obcować będzie czytelnik z czymś bardzo dobrym, wielkim i wymagającym maksymalnego skupienia. Dodatkowo martwił mnie fakt, że, jak słyszałem, "Czarne oceany" to przedstawiciel cyberpunku, a mnie po lekturze Gibsona nie śpieszno było się z powortem nurzać w świecie VR i pochodnych. No, ale od czego są wyzwania. Kolorowe rzuciło mnie w objęcia dukajowej wizji przyszłości.
Pierwsze co przychodzi mi na myśl po lekturze, to szacunek dla rozmachu charakteryzującego ową wizję autora. Jest bowiem w tej książce prawie wszystko. Zmutowane, czy też, przez mniej więcej pięćdziesiąt lat, jakie dzieli nas od przedstawionego w powieści świata, wyewoluowane wersje: socjologii, psychologii, ekononomii, polityki, savoir-vivre'u i Bóg wie czego jeszcze. Jest wiele nowatorskich koncepcji: myślnia (która sama w sobie może być przyczynkiem do dłuuuugiej dyskusji), psychomemy, Kontakt, Wojny Ekonomiczne, NEti. To wszystko spada na biednego czytelnika i, gdy ma on jako taką wiedzę na omawiany temat, porywa, lecz gdy tej wiedzy brak - przytłacza, a nawet czasem, przynajmniej w moim przypadku, sprawia wrażenie niezrozumiałego bełkotu. Niemniej jednak wciągnął mnie ten świat, w którym OVR zastąpił RL, w którym menedżer wszczepki nakorowej może mieć postać Lucyfera, w którym nanobiotechnologia i RNAdycja pozwalają, w połączeniu z możliwością dowolnego składania DNA, jeśli nie na wszystko, to na bardzo wiele, w którym... Można tak jeszcze długo. Ten cały bagaż może być Wasz, jeśli tylko podejmiecie rękawicę jaką rzuca Wam autor.
Jeżeli wierzycie w optymistyczną wersję przyszłości ludzkiej cywilizacji, trzymajcie się od "Czarnych ..." z daleka, bo Dukaj czarnowidzi i nie ma u niego przeproś. Kreuje on bowiem wizję ludzkości, w której: "Nie ma prawa. Nie ma obyczaju. Nie ma moralności. Nie ma religii. Jest tylko chaos samożywny; są tylko pojedynczy ludzie i to, co między nimi."
PS. O książce można by naprawdę długo, ale nie lubię długaśnych elaboratów, więc ...