
Wyobraźcie sobie, że pod mikroskopem, zamiast kolonii bakterii, macie wielkie japońskie miasto. Jest noc. W małym zbliżeniu metropolia wygląda jak żywy organizm. Przyjrzyjmy jej się bliżej. Powiększamy obraz, powiększamy, widzimy restaurację Denny's, jakieś postaci, coś mówią... i nagle jesteśmy w powieści Murakamiego "Po zmierzchu". To moje pierwsze spotkanie z prozą Japończyka i choć, jak wieść gminna niesie, jest to dziełko stosunkowo słabe, na pewno nie ostatnie.
Tematyka, dla mnie, mieszkańca małej wioski, w której nie ma całodobowych knajp, a nocne życie kończy się o 22.00, jest cokolwiek obca. Oto autor pokazuje nam kilka "sów", ludzi, którzy z takich czy innych względów spać nie mogą, bądź nie chcą. Łączy ich przypadkowymi związkami, wciąga w rozmowy i to właśnie z tych, czasem przedziwnie szczerych, rozmów dowiadujemy się czegoś o tych, dość przypadkowych, bohaterach. O Mari, która nie mogąc znieść ciężkiej, domowej atmosfery, wybiera nocne przesiadywanie w knajpach. O jej siostrze Eri, dotkniętej tajemniczym, trwającym już dwa miesiące, snem. O Takahasim, osieroconym puzoniście, Kaouru, zarządzającej love hotelem i jej pracownicach, czy Shirakawie, informatyku o sadystycznych skłonnościach.
"Po zmierzchu", przypomina nocny spacer po mieście, z tą jednak różnicą, że jako "punkt widzenia", w który za namową pana Haruki się zmieniamy, możemy pójść za napotkanymi przechodniami i, niewidoczni, dowiedzieć się co gna ich po ulicach, o tak nieludzkiej porze. Książka, przez swą konstrukcję, przypomina gotowy scenariusz i chętnie bym zobaczył anime nakręcone na jego kanwie. Z drugiej strony, jest to książka dość nierówna, w której błahy, nic nie wnoszący, dialog, spotyka się z rozmowami podszytymi filozofią. W której wielość wątków zmierza do otwartego zakończenia, przez co, jak mawiają młodzi ludzie, nie do końca wiadomo "o co kaman".
Dam japońskiemu autorowi kredyt zaufania, bo skoro spodobała mi się rzecz słaba, to czegoż spodziewać się po tych lepszych. No właśnie, może niczego, bo oczekiwania zamienią się w rozczarowanie? :D














